DZIEJE RELIGII, FILOZOFII I NAUKI

indeks  |  antologia religijna  |  antologia filozoficzna  |  filozofia nauki

Wojciech Sady: wykłady  |  Jiddu Krishnamurti: życie i nauczanie (sites.google)

 

Jiddu Krishnamurti: KRISHNAMURTI FOUNDATIONS 1968-1986

 

Podczas Zgromadzenia w Saanen w 1968 r. odczytano publiczne oświadczenie Krishnamurtiego o zerwaniu przezeń związków z Krishnamurti Writings Inc., a 28 sierpnia założono Krishnamurti Foundation, England. Udziałowcami zostali Mary Zimbalist, Alain Naudé, George Digby, Dorothy Simmons, hr. Pontoz van der Straten i Gérard Blitz; sekretarka Mary Cadogan prowadziła biuro we własnym mieszkaniu.

W 1966 r. w Saanen rozpoczęły się rozmowy na temat możliwości otwarcia szkoły Krishnamurtiego w Europie. Rok później pojawiła się osoba, dzięki której marzenie stało się rzeczywistością: rzeźbiarka Dorothy Simmons. Jej mąż, dyrektor szkoły podstawowej, przeszedł właśnie na emeryturę. Szybko znaleziono odpowiednie miejsce: Brockwood Park, Bramdean, Hempshire, Anglia. W grudniu 1968 kupiono znajdujący się tam duży, późno-gregoriański dom, wraz z piętnastohektarową posiadłością obejmującą ogród i porośnięty rzadkimi okazami drzew park. Pieniądze, 40 tysięcy funtów, podarował jeden z bogatych zwolenników nauczania.

Latem 1968 ukazał się pierwszy numer  Krishnamurti Foundation Bulletin, który odtąd przynosił bieżące informacje; zamieszczano tam fragmenty najnowszych wystąpień, adresy, informacje o książkach oraz apele o wsparcie finansowe. W pierwszym numerze podano adresy 19 stowarzyszonych krajowych oddziałów Krishnamurti Foundation; w następnych numerach znajdujemy adresy 14 komitetów działających w państwach Ameryki Łacińskiej, z których nieco później utworzono Krishnamurti Foundation Hispano-Americana.

Krishnamurti Foundation of America, z siedzibą w Ojai, rozpoczęło działalność w lutym 1969. Fundację prowadzili Erna i Theodor Lilliefelt. Oboje byli niegdyś teozofami; wysłuchawszy niezależnie mów Krishnamurtiego w Madrasie w 1952 stali się jego gorącymi zwolennikami. Wyjechali potem do Ojai, gdzie pobrali się, a zamieszkali gdy Theo, urzędnik ONZ, przeszedł na emeryturę. Wydawali Krishnamurti Foundation of America Bulletin, zamieszczający głównie materiały przesyłane przez fundację angielską.

Założony w 1928 r. Rishi Valley Trust, przemianowany w 1953 na Foundation for New Education, w 1970 przeobraził się w kierowaną przez Pupul Jayakar Krishnamurti Foundation of India. Fundacja organizowała indyjską działalność K, wydawała książki w Indiach po angielsku i w przekładach na lokalne języki, prowadziła szkoły. Publikowano indyjski Biuletyn, redagowany przez Sunandę Patwardhan. Sunanda i jej mąż Pama, wicedyrektor wydawnictwa Orient Longman, mieszkali na terenach Vasanta Vihar w Adyarze, gdzie mieściła się też siedziba główna fundacji indyjskiej. Innym jej członkiem był brat Pamy, znany bojownik o wolność Indii, Achyut Patwardhan. O Nandini Mehta była mowa powyżej.

6 marca K, w towarzystwie Mary i Alaina, odwiedził po raz pierwszy Brockwood Park, w którym przebywało na razie czterech uczniów. Zachodnie skrzydło budynku stało się odtąd jego domem podczas pobytów w Anglii. Po Zgromadzeniu w Saanen powrócił z Mary do Brockwood (już bez Alaina), gdzie od 6 do 14 września wygłosił w ogromnym namiocie cztery publiczne mowy. W ten sposób powstało drugie w Europie miejsce, gdzie wygłaszał co roku cykle mów. Liczba słuchaczy była tam znacznie mniejsza niż w Saanen, większość przyjeżdżała na dwa kolejne weekendy, podczas których odbywały się mowy, choć wielu przez cały tydzień mieszkało w zatłoczonym go granic możliwości budynku szkoły lub obozowało w namiotach na terenie posiadłości.

Przez następne lata trzy zimowe miesiące K spędzał zwykle w Indiach, następnie przez Europę udawał się w lutym lub marcu do Kalifornii. W Ojai w tym czasie nie bywał: mieszkając w Malibu wygłaszał mowy w Santa Monica, San Francisco, a czasem na różnych uniwersytetach. W Ojai zaczął na nowo przemawiać w 1972, a od 1975 znów odbywały się w kwietniu lub maju Zgromadzenia w Dębowym Gaju; liczba uczestników sięgała pięciu tysięcy. Wkrótce potem przenosił się do Brockwood Park, skąd czasem wyjeżdżał do różnych europejskich miast by wygłosić parę mów. W czerwcu lub lipcu udawał się do Gstaad, gdzie mieszkał przez kilka tygodni w Chalet Tanneg - w tym czasie odbywało się Zgromadzenie w Saanen. We wrześniu organizowano Zgromadzenie w Brockwood. Po rozpoczęciu roku szkolnego wiele czasu poświęcał nauczycielom i uczniom szkoły, spotykał się też i dyskutował z rodzicami uczniów. Późną jesienią wyjeżdżał do Indii. Do końca życia nie opuścił żadnego Zgromadzenia w Saanen (od 1961), Brockwood Park (od 1968) i Oak Grove (od 1975), natomiast, w okresach niepokojów, zamiast do Indii wyjeżdżał późną jesienią do Kalifornii.

W 1969 do Zarządu Krishnamurti Foundation, England wszedł znany fizyk i filozof David Bohm. Odtąd toczyli liczne dyskusje, które miały służyć stworzeniu pomostu między umysłowością religijną a naukową. Wiele z nich zostało utrwalonych na taśmach i opublikowanych. Razem uczestniczyli w seminariach, na które Bohm zapraszał fizyków, biologów i psychologów. W rezultacie coraz częściej w mowach K zaczęły pojawiać się wzmianki o tym, czego dowiadywał się od naukowców. Ale to, co sam do uczonych mówił, nie różniło się zasadniczo od tego, co mówił do "zwykłych" słuchaczy. Bohm lubował się w dociekaniach etymologicznych, co znów odbiło się na tematyce mów. Od połowy lat siedemdziesiątych w Nowym Jorku organizowano też dyskusje z amerykańskimi terapeutami.

Zarówno K, jak i jego współpracownicy przeciwni byli rozstrzyganiu sporów z Rajagopalem na drodze sądowej. Zwaśnione strony spotykały się niejednokrotnie, by szukać rozwiązania polubownego; obaj mężczyźni rozmawiali też w cztery oczy - wszystko bez rezultatu. Tymczasem darczyńcy domagali się przekazania ofiarowanych niegdyś pieniędzy oddziałom Krishnamurti Foundation; a skoro Rajagopal odmawiał, wniesiono pod koniec 1971 do sądu formalne oskarżenie, domagając się zwrotu aktywów Krishnamurti Writings Inc. Parę miesięcy później Rajagopal i jego Zarząd wnieśli do sądu sprawę przeciw K i jego współpracownikom, oskarżając ich z kolei o próbę nielegalnego przejęcia majątku, złamanie ustnych obietnic, zerwanie kontraktu z 1958, oszukanie wydawców, a wreszcie o skrzywdzenie i zniesławienie Rajagopala. Długie postępowanie prawne skończyło się podpisaniem w 1974 układu, na mocy którego Krishnamurti Writings Inc. został rozwiązany, utworzono zaś na jego miejsce - kontrolowaną przez Rajagopala - K and R Foundation, posiadającą prawa autorskie do tekstów powstałych przed lipcem 1968 (wkrótce po śmierci K Rajagopal przekazał te prawa fundacji amerykańskiej). Część terenów, łącznie z Dębowym Gajem i działkami, na których stały Sosnowa Chata i Arya Vihara, przeszła na własność Krishnamurti Foundation of America; fundacja przejęła również pieniądze Krishnamurti Writings Inc. po odliczeniu z nich emerytury dla Rajagopala.

W 1971 po raz pierwszy nagrano mowę K na taśmę wideo. A gdy w maju 1976 profesjonalny zespół nagrał na wideo w kolorze dyskusję, jaka odbyła się w Brockwood Park między Krishnamurtim, Bohmem i psychiatrą D. Shainbergiem, efekt był tak znakomity, że Krishnamurti Foundation zakupiła odpowiednią aparaturę i począwszy od Zgromadzenia w Saanen w lipcu 1976 nagrywano - początkowo przy użyciu czarno-białego sprzętu i jedną kamerą - wszystkie mowy w Europie i niektóre w Indiach i Ameryce. Od końca lat sześćdziesiątych sprzedawano płyty gramofonowe i taśmy z nagranymi wystąpieniami Krishnamurtiego, potem również kasety wideo. Nagrywać poczęto dyskusje ze specjalnie na te okazje zapraszanymi ludźmi. Te wszystkie nagrania przejęły rolę książek zamieszczających "mowy wszystkie" - odtąd drukowano tylko mowy wybrane, sporo miejsca w tomach wydanych w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zajmują zapisy rozmów K ze współpracownikami, naukowcami, indyjskimi panditami; drukowano też sporo tekstów mów i dyskusji mających miejsce w działających pod jego patronatem szkołach. W 1976 r. opublikowano nareszcie odzyskany z archiwów Krishnamurti’s Notebook.

 

OSTATNIE LATA

 

Powstawały dalsze szkoły działające pod patronatem Krishnamurtiego. W Indiach od końca lat dwudziestych działały szkoły w Rajghat (Benares) i Rishi Valley, Nandini Mehta zaś prowadziła w opuszczonych garażach w Bombaju osobliwy ośrodek, gdzie najbiedniejsze dzieci, zamiast włóczyć się po ulicach, uczyły się rzemiosł, sztuk, angielskiego i matematyki w atmosferze miłości i wolności. W 1973 rozpoczęła w Adyarze działalność dzienna szkoła dla około 240 dzieci w wieku od 3 do 13 lat, a w 1978 szkoła w pobliżu Bangalur, gdzie uczy się 190 dziewcząt i chłopców w wieku od 6 do 13 lat. Brockwood Park w Anglii to szkoła z internatem, w której mieszka i uczy się około 60 dziewcząt i chłopców w wieku od lat 14. Od 1975 działa szkoła w Ojai, przeznaczona początkowo dla dzieci w wieku od 5 do 14 lat, od 1984 uzupełniona o szkołę średnią. Czas jakiś działała pod koniec lat 70-ch The Wolf Lake Schoool w Kanadzie. (Dane te dotyczą stanu z końca lat osiemdziesiątych).

Jako ciekawostkę warto dodać, że w 1977 dyrektorem szkoły Rishi Valley został dr G. Narayan, syn najstarszego z braci Krishnamurtiego, Sivarama. Jedyna córka Narayana, Natasza, uczyła się w Brockwood. Żadnych względów natury rodzinnej Krishnamurti im nie okazywał, ale i tak nominacja Narayana wywołała tu i ówdzie oskarżenia o nepotyzm.

W 1975, po dziesięciu latach przerwy, K zamieszkał w swym starym domu w Ojai. Mary Zimbalist sprzedała swój luksusowy dom w Malibu i za uzyskane pieniądze zbudowano ukończony w 1978, wyposażony we wszelkie wygody budynek, obejmujący Sosnową Chatę. Jeździli oboje luksusowym Mercedesem, Krishnamurti regularnie czyścił i polerował samochód. Życzył sobie, aby w nowym domu po jego i Mary śmierci powstała biblioteka i ośrodek studiów, ale by nikt tam nie spał.

Na początku lat siedemdziesiątych - choć wcześniej to dość wyraźnie lekceważył - zaczął się troszczyć o to, by nauczanie w nieskażonej postaci przekazywano dalej, gdy go zabraknie. Wpłynęła może na to świadomość porażki. Przez lat kilkadziesiąt jawił się światu jako Przebudzony wskazujący drogę do Przebudzenia innym. Tymczasem nikt, o kim by wiedział, przebudzony przezeń nie został. Zetknięcie się z nauczaniem zmieniło, w rewolucyjny czasem sposób, życie tysięcy ludzi. Ale nikt nie zdołał dokonać kroku ostatecznego. Krishnamurti do końca niezachwianie wierzył, że jest to, dla niektórych przynajmniej, możliwe. Inni przebudzeni zapewniliby nauczaniu ciągłość - nie było ich jednak. Wobec tego podjął kroki, mające na celu przekształcenie oddziałów Krishnamurti Foundation tak, by mogły przekazywać istotę nauczania samodzielnie po jego śmierci. Nalegał na włączanie do Fundacji ludzi młodych, skłaniał też jej członków, by jak najwięcej mu towarzyszyli, tak aby, jeśli nie potrafią przekazać nauczania samodzielnie, znali je choćby intelektualnie. Nalegał, by po jego śmierci kontynuowały działalność szkoły, które miały  stać również ośrodkami studiów nad nauczaniem.

Zmienił zdanie na temat udostępnienia szerokiej publiczności informacji o własnym życiu. Poprosił o napisanie swej biografii B. Shiva Rao, wieloletniego członka indyjskiego parlamentu, który w 1909 spisywał pod dyktando Leadbeatera żywoty Alcyone. Ponieważ ten nie mógł z powodu choroby rozpoczętej pracy dokończyć, K zwrócił się z podobną prośbą do Mary Lutyens, córki Emilii. Mary znała go od dzieciństwa, słuchała jego nauk w Pergine w 1924, a po 1925 przeniosła na niego swą młodzieńczą miłość do Nityi. Ale po wyjściu w 1930 za mąż poczęła wieść światowe życie i wstydząc się tego zaczęła go unikać. W 1945 rozwiodła się. Jej drugie, bardzo udane małżeństwo, nie stanowiło już przeszkody w kontaktach z K i odtąd widywali się ilekroć on odwiedzał Anglię, mimo że Mary nie słuchała jego mów i nie czytywała jego książek. Poczęła na nowo chłonąć nauczanie z początkiem lat sześćdziesiątych. Była zawodową pisarką - i nagle w okresie sporów z Rajagopalem wciągnął ją do pracy dla siebie. Redagowała szereg jego książek. W 1971, korzystając ze zgromadzonych przez Shiva Rao materiałów archiwalnych, Mary Lutyens przystąpiła do pracy nad trzytomową biografią [Krishnamurti: The Years of Awakening, 1975;  Krishnamurti: The Years of Fulfilment, 1983; Krishnamurti: The Open Door, 1988; streszczenie The Life and Death of Krishnamurti, 1990]. Również za jego namową Pupul Jayakar napisała Krishnamurti: A Biography [1986].

W ciągu ostatnich lat życia nakręcono o nim kilka filmów. W tym okresie prowadził nauczycielską działalność w sposób niezwykle intensywny i regularny, wbrew rosnącym kłopotom ze zdrowiem. Od 1974 często towarzyszył mu lekarz z Rajghat, dr T. K. Parchure. Ćwiczenia hatha jogi i długie spacery odbywał regularnie jeszcze na kilka tygodni przed śmiercią. A choć wygłaszanie mów coraz bardziej go męczyło, nie znosił też bezczynności. Nadal uwielbiał czytać dreszczowce i oglądać w kinie i w telewizji sensacyjne filmy. W domu z pasją pomagał Mary rozpakowywać torby z zakupami i wykonywał drobne prace kuchenne. Aż do ostatnich dni uwielbiał zajęcia w ogrodzie, sadzenie drzew i kwiatów, podlewanie, zabiegi pielęgnacyjne.

Wieloletnia przyjaciółka Krishnamurtiego, Radha Burnier, została w 1980 wybrana Prezydentem Towarzystwa Teozoficznego. Nastąpiło to akurat w dniu, kiedy słuchała jego mów w Saanen, a jej pokonaną kontrkandydatką była znana nam Rukmini Arundale. Odtąd, po trwającej pół wieku przerwie, zaczął odwiedzać adyarską siedzibę Towarzystwa. Pojechał też w 1981 do Zamku Eerde, w którym mieści się dziś kwakierska szkoła, ale nie wysiadł z samochodu.

Z osób, które pojawiły się w ostatnich latach w najbliższym jego otoczeniu, wart jest wymienienia Asit Chandmal, bratanek Pupul Jayakar. Od tego specjalisty komputerowego dowiadywał się o najnowszych osiągnięciach w tej dziedzinie, związanych z tym nadziejach i zagrożeniach - do czego wciąż powracał w ostatnich mowach. (Zapytany w 1983, co go najbardziej interesuje, odparł: "Myślę, że każdy poważny człowiek interesować się musi przyszłością, tym, co stanie się z ludzkością").

Człowiekiem, którego pieniądze umożliwiły K realizację ostatnich planów, stał się Friedrich Grohe. Bogaty, owdowiały niemiecki przemysłowiec, przekroczył już pięćdziesiątkę gdy w 1980 przeczytał The Impossible Question, co radykalnie zmieniło jego życie. W 1983 spotkał się z jej autorem i wkrótce potem za jego pieniądze rozpoczęto budowę w Brockwood Park centrum, w którym ludzie mogliby przebywać i studiować nauczanie. Długo szukano odpowiedniego architekta, Krishnamurti mocno podkreślał, że budynek ma być najwyższej jakości i mimo trudności finansowych upierał się, aby z niczego nie rezygnować. Otwarty w 1987 budynek, położony nieopodal szkoły, zapewnia dziś gościnę dwudziestu osobom, mieści też biura Krishnamurti Foundation, England, bogate archiwum. Znajduje się tam pomieszczenie oddzielone od reszty budynku, w którym należy siedzieć milcząc. Grohe sfinansował również budowę trzech podobnych centrów w Indiach: w Rajghat, w Rishi Valley i w oddalonym o parę kilometrów od najbliższej wsi i niedostępnym w zimie himalajskim ustroniu Uttar Kashi (budynek o dwunastu sypialniach ukończono w 1986).

W tych ostatnich latach na życzenie K organizowano regularne zjazdy członków Fundacji z całego świata oraz personelu szkół, organizowano też w miarę możności wymianę uczniów. W okresie wcześniejszym w ogóle nie miał zwyczaju, by poznawać wzajemnie swych przyjaciół i współpracowników, teraz radykalnie zmienił podejście i wciąż podkreślał, że oddziały Fundacji, acz prawnie niezależne, powinny działać niczym jedno ciało. Tymczasem właśnie w tych latach grono to zostało rozdarte przez rozliczne spory.

Ostre konflikty wybuchły w gronie personelu szkoły w Brockwood - zwłaszcza gdy po przebyciu w 1983 zawału serca przestała nią kierować Dorothy Simmons. Co gorsza, w konflikty wciągnięta została część uczniów. Doszło do tego, że K zagroził w 1984, że zamknie drzwi między szkołą a zachodnim skrzydłem budynku, gdzie mieszkał. Wieloletni bezpośredni kontakt z nim nie wygaszał ludzkich ambicji i animozji. Konflikty wybuchły też w Rajghat, co doprowadziło do rezygnacji poprzedniego dyrektora ośrodka. K, który przyjechał do Rajghat na trzy miesiące przed śmiercią, w ciągu krótkiej rozmowy zdołał nakłonić dra P. Krishnę, profesora fizyki pracującego m.in. na uniwersytetach amerykańskich i europejskich, by, rezygnując po części ze swych dotychczasowych planów, objął stanowisko dyrektora szkoły.

O wiele poważniejszy i długotrwały był konflikt pomiędzy angielskim a indyjskim oddziałem Fundacji o prawo do wydawania jego książek. (Fundacja amerykańska nie miała własnego komitetu wydawniczego). Początkowo wszystkie prawa należały do fundacji angielskiej, indyjska miała jednak prawo do przygotowywania i wydawania co jakiś czas książek zawierających teksty indyjskich mów i dyskusji. Rychło Anglicy zaczęli zgłaszać zastrzeżenia wobec jakości wykonywanych w Indiach prac redakcyjnych, a K z opinią tą się zgadzał. Spisując mowy z taśmy magnetofonowej należało zaopatrzyć je w odpowiednią interpunkcję, czasem dodać jakieś brakujące słowo lub coś pominąć, tak aby, jak pisała Mary Lutyens, "zachować autentyczną kadencję jego głosu, wprowadzając zarazem ład w to, co często było serią nie powiązanych zdań" [1987, s.38] - a indyjscy wydawcy nie najlepiej sobie z tym radzili. Doszło do tego, że angielski komitet wydawniczy, korzystając ze swych uprawnień, począł druk indyjskich książek wstrzymywać. Tymczasem Pupul Jayakar, czemu wielokrotnie daje w swej książce o K wyraz, była święcie przekonana, że to właśnie w Indiach jest on u siebie i dopiero tam znajduje ludzi rozumiejących nauczanie. I to wbrew wielokrotnym deklaracjom samego zainteresowanego, że nie ma ojczyzny, a ludzie na całej Ziemi są, pominąwszy powierzchowne różnice, tacy sami. Choć inni członkowie Krishnamurti Foundation of India godzili się na polubowne rozwiązania, Jayakar nie ustępowała. Gdy K dowiedział się w 1985 o tych trwających już trzynaście lat sporach, zażądał zapoznania go z suchymi faktami - i zapowiedział, że sprawę rozstrzygnie samodzielnie. Na łożu śmierci odebrał fundacji indyjskiej prawa do wydawania swoich książek i przekazał je w całości fundacji angielskiej. Później, już bez jego udziału, uzgodniono, że indyjski komitet wydawniczy będzie przygotowywał do druku książki oparte na pochodzących z Indii materiałach, będą one jednak przesyłane do akceptacji do Anglii i, w razie potrzeby, poprawiane. Dziś prawa wydawnicze na teksty powstałe do 1968 posiada Krishnamurti Foundation of America, a na późniejsze Krishnamurti Foundation Trust Limited.

W ostatnich latach bardzo zbliżyli się do Krishnamurtiego uczeni i mnisi buddyjscy. Rozpowszechniła się wręcz między nimi opinia, że mówi on właśnie to, co mówiłby Budda, gdyby żył w naszych czasach. Jeden z buddyjskich uczonych, Jagannath Upadhyaya, pojawił się zimą 1984-1985 z wiadomością, że w jakimś tybetańskim rękopisie z 600 czy 900 r. natrafił na proroctwo, iż nastąpi przyjście Maitreji, który użyje w tym celu ciała człowieka zwanego Krishnamurti. Wieść ta niesłychanie K poruszyła, choć nie całkiem jej dowierzał.

Coraz częściej w rozmowach z Mary Zimbalist K mówił o śmierci, czasem w kontekście nie załatwionych spraw organizacyjnych, a czasem jako o zbliżającym się nieuchronnie fakcie. W połowie lat siedemdziesiątych zapowiedział, że pożyje jeszcze około 10 lat - tyle pozostało mu przecież do zrobienia. Ale podobną liczbę podał też w 1985. Od kilku lat testy lekarskie wykazywały zbyt wysoki poziom cukru we krwi, stał się nadwrażliwy i trudno mu było pisać z powodu drżenia rąk, poza tym stan jego zdrowia był zupełnie dobry. (W 1977 przeszedł operację prostaty, a w 1982 przepukliny, w obu przypadkach godząc się jedynie na miejscowe znieczulenie). Latem 1985 zaczął szybko słabnąć, jego waga spadła poniżej 50 kg, wystąpiły silne bóle brzucha. W Saanen ogłosił, że jest to ostatnie Zgromadzenie, ze względu na stan zdrowia przemawiać będzie odtąd w Europie tylko w Brockwood. Zrezygnować też musiał z szeregu zaplanowanych spotkań i wystąpień, a - jak wyjaśnił doktorowi Parchure - "ciało żyje po to, by mówić". Pod koniec października odleciał do Indii. W obawie o jej zdrowie zabronił Mary jechać ze sobą. Powiedział:

Gdybym miał umrzeć, zadzwonię do ciebie natychmiast. Ale nie umrę nagle. Jestem zdrów, wszystko jest, łącznie z sercem, w porządku. O tym decyduje ktoś inny. Nie mogę o tym mówić. Nie wolno mi, rozumiesz? To jest o wiele poważniejsze. Są rzeczy, o których nie wiesz. Ogromne, a ja nie mogę ci o tym powiedzieć. Bardzo trudno znaleźć mózg taki jak ten i musi on działać dopóki tylko ciało wytrzyma, aż coś nie powie: dość. Jeśli umrę, nie wolno ci płakać.

Podczas ostatniego pobytu w Indiach dwukrotnie spotkał się z Rajivem Gandhim. Wygłosił cztery mowy w Rajghat i odbył cykl dyskusji z uczonymi buddyjskimi. W Rishi Valley uczestniczył w zjeździe nauczycieli ze wszystkich swych szkół. Słabł z dnia na dzień. Odwołał planowane na styczeń mowy w Bombaju i postanowił wracać wprost do Ojai z pominięciem Anglii. Mowy w Madrasie, planowane na przełom roku, zbiegły się z odbywającym się w Adyarze zjazdem Towarzystwa Teozoficznego - tysiące teozofów przyszło powitać go gdy przybył na tereny Towarzystwa. Podczas pierwszej mowy w ogrodach Vasanta Vihar miał gorączkę, wątek się rwał. Z trudnością schodził z podium, podczas gdy tłum ludzi próbował dotknąć choćby jego szaty. Następną mowę odwołano. Poprosił o przyspieszenie wyjazdu do Ojai, po czym rozdał swoje indyjskie ubrania. Kończąc drugą mowę w Madrasie 1 stycznia 1986 mówił o śmierci:

Próbujemy zrozumieć, co znaczy umierać żyjąc (nie popełniając samobójstwa, nie mówię o tego rodzaju głupocie). Chcę pojąć sam dla siebie, co znaczy umierać, a chodzi o to, czy mogę być całkowicie wolny od wszystkiego, co ludzie, łącznie ze mną, stworzyli.
Co znaczy umierać. Porzucać wszystko. Śmierć odcina cię bardzo, bardzo, bardzo ostrą brzytwą od wszystkiego, do czego jesteś przywiązany, od twych Bogów, od twych przesądów, od twego pragnienia wygody - następne życie i tak dalej. Zamierzam zrozumieć, czym jest śmierć, jest to bowiem niesłychanie ważne w czasie, gdy żyjemy. Jak zatem mogę zrozumieć, faktycznie a nie teoretycznie, co znaczy umierać? Faktycznie chcę zrozumieć, tak jak wy tego chcecie. (...) Co znaczy umierać? Zadajcie sobie to pytanie. Ono zawsze wam towarzyszy, za młodu i na starość. Znaczy to być całkowicie wolnym, w najmniejszym stopniu nie przywiązanym do niczego, co ludzie ze sobą powiązali - całkowicie wolnym. Żadnych przywiązań, żadnych Bogów, żadnej przeszłości, żadnej przyszłości. Nie dostrzegacie piękna umierania, jego wielkości, jego niezwykłej siły - umierać żyjąc. Czy rozumiecie, co to znaczy? Żyjąc w każdej chwili umieracie, tak że przez całe życie pozostajecie do niczego nie przywiązani. Oto co znaczy śmierć.
Życie jest więc umieraniem. Rozumiecie? Życie oznacza, że co dzień porzucacie wszystko, do czego jesteście przywiązani. Czy was na to stać? Bardzo prosty fakt, mający jednak olbrzymie następstwa. Tak, że każdy dzień jest nowym dniem. Każdego dnia umieracie i odradzacie się. Jest w tym ogromna witalność, energia, nie ma bowiem niczego, czego się obawiacie. Nie istnieje nic, co może was skrzywdzić.
Porzucić trzeba bez reszty wszystko, co ludzie ze sobą powiązali. Oto co znaczy umierać. Czy was na to stać? Czy spróbujecie? Czy będziecie z tym eksperymentować? Nie kiedyś tam, ale zawsze. Nie, nie stać was na to; wasze mózgi nie są do tego przygotowane. Wasze mózgi są tak mocno uwarunkowane przez wasze wykształcenie, przez waszą tradycję, przez waszych profesorów. Wymaga to zrozumienia, czym jest miłość. Miłość i śmierć idą w parze. Śmierć powiada: bądź wolny, nie przywiązany, niczego nie możesz ze sobą zabrać. A miłość powiada, miłość powiada - brak jest słów.

4 stycznia 1986 wygłosił w Madrasie ostatnią mowę w życiu.

Odbyło się jeszcze parę spotkań Zarządu Krishnamurti Foundation of India i seria pożegnań. Spotkał się i rozmawiał z Rukmini Arundale, która również miała przed sobą kilka tygodni życia. Ostatniego wieczoru odbył spacer po plaży, na której Leadbeater odkrył go siedemdziesiąt sześć lat wcześniej. 10 stycznia, z przesiadką w Singapurze i w Tokio, odleciał w towarzystwie młodego nauczyciela z Brockwood, Scotta Forbesa, do Los Angeles. Witającej go na lotnisku Mary Zimbalist powiedział: "To nie chce zamieszkiwać chorego ciała. Nie wolno nam mieć wypadku, bo gdybym został ranny, byłby to koniec". Miał silne bóle brzucha i ledwie trzymał się na nogach. Opiekowali się nim dr Parchure, który nie opuszczał go od kilku tygodni i dr Deutsch, jego stały od pewnego czasu lekarz z Ojai. 21 stycznia poszedł na ostatni w życiu spacer, w dół do Arya Vihara i z powrotem do Sosnowej Chaty. Następnego dnia przyjęto go do szpitala w odległym o dwadzieścia kilometrów Santa Paula. Wtedy po raz pierwszy złagodzono mu ból morfiną, wykonano transfuzję krwi i szereg zabiegów mających złagodzić cierpienia. Mimo stanu zdrowia bardzo interesował się używaną do badań nowoczesną aparaturą. Wykazały one raka trzustki z przerzutami do wątroby. Powiedziano mu, że nie ma nadziei na wyzdrowienie. 30 stycznia na własną prośbę opuścił szpital, by umrzeć w Sosnowej Chacie.

Odżywiany kroplówką prawie nie był w stanie wstać z łóżka. Mary czuwała przy nim śpiąc po dwie godziny dziennie. Z Europy i Indii przybyło szereg osób, by się pożegnać i uzgodnić ostatnie sprawy. 3 lutego K, w obecności Radhiki Herzberger i dra Krishny z Indii, Mary Cadogan, Jane Hammond i Mary Lutyens z Anglii oraz Mary Zimbalist, rozstrzygnął ostatecznie sprawy wydawnicze. Następnego dnia w fotelu na kółkach wywieziono go na dwór. Pewien czas siedział pod tym samym pieprzowcem, pod którym wieczorem 20 sierpnia 1922 miał wizję, spoglądając stamtąd po raz ostatni na okoliczne wzgórza. Kilka dni potem zaprosił zgromadzone osoby, pożegnał się i wysłuchał bieżących wieści. Poprosił, by wyjechali z Ojai nie czekając na jego śmierć. Te ostatnie spotkania zbytnio go wzruszały, często płakał. Rozdał swoje ubrania i polecił rozdać te, które zostały w Brockwood Park.

Do ostatniej chwili jak tylko mógł dbał o swoje ciało, co dzień mył zęby i wykonywał ćwiczenia oczu. Słuchał wiadomości w telewizji i wypytywał Asita Chandmala, który odmówił opuszczenia Ojai, o najnowsze osiągnięcia w technice komputerowej. Gdy Mary Lutyens z mężem odjechali na lotnisko wynajętym samochodem, zapytał o jego markę - i był zadowolony z faktu, że była to dobra marka. Rankiem 7 lutego na jego życzenie Scott nagrał na magnetofon rwące się słowa:

Mówiłem już dziś rano - przez siedemdziesiąt lat ta najwyższa energia - nie - ta bezgraniczna energia, bezgraniczna inteligencja używała tego ciała. Nie sądzę, by ludzie pojmowali, jaka to potężna energia i inteligencja przechodziła przez to ciało - to dwunastocylindrowy silnik - i przez siedemdziesiąt lat - to był dość długi okres - a teraz ciało nie może już wytrzymać. Nikt, o ile ciało nie zostało bardzo starannie przygotowane, chronione i tak dalej - nikt nie może pojąć, co przez to ciało przeszło. Nikt. Niech nikt nie próbuje. Nikt. Powtarzam: nikt z nas ani z publiczności nie wie, co się działo. Wiem, że nie wiedzą. I po siedemdziesięciu latach to się skończyło. Nie żeby tej energii i inteligencji - ona tu jakoś jest, co dzień, a zwłaszcza w nocy - i po siedemdziesięciu latach to ciało nie może tego wytrzymać - nie może więcej wytrzymać. Nie może. Hindusi mają na ten temat wiele paskudnych przesądów - że chcesz i ciało przemija - i wszystkie tego rodzaju nonsensy. Nie znajdziecie innego ciała takiego jak to, lub tej najwyższej inteligencji działającej w jakimś ciele przez setki lat. Nie ujrzycie tego znów. Gdy on odchodzi, to odchodzi. Nie ma żadnej świadomości pozostającej poza świadomością, poza tym stanem. Oni wszyscy będą udawać lub będą próbować sobie wyobrazić, że mogą się z tym zetknąć. Być może jakoś się zetkną, jeśli ucieleśnią nauczanie. Ale nikt tego nie dokonał. Nikt. Tak to już jest.

Tydzień potem przez kwadrans streścił, w sposób ponoć bardzo zwięzły i precyzyjny, doktorowi Deutschowi treść swego nauczania. Mówił m.in. "Nie boję się umierać, bo żyłem ze śmiercią przez całe życie. Nigdy nie dźwigałem wspomnień". Mary, dr Deutsch i Scott byli przy nim, gdy zmarł dziesięć minut po północy 17 lutego 1986 roku.

Tylko kilka osób uczestniczyło tego samego dnia w kremacji zwłok. Żadnych ceremonii, zgodnie z jego wolą, nie było: ciało umyto, owinięto, włożono do tekturowej trumny i po przewiezieniu do krematorium w Ventura spalono. Jeszcze w 1972 K wyraził życzenie, by prochy po jego śmierci rozsypać, aby wokół miejsca jego wiecznego spoczynku nie powstał ośrodek kultu. Zgodnie z jego wolą prochy podzielono na trzy części. Jedną przewieziono do Indii: część wsypano do Gangesu w Rajghat, część u jego himalajskich źródeł, a część do rzeki Adyar u jej ujścia do Zatoki Bengalskiej. Dwie pozostałe części rozsypano w Ojai i w Anglii.