strona główna

Ludwig WITTGENSTEIN

O PEWNOŚCI

przełożył Wojciech Sady

W połowie 1949 Ludwig Wittgenstein odwiedził w USA swego ucznia, Normana Malcolma. Dyskutowali m.in. znane artykuły George'a Edwarda Moore'a "A Defence of Common Sense" (Obrona zdrowego rozsądku, 1925) i "Proof of the External World" (Dowód na istnienie świata zewnętrznego, 1939). W obu tekstach Moore twierdzi - sprzeciwiając się zarówno sceptykom, jak i idealistom - że wiemy, iż prawdą jest, że "Tu jest jedna ręka, a tu jest druga", "Ziemia istniała dawno przed moimi narodzinami", "Nigdy nie oddaliłem się zbytnio od powierzchni Ziemi" itd.
Po powrocie do Europy - dowiedziawszy się, że ma raka prostaty - Wittgenstein zaczął spisywać rozważania na ten temat. Prawdopodobnie w Wiedniu, od stycznia do marca 1950, powstały uwagi, opublikowane jako uwagi 1-65.
Nieco późniejsze są uwagi z dwóch niewielkich notesów: uwagi 66-192 oraz uwagi 193-299.
Trzeci notes wypełniają zapiski z ostatnich sześciu tygodni życia filozofa; są to uwagi 300-676.
Całość wydano pośmiertnie pt. Über Gewissheit (wyd. G. E. M. Anscombe, G. H. von Wright), z równoległym przekładem angielskim On Certainty (przełożyli Denis Paul, G. E. M. Anscombe), Basil Blackwell, Oxford 1969.
Wydawcy nie poddali tych rękopiśmiennych zapisków żadnej selekcji, jedynie kolejno je ponumerowali.

1. Jeśli wiesz, że tu jest ręka, to zgodzimy się co do całej reszty.
(Kiedy powiada się, że tego a tego zdania nie daje się dowieść, nie znaczy to naturalnie, że nie można go wyprowadzić z innych zdań; każde zdanie daje się wyprowadzić z innych. Ale te zdania mogą nie być bardziej pewne niż ono samo.) (O tym komiczna uwaga H. Newmana.)

2. Z tego, że mnie - lub każdemu - wydaje się, że tak jest, nie wynika, że tak jest.
Wolno wprawdzie spytać, czy można w to sensownie wątpić.

3. Jeśli np. ktoś mówi "Nie wiem, czy tu jest ręka", to można by mu powiedzieć "Spójrz z bliska". - Ta możliwość przekonania się należy do gry językowej. Jest jedną z jej istotnych cech.

4. "Wiem, że jestem człowiekiem". Aby ujrzeć, jak niejasny jest sens tego zdania, rozważ jego negację. Co najwyżej można by je zrozumieć jeszcze w ten sposób: "Wiem, że mam ludzkie organy". (Np. mózg, którego jednak nikt dotąd nie widział.) Ale co ze zdaniem w rodzaju "Wiem, że mam mózg"? Czy mogę w nie wątpić? Nie mam podstaw, by wątpić! Za nim przemawia wszystko, przeciw niemu nic. A mimo to można sobie wyobrazić, że podczas operacji moja czaszka okaże się pusta.

5. To, czy zdanie może w końcu okazać się fałszywe, zależy od warunków, które, według mnie, mają dla niego obowiązywać.

6. A więc czy można (jak Moore) wyliczyć to, co się wie? Tak po prostu, jak sądzę, nie. Nadużywałoby się bowiem słowa "wiem". A to nadużycie wydaje się ujawniać osobliwy i nader ważny stan umysłowy.

7. Moje życie pokazuje, że wiem, albo że jestem pewien, iż tam stoi krzesło, są drzwi i tak dalej. - Mówię do przyjaciela np. "Weź stamtąd to krzesło", "Zamknij drzwi" itd., itd.

8. Różnica między pojęciem 'wiedzieć' a pojęciem 'być pewnym' nie jest zbyt ważna, chyba że "wiem" ma znaczyć: nie mogę się mylić. Na sali sądowej np. w każdym zeznaniu zamiast "wiem" można by powiedzieć "jestem pewien". Możemy sobie nawet wyobrazić, że "wiem" byłoby tam zakazane. [Ustęp w Wilhelm Meister, gdzie "Wiesz" i "Wiedziałeś" użyte jest w sensie "Byłeś pewien", a rzeczy miały się inaczej, niż on wiedział.]

9. Czy zatem, w trakcie swego życia, upewniam się, że tu jest ręka (mianowicie moja ręka)?

10. Wiem, że tu leży chory człowiek? Nonsens! Siedzę przy jego łóżku, wpatruję się uważnie w jego twarz. - A więc nie wiem, że tam leży chory? - Ani pytanie, ani stwierdzenie nie mają sensu. Nie więcej niż powiedzenie: "Jestem tutaj", którego przecież mógłbym użyć w każdej chwili, skoro tylko nadarzyłaby się stosowna okazja. - Czy zatem "2 x 2 = 4" jest też, za wyjątkiem stosownych okazji, niedorzecznością, a nie prawdziwym zdaniem arytmetycznym? "2 x 2 = 4" jest prawdziwym zdaniem arytmetycznym - nie "w stosowych okolicznościach", nie "zawsze" - ale wypowiedziane czy napisane znaki "2 x 2 = 4" mogłyby w chińskim mieć inne znaczenie lub być jawną niedorzecznością, a z tego widać, że tylko w użyciu zdanie ma sens. I "Wiem, że tu leży chory", użyte w nieodpowiedniej sytuacji, wygląda nie na niedorzeczność, a raczej na oczywistość, tylko dlatego, że z łatwością możemy wyobrazić sobie pasującą do niego sytuację; i sądzimy, że słowa "Wiem, że..." są zawsze na miejscu tam, gdzie nie ma wątpliwości (a więc także tam, gdzie wyrażenie wątpliwości byłoby niezrozumiałe).

11. Po prostu nie zauważamy, jak bardzo wyspecjalizowane jest użycie "Wiem".

12. - Ponieważ "Wiem" wydaje się opisywać stan faktyczny, który ręczy za to, co się wie, jako za fakt. Wciąż po prostu zapomina się o wyrażeniu "Myślałem, że wiem".

13. Nie jest bowiem tak, by z czyjejś wypowiedzi "Wiem, że tak jest", można było wywnioskować zdanie "Tak jest". Ani też z tej wypowiedzi i z tego, że nie jest ona kłamstwem. Ale czy z mojej wypowiedzi "Wiem itd." nie mogę wywnioskować "Tak jest"? Owszem; ze zdania "On wie, że tam jest ręka" wynika też "Tam jest ręka". Ale z jego wypowiedzi "Wiem..." nie wynika, że on to wie.

14. Musimy najpierw wykazać, że on to wie.

15. Musimy wykazać, że nie mogła zajść pomyłka. Zapewnienie "Wiem to" nie wystarcza. W końcu jest to bowiem tylko zapewnienie, że nie mogę się (tu) mylić i musimy obiektyw­nie ustalić, że co do tego się nie mylę.

16. "Jeśli coś wiem, to wiem też, że to wiem itd." sprowadza się do tego, że "Wiem to" znaczy "Co do tego jestem nieomylny". Ale czy taki jestem, musi dać się obiektywnie ustalić.

17. Załóżmy teraz, że - wskazując na jakiś przedmiot - mówię "Nie mylę się co do tego, że to jest książka". Jak wyglądałby tu błąd? I czy sobie to jasno przedstawiam?

18. "Wiem to" znaczy często: mam odpowiednie podstawy, by tak twierdzić. Jeśli więc ktoś inny zna tę grę językową, to przyzna, że wiem. Inny, o ile zna tę grę językową, musi sobie móc przedstawić, skąd ktoś może coś takiego wiedzieć.

19. Wypowiedź "Wiem, że tu jest ręka" można więc tak kontynuować: "jest to mianowicie moja ręka, na którą patrzę". Wtedy rozsądny człowiek nie wątpiłby w to, że wiem. - Idealista też nie będzie wątpił; powie on raczej, ze nie chodzi mu o praktyczne wątpliwości, które zostały rozwiane, ale że za nimi kryje się jeszcze dalsza wątpliwość. - Potrzeba innego sposobu by wykazać, że jest to iluzja.

20. "Wątpienie w istnienie świata zewnętrznego" nie oznacza jedynie np. wątpienia w istnienie planety, czego dowiodły późniejsze obserwacje. - A może Moore chce powiedzieć, że wiedza, iż tu jest jego ręka, jest innego rodzaju niż ta, że istnieje planeta Saturn? W przeciwnym razie można by wątpiącym wskazać na odkrycie planety Saturn i powiedzieć, że jej istnienia dowiedziono, a zatem dowie­dziono też istnienia świata zewnętrznego.

21. Pogląd Moore'a sprowadza się właściwie do tego, że pojęcie 'wiedzieć' jest analogiczne do pojęć 'wierzyć', 'przypuszczać', 'wątpić', 'być przekonanym' pod tym względem, iż wypowiedź "Wiem..." nie może być pomyłką. A jeśli tak jest, to z takiej wypowiedzi można wnioskować o prawdziwości stwierdzenia. I forma "Sądziłem, że wiem" zostaje tu przeoczona. - Ale jeśli ta ostatnia jest niedopuszczalna, to błąd w stwierdzeniu musi być również logicznie nie­możliwy. I każdy, kto zna tę grę językową, musi to pojąć; zapewnienie wiarygodnego człowieka, że wie, niczego tu nie wnosi.

22. Byłoby doprawdy osobliwe, gdybyśmy musieli wierzyć godnej zaufania osobie, która mówi "Nie mogę się mylić" lub temu, kto mówi "Nie mylę się".

23. Jeśli nie wiem, czy ktoś ma dwie ręce (czy np. amputowano mu je czy nie), to uwierzę jego zapewnieniu, iż ma dwie ręce, o ile jest godny zaufania. A jeśli mówi, że to wie, znaczyć to może dla mnie jedynie tyle, iż mógł się o tym przekonać, a zatem, że jego ręce nie są wciąż jeszcze schowane pod przykryciem czy bandażami itd., itd. To, że wierzę tu człowiekowi godnemu zaufania wypływa stąd, iż przyznałem, że może się on o tym przekonać. Ale ktoś, kto mówi, że nie ma (być może) przedmiotów fizycznych, nie czyni czegoś takiego.

24. Pytanie idealisty brzmiałoby mniej więcej tak: "Jakim prawem nie wątpię w istnienie moich rąk?" (I nie można na nie odpowiedzieć: "Wiem, że istnieją".) Ale ten, kto tak pyta, nie dostrzega, że wątpienie co do istnienia funkcjonuje tylko w obrębie gry językowej. A zatem najpierw musimy go zapytać: jak wyglądałaby taka wątpliwość? a nie rozumieć tego od razu.

25. Można się mylić nawet co do tego, "że tu jest ręka". Tylko w określonych okolicznościach jest to niemożliwe. - "Także w obliczeniach można się pomylić - a tylko w pewnych okolicznościach nie."

26. Czy jednak w samej regule można dojrzeć, jakie okoliczności logicznie wykluczają pomyłkę w zastosowaniu reguł obliczeniowych?
I na cóż przyda się nam tu reguła? Czy nie moglibyśmy jej (z kolei) błędnie stosować?

27. Gdybyśmy jednak chcieli podać tu coś na kształt reguły, to zawierałaby ona wyrażenie "w normal­nych okolicznościach". Zaś normalne okoliczności można rozpoznać, lecz nie można ich dokładnie opisać. Co najwyżej [możemy opisać] szereg nienormalnych.

28. Czym jest 'uczenie się reguły'? - Tym.
Czym jest 'błędne jej stosowanie'? - Tym. A to, na co zwraca się tu uwagę, jest czymś nieokreślonym.

29. Praktyczne używanie reguły pokazuje również, na czym polega błąd w jej stosowaniu.

30. Gdy ktoś się o czymś przekonał, to powiada: "Tak, ten rachunek się zgadza"; lecz nie wywnioskował tego ze swego poczucia pewności. Nie wnioskuje się o stanie rzeczy z własnej pewności.
Pewność jest jak gdyby tonem, jakim stwierdza się stan rzeczy, lecz nie wnioskuje się z tonu, że ma się słuszność.

31. Te zdania, do których człowiek wciąż na nowo powraca niczym zauroczony, chciałbym usunąć z języka filozoficznego.

32. Nie chodzi o to, że Moore wie, iż tam jest ręka, a raczej o to, że nie zrozumielibyśmy go, gdyby powiedział "Oczywiście mogę się co do tego mylić". Zapytalibyśmy "Jak by wyglądał taki błąd?" - np. odkrycie, że to był błąd?

33. Wykreślamy zatem zdania, które nie prowadzą nas dalej.

34. Gdy uczy się kogoś rachować, to czy uczy się go również, że może polegać na obliczeniach swego nauczyciela? Ale te objaśnienia muszą jednak gdzieś mieć swój kres. Czy będzie się go też uczyć, że może polegać na swych zmysłach - skoro faktycznie w wielu wypadkach mówi mu się, że w takim a takim szczególnym przypadku nie można na nich polegać? -
Reguła i wyjątek.

35. Czy jednak nie można sobie wyobrazić, że nie ma przedmiotów fizycznych? Nie wiem. A jednak "Są przedmioty fizyczne" jest niedorzecznością. Czy ma to być zdanie empiryczne? -
A czy to jest zdaniem empirycznym: "Wydaje się, że są przedmioty fizyczne"?

36. Pouczenia "A jest przedmiotem fizycznym" udzielamy tylko komuś, kto jeszcze nie rozumie, co znaczy "A" lub co znaczy ,,przedmiot fizyczny". Pouczenie to dotyczy zatem użycia słów, zaś "przedmiot fizyczny" jest pojęciem logicznym. (Jak kolor, rozmiar,...) I dlatego nie da się utworzyć zdania w rodza­ju "Są przedmioty fizyczne".
A jednak takie niefortunne próby napotykamy na każdym kroku.

37. Ale czy na sceptycyzm idealisty albo na zapewnienia realisty wystarczy odpowiedzieć, że "Są przedmioty fizyczne" jest niedorzecznością? Dla nich nie jest to w końcu niedorzeczność. Odpowiedzią byłoby jednak: zarówno to stwierdzenie, jak i jego zaprzeczenie, stanowią chybioną próbę wyrażenia (czegoś), czego tak wyrazić się nie da. Zaś to, że jest to próba chybiona, można pokazać; ale na tym sprawa się nie kończy. Musimy sobie uzmysłowić, że to, co jawi się nam jako pierwszy wyraz trudności lub jej rozwiązania, może być nadal wyrazem najzupełniej błędnym. Tak jak ten, kto słusznie krytykuje obraz, często na początku skieruje zarzuty w niewłaściwe miejsce i trzeba dociekań, by znaleźć dla tej krytyki właściwy punkt zaczepienia.

38. Wiedza w matematyce. Musimy tu wciąż na nowo przypominać sobie, że 'proces wewnętrzny' czy 'stan' jest nieważny i pytać "Dlaczego miałby on być ważny? Co to mnie obchodzi?" Interesujące jest to, jak używamy zdań matematycznych.

39. Tak się rachuje, w takich okolicznościach rachunek uważa się za absolutnie niezawodny, za na pewno poprawny.

40. Po "Wiem, że tam jest moja ręka" może powstać pytanie "Skąd to wiesz?", a odpowiedź na nie zakłada, że tak można to wiedzieć. Zamiast "Wiem, że tam jest moja ręka" można więc powiedzieć "Tam jest moja ręka" i dodać, skąd to wiadomo.

41. "Wiem, gdzie czuję ból", "Wiem, że czuję go tutaj" jest równie fałszywe jak: "Wiem, że mam bóle". Ale "Wiem, gdzie dotknąłeś mego ramienia" jest poprawne.

42. Można rzec "On w to wierzy, ale tak nie jest", a nie "On to wie, ale tak nie jest". Czy wypływa to z różnicy pomiędzy stanami psychicznymi wiary i wiedzy? Nie. - "Stanem psychicznym" można nazwać coś, co wyrażają ton wypowiedzi, gesty itp. Można by zatem mówić o psychicznym stanie przekonania i wszystko jedno, czy jest to wiedza, czy fałszywa wiara. Przeświadczenie, że słowa "wierzyć" i "wiedzieć" muszą odpowiadać różnym stanom psychicznym byłoby tym samym co wiara, iż słowo "ja" i imię "Ludwig" muszą odnosić się do różnych ludzi, ponieważ pojęcia są różne.

43. Co to za zdanie: "Nie możemy mylić się co do tego, że 12 x 12 = 144"? Musi to być wszak zdanie logiki. -- Ale czy to nie jest to samo, albo czy nie sprowadza się do tego samego, co ustalenie 12 x 12 = 144?

44. Skoro wymagasz reguły, z której wynika, że nie można się tu pomylić w obliczeniach, to odpowiedź brzmi, iż nie nauczyliśmy się tego dzięki regule, ale dzięki temu, że nauczyliśmy się rachować.

45. Opanowujemy istotę rachowania ucząc się rachować.

46. Czy jednak nie można opisać tego, w jaki sposób przekonujemy się o niezawodności rachunku? O tak! Ale wtedy właśnie nie pojawia się żadna reguła. - Co jednak najważniejsze: Nie potrzeba reguły. Niczego nam nie brak. Rachujemy zgodnie z regułą, to wystarcza.

47. Tak się rachuje. To jest rachowanie. To, czego na przykład uczymy się w szkole. Zapomnij o transcendentnej pewności, związanej z twoim pojęciem ducha.

48. A jednak z mnóstwa rachunków jedne można by określić jako raz na zawsze niezawodne, inne jako jeszcze nie ustalone. A czy to jest rozróżnienie logiczne?

49. Ale zastanów się: jeśli nawet rachunek jest dla mnie czymś ustalonym, to jest to tylko decyzja dla celów praktycznych.

50. Kiedy mówi się: wiem, że ... x ... = ...? Gdy obliczenia zostały sprawdzone.

51. Co to za zdanie: "Jak mógłby tu wyglądać błąd?" Musiałoby to być zdanie logiczne. Ale jest to logika, której się nie używa, tego bowiem, czego ona uczy, nie uczymy się za pomocą zdań. - Jest to zdanie logiczne, opisuje bowiem sytuację pojęciową (językową).

52. Ta sytuacja nie jest więc taka sama dla zdań takich jak "W tej odległości od Słońca znajduje się planeta" i "Tu jest ręka" (mianowicie moja). Tego drugiego nie można nazwać hipotezą. Ale nie ma między nimi ostrej granicy.

53. Można zatem przyznać, że Moore ma rację, o ile przyjmiemy taką interpretację jego poglądów, przy której zdanie mówiące, iż tu jest przedmiot fizyczny, mieć będzie taki sam status logiczny jak zdanie, które mówi, że tu jest czerwona plama.

54. Nie jest mianowicie prawdą, że w miarę jak przechodzimy od planety do mojej własnej ręki pomyłka staje się coraz bardziej i bardziej nieprawdopodobna. Ale w pewnym punkcie jest ona już nie do pomyślenia.
Na to wskazuje chociażby to, że w przeciwnym razie musiałoby dać się pomyśleć, iż mylimy się w każdej wypowiedzi na temat przedmiotów fizycznych, że wszystkie, jakie kiedykolwiek wygłaszamy, są fałszywe.

55. A zatem czy możliwa jest hipoteza, że nie ma żadnych rzeczy z naszego otoczenia? Czyż nie przypominałaby ona tej, że pomyliliśmy się we wszystkich obliczeniach?

56. Kiedy mówi się "Być może nie ma tej planety, a zjawisko świetlne powstaje w inny sposób", to przecież potrzebny jest przykład przedmiotu, który istnieje. Tego nie ma - jak np. ...
A może powinniśmy rzec, że pewność jest jedynie skonstruowanym punktem, do którego jedno zbliża się bardziej, a drugie mniej? Nie. Wątpliwość stopniowo traci swój sens. Ta gra językowa jest właśnie taka.
A wszystko, co opisuje grę językową, należy do logiki.

57. Czy "Wiem, nie tylko przypuszczam, że tu jest moja ręka" nie można by rozumieć jako zdania gramatycznego? A więc nie czasowo. -
Ale czy wtedy nie przypomina ono tego: "Wiem, nie tylko przypuszczam, że widzę czerwień"?
I czy konsekwencją "A więc są przedmioty fizyczne" nie jest "A więc są kolory"?

58. Jeśli "Ja wiem itd." pojmuje się jako zdanie gramatyczne, to naturalnie "ja" nie może być ważne. I znaczy to właściwie "Nie ma w tym przypadku czegoś takiego jak wątpliwość" lub "Wyrażenie 'Ja nie wiem' nie ma w tym przypadku sensu". A z tego wynika oczywiście, że "Ja wiem" również sensu nie ma.

59. "Ja wiem" jest tu wglądem logicznym. Tylko że realizmu dowieść on nie może.

60. Błędne jest powiedzenie, że 'hipoteza', iż to jest kawałek papieru, byłaby potwierdzona bądź obalona przez późniejsze doświadczenie i że w "Wiem, że to jest kawałek papieru", "Wiem" odnosi się do takiej hipotezy albo do określenia logicznego.

61. ...Znaczenie słowa jest rodzajem jego zastosowania.
Bo tego uczymy się, gdy słowo włącza się do naszego języka.

62. Dlatego zachodzi odpowiedniość pomiędzy pojęciami "znaczenie" i "reguła".

63. Jeśli wyobrazimy sobie, że fakty są inne, niż są, to pewne gry językowe tracą swą doniosłość, inne zaś zyskują. I tak, stopniowo, zmienia się użycie słownika.

64. Porównaj znaczenie słowa z 'funkcją' urzędnika. A 'różne znaczenia' z 'różnymi funkcjami'.

65. Kiedy zmienia się gra językowa, zmieniają się pojęcia, a wraz z pojęciami znaczenia słów.

66. Wypowiadam stwierdzenia odnoszące się do rzeczywistości, w różnym stopniu niezawodne. Jak ujawnia się stopień niezawodności? Jakie ma konsekwencje?
Może chodzić np. o niezawodność pamięci czy percepcji. Mogę być czegoś pewien, lecz wiedzieć, jaki test mógłby przekonać mnie, że się mylę. Mam np. całkowitą pewność jeśli chodzi o datę bitwy, ale gdybym znalazł inną datę w uznanym dziele historycznym, to zmieniłbym swą opinię i nie błądziłbym z tego powodu wydając wszystkie inne sądy.

67. Czy moglibyśmy wyobrazić sobie człowieka, który wciąż myli się tam, gdzie my uważamy błąd za wykluczony i gdzie nigdy na niego nie natrafiamy?
Mówi on np. z taką samą pewnością (i z wszystkimi jej oznakami), jak ja, że mieszka tam a tam, ma tyle a tyle lat, pochodzi z takiego a takiego miasta, lecz się myli.
Ale jak on odnosi się do tego błędu? Co powinienem przyjąć?

68. Pytanie brzmi: co ma tu powiedzieć logik?

69. Mógłbym powiedzieć: "Jeśli mylę się co do tego, to nie mam gwarancji, że cokolwiek z tego, co mówię, jest prawdą". Ale ani inni nie powiedzą tego o mnie, ani ja o innych.

70. Od miesięcy mieszkam pod adresem A, niezliczoną ilość razy odczytywałem nazwę ulicy i numer domu, otrzymałem na ten adres mnóstwo listów i dałem go bardzo wielu ludziom. I jeśli się co do tego mylę, to ta pomyłka jest niewiele mniejsza, niż gdybym był (fałszywie) przekonany, że piszę po chińsku a nie po niemiecku.

71. Gdyby mój przyjaciel pewnego dnia sobie uroił, że od dawna mieszka tam a tam itd., itd., to nie nazwałbym tego błędem, a raczej, może przejściowym, zaburzeniem psychicznym.

72. Nie każde fałszywe przekonanie tego rodzaju jest błędem.

73. Ale jaka jest różnica między błędem a zaburzeniem psychicznym? Albo jaka jest różnica między traktowaniem tego przeze mnie jako błędu i jako zaburzenia psychicznego?

74. Czy można powiedzieć: błąd ma nie tylko przyczynę, ale też podstawy? Tzn. w przybliżeniu: gdy ktoś robi błąd, daje się go wpasować w to, co wie on poprawnie.

75. Czy byłoby poprawne: Gdybym był jedynie fałszywie przekonany, że tu przede mną stoi stół, to wciąż mógłby to być błąd; ale jeśli jestem fałszywie przekonany, że codziennie od kilku miesięcy widuję ten lub jakiś podobny stół, i regularnie go używam, to nie jest to błąd?

76. Muszę naturalnie zmierzać do wskazania wypowiedzi, które chciałoby się tu wygłosić, lecz nie da się wygłosić ich sensownie.

77. Być może dla pewności przemnożę dwukrotnie lub dam komuś innemu do przemnożenia. Ale czy będę przemnażał dwudziestokrotnie lub dam dwudziestu ludziom do przemnożenia? I czy jest to jakieś zaniedbanie? Czy niezawodność naprawdę by wzrosła po dwudziestokrotnym sprawdzeniu?

78. A czy mogę podać rację, że tak nie jest?

79. To, że jestem mężczyzną a nie kobietą, można zweryfikować, ale gdybym powiedział, że jestem kobietą i chciał tę pomyłkę wyjaśnić mówiąc, że nie sprawdziłem owej wypowiedzi, to by tego wyjaśnienia nie uznano.

80. Prawdziwość moich wypowiedzi jest sprawdzianem tego, że je rozumiem.

81. Tzn.: jeśli moja wypowiedź jest fałszywa, to pojawiają się wątpliwości, czy ją rozumiem.

82. To, co uchodzi za dostateczny sprawdzian wypowiedzi - należy do logiki. Należy do opisu gry językowej.

83. Prawdziwość pewnych zdań empirycznych należy do naszego układu odniesienia.

84. Moore mówi, że wie, iż Ziemia istniała dawno przed jego narodzinami. I wypowiedź ta, tak wyrażona, wydaje się dotyczyć jego osoby, nawet jeśli dodatkowo jest wypowiedzią o świecie fizycznym. Ale filozoficznie jest nieinteresujące, czy Moore wie to bądź tamto, interesujące jest, że i skąd można to wiedzieć. Gdyby Moore powiadamiał nas, że zna odległość dzielącą pewne gwiazdy, moglibyśmy z tego wnioskować, iż przeprowadził specjalne badania i chcielibyśmy dowiedzieć się, jakie. Lecz Moore wybiera dokładnie ten przypadek, w którym wszyscy, jak się zdaje, wiemy to samo, co on, a nie możemy powiedzieć, skąd. Jestem np. przekonany, że wiem tyle samo na ten temat (istnienia Ziemi), co Moore i jeśli on wie, iż jest tak, jak on mówi, to ja to też wiem. Bo też nie jest tak, jakoby doszedł on do tego zdania po jakiejś myślowej drodze, która jest mi wprawdzie dostępna, lecz której nie przebyłem.

85. Co więc składa się na to, że ktoś to wie? Może znajomość historii? Wiedzieć on musi, co znaczy: Ziemia istnieje już od tak a tak dawna. Bo nie każdy rozumny dorosły musi to wiedzieć. Widzimy ludzi budujących i burzących domy i prowadzi nas to do pytania: "Od jak dawna stoi ten dom?" Ale jak dochodzi się do tego, by zadawać takie pytanie np. o górę? Czy więc wszyscy ludzie mają pojęcie 'Ziemi' jako ciała, które może powstać i przeminąć? Dlaczego nie miałbym myśleć o Ziemi jako o czymś płaskim, ale w każdym kierunku (także w głąb) rozciągającym się bez końca? Wtedy jednakże można by powiedzieć "Wiem, że ta góra istniała dawno przed moimi narodzinami". - Co by jednak było, gdybym spotkał człowieka, który by w to nie wierzył?

86. A co, jeśli w zdaniu Moore'a "Wiem" zastąpimy przez "Jestem niewzruszenie przeświadczony"?

87. Czy zdanie twierdzące, które mogło funkcjonować jako hipoteza, nie może być też użyte jako podstawa badania i działania? Tzn. czy nie można go po prostu chronić przed wątpliwościami, choć nie według wyraźnej reguły? Po prostu przyjmuje się go jako truizm, nigdy nie kwestionowany, może nawet nigdy nie wypowiadany.

88. Może być np. tak, że wszystkie nasze badania są ustawione w ten sposób, aby pewne zdania, o ile się je w ogóle wypowiada, usytuować poza zasięgiem wszelkich wątpliwości. Leżą one poza drogą, po której podąża badanie.

89. Chciałoby się rzec: "Wszystko przemawia za tym i nic przeciwko, że Ziemia istniała dawno przed moim urodzeniem..."
Ale czy jednak nie mógłbym wierzyć, że jest na odwrót? Powstaje jednak pytanie: Jak taka wiara przejawiałaby się w praktyce? - Być może ktoś powie: "Nie o to tu chodzi. Wiara jest tym, czym jest, niezależnie od tego, czy przejawia się w praktyce czy nie". Myśli się: To jest zawsze to samo nastawienie ludzkiego umysłu.

90. Pierwotne znaczenie "wiem" przypomina i jest spokrewnione z "widzę". ("Wissen", "videre".) I "Wiedziałem, że on był w tym pokoju, ale go w tym pokoju nie było" przypomina "Widziałem go w tym pokoju, ale go tam nie było". "Wiem" ma wyrażać relację nie między mną a sensem zdania (jak "Wierzę"), ale między mną a faktem. Tak, że moja świadomość ogarnia fakt. (Z tej właśnie racji chce się powiedzieć, że nie wie się właściwie niczego o tym, co dzieje się w świecie zewnętrznym, wie się zaś tylko o tym, co dzieje się w sferze tak zwanych danych zmysłowych.) To dałoby nam obraz wiedzy jako percepcji zdarzenia zewnętrznego za pomocą promieni wzrokowych, rzutujących go takim, jakim jest, na oko i na świadomość. Tylko że wtedy natychmiast powstaje pytanie, czy można być pewnym tego rzutowania. I ten obraz pokazuje wprawdzie, jak wyobrażamy sobie naszą wiedzę, lecz nie to, co leży u podstaw tego wyobrażenia.

91. Jeśli Moore mówi, że wie, iż Ziemia istniała itd., to większość z nas przyzna mu rację co do tego, że istniała już od tak dawna i będziemy mu też wierzyć gdy mówi, iż jest o tym przekonany. Ale czy ma on też odpowiednie racje na rzecz swego przekonania? Bo jeśli nie, to przecież nie wie (Russell).

92. Można jednak spytać: "Czy ktoś może mieć przekonujące podstawy, by wierzyć, że Ziemia istnieje od niedawna, mniej więcej od jego narodzin?" - Przypuśćmy, że zawsze mu tak mówiono, - czy miałby jakieś dobre podstawy, by w to wątpić? Ludzie wierzyli, że mogą wywołać deszcz; dlaczego król nie mógłby zostać wychowany w wierze, że świat rozpoczął się wraz z nim? I gdyby teraz Moore i ten król spotkali się i dyskutowali, to czy Moore naprawdę mógłby wykazać, że jego przekonanie jest słuszne? Nie twierdzę, że Moore nie mógłby nawrócić króla na swój pogląd, lecz byłoby to nawrócenie szczególnego rodzaju; król doprowadzony by został do tego, by patrzeć na świat inaczej.
Pamiętaj, że jest się często przekonanym o słuszności pewnego poglądu za sprawą jego prostoty lub symetrii, tj. one doprowadzają do tego, iż się ten pogląd przyjmuje. Wtedy może mówi się po prostu "Tak musi być".

93. Zdania przedstawiające to, co Moore 'wie', są wszystkie tego rodzaju, że trudno sobie wyobrazić, dlaczego ktoś miałby wierzyć w ich zaprzeczenie. Np. zdanie, że Moore spędził całe swe życie w niewielkiej odległości od Ziemi. - Znów mogę tu mówić o sobie zamiast o Moore'rze. Cóż mogłoby mnie doprowadzić do tego, bym uwierzył w zaprzeczenie? Może wspomnienie, a może to, co mi powiedziano. - Wszystko, co widziałem lub słyszałem, przekonuje mnie, iż żaden człowiek nigdy nie oddalił się zbytnio od Ziemi. Nic w moim obrazie świata nie przemawia za zaprzeczeniem.

94. Ale nie zyskałem swego obrazu świata, gdyż przekonałem się o jego poprawności, ani nie dlatego, że przekonano mnie o jego poprawności. Lecz jest to odziedziczone tło, na którym rozróżniam prawdę od fałszu.

95. Zdania opisujące ten obraz świata mogłyby należeć do jakiegoś rodzaju mitologii. A ich rola jest podobna do roli reguł gry; gry zaś można się też nauczyć czysto praktycznie, bez żadnych wyraźnie wysłowionych reguł.

96. Można by sobie wyobrazić, że pewne zdania o formie zdań empirycznych stwardniały i funkcjonowały jako kanały dla niestwardniałych, płynnych zdań empirycznych; i że ten stosunek zmienił się z czasem, kiedy zdania płynne stwardniały, a twarde stały się płynnymi.

97. Mitologia może na nowo popaść w stan płynny, koryto myśli może się przesunąć. Rozróżniam jednak ruch wody w korycie rzeki od przesunięcia samego koryta, choć nie ma między nimi ostrego podziału.

98. Gdyby jednak ktoś rzekł "Tak więc logika również jest nauką empiryczną", nie miałby racji. Słuszne jest jednak, że to samo zdanie można raz trak­tować jako coś do sprawdzenia doświadczalnego, a raz jako regułę sprawdzania.

99. Tak, brzeg tamtej rzeki składa się po części z twardej skały, nie podlegającej żadnym, lub jedynie niezauważalnym, zmianom, a po części z piasku, który raz tu a raz tam jest zmywany i nanoszony.

100. Prawdy, o których Moore mówi, że je zna, są, nawiasem mówiąc, prawdami, które wszyscy znamy, o ile on je zna.

101. Zdaniem takim mogłoby więc być np.: "Nigdy się nie zdarzyło, by moje ciało znikło, a po pewnym czasie pojawiło się na nowo".

102. Czy nie mógłbym wierzyć, że kiedyś, nie wiedząc o tym, może w stanie nieprzytomności, zostałem uniesiony daleko od Ziemi, tak że inni o tym wiedzą, ale mi tego nie mówią? To jednak zupełnie nie pasowałoby do całej reszty moich przekonań. Nie, żebym był w stanie opisać system tych przekonań. Lecz moje przekonania tworzą system, budowlę.

103. I gdybym teraz miał powiedzieć "Jest niewzruszenie przekonany, że itd.", to w tym przypadku znaczyłoby również, że nie doszedłem do tego przekonania świadomie, po przebyciu pewnej drogi myślowej, lecz że jest ono zakotwiczone we wszystkich moich pytaniach i odpowiedziach, tak że nie mogę go poruszyć.

104. Jestem np. również przekonany o tym, że Słońce nie jest dziurą w sklepieniu niebieskim.

105. Wszelkie sprawdzanie, wszelkie potwierdzanie i obalanie założenia zachodzi już wewnątrz pewnego systemu. A ten system nie jest mianowicie mniej lub bardziej arbitralnym i wątpliwym punktem wyjścia dla wszystkich naszych argumentów, lecz należy on do istoty tego, co nazywamy argumentem. System jest nie tyle punktem wyjścia, co żywiołem, w którym żyją argumenty.

106. Pewien dorosły opowiedział dziecku, że był na Księżycu. Dziecko mi to opowiada, a ja mówię, że to był tylko żart, że ów człowiek na Księżycu nie był; nikt nigdy tam nie był; Księżyc jest bardzo, bardzo od nas daleko i nie można tam się wspiąć czy dolecieć. - Jeśli teraz dziecko przy tym się upiera: może jest jednak pewien sposób dostania się tam, którego tylko ja nie znam itd. - co mógłbym mu odpowiedzieć? Cóż mógłbym odpowiedzieć dorosłym tubylcom, którzy wierzą, że ludzie czasem udają się na Księżyc (może tak interpretują swoje sny), a którzy w samej rzeczy przyznają, że zwykłymi sposobami nie można tam się wspiąć czy dolecieć? - Lecz dziecko nie będzie zazwyczaj obstawało przy takim wierzeniu i szybko przekona go to, co mu mówimy z powagą.

107. Czy nie przypomina to dokładnie sposobu, w jaki można dziecku wpoić wiarę w Boga lub że Boga nie ma - i potem będzie ono mogło, odpowiednio, podawać przekonujące racje na rzecz jednego lub drugiego?

108. "Czy nie ma zatem prawdy obiektywnej? Czy nie jest prawdą lub fałszem, że ktoś był na Księżycu?" Jeśli myślimy w obrębie naszego systemu, to jest pewne, że nikt na Księżycu nie był. Nie tylko nigdy niczego podobnego nie donosili nam rozsądni ludzie, ale cały nasz system fizyki zabrania nam w to wierzyć. Wymaga to bowiem odpowiedzi na pytania: "Jak przezwyciężył on siłę ciężkości?", "Jak mógł żyć bez atmosfery?" i tysiące innych, na które odpowiedzi brak. Ale przypuśćmy, że zamiast tych wszystkich wyjaśnień napotkalibyśmy odpowiedź: "Nie wiem, jak dociera się na Księżyc, jednak ci, którzy tam docierają, rozpoznają natychmiast, że tam są; a ty również nie możesz wszystkiego wyjaśnić". Czulibyśmy się niesłychanie odlegli intelektualnie od kogoś, kto by tak mówił.

109. "Zdanie empiryczne jest sprawdzalne" (mówimy). Ale jak? i przez co?

110. Co uchodzi za jego sprawdzian? - "Ale czy jest to sprawdzian wystarczający? A jeśli tak, to czy nie powinno to być jako takie rozpoznawalne w logice?" - Jak gdyby uzasadnianie nie docierało gdzieś do kresu. Ale ów kres nie jest nieuzasadnionym założeniem, jest nieuzasadnionym sposobem działania.

111. "Wiem, że nigdy nie byłem na Księżycu." - To brzmi całkiem inaczej w okolicznościach faktycznych, niż brzmiałoby wtedy, gdyby niejeden człowiek był na Księżycu, być może sam o tym nie wiedząc. W tym przypadku można by podać podstawy tej wiedzy. Czy nie ma tu podobnego związku, co między ogólną regułą mnożenia i szczególnym, przeprowadzonym mnożeniem?
Chcę powiedzieć: To, że nie byłem na Księżycu, jest dla mnie równie niewzruszone, jak jakiekolwiek tego uzasadnienie.

112. I czy nie to właśnie Moore chce powiedzieć, gdy mówi, że wie o tym wszystkim? - Ale czy naprawdę chodzi o to, że on to wie, a nie o to, iż pewne z tych zdań muszą być dla nas ustalone?

113. Gdy ktoś chce nas uczyć matematyki, nie zacznie od zapewniania nas, że wie, iż a+b = b+a.

114. Kto nie jest pewien żadnego faktu, ten również nie może być pewien sensu swoich słów.

115. Gdyby ktoś próbował wątpić we wszystko, to nie doszedłby nawet do wątpienia w cokolwiek. Gra w wątpienie sama zakłada już pewność.

116. Czy zamiast "Wiem..." Moore nie mógłby rzec "Jest dla mnie ustalone, że..."? I dalej: "Jest ustalone dla mnie i dla wielu innych..."

117. Dlaczego nie mogę wątpić w to, że nigdy nie byłem na Księżycu? I jak mógłbym próbować w to wątpić?
Przede wszystkim założenie, że być może tam byłem, jawiłoby mi się jako zbędne. Nic by z niego nie wynikało, niczego by ono nie wyjaśniało. Nie wiązałoby się z niczym w moim życiu.
Gdy mówię "Nic nie przemawia za tym, wszystko przeciw", to zakłada to z góry zasadę przemawiania za i przeciw. Tzn. muszę być w stanie powiedzieć, co by za tym przemawiało.

118. A czy poprawne byłoby powiedzenie: Nikt jak dotąd nie otworzył mojej czaszki by zobaczyć, czy jest w niej mózg; ale wszystko przemawia za tym, a nic przeciw, że by go tam znaleziono?

119. Ale czy można również rzec: Nic nie przemawia przeciw, a wszystko za tym, że ten stół nadal tam się znajduje, gdy nikt go nie widzi? Bo co za tym przemawia?

120. Ale gdyby ktoś w to wątpił, to jak jego wątpliwości przejawiałyby się w praktyce? I czy nie moglibyśmy dać mu w spokoju wątpić, skoro nie robi to żadnej różnicy?

121. Czy można rzec: "Gdzie nie ma wątpienia, tam nie ma też wiedzy"?

122. Czy wątpienie nie wymaga podstaw?

123. Gdziekolwiek spojrzę, nie znajduję podstaw, by wątpić w to, że...

124. Chcę rzec: używamy sądów jako zasad(y) sądzenia.

125. Gdyby ślepiec mnie spytał "Czy masz dwie ręce?", to nie upewniałbym się o tym patrząc. Gdybym miał tu w ogóle jakieś wątpliwości, to nie wiem, dlaczego miałbym ufać własnym oczom. Bo czemu nie miałbym sprawdzić własnych oczu patrząc, by stwierdzić, czy widzę dwie moje ręce? Co jest przez co sprawdzane? (Kto decyduje o tym, co jest ustalone?)
I co znaczy powiedzenie, że to a to jest ustalone?

126. Nie jestem bardziej pewien znaczeń moich słów, niż niektórych sądów. Czy mogę wątpić, że ten kolor nazywa się "niebieski"?
(Moje) wątpliwości tworzą system.

127. Bo skąd wiem, że ktoś wątpi? Skąd wiem, że używa słów "Wątpię w to" tak jak ja?

128. Od dziecka uczyłem się tak sądzić. To jest sądzenie.

129. Tak nauczyłem się sądzić; to poznałem jako sąd.

130. Ale czy to nie doświadczenie nas uczy, by tak sądzić, tzn. że poprawnie jest tak sądzić? Ale jak doświadczenie nas uczy? My możemy wywieść coś z doświadczenia, ale doświadczenie nie kieruje nas, by coś z niego wywieść. Jeśli stanowi ono rację, by tak sądzić (a nie tylko przyczynę), to nadal nie dysponujemy racją, aby uznać to za rację.

131. Nie, doświadczenie nie stanowi podstawy naszej gry w sądzenie. Nie są też nią jej znakomite sukcesy.

132. Ludzie sądzili, że król może wywołać deszcz; my mówimy, że przeczy to wszelkiemu doświadczeniu. Dziś uważa się samolot, radio itp. za środki zbliżania ludzi i szerzenia kultury.

133. W normalnych warunkach nie przekonuję się, że mam dwie ręce, oglądając je. Dlaczego nie? Czy doświadcze­nie wykazało, że jest to zbędne? Albo (znowu): Czy w jakiś sposób opanowaliśmy ogólne prawo indukcji i czy także tutaj mu ufamy? - Ale dlaczego powinniśmy najpierw opanować jedno ogólne prawo, a nie od razu szczególne?

134. Jeśli włożyłem książkę do szuflady, to zakładam, że ona tam jest, chyba że... "Doświadczenie zawsze przyznaje mi słuszność. Nie ma dobrze udokumentowanych przypadków, by książka (po prostu) znikła." Często zdarzało się, że książka nigdy więcej się nie znalazła, choć sądziliśmy, iż wiemy, gdzie była. - Lecz doświadczenie naprawdę nas jednak uczy, że książka np. nie znika. (Np. stopniowo nie wyparowuje.) - Lecz czy to właśnie doświadczenie z książkami itd. sprawia, że przyjmujemy, iż książka nie znikła? Ale przypuśćmy, że odkryliśmy, iż w pewnych szczególnych, nowych warunkach, książki znikły - czy nie zmienilibyśmy naszego założenia? Czy można przeczyć oddziaływaniu doświadczenia na nasz system założeń?

135. A czy po prostu nie stosujemy się do zasady, że to, co zdarzało się zawsze, będzie zdarzało się nadal (lub coś podobnego)? - Co znaczy stosować się do tej zasady? Czy naprawdę wprowadzamy ją do naszego rozumowania? A może jest to tylko prawo przyrody, do którego rzekomo stosuje się nasze wnioskowanie? Raczej to ostatnie. Nie jest to ogniwo w naszych rozważaniach.

136. Kiedy Moore mówi, że wie to a to, w rzeczywistości wymienia zdania empiryczne, którym przytakujemy bez specjalnego sprawdzenia; a zatem zdania, które w systemie naszych zdań empirycznych odgrywają szczególną rolę logiczną.

137. Nawet gdy ktoś najbardziej godny zaufania zapewnia mnie, że wie, iż jest tak a tak, samo to nie może przekonać mnie o tym, że on to wie. Jedynie, że wierzy, iż wie. Dlatego zapewnienie Moore'a, że wie..., nie interesuje nas. Lecz zdania, które Moore wylicza jako przykłady takich znanych prawd, są rzeczywiście interesujące. Nie dlatego, że ktoś wie, iż są prawdziwe, lub że wierzy, iż wie, ale dlatego, że wszystkie one pełnią podobną rolę w systemie naszych sądów empirycznych.

138. Np. nie dochodzimy do żadnego z nich w wyniku badań.
Istnieją np. badania historyczne i badania nad kształtem i nad wiekiem Ziemi, lecz nie nad tym, czy Ziemia istniała przez ostatnie 100 lat. Oczywiście, wielu z nas zna opowieści swoich rodziców i dziadków o tym okresie, ma od nich informacje na temat, lecz czyż nie mogliby się oni mylić? - "Nonsens!", ktoś powie, "jakże ci wszyscy ludzie mieliby się mylić?" Ale czy to jest argument? Czy nie jest to po prostu odrzucenie pewnej idei? A może określenie pojęcia? Bo jeśli mówię tu o możliwości błędu, to zmienia to rolę, jaką w naszym życiu odgrywają "błąd" i "prawda".

139. Aby ustanowić praktykę, potrzeba nie tylko reguł, ale także przykładów. Nasze reguły pozostawiają otwarte furtki i praktyka musi mówić sama za siebie.

140. Nie opanowujemy praktyki wydawania sądów empirycznych ucząc się reguł; uczy się nas sądów i ich związków z innymi sądami. Ogół sądów nas przekonuje.

141. Kiedy zaczynamy w coś wierzyć, to nie w pojedyncze zdanie, ale w cały system zdań. (Światło stopniowo rozjaśnia wszystko.)

142. To nie pojedyncze aksjomaty mnie oświecają, lecz system, w którym konsekwencje i aksjomaty wspierają się wzajemnie.

143. Powiedziano mi np., że ktoś wiele lat temu wspiął się na tę górę. A czy zawsze badam wiarygodność opowiadającego i to, czy ta góra istniała przed laty? Dziecko o wiele później uczy się, że są wiarygodni i niewiarygodni opowiadający, niż uczy się faktów, które mu opowiedziano. Wcale nie uczy się, że owa góra istnieje już od dawna; tzn. pytanie, czy tak jest, w ogóle nie powstaje. Połyka ono, że tak powiem, tę konsekwencję wraz z tym, czego się uczy.

144. Dziecko uczy się wierzyć w mnóstwo rzeczy. Tzn. uczy się np. działać zgodnie z tymi wierzeniami. Stopniowo powstaje system wierzeń, a w nim niejedno ustalone jest w sposób niewzruszony, niejedno zaś bardziej lub mniej ruchome. To, co ustalone, nie ma takiego charakteru dlatego, że jest oczywiste czy przekonywające, jest raczej ustalone przez to, co go otacza.

145. Chce się rzec " Wszystkie moje doświadczenia poka­zują, że tak jest". Lecz jak one to robią? Bo owo zdanie, na które wskazują, samo należy do ich szczególnej interpretacji.
"To, że uważam to zdanie za niezawodnie prawdziwe, charakteryzuje również moją interpretację doświadczenia".

146. Tworzymy sobie obraz Ziemi jako kuli, swobodnie unoszącej się w przestrzeni i nie zmieniającej się zasadniczo w ciągu 100 lat. Powiedziałem "Tworzymy sobie obraz itd." i ten obraz pomaga nam teraz wydawać sądy o różnych stanach rzeczy.
Mogę w rzeczy samej obliczyć wymiary mostu, czasem obliczyć też, że most jest korzystniejszy od promu itd., itd. - ale gdzieś muszę zacząć od założenia czy rozstrzygnięcia.

147. Obraz Ziemi jako kuli jest dobrym obrazem, sprawdza się wszędzie, jest to także obraz prosty - krótko mówiąc, posługujemy się nim nie wątpiąc w niego.

148. Dlaczego nie przekonuję się o tym, że mam jeszcze dwie nogi, gdy chcę wstać z krzesła? Nie ma żadnego dlaczego. Po prostu tego nie robię. Tak postępuję.

149. Moje sądy same charakteryzują sposób i metodę tego, jak wydaję sądy, istotę sądzenia.

150. Jak się określa, która ręka jest prawa, a która lewa? Skąd wiem, że mój sąd będzie zgodny z sądami innych? Skąd wiem, że ten kolor jest niebieski? Jeśli sobie tu nie ufam, to dlaczego miałbym ufać cudzemu sądowi? Czy jest tu jakieś dlaczego? Czyż nie muszę gdzieś zacząć ufać? Tzn. muszę gdzieś zacząć od nie wątpienia; i nie jest to, że tak powiem, nieprzemyślane lecz wybaczalne, ale należy do wydawania sądów.

151. Chciałbym rzec: Moore nie wie tego, o czym twierdzi, że wie, ale jest to dla niego ustalone, tak jak i dla mnie; uważanie tego za ustalone stanowi część metody naszych wątpień i badań.

152. Zdań, które są dla mnie ustalone, nie uczę się w sposób jawny. Mogę je później odkryć, tak jak oś obrotu, wokół której wiruje pewne ciało. Oś ta jest ustalona nie w tym sensie, że coś mocno ją trzyma, ale że ruch wokół niej określa ją jako nieruchomą.

153. Nikt mnie nigdy nie uczył, że moje ręce nie znikają, gdy nie zwracam na nie uwagi. Nie da się też powiedzieć, że stwierdzając coś zakładam prawdziwość tego zdania itd. (jak gdybym na nim się opierał), ono bowiem nabiera sensu dopiero dzięki innym naszym stwierdzeniom.

154. Są takie przypadki, że jeśli ktoś wykazuje oznaki wątpienia tam, gdzie my nie wątpimy, to nie możemy z przekonaniem zrozumieć tych oznak jako oznak wątpienia.
Tzn. jeśli mamy zrozumieć jego oznaki wątpienia jako takie, to przejawiać je on może tylko w szczególnych przypadkach, a nie w innych.

155. W pewnych okolicznościach człowiek nie może się mylić. ("Może" użyto tu logicznie, a zdanie to nie głosi, że w tych okolicznościach człowiek nie może powiedzieć ni­czego fałszywego.) Gdyby Moore miał wygłosić zaprzeczenia zdań, o których twierdzi, że są pewne, to nie tylko nie zgodzilibyśmy się z nim, ale mielibyśmy go za umysłowo chorego.

156. Aby się pomylić, człowiek musi wcześniej wydawać sądy takie, jak ogół ludzi.

157. A co by było, gdyby ktoś nie mógł sobie przypomnieć, czy zawsze miał pięć palców lub dwie ręce? Czy rozumielibyśmy go? Czy moglibyśmy mieć pewność, że go rozumiemy?

158. Czy mogę się mylić np. co do tego, że pojedyncze słowa, z których zbudowane jest to zdanie, są słowami polskimi, których znaczenie znam?

159. Jako dzieci uczymy się faktów, np. że każdy człowiek ma mózg i przyjmujemy je na wiarę. Wierzę, że jest wyspa, Australia, o takim a takim kształcie itd. itd.; wierzę, że miałem pradziadków, że ludzie, którzy podawali się za moich rodziców, są naprawdę moimi rodzicami itd. To wierzenie nigdy może nie zostało wypowiedziane, a nawet myśl, że tak jest, nigdy nie została pomyślana.

160. Dziecko uczy się wierząc dorosłemu. Wątpienie pojawia się po uwierzeniu.

161. Ogromnie dużo się nauczyłem i przyjąłem to dzięki autorytetowi ludzi, a potem odkryłem pewne rzeczy potwier­dzane lub obalane przez moje doświadczenie.

162. Ogólnie przyjmuję za prawdziwe to, co podawane jest w podręcznikach np. geografii. Dlaczego? Powiadam: Wszystkie te fakty zostały potwierdzone setki razy. Ale skąd to wiem? Jakie mam na to dowody? Mam obraz świata. Czy jest on prawdziwy, czy fałszywy? Przede wszystkim jest on substratem wszystkich moich badań i stwierdzeń. Nie wszystkie zdania opisujące go w równym stopniu podlegają sprawdzeniu.

163. Czy ktoś kiedykolwiek sprawdza, że ten stół nadal tu jest, gdy nikt nie zwraca na niego uwagi?
Sprawdzamy dzieje Napoleona, lecz nie to, czy wszystkie doniesienia na jego temat nie opierają się na złudzeniach zmysłowych, oszustwach i temu podobnych. Bo kiedy w ogóle coś sprawdzamy, to już zakładamy coś, co nie jest sprawdzane. Czy mam teraz rzec, że eksperyment, który może przeprowadzam aby sprawdzić pewne zdanie, zakłada prawdziwość zdania, że przyrząd, co do którego wierzę, iż go widzę, naprawdę tu jest (i temu podobne)?

164. Czy sprawdzanie nie ma końca?

165. Jedno dziecko mogłoby powiedzieć drugiemu "Wiem, że Ziemia ma już wiele setek lat" i znaczyłoby to: nauczyłem się tego.

166. Trudność w tym, aby pojąć bezpodstawność naszych przekonań.

167. Jasne jest, że nie wszystkie nasze wypowiedzi empiryczne mają ten sam status, albowiem zdanie można ustalić i ze zdania empirycznego uczynić normę opisu.
Pomyślmy o badaniach chemicznych. Lavoisier w swoim laboratorium przeprowadza eksperymenty z substancjami i konkluduje, że przy spalaniu zachodzi to a to. Nie mówi, że innym razem mogłoby zdarzyć się coś innego. Trzyma się określonego obrazu świata, którego naturalnie nie wynalazł, lecz nauczył się go jako dziecko. Mówię obraz świata a nie hipoteza, stanowi on bowiem oczywistą podstawę jego badań i jako taki nie jest też wysłowiony.

168. Ale jaką rolę odgrywa założenie, że substancja A w takich samych warunkach zawsze tak samo reaguje z substancją B? A może jest to część definicji substancji?

169. Można by sądzić, że istniałyby zdania mówiące, iż chemia jest możliwa. I byłyby to zdania nauk przyrodniczych. Bo na czym miałyby się opierać, jak nie na doświadczeniu?

170. Wierzę temu, co ludzie przekazują mi w pewien sposób. Tak właśnie wierzę w fakty geograficzne, chemiczne, historyczne itd. Tak właśnie uczę się nauk. Bo naturalnie uczenie się oparte jest na wierze.
Kto nauczył się, że Mont Blanc ma 4000 metrów wysokości, kto ujrzał to na mapie, ten mówi, że to wie.
A więc czy można powiedzieć: darzymy to takim zaufaniem, ponieważ okazało się to skuteczne?

171. Główną racją, na mocy której Moore przyj­muje, że nigdy nie był na Księżycu, jest to, że nikt nie był na Księżycu i że nie mógłby się tam znaleźć; a wierzymy temu na podstawie tego, czegośmy się nauczyli.

172. Być może mówi się "U podstaw tego zaufania musi przecież leżeć jakaś zasada", ale co taka zasada może sprawić? Czy jest to coś więcej niż naturalne prawo "brania za prawdziwe"?

173. A więc czy w mojej mocy pozostaje to, w co wierzę? lub w co wierzę niezachwianie?
Wierzę, że tam stoi krzesło. Czy nie mogę się mylić? Ale czy mogę wierzyć w to, że się mylę? Czy mogę to w ogóle brać pod uwagę? - A czy nie mógłbym również trwać przy swoich wierzeniach, niezależnie od tego, czego bym później doświadczył? Ale teraz, czy moja wiara jest uzasadniona?

174. Działam z całkowitą pewnością. Ale ta pewność jest moja własna.

175. "Wiem to" mówię do kogoś innego; i tu tkwi uzasadnienie. Lecz nie ma go dla mojej wiary.

176. Zamiast "Wiem to" można w niektórych przypadkach powiedzieć "Jest tak; polegaj na tym". W niektórych przypadkach jednak: "Nauczyłem się już tego dawno temu"; a czasem: "Jestem pewien, że tak jest".

177. Wierzę w to, co wiem.

178. Błędny użytek, jaki Moore czyni ze zdania "Wiem..." polega na tym, że traktuje on je jako wypowiedź równie mało wątpliwą jak może "Boli mnie". A ponieważ z "Wiem, że jest tak" wynika "Jest tak", więc w to ostatnie również nie można wątpić.

179. Poprawne byłoby powiedzenie: "Wierzę..." jest subiektywnie prawdziwe, ale "Wiem..." nie.

180. Lub że "Wierzę..." jest wypowiedzią, ale "Wiem..." nie.

181. A co, gdyby Moore zamiast "Wiem..." powiedział "Przysięgam..."?

182. Bardziej pierwotne jest wyobrażenie, że Ziemia nie miała początku. Żadne dziecko nie ma podstaw by pytać, od jak dawna Ziemia już istnieje, ponieważ wszystkie zmiany zachodzą na niej. Jeśli to, co nazywa się Ziemią, naprawdę, co trudno sobie wyobrazić, kiedyś powstało, to oczywiście przyjmuje się, że ów początek miał miejsce niesłychanie dawno temu.

183. "Jest pewne, że Napoleon po bitwie pod Austerlitz... Tak więc jest przecież również pewne, że Ziemia wtedy istniała".

184. "Pewne jest, że nie przybyliśmy na tę planetę przed stu laty z jakiejś innej". Tak, jest to równie pewne, jak pewne są takie rzeczy.

185. Śmieszyłoby mnie, gdyby ktoś chciał wątpić w istnienie Napoleona; lecz gdyby ktoś wątpił w istnienie Ziemi przed 150 laty, byłbym może bardziej skłonny słuchać, bo wtedy wątpiłby on w cały nasz system świadectw. Nie wydaje mi się, aby ten system był bardziej pewny niż pewność w jego obrębie.

186. "Mógłbym przyjąć, że Napoleon nie istniał i jest postacią legendarną, ale nie, że Ziemia nie istniała przed 150 laty".

187. "Czy wiesz, że Ziemia wtedy istniała?" - "Oczywiście wiem to. Przejąłem to od kogoś, kto jest dokładnie z tym obeznany".

188. Wydaje mi się, że ktoś, kto wątpi w istnienie Ziemi w tamtym czasie, targa się na istotę wszelkich świadectw historycznych. A nie mogę powiedzieć o tych ostatnich, że są stanowczo poprawne.

189. Kiedyś musi się przejść od wyjaśniania do samego opisu.

190. To, co nazywamy świadectwem historycznym, wskazuje, że Ziemia istniała dawno przed moimi narodzinami; - nic nie przemawia za hipotezą prze­ciwną.

191. Ale jeśli wszystko przemawia za pewną hipotezą i nic przeciwko niej - to czy jest ona na pewno prawdziwa? Można ją tak określić. - Ale czy na pewno zgadza się ona z rzeczywistością, z faktami? - Tak pytając kręcisz się już w kółko.

192. Istnieje oczywiście uzasadnienie, ale uzasadnienie ma kres.

193. Co to znaczy: prawdziwość zdania jest pewna?

194. Słowem "pewna" wyrażamy całkowite przekonanie, brak jakichkolwiek wątpliwości i staramy się w ten sposób przekonać innych. To jest subiektywna pewność.
Lecz kiedy coś jest obiektywnie pewne? - Kiedy błąd nie jest możliwy. Ale o jaką możliwość tu chodzi? Czy błąd nie musi być wykluczony logicznie?

195. Jeśli wierzę, że siedzę w swoim pokoju, a tak nie jest, to nie powie się, że się mylę. Ale na czym polega istotna różnica między błędem a tym przypadkiem?

196. Niezawodnym świadectwem jest to, które uznajemy za bezwarunkowo niezawodne, zgodnie z którym działamy z pewnością, bez wątpliwości.
To, co nazywamy "błędem", odgrywa całkiem określoną rolę w naszych grach językowych, podobnie jak to, co uważamy za niezawodne świadectwo.

197. Powiedzenie, że uważamy coś za niezawodne świadectwo, gdyż jest na pewno prawdziwe, byłoby niedo­rzecznością.

198. Musimy raczej najpierw rozważyć rolę podejmowania decyzji za i przeciw zdaniu.

199. Użycie "prawdziwy albo fałszywy" ma w sobie coś mylącego dlatego, że przypomina powiedzenie "to zgadza się z faktami albo nie", a chodzi tu właśnie o to, czym jest "zgadzanie się".

200. "Zdanie jest prawdziwe albo fałszywe" znaczy właściwie tylko tyle, że musi być możliwe podjęcie decyzji za albo przeciw. Ale nie mówi to, jak wygląda podstawa takiej decyzji.

201. Pomyśl, że ktoś spytał: "Czy naprawdę powinniśmy polegać na świadectwie naszej pamięci (lub naszych zmysłów) tak, jak polegamy?"

202. Pewne zdania Moore'a niemal oznajmiają, że mamy prawo polegać na tym świadectwie.

203. {Wszystko, co uważamy za świadectwo, wskazuje na to, że Ziemia istniała już dawno przed moimi narodzinami. Nic nie potwierdza hipotezy przeciwnej.
Jeśli wszystko przemawia za hipotezą, a nic przeciw niej, to czy jest ona obiektywnie pewna? Można ją tak nazwać. Ale czy bezwarunkowo zgadza się ona ze światem faktów? W najlepszym razie pokazuje nam ona, co znaczy "zgodność". Trudno nam wyobrazić sobie, by była fałszywa, ale trudno też posłużyć się nią.}
Na czym więc polega ta zgodność jeśli nie na tym, że to, co stanowi świadectwo dla tych gier językowych, przemawia za naszym zdaniem? (Trak. log.-fil.)

204. Jednakże uprawomocnianie, uzasadnianie świadectw dobiega kresu; - ale ów kres nie polega na tym, że niektóre zdania jawią nam się bezpośrednio jako prawdziwe, nie jest więc z naszej strony pewnym sposobem widzenia; jest naszym działaniem, które leży u podstaw gry językowej.

205. Jeśli prawdziwe to tyle, co uzasadnione [Begründete], to podstawa [Grund] nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa.

206. Gdyby nas ktoś spytał "Ale czy to prawda?" moglibyśmy rzec "Tak"; ale gdyby zażądał podstaw, moglibyśmy rzec "Nie mogę dać ci żadnych podstaw, ale jeśli nauczysz się więcej, to też będziesz myślał tak samo".
Gdyby więc do tego nie doszło, znaczyłoby to, że nie jest on w stanie np. nauczyć się historii.

207. "Cóż za dziwny zbieg okoliczności, że wszyscy ludzie, którym otwarto czaszki, mieli mózgi!"

208. Rozmawiam telefonicznie z Nowym Jorkiem. Przyjaciel mówi mi, że jego drzewka mają takie a takie pączki. Jestem teraz przekonany, że jego drzewko jest... Czy jestem też przekonany, że Ziemia istnieje?

209. Istnienie Ziemi jest raczej częścią całego obrazu, tworzącego punkt wyjścia dla tego przekonania.

210. Czy moja rozmowa telefoniczna z Nowym Jorkiem wzmacnia moje przekonanie, że Ziemia istnieje?
Wiele wygląda na ustalone i to wyłączone jest z ruchu. Jest to, że tak powiem, usunięte na martwy tor.

211. Nadaje to naszym rozważaniom, naszym badaniom ich formę. Może kiedyś stanowiło to przedmiot sporów. A może od niepamiętnych czasów należało do rusztowania wszystkich naszych rozważań. (Każdy człowiek ma rodziców.)

212. W pewnych okolicznościach uznajemy np. rachunek za wystarczająco sprawdzony. Co daje nam do tego prawo? Doświadczenie? Czyż ono nie mogło nas zwodzić? Gdzieś musimy skończyć uzasadnianie i wtedy pozostaje zdanie: tak oto rachujemy.

213. Nasze 'zdania empiryczne' nie tworzą jednorodnej masy

214. Co powstrzymuje mnie od przypuszczenia, że ten stół znika albo zmienia swój kształt i kolor, gdy nikt nie zwraca na niego uwagi, a gdy ktoś znów nań spojrzy, powraca do swego dawnego stanu? - "Lecz któż zechciałby coś takiego przypuścić!" - chciało by się rzec.

215. Widzimy tutaj, że idea 'zgodności z rzeczywistością' nie ma żadnego jasnego zastosowania.

216. Zdanie "To jest napisane".

217. Gdyby ktoś sądził, że wszystkie nasze obliczenia są niepewne i nie możemy na żadnym z nich polegać (uzasadniając to tym, że błędy są zawsze możliwe), to uznalibyśmy go może za obłąkanego. Ale czy możemy powiedzieć, że się myli? Czy po prostu nie reaguje inaczej: my polegamy na obliczeniach, on nie, my jesteśmy pewni, on nie.

218. Czy mogę na mgnienie oka uwierzyć, że byłem kiedyś w stratosferze? Nie. Czy zatem wiem, że nie byłem, - jak Moore?

219. Jako rozsądny człowiek nie mogę mieć co do tego żadnych wątpliwości. - Tak to już jest. -

220. Rozsądny człowiek nie ma pewnych wątpliwości.

221. Czy mogę wątpić w to, w co chcę wątpić?

222. Nie mogę wątpić w to, że nigdy nie byłem w stratosferze. Czy dlatego to wiem, czy dlatego to jest prawdą?

223. Bo czyż nie mógłbym być obłąkany i nie wątpić w to, w co bezwzględnie wątpić powinienem?

224. "Wiem, że to się nie zdarzyło, bo gdyby się zdarzyło, to nie mógłbym żadnym cudem o tym zapomnieć".
Ale, przyjmując, że to się zdarzyło, byłby to właśnie przypadek, iż o tym zapomniałeś. I skąd wiesz, że żadnym cudem nie mogłeś o tym zapomnieć? Może właśnie na podstawie wcześniejszych doświadczeń?

225. To, przy czym obstaję, nie jest jednym zdaniem, ale siecią zdań.

226. Czy przypuszczenie, że byłem kiedyś na Księżycu, mogę w ogóle uznać za godne poważnego potraktowania?

227. "Czy jest więc coś, co można zapomnieć?"

228. "W takich okolicznościach ludzie nie mówią: 'Być może wszystko zapomnieliśmy' czy czegoś podobnego, lecz przyjmują, że..."

229. Nasza mowa nabiera sensu dzięki reszcie naszych działań.

230. Pytamy siebie: Co robimy z wypowiedzią "Wiem..."? Bo nie chodzi nam o procesy czy stany umysłowe.
I tak musimy rozstrzygnąć, czy coś jest wiedzą, czy nie.

231. Gdyby ktoś wątpił, czy Ziemia istniała przed stu laty, to nie rozumiałbym go dlatego, iż nie wiedziałbym, co ów ktoś uznaje jeszcze za świadectwo, a czego nie.

232. "Moglibyśmy wątpić w każdy spośród tych faktów, lecz nie moglibyśmy wątpić we wszystkie".
Czy nie bardziej poprawne byłoby powiedzenie: "nie wątpimy we wszystkie".
To, że nie wątpimy we wszystkie, jest właśnie sposobem i metodą wydawania naszych sądów, a zatem i naszych działań.

233. Gdyby dziecko mnie zapytało, czy Ziemia istniała już przed moimi narodzinami, odpowiedziałbym mu, że nie tylko przed moimi narodzinami, ale o wiele, wiele wcześniej. A ponadto miałbym uczucie, że mówię coś śmiesznego. Podobnie, gdyby dziecko zapytało, czy taka a taka góra jest wyższa od wysokiego domu, który widziało. Mógłbym odpowiedzieć na to pytanie tylko komuś, komu bym najpierw wpoił obraz świata.
Jeśli więc odpowiadam na to pytanie z pewnością, to co daje mi tę pewność?

234. Wierzę, że mam przodków i że każdy człowiek ich ma. Wierzę, że są różne miasta, wierzę też, ogólnie, w główne fakty z geografii i historii. Wierzę, że Ziemia jest ciałem, na którego powierzchni poruszamy się i że nie znika ono nagle, czy coś w tym rodzaju, podobnie jak inne ciała stałe: ten stół, ten dom, to drzewo itd. Gdybym chciał wątpić w istnienie Ziemi dawno przed moimi narodzinami, to musiałbym wątpić we wszystko, co możliwe, co jest dla mnie ustalone.

235. A podstawy tego, że coś jest dla mnie ustalone, nie stanowi moja głupota czy łatwowierność.

236. Gdyby ktoś rzekł "Ziemia niezbyt dawno..." - co by to podważało? Czy wiem?
Czy musiałoby to być tak zwane przekonanie naukowe? Czy nie mogłoby być mistyczne? I czy musi on koniecznie przeczyć faktom historycznym? A nawet geograficznym?

237. Kiedy mówię "Przed godziną ten stół jeszcze nie istniał", mam prawdopodobnie na myśli, że został zrobiony dopiero później.
Jeśli mówię "Ta góra jeszcze wówczas nie istniała", to zapewne mam na myśli, że powstała ona dopiero później - może w wyniku wybuchu wulkanu.
Jeśli mówię "Ta góra nie istniała jeszcze pół godziny temu", to ta wypowiedź jest tak osobliwa, że nie wiadomo, co mam na myśli. Może na przykład coś fałszywego, ale naukowego. Ktoś może sądzi, że wypowiedź, iż ta góra jeszcze wówczas nie istniała, jest całkiem jasna, niezależnie od kontekstu, jaki sobie wyobrazimy. Ale przypuśćmy, że ktoś rzekł "Przed minutą nie istniała jeszcze ta góra, ale inna, dokładnie taka sama". Tylko znajomy kontekst pozwala, by jasno ukazać to, co pomyślane.

238. Mógłbym więc kogoś, kto mówi, że Ziemia nie istniała przed jego narodzinami, wypytywać dalej, aby zorientować się, z którymi spośród moich przekonań on się kłóci. I mogłoby być tak, że przeczyłby on moim poglądom podstawowym. A gdyby tak było, to musiałbym na tym poprzestać.
Podobnie gdyby oznajmił, że był kiedyś na Księżycu.

239. Tak, wierzę, że każdy człowiek ma dwoje ludzkich rodziców; ale katolicy wierzą, iż Jezus miał tylko ludzką matkę. A inni wierzyliby może, że są ludzie nie mający żadnych rodziców i nie dawaliby wiary jakimkolwiek przeczącym temu świadectwom. Katolicy wierzą również, że opłatek w pewnych okolicznościach zmienia całkowicie swój charakter, a jednocześnie, że wszelkie świadectwa dowodzą czegoś przeciwnego. Tak więc gdyby Moore powiedział "Wiem, że to jest wino a nie krew", katolicy by mu się przeciwstawili.

240. Na czym opiera się przekonanie, że wszyscy ludzie mają rodziców? Na doświadczeniu. Ale jak to niewzruszone przekonanie mogę oprzeć na swoim doświadczeniu? No cóż, opieram go nie tylko na tym, że znam rodziców pewnych ludzi, ale na wszystkim, czego nauczyłem się o życiu płciowym ludzi, o ich anatomii i fizjologii; a także na tym, co posłyszałem i zobaczyłem jeśli chodzi o zwierzęta. Ale czy naprawdę jest to dowód?

241. Czy to nie jest hipoteza, która, jak wierzę, wciąż na nowo w pełni zostaje potwierdzona?

242. Czy nie musimy na każdym kroku mówić: "Stanowczo w to wierzę?

243. "Wiem..." mówimy wtedy, gdy gotowi jesteśmy podać zniewalające racje. "Wiem..." odsyła do możliwości wykazania prawdziwości. To, że ktoś coś wie, da się pokazać, o ile jest on o tym przekonany.
Ale jeśli to, w co wierzy, jest tego rodzaju, że racje, jakie może podać, nie są bardziej pewne niż jego twierdzenie, to nie może on rzec, że wie to, w co wierzy.

244. Gdy ktoś powiada "Mam ciało", można go spytać "Kto przemawia tu przez te usta?"

245. Do kogo się mówi, że się coś wie? Do siebie lub do kogoś innego. Jeśli mówi się to do siebie, to jak odróżnia się to od zapewnienia, że jest się pewnym, iż to się tak przedstawia? Nie ma subiektywnej pewności, że coś wiem. Subiektywna jest pewność, ale nie wiedza. Jeśli więc mówię sobie "Wiem, że mam dwie ręce" i nie ma to wyrażać tylko mojej subiektywnej pewności, to muszę móc przekonać siebie, że mam rację. Ale nie mogę tego zrobić, bo to, że mam dwie ręce, nie jest mniej pewne zanim na nie spojrzę niż później. Mógłbym jednak rzec: "To, że mam dwie ręce, jest niezachwianym przekonaniem". Wyrażałoby to fakt, że nie jestem gotów, by uznać cokolwiek za przypadek obalający to zdanie.

246. "Dotarłem tutaj do fundamentów wszystkich moich przekonań". "Tego stanowiska będę się trzymał!" Ale czy nie jest tak tylko dlatego, że jestem o tym w pełni przekonany? - Jak to jest: być w pełni przekonanym?

247. Jakby to było, gdybym teraz wątpił, że mam dwie ręce? Dlaczego w ogóle nie mogę sobie tego wyobrazić? W co bym wierzył, gdybym w to nie wierzył? Jak dotąd brak mi w ogóle systemu, w ramach którego mogłaby się pojawić ta wątpliwość.

248. Dotarłem do podwalin moich przekonań.
I można by niemal powiedzieć, że te fundamenty dźwigane są przez cały dom.

249. Tworzymy sobie fałszywy obraz wątpienia.

250. To, że mam dwie ręce, jest w normalnych okolicznościach równie pewne, jak cokolwiek, co na rzecz tego mógłbym przywołać jako świadectwo.
Dlatego widoku mojej ręki nie mogę tu uznać za świadectwo.

251. Czy to nie znaczy: będę bezwarunkowo postępował zgodnie z tym przekonaniem i nie pozwolę się niczemu zwieść?

252. Lecz nie jest tylko tak, że ja w ten sposób wierzę, iż mam dwie ręce, lecz że wierzy w to każdy rozsądny człowiek.

253. U podłoża uzasadnionego przekonania leży przekonanie nieuzasadnione.

254. Każdy 'rozsądny' człowiek tak postępuje.

255. Wątpienie ma pewne charakterys­tyczne przejawy, lecz są one charakterystyczne tylko w pewnych okolicznościach. Gdyby ktoś rzekł, że wątpi w istnienie swoich rąk, oglądał je wciąż ze wszystkich stron, starając się przekonać, czy nie są one jakimś lustrzanym odbiciem itp., to nie bylibyśmy pewni, czy mamy to nazwać wątpieniem. Moglibyśmy opisać ten sposób zachowania jako przypominający wątpienie, ale jego gra nie byłaby naszą.

256. Z drugiej strony gra językowa zmienia się z czasem.

257. Gdyby ktoś mi powiedział, że wątpi, czy ma ciało, wziąłbym go za półgłupka. Lecz nie wiedziałbym, co znaczyłoby przekonanie go o tym, że je ma. I gdybym coś powiedział, a to usunęłoby jego wątpliwości, to nie wiedziałbym jak i dlaczego.

258. Nie wiem, jak ma zostać użyte zdanie "Mam ciało".
To nie stosuje się bezwarunkowo do zdania, że zawsze byłem na powierzchni Ziemi lub w jej pobliżu.

259. Kto by wątpił, że Ziemia istnieje od 100 lat, mógłby mieć wątpliwość naukową lub jednak filozoficzną.

260. Chciałbym zarezerwować wyrażenie "Wiem..." dla przypadków, w których używa się go w normalnym obiegu językowym.

261. Nie potrafię sobie teraz wyobrazić rozsądnych wątpliwości co do istnienia Ziemi w ciągu ostatnich 100 lat.

262. Mogę sobie wyobrazić człowieka, który wyrósł w całkiem szczególnych warunkach i któremu wpojono, że Ziemia powstała 50 lat temu - i dlatego też w to wierzy. Moglibyśmy go pouczać: Ziemia już od dawna... itd. - Próbowalibyśmy przekazać mu nasz obraz świata.
Zaszłoby to w wyniku swoistej perswazji.

263. Uczeń wierzy swoim nauczycielom i podręcznikom.

264. Mogę sobie wyobrazić takie zdarzenie: Moore'a schwytali dzicy i wyrażają podejrzenie, że przybył on z jakiegoś miejsca leżącego między Ziemią a Księżycem. Moore mówi im, że wie..., lecz nie może im podać racji na rzecz swojej pewności, mają oni bowiem fantastyczne idee na temat ludzkich możliwości latania, a nic nie wiedzą o fizyce. To byłaby sposobność, by wygłosić to twierdzenie.

265. Ale co jeszcze mówi ono ponad "Nigdy nie byłem tam a tam i zniewalające racje przemawiają za tym, by w to wierzyć"?

266. A tutaj trzeba by jeszcze powiedzieć, co to są zniewalające racje.

267. "Nie tylko mam wzrokowe doznanie drzewa, lecz wiem, że to jest drzewo".

268. "Wiem, że to jest ręka". - A co to jest ręka? - "No, np. to".

269. Czy jestem bardziej pewien tego, że nie byłem na Księżycu, niż tego, że nie byłem w Bułgarii? Dlaczego jestem taki pewien? No, wiem, że również nie byłem w pobliżu, np. nigdy nie byłem na Bałkanach.

270. "Zniewalające racje przemawiają na rzecz mej pewności". Te racje sprawiają, że jest to pewność obiektywna.

271. Nie ja decyduję, co stanowi uzasadnioną rację na rzecz czegoś.

272. Wiem = Znam to jako pewne.

273. Ale kiedy mówi się o czymś, że jest pewne?
Bo o to, czy coś jest pewne, można się spierać; gdy mianowicie coś jest obiektywnie pewne.
Istnieje niezliczona ilość ogólnych zdań empirycznych, które uważamy za pewne.

274. Jedno z nich powiada, że gdy ucięto komuś rękę, to ona nie odrośnie. Inne, że gdy obcina się komuś głowę, to on umiera i nie będzie więcej żył.
Można rzec, że doświadczenie uczy nas tych zdań. Jednakże nie uczy nas ich ono w izolacji, ale uczy nas mnóstwa zdań powiązanych ze sobą. Gdyby były one wyizolowane, to może mógłbym w nie wątpić, gdyż nie miałbym odnośnych doświadczeń.

275. Jeśli doświadczenie stanowi podstawę naszej pewności, to jest to oczywiście doświadczenie przeszłe.
I nie jest to może tylko moje doświadczenie, lecz i innych, od których otrzymuję wiedzę.
Ale teraz można by powiedzieć, że to doświadczenie pozwala nam dać wiarę innym. Ale jakie doświadczenie sprawia, że wierzę, iż książki z anatomii i fizjologii nie zawierają fałszów? Widocznie jest prawdą, że to zaufanie jest podtrzymywane przez moje własne doświadczenie.

276. Wierzymy, że tak powiem, iż ta wielka budowla istnieje i że raz tu, raz tam, widzimy jej skrawek.

277. "Nie mogę nie wierzyć..."

278. "Jestem spokojny, że tak jest".

279. Jest całkiem pewne, że samochody nie wyrastają z ziemi. - Czujemy, że gdyby ktoś umiał wierzyć, że wyrastają, to mógłby dać wiarę we wszystko, co uważamy za niemożliwe, i mógłby przeczyć wszystkiemu, co mamy za pewne.
Lecz jak to jedno wierzenie wiąże się ze wszystkimi innymi? Chcielibyśmy rzec, że ktoś, kto by umiał w to wierzyć, nie uznaje całego naszego systemu weryfikacji.
Ten system jest czymś, co człowiek nabywa w rezultacie obserwacji i pouczeń. Celowo nie mówię "uczy się".

280. Odkąd zobaczył on to i to, to i to posłyszał, nie jest w stanie wątpić, że...

281. Ja, L. W., wierzę, mam pewność, że mój przyjaciel nie ma w głowie czy w ciele trocin, chociaż nie mam na to żadnych bezpośrednich świadectw zmysłowych. Mam pewność na podstawie tego, co mi powiedziano, co przeczytałem i na podstawie swego doświadczenia. Wątpienie w to wydaje mi się szaleństwem - naturalnie znów zgadzam się tu z innymi, ale ja się z nimi zgadzam.

282. Nie mogę powiedzieć, iż mam dobre podstawy by sądzić, że koty nie rosną na drzewach lub że miałem ojca i matkę.
Jeśli ktoś ma tu wątpliwości - jak mogło do tego dojść? Czy od początku miałby nie wierzyć, że miał rodziców? Ale czy można to sobie wyobrazić, o ile go tego nie nauczono?

283. Bo jakżeby dziecko mogło od razu wątpić w to, co mu się wpaja? Znaczyć by to mogło jedynie, że nie było w stanie nauczyć się pewnych gier językowych.

284. Ludzie zabijali zwierzęta od najdawniejszych czasów, używali ich futer, kości itd., itd. do pewnych celów; stanowczo liczyli na to, że podobne części znajdą u podobnych zwierząt.
Zawsze uczyli się z doświadczenia, a ich działania ukazują, że stanowczo wierzą w pewne rzeczy, niezależnie od tego, czy wyrażali swe przekonania, czy nie. Naturalnie nie chcę przez to powiedzieć, że ludzie powinni tak postępować, a tylko, że tak postępują.

285. Jeśli ktoś czegoś poszukuje i w jakimś określonym miejscu rozkopuje ziemię, pokazuje tym samym, że wierzy, iż tam jest to, czego szuka.

286. To, w co wierzymy, zależy od tego, czego się uczymy. Wszyscy wierzymy, że nie ma możliwości dostania się na Księżyc; ale mogliby istnieć ludzie wierzący, że jest to możliwe i że czasem to się zdarza. Mówimy: nie wiedzą oni wiele z tego, co my wiemy. I niech nie będą tak pewni swoich przekonań - są w błędzie i my to wiemy.
Gdy porównujemy nasz system wiedzy z ich systemem, ich okazuje się znacznie uboższy.

23.9.50
287. Wiewiórka nie wnioskuje przez indukcję, że i następnej zimy potrzebne jej będą zapasy. I nam nie bardziej potrzeba prawa indukcji, by uzasadnić nasze działania i przewidywania.

288. Wiem nie tylko to, że Ziemia istniała dawno przed moimi narodzinami, ale i to, że jest ona dużym ciałem, że ustalone zostało, iż tak ja jak inni ludzie mamy wielu przodków, że są książki o tym wszystkim, że książki takie nie kłamią itd., itd., itd. I wiem to wszystko? Wierzę w to. Przekazano mi ten korpus wiedzy i nie mam żadnych podstaw, by w to wątpić, mam natomiast wszelkiego rodzaju potwierdzenia.
I dlaczego nie miałbym powiedzieć, że to wszystko wiem? Czy tak się właśnie nie mówi?
Lecz nie tylko ja wiem, czy wierzę w to wszystko, ale inni też. A raczej wierzę, że oni w to wierzą.

289. Jestem mocno przekonany, że inni wierzą, wierzą, iż wiedzą, że wszystko tak właśnie się przedstawia.

290. Sam napisałem w mojej książce, że dziecko uczy się rozumieć słowo tak a tak: Wiem to, czy w to wierzę? Dlaczego w takim przypadku nie piszę "Wierzę...", a po prostu piszę zdanie twierdzące?

291. Wiemy, że Ziemia jest okrągła. Przekonaliśmy się definitywnie, że jest okrągła.
Będziemy trwać przy tym stanowisku, chyba że zmieni się cały nasz pogląd na przyrodę. "Skąd to wiesz?" - Wierzę w to.

292. Przyszłe doświadczenia nie mogą zadać kłamu wcześniejszym, co najwyżej mogą zmienić cały nasz pogląd na sprawy.

293. Podobnie ze zdaniem "Woda wrze w 100°C".

294. Tak zyskujemy przekonania, to nazywa się "być słusznie przekonanym".

295. Czy zatem nie posiada się, w tym sensie, dowodu zdania? Ale to, że ponownie zdarza się to samo, nie jest na to żadnym dowodem; a jednak mówimy, że daje nam to prawo, by to przyjąć.

296. To nazywamy "empirycznym uzasadnieniem" naszych założeń.

297. Uczymy się bowiem nie tylko, że takie a takie doświadczenia dają takie a takie wyniki, lecz również konkluzji. I nie ma w tym oczywiście nic złego. Bo to [wyprowadzone] zdanie jest instrumentem określonego użytku.

298. Jesteśmy tego zupełnie pewni nie znaczy po prostu, że każdy z osobna jest tego pewien, ale że należymy do społeczności, którą spajają nauka i edukacja.

299. We ara satisfied that the earth is round. [Jesteśmy przekonani, że Ziemia jest okrągła.]

10.3.51
300. Nie wszystkie korekty naszych poglądów następują na tym samym poziomie.

301. Zakładając, że nie jest prawdą, iż Ziemia istniała dawno przed moimi narodzinami, jak wyobrażalibyśmy sobie wykrycie tej pomyłki?

302. Na nic nie zda się powiedzenie "Być może się mylimy"; jeśli żadne świadectwo nie jest godne zaufania, to obecne świadectwo też godne zaufania nie jest.

303. Jeśli np. zawsze myliliśmy się w obliczeniach i 12 x 12 nie równa się 144, to dlaczego mielibyśmy ufać jakimkolwiek innym obliczeniom? I to jest naturalnie błędnie wyrażone.

304. Ale też nie mylę się w tym wzorze na mnożenie. Mogę później powiedzieć, że mi się teraz pomieszało, ale nie, że się pomyliłem.

305. Tu raz jeszcze potrzeba kroku podobnego do tego z teorii względności.

306. "Nie wiem, czy to jest ręka". A czy wiesz, co znaczy słowo "ręka"? I nie mów "Wiem, co ono teraz dla mnie znaczy". I czy nie jest faktem empirycznym, że tego słowa tak się używa?

307. I jest tu rzeczą osobliwą, że gdy jestem całkiem pewien użycia słów, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, to jednak nie mogę podać racji na rzecz mego sposobu postępowania. Gdybym spróbował, mógłbym ich podać 1000, lecz żadna nie byłaby tak pewna jak to, co miałaby uzasadniać.

308. 'Wiedza' i 'pewność' należą do różnych kategorii. Nie są one dwoma 'stanami psychicznymi', jak może 'przypuszczanie' i 'bycie pewnym'. (Tutaj zakładam, że powiedzenie "Wiem, co znaczy (np.) słowo 'wątpliwość'" ma dla mnie sens i że zdanie to przydziela słowu "wątpliwość" pewną rolę logiczną.) Teraz interesuje nas nie bycie pewnym, lecz wiedza. Tzn. interesuje nas to, że nie można wątpić w pewne zdania empiryczne, o ile wydawanie sądów w ogóle ma być możliwe. Albo też: skłonny jestem wierzyć, że nie wszystko, co ma formę zdania empirycznego, jest zdaniem empirycznym.

309. Czy reguła i zdanie empiryczne przechodzą jedno w drugie?

310. Nauczyciel i uczeń. Uczeń nie pozwala wytłumaczyć sobie czegoś, bowiem ustawicznie przerywa (nauczycielowi) wątpliwościami, np. co do istnienia rzeczy, znaczenia słów itd. Nauczyciel mówi: "Nie przerywaj mi więcej i rób to, co ci mówię; jak dotąd twoje wątpliwości zupełnie nie mają sensu".

311. Lub pomyśl, że uczeń kwestionowałby prawdziwość historii (i wszystko, co się z tym wiąże), a nawet to, że Ziemia w ogóle istniała przed stu laty.

312. Mam wrażenie, jakby była to czcza wątpliwość. Ale zatem, czy nie jest też czcza wiara w historię? Nie; łączy ona tak wiele.

313. A więc czy właśnie to powoduje, że wierzymy w pewne zdanie? Cóż, gramatyka "Wierzyć" łączy się z gramatyką zdania, w które się wierzy.

314. Pomyśl, że uczeń naprawdę zapytał: "A czy stół jest tu również wtedy, gdy odwracam się, a nawet gdy go nikt nie widzi?" Czy nauczyciel ma go uspokoić i powiedzieć "Oczywiście, że tak!" -
Być może nauczyciela nieco to rozdrażni, pomyśl jednak, że uczeń wyrośnie zapewne z takich pytań.

315. Tzn. nauczyciel odczuje, że to rzeczywiście nie jest prawomocne pytanie.
I podobnie, gdyby uczeń powątpiewał w jednostajność przyrody, a zatem w prawomocność argumentów indukcyjnych. - Nauczyciel czułby, że z tego powodu on i uczeń tracą tylko czas, że uczeń przez to utknie i nie posunie się dalej. - I miałby rację. Byłoby to tak, jakby ktoś szukał jakiegoś przedmiotu w pokoju; otwierał szufladę i nie widział go tam; potem zamykał ją znowu, czekał i otwierał raz jeszcze by zobaczyć, czy może teraz tam jest, i tak w kółko. Nie nauczył się jeszcze szukać. I podobnie ów uczeń nie nauczył się jeszcze pytać. Nie nauczył się tej gry, której nauczyć go chcemy.

316. I czy nie tak samo by było, gdyby uczeń zatrzymywał lekcję historii wątpliwościami, czy Ziemia naprawdę...?

317. Wątpliwość ta nie należy do wątpliwości w naszej grze. (Lecz myśmy tej gry sobie nie wybrali!)

12.3.51
318. 'To pytanie w ogóle tu nie powstaje!' Odpowiedź na nie charakteryzowałaby metodę. Nie ma jednak ostrej granicy między zdaniami metodologicznymi a zdaniami w obrębie metody.

319. Ale czy nie musimy ponadto rzec, że nie ma ostrej granicy między zdaniami logiki a zdaniami empirycznymi? Nieostra jest właśnie granica między regułą a zdaniem empirycznym.

320. Musimy tu, jak sądzę, pamiętać, że pojęcie 'zdanie' samo nie jest ostre.

321. Mówię jednak: każde zdanie empiryczne można przekształcić w postulat - a wtedy staje się ono normą opisu. Ale i to budzi moje podejrzenia. Zdanie to jest zbyt ogólne. Chciałoby się niemal rzec "Każde zdanie empiryczne można, teoretycznie, przekształcić...", ale co tu znaczy "teoretycznie"? Za bardzo przypomina to Tr. log.-fil.

322. A co, gdyby uczeń nie chciał uwierzyć, że ta góra od niepamiętnych czasów zawsze tu stała?
Powiedzielibyśmy, że nie ma on podstaw dla swego niedowiarstwa.

323. Czy rozsądne niedowiarstwo musi mieć podstawy?
Moglibyśmy też rzec: "Rozsądny w to wierzy".

324. Tak więc nie nazwalibyśmy rozsądnym kogoś, kto wierzy w coś wbrew naukowym świadectwom.

325. Kiedy mówimy, że wiemy, iż..., mamy na myśli, że każda rozsądna osoba w naszym położeniu również by wiedziała, iż nierozsądnie byłoby w to wątpić. Podobnie Moore chce nie tylko powiedzieć, że on wie, iż on itd., itd., lecz również, że każdy rozsądny człowiek w jego położeniu wiedziałby to samo.

326. Ale kto nam powie, w co w tym położeniu rozsądnie jest wierzyć?

327. Można by więc rzec: "Rozsądny człowiek wierzy, że Ziemia istniała dawno przed jego urodzeniem, że jego życie rozgrywało się na powierzchni Ziemi lub w jej pobliżu, że on np. nie był na Księżycu, że posiada system nerwowy i różne wnętrzności, jak wszyscy inni ludzie itd., itd."

328. "Wiem to tak, jak wiem, że nazywam się L. W".

329. 'Jeśli on w to wątpi - cokolwiek znaczy tu "wątpić" - to nigdy nie nauczy się tej gry.'

330. Tak więc zdanie "Wiem..." wyraża gotowość do wierzenia w pewne rzeczy.

13.3
331. Jeśli w ogóle działamy z pewnością na mocy przekonań, to czyż powinno nas dziwić, że w tak wiele nie możemy wątpić?

332. Pomyśl, że ktoś by rzekł nie zamierzając filozofować: "Nie wiem, czy byłem kiedyś na Księżycu, nie przypominam sobie, bym tam kiedyś był". (Dlaczego ten człowiek tak gruntownie by się od nas różnił?)
Przede wszystkim: Skąd by wiedział, że jest na Księżycu? Jak to sobie wyobraża? Porównaj: "Nie wiem, czy kiedyś byłem w wiosce X". Ale i tego nie mógłbym powiedzieć, gdyby X leżała w Turcji, bo wiem, że w Turcji nigdy nie byłem.

333. Pytam kogoś: "Czy byłeś kiedyś w Chinach?" Odpowiada: "Nie wiem". Tu by zapewne ktoś rzekł: "Nie wiesz? Czy masz jakąkolwiek podstawę by wierzyć, że może kiedyś tam byłeś? Czy byłeś kiedyś np. w pobliżu chińskiej granicy? A może twoi rodzice byli tam wtedy, gdy miałeś się urodzić?" - Normalnie przecież Europejczycy wiedzą, czy byli w Chinach, czy nie.

334. Tzn.: ludzie rozsądni wątpią w to tylko w takich a takich okolicznościach.

335. Procedura na sali sądowej opiera się na tym, że okoliczności nadają wypowiedziom pewne prawdopodobieństwo. Wypowiedź, że np. ktoś przyszedł na świat bez rodziców, nie zostałaby tam w ogóle wzięta pod uwagę.

336. Ale to, co ludziom wydaje się rozsądne i nierozsądne, zmienia się. W pewnych okresach wydaje się ludziom rozsądne coś, co w innych czasach wydaje się nierozsądne. I na odwrót.
Lecz czy nie ma tu obiektywnej oznaki?
Bardzo rozumni i wykształceni ludzie wierzą w biblijną historię stworzenia, inni zaś uważają ją za dowiedziony fałsz, a ich racje są dobrze znane tamtym.

337. Nie można przeprowadzać eksperymentów, jeśli nie ma rzeczy, w które się nie wątpi. Nie znaczy to jednak, że pewne założenia przyjmuje się wtedy w dobrej wierze. Kiedy piszę i wysyłam list, to przyjmuję, że on dotrze, oczekuję tego.
Kiedy przeprowadzam eksperyment, to nie wątpię w ist­nienie aparatury, którą mam przed oczami. Mam mnóstwo wątpliwości, ale nie . Gdy rachuję, to wierzę, nie wątpiąc, że cyfry na papierze nie zamieniają się samoczynnie miejscami, przez cały czas ufam też mej pamięci i to ufam bezwarunkowo. Jest to ta sama pewność co ta, że nie byłem na Księżycu.

338. Pomyślmy jednak o ludziach, którzy nigdy nie byliby pewni takich rzeczy, lecz mówiliby, że są one bardzo prawdopodobne i że nie opłaca się w nie wątpić. Tak więc ktoś taki, będąc w moim położeniu, rzekłby: "Jest wysoce nieprawdopodobne, że byłem kiedykolwiek na Księżycu" itd., itd. Czym życie tych ludzi różniłoby się od naszego? Są przecież ludzie, którzy mówią, iż jest tylko wysoce prawdopodobne, że woda w kotle stojącym na ogniu zagotuje się, a nie zamarznie, a zatem ściśle biorąc to, co uważamy za niemożliwe, jest tylko nieprawdopodobne. Czy zmienia to coś w ich życiu? A może tylko mówią oni o pewnych rzeczach coś więcej niż inni?

339. Pomyśl o człowieku, który ma odebrać przyjaciela z dworca kolejowego, jednak zamiast sprawdzić po prostu rozkład jazdy i wyjść na stację o odpowiedniej porze, powiada: "Nie wierzę, że pociąg naprawdę przyjedzie, lecz mimo to pójdę na dworzec". Robi wszystko to, co robią zwykli ludzie, ale dodaje do tego wątpliwości, niezadowolenie z siebie, itp.

340. Z taką samą pewnością, z jaką wierzymy w dowolne zdanie matematyczne, wiemy też, jak wymawia się litery "A" i "B", jak nazywa się barwa ludzkiej krwi, że inni ludzie mają krew i nazywają ją "krwią".

341. Tzn. pytania, jakie stawiamy, oraz nasze wątpliwości, opierają się na tym, że pewne zdania wątpliwościom nie podlegają, są niejako zawiasami, na których tamte się obracają.

342. Tzn. do logiki naszych badań naukowych należy to, że w pewne sprawy w rzeczy samej się nie wątpi.

343. Nie jest wszakże tak, że nie możemy wszystkiego zbadać i dlatego musimy zadowolić się założeniem. Jeśli chcę, by drzwi się obróciły, muszę umocować zawiasy.

344. Moje życie polega na tym, że niejedno mnie za­dowala.

345. Gdy kogoś pytam "Jaki teraz widzisz kolor?" po to, by dowiedzieć się, jaki kolor jest tam w tej chwili, to nie mogę zarazem wątpić, czy zapytywany rozumie po polsku, czy nie chce mnie oszukać, czy własna pamięć nie zawodzi mnie co do znaczeń nazw kolorów, itd.

346. Gdy grając w szachy próbuję komuś dać mata, to nie mogę wątpić, czy moje figury same nie zamieniają się miejscami i czy jednocześnie pamięć nie płata mi figla tak, że tego nie zauważam.

15.3.51
347. "Wiem, że to jest drzewo". Dlaczego wydaje mi się, że nie rozumiem tego zdania? choć jest to w końcu wyjątkowo proste zdanie najzwyklejszego typu? Tak jakbym nie mógł skupić swego umysłu na jakimkolwiek znaczeniu. Bo, mianowicie, nie skupiam się na tej sferze, gdzie ono tkwi. Gdy tylko pomyślę o potocznym, a nie o filozoficznym użyciu zdania, jego sens staje się jasny i zwyczajny.

348. Podobnie słowa "Jestem tutaj" mają sens tylko w pewnych kontekstach, a nie wtedy, gdy mówię je do kogoś, kto siedzi naprzeciw i widzi mnie wyraźnie - i to nie dlatego, że są zbędne, ale że ich sensu nie określa sytuacja, a określenie takie jest potrzebne.

349. "Wiem, że to jest drzewo" - to może znaczyć wszystko: patrzę na roślinę, którą biorę za młodego buka, a ktoś inny za czarną porzeczkę. Mówi "To jest krzew", a ja, że to drzewo. - Widzimy coś we mgle, co jeden z nas bierze za człowieka, a drugi mówi "Wiem, że to jest drzewo". Ktoś chce zbadać mój wzrok itd., itd. - itd., itd. Za każdym razem owo "to", co uznaję za drzewo, jest innego rodzaju.
A co, gdy wyrażamy się dokładniej? np. "Wiem, że to tam jest drzewem, widzę to dość wyraźnie". - Przypuśćmy nawet, że poczyniłem tę uwagę w kontekście rozmowy (tak że była ona wówczas istotna); a teraz, poza wszelkim kontekstem, powtarzam ją patrząc na drzewo i dodaję "Mam na myśli te same słowa, co 5 minut temu". Gdybym dodał np., że znów myślałem o moim kiepskim wzroku i że był to rodzaj westchnienia, to w tej wypowiedzi nie byłoby nic zagadkowego.
Bo to, jak rozumie się zdanie, można wyrazić przez uzupełnienie go, a to da się z nim połączyć.

350. "Wiem, że to jest drzewo", powie filozof, może po to, by sobie lub innym unaocznić, że wie coś, co nie jest prawdą matematyczną lub logiczną. Podobnie ktoś, kto nosi się z myślą, że do niczego już się nie nadaje, może sobie wciąż powtarzać "Mogę jeszcze robić to i to i to". Gdyby takie myśli często go nurtowały, to nie byłoby dziwne gdyby, pozornie poza wszelkim kontekstem, wypowiadał takie zdanie na głos. (Ale tu już naszkicowałem tło, otoczenie tej uwagi, a więc podałem kontekst.) Gdyby natomiast ktoś, w najróżniejszych okolicznościach, wykrzykiwał z przekonującą miną "Precz z nim!", to można by o tych słowach (i ich tonie) powiedzieć, iż stanowią pewną figurę, która wprawdzie ma znane zastosowania, ale że tu nie jest jasne nawet to, jakim językiem ów ktoś się posługuje. Mógłbym wykonać ręką ruch taki, jaki bym robił trzymając w niej piłę i tnąc deskę; ale czy mielibyśmy prawo poza wszelkim kontekstem nazwać ten ruch piłowaniem? (Mogłoby to być coś zupełnie innego!)

351. Czy pytanie "Czy te słowa mają sens?" nie przypomina "Czy to jest narzędzie?" zadawanego gdy ktoś, powiedzmy, pokazuje młot? Mówię "Tak, to jest młot". Ale co by było, gdyby rzecz, którą każdy z nas bierze za młot, gdzie indziej była np. pociskiem lub batutą? Teraz zastosujcie to sami!

352. Gdy ktoś powie "Wiem, że to jest drzewo", mogę odpowiedzieć: "Tak, to jest zdanie. Zdanie polskie. I co z tego?" A co, jeśli odpowie: "Chciałem tylko przypomnieć sobie, że coś takiego wiem"? --

353. Ale co, gdy powie: "Chcę poczynić uwagę logiczną"? -- Gdy leśniczy idzie z pomocnikami do lasu i mówi "To drzewo jest do ścięcia i to i to" -- co jeśli zrobi uwagę "Wiem, że to jest drzewo"? - Ale czy ja nie mógłbym powiedzieć o leśniczym "On wie, że to jest drzewo - nie bada tego ani nie zleca swoim ludziom, aby to zbadali"?

354. Zachowanie wątpiące i niewątpiące. Pierwsze jest tylko o tyle, o ile jest drugie.

355. Psychiatra mógłby mnie ewentualnie spytać "Czy wiesz, co to jest?", a ja mógłbym odpowiedzieć "Wiem, że to jest krzesło, poznaję go, zawsze stało w moim pokoju". On nie sprawdza tu może mojego wzroku, ale moją zdolność rozpoznawania przedmiotów, znajomość ich nazw i funkcji. Chodzi tu o orientację. Popełniłbym błąd gdybym rzekł "Wierzę, że to jest krzesło", gdyż wyrażałoby to gotowość do sprawdzenia mej wypowiedzi. Tymczasem "Wiem, że to..." pociąga za sobą zdumienie, gdyby to, co powiedziałem, nie potwierdziło się.

356. Mój "stan psychiczny", "wiedzenie" nie ręczy mi za to, co się zdarzy. Ale polega to na tym, że nie rozumiałbym, gdzie pojawić by się mogło wątpienie, gdzie możliwe by było dalsze badanie.

357. Można by rzec: "'Wiem' wyraża spokojną pewność, nie tę, która wciąż walczy".

358. Chciałbym postrzegać tę pewność nie jako coś pokrewnego pochopności czy powierzchowności, ale jako (pewien) sposób życia. (To jest bardzo kiepsko wyrażone i zapewne też kiepsko pomyślane.)

359. Ale to znaczy, że chcę ją ująć jako coś, co leży poza uzasadnieniem i nieuzasadnieniem; coś więc niejako zwierzęcego.

360. WIEM, że to jest moja stopa. Nie potrafiłbym uznać żadnego doświadczenia za dowód, że tak nie jest. - To może być okrzyk; ale co z niego wynika? Przynajmniej tyle, że będę działał z pewnością nie znającą wątpliwości, zgodnie z moim przekonaniem.

361. Ale mógłbym też rzec: Bóg mi objawił, że tak to jest. Bóg nauczył mnie, że to jest moja stopa. I dlatego gdyby zdarzyło się coś, co wydawałoby się przeczyć tej wiedzy, musiałbym uznać to za złudzenie.

362. Ale czy nie wychodzi tu na jaw, że wiedza jest spokrewniona z decyzją?

363. I trudno tu znaleźć przejście od tego, co chciałoby się wykrzyknąć, do jego następstw w naszym postępowaniu.

364. Można by również tak zapytać: "Jeśli wiesz, że to jest twoja stopa, - to czy wiesz także, czy tylko wierzysz, że żadne przyszłe doświadczenie nie wyda się przeczyć twojej wiedzy?" (tzn. że tobie samemu takim się nie wyda?).

365. Gdyby teraz ktoś odparł: "Wiem również, że nigdy mi się nie wyda, by coś tej wiedzy przeczyło", - czego moglibyśmy stąd się dowiedzieć poza tym, że on sam nie wątpi, iż to się nie zdarzy?

366. A co, gdyby zabronione było mówienie "Wiem", a dozwolone jedynie "Wierzę, że wiem"?

367. Czy słów w rodzaju "wiedzieć", podobnie jak "wie­rzyć", nie tworzy się po to, by potem piętnować stwierdzenie "Wiem" gdy ten, kto je wypowiada, myli się?
W rezultacie błąd staje się czymś zakazanym.

368. Gdy ktoś powiada, że żadnego doświadczenia nie uzna za dowód czegoś przeciwnego, to jest to przecież decyzja. Jest możliwe, że będzie on działał wbrew niej.

16.3.51
369. Gdybym chciał wątpić, że to jest moja ręka, to jak mógłbym uniknąć wątpliwości, czy słowo "ręka" ma jakieś znaczenie? A zatem, jak się wydaje, to jednak wiem.

370. A poprawniej: To, że bez skrupułów używam słowa "ręka" i wszystkich innych słów z mojego zdania, tak że stanąłbym na skraju przepaści, gdybym tylko próbował tu wątpić -pokazuje, że brak wątpliwości należy do istoty gry językowej, że pytanie "Skąd wiem..." odwleka grę językową lub unieważnia.

371. Czy "Wiem, że to jest ręka" nie znaczy w sensie Moore'a tego samego lub prawie tego samego, co: mogę wygłaszać twierdzenia takie jak "Ta ręka mnie boli" czy "Ta ręka jest słabsza od tej", czy "Złamałem kiedyś tę rękę" i niezliczone inne w grach językowych, w których nie pojawia się wątpienie w istnienie tej ręki.

372. Tylko w pewnych przypadkach można badać "Czy to naprawdę jest ręka?" (lub "moja ręka"). Bo zdanie "Wątpię, czy to naprawdę jest moja (lub jakaś) ręka" nie ma sensu bez szczegółowych dookreśleń. Z samych tych słów nie sposób się dowiedzieć, czy w ogóle chodzi o wątpliwość i o jaką.

373. Dlaczego ma być możliwe posiadanie racji, by wierzyć, skoro nie można być pewnym?

374. Uczymy dziecko "To jest twoja ręka", a nie "To być może (lub "prawdopodobnie") jest twoja ręka". Tak dzie­cko uczy się niezliczonych gier językowych dotyczących jego ręki. W ogóle nie przychodzi mu do głowy, by badać lub pytać 'czy to naprawdę jest ręka'. Z drugiej strony nie uczy się też, że wie, iż to jest ręka.

375. Musimy tu sobie uświadomić, że całkowity brak wątpliwości w jakimś punkcie, nawet tam, gdzie powiedzieli­byśmy, iż może istnieć 'prawomocna' wątpliwość, nie musi falsyfikować gry językowej. Jest bowiem również coś takiego, jak inna arytmetyka.
Wierzę, że przyznanie tego musi leżeć u podstaw wszelkiego rozu­mienia logiki.

17.3
376. Mogę z pasją oznajmić, że wiem, iż to jest (np.) moja stopa.

377. Ale ta pasja pojawia się przecież (ogromnie) rzadko i nie ma jej ani śladu, gdy zwyczajnie mówię o tej stopie.

378. Wiedza opiera się ostatecznie na uznaniu.

379. Mówię z pasją " Wiem, że to jest stopa" - ale co to znaczy?

380. Mógłbym kontynuować: "Nic na świecie nie przekona mnie, że tak nie jest!" Dla mnie ten fakt leży u podstaw wszelkiej wiedzy. Zaniecham innych rzeczy, ale tego nie.

381. Owo "Nic na świecie..." jest oczywiście postawą, jakiej nie zajmuje się wobec wszystkiego, w co się wierzy lub czego jest się pewnym.

382. Nie mówi się tym samym, że naprawdę nic na świecie nie będzie mogło przekonać mnie o czymś innym.

383. Argument "Być może śnię" jest bezsensowny dlate­go, że w takim razie ta wypowiedź również mi się śni, a też i to, że te słowa mają jakieś znaczenie.

384. Jakiego rodzaju zdaniem jest "Nic na świecie..."?

385. Ma ono formę przepowiedni, lecz (naturalnie) nie opartej na doświadczeniu.

386. Ten kto, jak Moore, mówi, że wie, iż... - określa stopień pewności, jaki coś ma dla niego. A ważne jest, że ów stopień ma wartość maksymalną.

387. Ktoś mógłby mnie spytać: "Na ile jesteś pewien: że to tam jest drzewem; że masz pieniądze w kieszeni; że to jest twoja stopa?" A odpowiedź w jednym przypadku mogłaby brzmieć "nie jestem pewien", w drugim "prawie pewien", w trzecim "nie mogę wątpić". I odpowiedzi te miałyby sens nawet przy braku racji. Nie potrzebowałbym np. mówić: "Nie mogę być pewien, że to jest drzewo, gdyż mój wzrok nie jest wystarczająco ostry". Chcę rzec: dla Moore'a powiedzenie "Wiem, że to jest drzewo" miało sens o tyle, o ile chciał przez to powiedzieć coś całkiem określonego.
[Wierzę, że przeczytanie moich notatek mogłoby zainte­resować filozofa potrafiącego myśleć samodzielnie. Bo na­wet jeśli z rzadka tylko trafiałem w sedno, to zorientowałby się, ku jakim celom nieustannie dążę.]

388. Każdy z nas często używa takiego zdania i nie powstaje pytanie, czy ma ono sens. Czy to też udzieli jakiegoś filozoficznego wyjaśnienia? Czy w większym stopniu istnienia rzeczy zewnętrznych dowodzi to, że wiem, iż to jest ręka, niż to, że nie wiem, czy jest to złoto czy mosiądz?

18.3
389. Moore chciał podać przykład tego, że naprawdę można znać zdania o przedmiotach fizycznych. Gdyby spierano się, czy można czuć ból w tej a tej określonej części ciała, to ten, kogo by tam właśnie bolało, mógłby rzec: ,,Zapewniam cię, że boli mnie tam teraz". Ale brzmiałoby dziwnie, gdyby Moore rzekł: "Zapewniam cię, wiem, że to jest drzewo". Po prostu osobiste przeżycie nas tu nie interesuje.

390. Ważne jest tylko to, że ma sens powiedzenie, iż wie się coś takiego; a przeto zapewnieniem, że się to wie, niczego tu nie można osiągnąć.

391. Pomyśl o grze językowej "Kiedy cię zawołam, wejdź tymi drzwiami". We wszystkich zwykłych przypad­kach nie sposób wątpić, czy te drzwi naprawdę tu są.

392. Muszę pokazać, że wątpienie nie jest konieczne, nawet gdy jest możliwe. Że możliwość gry językowej nie zależy od tego, że we wszystko, w co można wątpić, wątplić się będzie. (To wiąże się z rolą sprzeczności w matematyce.)

393. Gdyby zdanie "Wiem, że to jest drzewo" wypowiedziano poza grą językową, mogłoby też być cytatem (może z podręcznika języka polskiego). - "Ale jeśli mam je na myśli, gdy je wypowiadam?" Stare nieporozumienie wokół pojęcia 'mieć na myśli'.

394. "To należy do rzeczy, w które nie mogę wątpić".

395. "Wiem to wszystko". I przejawi się to w tym, jak działam i mówię o rzeczach.

396. Czy może on w grze językowej (2) powiedzieć, że wie, iż to są kamienie budowlane? - "Nie, ale to wie".

397. Czy ja się nie mylę i czy Moore nie ma całkowitej racji? Czy nie popełniam elementarnego błędu biorąc to, co się myśli, za to, co się wie? Oczywiście nie myślę "Ziemia istniała już jakiś czas przed moimi narodzinami", ale czy wskutek tego nie wiem o tym? Czy nie ujawniam, że wiem, coraz to wyciągając z tego wnioski?

398. Czy nie wiem też, że w tym domu nie ma schodów prowadzących sześć pięter w głąb ziemi, nawet jeśli nigdy o tym nie pomyślałem?

399. Ale czy to, że wyciągam z tego wnioski, nie ujawnia tylko, iż przyjmuję tę hipotezę?

19.3
400. Skłonny tu jestem walczyć z wiatrakami, gdyż wciąż nie mogę powiedzieć tego, co naprawdę chcę rzec.

401. Chcę rzec: zdania o formie zdań empirycznych, a nie tylko zdania logiki, tworzą podstawę wszelkiego operowania myślą (językiem). - Ta konstatacja nie przybiera formy "Wiem...". "Wiem..." mówi o tym, co ja wiem, a to logiki nie interesuje.

402. W tej uwadze samo wyrażenie "zdania o formie zdań empirycznych" jest dość kiepskie; chodzi o wypowiedzi o przedmiotach. I nie służą one za podstawy tak jak hipotezy, które, gdy okażą się fałszywe, zastępuje się innymi.

'...i pisz z ufnością
"Na początku był czyn".' [Goethe, Faust I. 80]

403. Powiedzieć w sensie Moore'a o człowieku, że coś wie; tak iż to, co mówi, jest bezwarunkową prawdą, wydaje mi się fałszem. - Jest to prawdą tylko o tyle, o ile stanowi niewzruszoną podstawę jego gry językowej.

404. Chcę rzec: Nie jest tak, że w pewnym punkcie człowiek zna prawdę z całkowitą pewnością. Ale że całkowita pewność jest jedynie kwestią jego nastawienia.

405. Ale naturalnie i tu tkwi jeszcze błąd.

406. To, do czego zmierzam, tkwi też w różnicy między przypadkową konstatacją "Wiem, że to..." jakiej użyto by w życiu codziennym, a tą wypowiedzią w ustach filozofa.

407. Bo gdy Moore powiada "Wiem, że to jest...", chciałbym odpowiedzieć "Nic nie wiesz!" A przecież nie odpowiedziałbym tak komuś, kto mówiłby bez intencji filozoficznych. Czuję więc (czy słusznie?), że ci dwaj chcą mówić o czymś innym.

408. Bo jeśli ktoś mówi, że wie to a to i to należy do jego filozofii - to jest ona fałszywa, jeśli wypowiadając to błądzi.

409. Jeśli mówię "Wiem, że to jest stopa" - to co właściwie mówię? Czy cały dowcip nie polega na tym, że jestem pewien wniosków, że gdyby ktoś wątpił, mógłbym mu powiedzieć "Widzisz, mówiłem ci"? Czy moja wiedza byłaby nadal coś warta, gdyby mnie zwodziła jako zasada postępowania? A czy nie może zwodzić?

20.3
410. Nasza wiedza tworzy ogromny system. I tylko w obrębie tego systemu szczegół ma tę wartość, jaką mu nadajemy.

411. Jeśli mówię "Przyjmujemy, że Ziemia istnieje od bardzo wielu lat" (czy coś podobnego), to oczywiście dziwnie brzmi, iż mamy coś takiego przyjmować. Ale w całym systemie naszych gier językowych należy to do podstaw. Założenie to, można by rzec, tworzy podstawę działania, a zatem, naturalnie, również myślenia.

412. Kto nie jest w stanie wyobrazić sobie przypadku, w którym można by rzec "Wiem, że to jest moja ręka" (a przypadki takie są nader rzadkie), mógłby powiedzieć, że słowa te są niedorzeczne. Mógłby też rzecz jasna powiedzieć: "Oczywiście, że wiem, jakże mógłbym nie wiedzieć?" - ale wtedy rozumiałby może zdanie "To jest moja ręka" jako objaśnienie słów "moja ręka".

413. Wyobraź sobie bowiem, że prowadziłbyś rękę ślepca i prowadząc ją po swojej ręce rzekłbyś "To jest moja ręka"; gdyby on cię wtedy zapytał "Czy jesteś pewien?" lub "Czy wiesz o tym?", to miałoby to sens tylko w bardzo szczególnych okolicznościach.

414. Ale z drugiej strony: Skąd wiem, że to jest moja ręka? Czy chociaż wiem tu dokładnie, co znaczy powiedzenie, że to jest moja ręka? - Gdy mówię "Skąd wiem?", to nie chodzi mi o to, że choć trochę w to wątpię. Tu jest podstawa wszystkich moich działań. Ale wydaje mi się, że słowa "Wiem" wyrażają ją błędnie.

415. I czyż użycie słowa "wiedzieć" jako pierwszorzędnego słowa filozoficznego nie jest w ogóle całkowicie błędne? Jeśli "wiedzieć" budzi takie zainteresowanie, to dlaczego nie "być pewnym"? Widocznie dlatego, że byłoby ono zbyt subiektywne. A czy "wiedzieć" nie jest równie subiektywne? Czy nie zwodzi nas jedynie ta gramatyczna swoistość, że "p" wynika z "wiem, że p"?
"Wierzę, że wiem" nie musiałoby wyrażać mniejszego stopnia pewności. - Tak, ale nie chcemy tu wyrażać nawet największej pewności subiektywnej, lecz to, że pewne zdania zdają się leżeć u podstaw wszystkich pytań i wszystkich myśli.

416. I czy nie jest takim np. zdanie, że mieszkałem w tym pokoju przez ostatnie tygodnie, że moja pamięć mnie tu nie zawodzi? - "certain beyond all reasonable doubt" - ["pewne ponad wszelką rozumną wątpliwość"]

21.3
417. "Wiem, że w ostatnim miesiącu codziennie brałem kąpiel". Co sobie przypominam? Każdy dzień i kąpiel każdego ranka? Nie. Wiem, że kąpałem się codziennie i nie wyprowadzam tego z jakiejś innej danej bezpośredniej. Podobnie mówię "Poczułem ukłucie w ramieniu", a ta lokalizacja nie wnika do mej świadomości w jakiś inny sposób (może za pomocą obrazu).

418. A może moje rozumienie jest tylko ślepotą na mój brak rozumienia? Często tak mi się wydaje.

419. Jeśli mówię "Nigdy nie byłem w Azji Mniejszej", to skąd czerpię tę wiedzę? Nie wykalkulowałem tego, nikt mi tego nie powiedział; mówi mi to moja pamięć. - Czy więc nie mogę się co do tego mylić? Czy jest tu prawda, którą znam? - Nie mogę od tego sądu odstąpić bez powalenia wraz z nim wszystkich innych sądów.

420. Także zdanie takie jak to, że mieszkam teraz w Anglii, ma te dwie strony: Nie jest to błąd - ale z drugiej strony: co wiem o Anglii? Czy nie mogę się całkowicie w moich sądach mylić?
Czy nie byłoby możliwe, że ludzie przychodziliby do mojego pokoju i wszyscy mówili coś przeciwnego, a nawet dawaliby mi na to 'dowody', tak że nagle stałbym sam niczym obłąkany między normalnymi, albo jak normalny między szaleńcami? Czy nie mogłyby mnie wtedy ogarnąć wątpliwości co do tego, co teraz jest dla mnie najbardziej niewątpliwe?

421. Jestem w Anglii. - Wszystko wokół mi to mówi; gdziekolwiek i jakkolwiek pozwalam biec swoim myślom, natychmiast mi to potwierdzają. - Ale czy nie uległbym dezorientacji, gdyby zdarzyły się rzeczy, o jakich by mi się teraz nawet nie śniło?

422. Chcę więc powiedzieć coś, co brzmi jak pragmatyzm.
Wchodzi mi tu w drogę pewien rodzaj światopoglądu.

423. Dlaczego więc nie powiem po prostu za Moore'm "Wiem, że jestem w Anglii"? Powiedzenie to ma sens w określonych okolicznościach, które mogę sobie wyobrazić. Ale gdy wypowiadam to zdanie poza owymi okolicznościami, jako przykład na to, że tego rodzaju prawdy poznaję z pewnością, to z miejsca budzi to moje podejrzenia. - Czy słusznie?

424. Mówię "Wiem p" albo po to, by zapewnić, że ja również wiem o prawdziwości p, albo po prostu jako wzmocnienie ├ p. Mówi się też "Ja w to nie wierzę, ja to wiem". Można by to również wyrazić tak (np.): "To jest drzewo. I nie jest to tylko przypuszczenie".
A co z tym: "Gdybym kogoś powiadamiał, że to jest drzewo, nie byłoby to tylko przypuszczenie". Czyż nie to próbował powiedzieć Moore?

425. Nie byłoby to przypuszczenie i mógłbym powiadomić o tym kogoś innego z całkowitą pewnością, jako o czymś, co jest niewątpliwe. Ale czy to znaczy, że jest to bezwarunkowo prawda? Czy to, co z pełną stanowczością rozpoznaję jako drzewo, które widziałem tu przez całe moje życie, nie może okazać się czymś innym? Czy nie może mnie wprawić w osłupienie?
A mimo to w okolicznościach nadających temu zdaniu sens poprawne byłoby powiedzenie "Wiem (nie tylko przypuszczam), że to jest drzewo". Błędne byłoby powiedzenie, że ściśle rzecz biorąc tylko w to wierzę. Całkowicie mylące byłoby powiedzenie: wierzę, że nazywam się L. W. A poprawne jest też: nie mogę co do tego się mylić. Ale to nie znaczy, że jestem co do tego nieomylny.

21.3.51
426. A jak komuś pokazać, że znamy nie tylko prawdy o danych zmysłowych, ale i o rzeczach? Bo przecież nie może wystarczyć to, że ktoś nas zapewnia, iż on to wie.
Od czego więc trzeba wyjść, aby to pokazać?

22.3
427. Trzeba pokazać, że jeśli nawet nie używa on nigdy słów "Wiem...", to jego zachowanie ukazuje, o co nam chodzi.

428. Bo co, gdy normalnie zachowujący się człowiek zapewnia nas, że tylko wierzy, iż nazywa się tak a tak, wierzy, iż rozpoznaje swoich stałych domowników, że wierzy, iż ma ręce i nogi, gdy ich nie widzi, itd. Czy możemy na podstawie jego zachowania (i mowy) pokazać mu, że to tak nie jest?

23.3.51
429. Jakimi teraz, gdy nie widzę swoich palców, dysponuję racjami by przyjmować, że mam ich pięć u każdej stopy?
Czy poprawne jest powiedzenie, że rację stanowi dla mnie to, iż zawsze uczyło mnie tego wcześniejsze doświadczenie? Czy jestem bardziej pewien wcześniejszego doświadczenia niż tego, że mam dziesięć palców u nóg?
To wcześniejsze doświadczenie może bodaj być przyczyną mej obecnej pewności; ale czy stanowi dla niej rację?

430. Spotykam Marsjanina, a on mnie pyta "Ile palców u nóg mają ludzie?" - Mówię "Dziesięć. Pokażę ci" i zdejmuję buty. A gdyby się dziwił, iż wiedziałem to z taką pewnością, choć ich nie widziałem. - Czy powinienem wtedy rzec: "My, ludzie, wiemy, że mamy tyle palców u nóg, niezależnie od tego, czy je widzimy czy nie"?

26.3.51
431. "Wiem, że ten pokój jest na drugim piętrze, że za drzwiami krótki korytarz prowadzi do schodów itd." Można by wyobrazić sobie przypadki, w których mógłbym to wypowiedzieć, lecz byłyby one niesłychanie rzadkie. Ale z drugiej strony dzień po dniu to, co robię, a także to, co mówię, wiedzę tę ujawnia.
A czego ktoś inny dowiaduje się z mojego postępowania i mowy? Czy tylko tego, że jestem pewien swego? - Z tego, że mieszkam tu od wielu tygodni i codziennie wchodzę i schodzę po schodach dowiaduje się, że wiem, gdzie znajduje się mój pokój. - Zapewnienia "Wiem" użyję wtedy, gdy nie wie on jeszcze tego, co zmusiłoby go do wniosku, że wiem.

432. Wypowiedź "Wiem..." może mieć swoje znaczenie tylko w powiązaniu z resztą świadectw 'wiedzenia'.

433. Tak więc, gdy mówię do kogoś "Wiem, że to jest drzewo", to jest to tak, jakbym rzekł "To jest drzewo; możesz absolutnie na tym polegać; nie ma tu żadnej wątpliwości". A filozof mógłby tego użyć tylko po to, by pokazać, że tej formy mowy faktycznie się używa. Ale gdyby nie miała to być jedynie uwaga o polskiej gramatyce, to musiałby on podać okoliczności, w których wyrażenie to funkcjonuje.

434. A czy doświadczenie uczy nas, że w takich a takich okolicznościach ludzie wiedzą to a to? Z pewnością doświadczenie pokazuje nam, że normalnie po tylu a tylu dniach człowiek zaznajamia się z domem, w którym mieszka. Bądź też: doświadczenie uczy nas, że po takim a takim okresie nauki sąd człowieka jest godny zaufania. Musi on, jak mówi doświadczenie, uczyć się tyle a tyle, by móc trafnie przewidywać. Ale- - -.

27.3
435. Człowieka często oczarowuje słowo. Np. słowo "wiedzieć".

436. Czy Boga krępuje nasza wiedza? Czy niejedna z naszych wypowiedzi nie może być fałszywa? Bo to jest to, co chcemy powiedzieć.

437. Skłonny jestem rzec: "To nie może być fałszem". To jest interesujące, ale jakie ma konsekwencje?

438. Nie wystarczyłoby zapewnić, że wiem, co tam a tam się dzieje - bez podania racji, które kogoś (innego) przekonają, że jestem w stanie to wiedzieć.

439. Nawet wypowiedź "Wiem, że za tymi drzwiami jest korytarz i schody na parter" brzmi tak przekonująco tylko dlatego, iż każdy przyjmuje, że to wiem.

440. Jest tu coś uniwersalnego; nie tylko coś osobistego.

441. Na sali sądowej samo zapewnienie świadka "Wiem..." nikogo by nie przekonało. Należy wykazać, że świadek mógł wiedzieć.
Nawet zapewnienie "Wiem, że to jest ręka" w chwili, gdy patrzy się na swoją rękę, nie byłoby wiarygodne, gdybyśmy nie znali okoliczności wypowiedzi. A gdy je znamy, to wygląda ono na zapewnienie, że mówiący jest pod tym względem normalny.

442. Bo czy nie może być tak, że wyobrażam sobie, iż coś wiem?

443. Wyobraź sobie, że w pewnym języku nie ma słowa odpowiadającego naszemu "wiedzieć" - Oni po prostu wypowiadają twierdzenia. "To jest drzewo" itd. Może się naturalnie zdarzyć, że się mylą. A więc dodają do zdania znak pokazujący, jakie jest w ich opinii prawdopodobieństwo błędu - a może powinienem rzec: jakie jest w tym przypadku prawdopodobieństwo błędu? To ostatnie można również wskazać przez podanie pewnych okoliczności. Np. "A powiedział do B... Stałem w pobliżu, a mam dobry słuch" lub "A był wczoraj tam a tam. Widziałem go z daleka. Nie mam zbyt dobrego wzroku" lub "Tam rośnie drzewo. Widzę je wyraźnie i widziałem je już niezliczoną ilość razy".

444. "Pociąg odjeżdża o drugiej. Sprawdź to raz jeszcze dla pewności" lub "Pociąg odjeżdża o drugiej. Właśnie zobaczyłem to w nowym rozkładzie jazdy". Można też dodać "W takich sprawach zasługuję na zaufanie". Przydatność takich uzupełnień jest oczywista.

445. Ale jeśli mówię "Mam dwie ręce", to co mogę dodać, by wykazać niezawodność? Najwyżej to, że okoliczności są zwyczajne.

446. Dlaczego więc jestem tak pewien, że to jest moja ręka? Czy cała gra językowa nie polega na tego rodzaju pewności?
Lub: Czy ta pewność nie jest (już) założona w tej grze językowej? A mianowicie przez to, że ten nie gra w tę grę, lub gra błędnie, kto nie rozpoznaje przedmiotów z pewnością.

28.3
447. Porównaj to z 12 x 12 = 144. Tutaj także nie mówimy "być może". Bo o ile zdanie to polega na tym, że nie mylimy się w obliczeniach i nie popełniamy błędów rachunkowych, że nasze zmysły nie zwodzą nas w trakcie obliczeń, to oba zdania, arytmetyczne i fizyczne, są na tym samym poziomie.
Chcę rzec: Gra fizyczna jest równie pewna jak arytmetyczna. Ale to może zostać źle zrozumiane. Moja uwaga jest logiczna, nie psychologiczna.

448. Chcę powiedzieć: Jeśli kogoś nie dziwi, że zdania arytmetyczne (np. tabliczka mnożenia) są 'absolutnie pewne', to dlaczego miałoby go zdumiewać, że zdanie "To jest moja ręka" też takie jest?

449. Musimy zostać nauczeni czegoś jako podstawy.

450. Chcę powiedzieć: Nasze nauczanie ma postać "To jest fiołek", "To jest stół". Wprawdzie dziecko mogłoby słowo "fiołek" usłyszeć po raz pierwszy w zdaniu "To może być fiołek", ale wtedy spytać by mogło "Co to jest fiołek?" Na to można by naturalnie odpowiedzieć pokazując mu obrazek. A co by było, gdyby tylko pokazując mu obrazek mówiono "To jest...", zaś w innych przypadkach jedynie "To może być..."? - Jakie ma to mieć praktyczne konsekwencje?
Wątpienie, które wątpiłoby we wszystko, nie byłoby wątpieniem.

451. Zarzut, jaki stawiam Moore'owi, że sens izolowanego zdania "To jest drzewo" jest nieokreślony, gdyż nie zostało określone, czym jest owo "to", o którym się mówi, iż jest drzewem - nie działa, bo ten sens można dookreślić mówiąc np. "Ten przedmiot tutaj, wyglądający na drzewo, nie jest sztuczną imitacją, lecz prawdziwym drzewem".

452. Nierozsądne byłoby wątpienie, czy to jest prawdziwe drzewo czy też...
To, że wydaje mi się to niewątpliwe, nie liczy się. Gdyby wątpienie było tu nierozsądne, to nie można by się o tym dowiedzieć z tego, co sądzę. Konieczna byłaby też reguła objaśniająca, że wątpienie jest tu nierozsądne. Ale i jej nie ma.

453. Mówię wprawdzie: ,,Tu żaden rozsądny człowiek by nie wątpił". - Czy można sobie wyobrazić, że zapytano uczonych sędziów, czy wątpliwość jest rozsądna czy nierozsądna?

454. Są przypadki, w których wątpienie jest nierozsądne, ale też takie, w których wydaje się logicznie niemożliwe. I wydaje się, że nie ma między nimi wyraźnej granicy.

29.3
455. Każda gra językowa polega na tym, że słowa i przedmioty rozpoznaje się wciąż na nowo. Uczymy się równie nieustępliwie, że to jest krzesło, jak tego, że 2 x 2 = 4.

456. Tak więc jeśli wątpię lub nie jestem pewien, że to jest (w jakimkolwiek sensie) moja ręka, to dlaczego w tym przypadku nie wątpię w znaczenia tych słów?

457. Czy chcę więc powiedzieć, że pewność leży w naturze gry językowej?

458. Wątpi się z określonych powodów. Chodzi o to: jak wątpienie wprowadza się do gry językowej?

459. Gdyby sprzedawca chciał badać każde jabłko bez żadnego powodu, tak aby upewnić się we wszystkim, to dlaczego nie musiałby (więc) badać badania? I czy można tu mówić o wierze (mam na myśli wiarę w sensie religijnym, nie przypuszczenie)? Wszystkie słowa psychologiczne odwodzą nas tu tylko od tego, co najważniejsze.

460. Idę do lekarza, pokazuję mu swą rękę i mówię "To jest ręka, a nie...; zraniłem się w nią itd., itd." Czyż nie udzielam tu tylko zbędnej informacji? Czy nie można by np. powiedzieć: Przypuśćmy, że słowa "To jest ręka" przekazują informację - jak możesz liczyć na to, że on tę informację zrozumie? Cóż, jeśli 'że to jest ręka' budzi wątpliwość, to dlaczego nie budzi też wątpliwości to, że jestem człowiekiem, który informuje o tym lekarza? - Ale z drugiej strony można wyobrazić sobie przypadki - choćby nawet bardzo rzadkie - w których objaśnienie takie nie jest zbędne lub jest tylko zbędne, lecz nie absurdalne.

461. Przypuśćmy, że byłbym lekarzem i przyszedłby do mnie pacjent, pokazał mi swą rękę i rzekł: "To tutaj, co wygląda jak ręka, nie jest znakomitą imitacją, lecz naprawdę jest ręką". Po czym mówiłby o swym zranieniu. - Czy naprawdę uważałbym to za informację, mimo jej zbędności? Czy nie uznałbym tego raczej za niedorzeczność, mającą co prawda postać informacji? Bo, powiedziałbym, gdyby ta informacja naprawdę miała sens, to jak mógłby on być pewien tego, co mówi? Tej informacji brakuje tła.

30.3
462. Dlaczego Moore wśród rzeczy, które wie, nie wymienia np. tego, że w tej a tej części Anglii leży wioska, która tak a tak się nazywa? Innymi słowy, dlaczego nie wzmiankuje faktu, o którym wie on, ale nie każdy z nas?

31.3
463. Jest jednak pewne, że informacja "To jest drzewo" mogłaby, gdyby nikt nie mógł w to wątpić, być rodzajem żartu i jako taka mieć sens. Renan rzeczywiście zażartował kiedyś w ten sposób.

3.4.51
464. Moją trudność można też przedstawić tak: Siedzę i rozmawiam z przyjacielem. Nagle mówię: "Wiedziałem przez cały czas, że ty jesteś N. N." Czy ta uwaga, choć prawdziwa, jest rzeczywiście tylko zbędna?
Wydaje mi się, że słowa te przypominałyby "Szczęść Boże" skierowane do kogoś w środku rozmowy.

465. A co by było, gdyby słowa "Dziś wiadomo, że jest ponad ... gatunków owadów" pojawiły się w miejscu "Wiem, że to jest drzewo"? Gdyby ktoś nagle wypowiedział pierwsze zdanie poza wszelkim kontekstem, to można by sądzić, że w międzyczasie rozmyślał o czymś innym i teraz wypowiada na głos zdanie należące do toku jego myśli. A może: jest w transie i mówi nie rozumiejąc swych słów.

466. Wydaje mi się zatem, że coś przez cały czas wiedziałem, a jednak nie było sensu, by to mówić, by tę prawdę wypowiedzieć.

467. Siedzę w ogrodzie z filozofem, który raz za razem powtarza "Wiem, że to jest drzewo", wskazując na drzewo rosnące nieopodal. Ktoś trzeci podchodzi i słyszy to, a ja mu mówię: "Ten człowiek nie jest obłąkany: my tylko filozofujemy".

4.4
468. Ktoś mówi ni w pięć ni w dziewięć "To jest drzewo". Mógłby wygłosić to zdanie, gdyż przypomina sobie, że słyszał je w podobnej sytuacji; albo poruszyłoby go nagle piękno drzewa, a zdanie to byłoby wykrzyknikiem; albo wypowiedziałby to zdanie jako przykład gramatyczny; itd., itd. Teraz pytam go: "Jak to rozumiałeś?", a on odpowiada: "To była informacja skierowana do ciebie". Czyż nie wolno by mi było przypuścić, że nie wie, co mówi, skoro jest na tyle pomylony, by chcieć podać mi tę informację?

469. Ktoś w środku rozmowy bez związku mówi do mnie "Życzę ci wszystkiego dobrego". Jestem zdumiony; ale później miarkuję, że te słowa wiążą się z jego myślami o mnie. I już nie jawią mi się jako bezsensowne.

470. Dlaczego nie ma wątpliwości, że nazywam się L. W.? Nie wygląda to w ogóle na coś takiego, co można by bez pytania ustalić jako niewątpliwe. Nie powinno się sądzić, że jest to bezsprzeczna prawda.

5.4
[Tu nadal w moim myśleniu jest wielka luka. I wątpię, czy zostanie ona teraz wypełniona.]

471. Tak trudno znaleźć początek. Czy lepiej: tak trudno zacząć od początku. I nie próbować cofać się dalej.

472. Kiedy dziecko uczy się języka, to uczy się jednocześnie tego, co jest do zbadania, a co do zbadania nie jest. Kiedy uczy się, że w pokoju jest szafa, to nie uczy się go wątpić, czy to, co widzi później, jest jeszcze szafą czy tylko rodzajem makiety.

473. Tak jak przy pisaniu uczymy się określonej formy podstawowej, a później się ją zmienia, tak najpierw uczymy się stabilności rzeczy jako normy, która później podlega zmianom.

474. Ta gra okazuje się skuteczna. To może być przyczyną, dla której się w nią gra, ale nie racją.

475. Chcę tu traktować człowieka jak zwierzę; niczym prymitywną istotę, której przyznaje się instynkt, ale nie rozumność. Niczym istotę w stanie prymitywnym. Nie potrzebujemy się wstydzić żadnej logiki wystarczającej dla prymitywnych sposobów porozumiewania się. Język nie wyłonił się z jakiejś rozumności.

6.4
476. Dziecko nie uczy się, że istnieją książki, że istnieją krzesła, itd., itd. - uczy się ono przynosić książki, siadać na krzesłach, itd.
Później, oczywiście, powstają pytania o istnienie: "Czy istnieje jednorożec?" itd. Ale pytanie takie jest możliwe tylko dlatego, że z reguły żadne odpowiadające mu pytanie nie występuje. Bo skąd wiadomo, jak przekonać się o istnieniu jednorożców? Jak uczymy się metody określania, czy coś istnieje, czy nie?

477. "Tak więc trzeba wiedzieć, że istnieją przedmioty, których nazw uczymy dziecko objaśniając je przez wskazanie". - Dlaczego musimy to wiedzieć? Czy nie wystarcza, że doświadczenie nie wykaże później, że jest przeciwnie?
Bo czemu gra językowa ma się opierać na jakiejś wiedzy?

7.4
478. Czy dziecko wierzy, że istnieje mleko? Albo czy wie, że istnieje mleko? Czy kot wie, że istnieje mysz?

479. Czy mamy powiedzieć, że wiedza, iż są przedmioty fizyczne, pojawia się bardzo wcześnie, czy bardzo późno?

8.4
480. Dziecko, które uczy się używać słowa "drzewo". Stoi się z nim przed drzewem i mówi "Piękne drzewo!" Oczywiście, w tej grze językowej nie pojawia się żadna wątpliwość co do istnienia drzewa. Ale czy można też powiedzieć, że dziecko wie: że istnieje drzewo? W rzeczy samej jest prawdą, że 'wiedzieć coś' nie zawiera w sobie: myśleć o tym - ale czy ten, kto coś wie, nie musi być w stanie wątpić? A wątpić znaczy myśleć.

481. Kiedy słyszy się Moore'a mówiącego "Wiem, że to jest drzewo", natychmiast rozumie się tych, którzy uważają, że to wcale nie jest przesądzone.
Kwestia ta jawi się naraz jako niejasna i mglista. Tak jakby Moore rzucił na nią złe światło.
Tak jakbym miał ujrzeć obraz (być może scenografię) i rozpoznałbym już z daleka i bez cienia wątpliwości, co on przedstawia. Ale teraz podchodzę bliżej: i wtedy dostrzegam wiele różnokolorowych plam, a wszystkie dalece wieloznaczne i bynajmniej nie dające żadnej pewności.

482. Tak jakby "Wiem" nie tolerowało metafizycznej emfazy.

483. Poprawne użycie słowa "Wiem". Ktoś o słabym wzroku pyta mnie: "Czy wierzysz, że to, co tam widzimy, jest drzewem?" - Odpowiadam "Wiem, że jest, widzę je dokładnie, a znam dobrze". - A: "Czy N. N. jest w domu?" - Ja: "Wierzę, że jest". - A: "Czy był wczoraj w domu?" - Ja: "Wczoraj był w domu, wiem o tym, rozmawiałem z nim." - A: "Wiesz, czy tylko wierzysz, że ta część domu jest nowo dobudowana?" - Ja: " Wiem o tym, dowiedziałem się od..."

484. A zatem mówi się tu "Wiem" i podaje się podstawę tej wiedzy, a przynajmniej można ją podać.

485. Możemy też pomyśleć o przypadku, w którym ktoś przegląda listę zdań i raz za razem pyta "Wiem o tym, czy tylko w to wierzę?" Chce zrewidować pewność każdego zdania z osobna. Mogłoby tu chodzić o zeznanie świadka przed sądem.

9.4
486. "Wiesz, czy tylko wierzysz, że nazywasz się L. W.?" Czy to pytanie ma sens?
Wiesz, czy tylko wierzysz, że to, co tu zapisujesz, to polskie słowa? Czy tylko wierzysz, że "wierzyć" ma to znaczenie? Jakie znaczenie?

487. Co jest dowodem na to, że coś wiem? Najpewniej nie to, że mówię, iż to wiem.

488. Gdy więc autorzy wyliczają wszystko, co wiedzą, w ogóle niczego to nie dowodzi.
Tak więc tego, że można coś wiedzieć o rzeczach fizycz­nych, nie mogą dowieść zapewnienia tych, którzy wierzą, że to wiedzą.

489. Bo cóż odpowiadamy temu, kto mówi: "Wierzę, że tylko tak to ci się przedstawia, jakbyś wiedział".

490. Kiedy więc pytam "Czy wiem, czy tylko wierzę, że nazywam się..." to na nic się nie zda, iż wejrzę w siebie.
Ale mógłbym rzec: nie tylko w najmniejszym stopniu nie wątpię, że tak się nazywam, lecz gdybym w to zwątpił, to nie mógłbym być pewien żadnego sądu.

10.4
491. "Czy wiem, czy tylko wierzę, że nazywam się L. W.?" - Tak, gdyby to pytanie znaczyło "czy jestem pewien, czy tylko przypuszczam, że...?", to można by polegać na mojej odpowiedzi. -

492. "Czy wiem, czy tylko wierzę...?" można by też tak wyrazić: A gdyby się wydawało, że to, co do tej pory wydawało się nie ulegać wątpliwości, było fałszywym założeniem? Czy zareagowałbym tak jak wtedy, gdy pewne wierzenie okazało się fałszywe? a może wydawałoby się, że grunt usuwa się spod moich sądów? - Ale naturalnie nie chcę tu prorokować.
Czy rzekłbym po prostu "Nigdy bym o tym nie pomyślał!" - a może (musiałbym) sprzeciwić się rewidowaniu mego sądu, ponieważ 'rewizja' taka równałaby się zagładzie wszelkich miar?

493. A więc czy muszę uznawać pewne autorytety, by móc w ogóle wydawać sądy?

494. "Nie mogę wątpić w to zdanie nie zaprzestając wszelkiego wydawania sądów." Ale co to za zdanie? (Przypomina ono to, co Frege powiedział o prawie identyczności.) Z pewnością nie jest to zdanie empiryczne. Nie należy do psychologii. Ma raczej charakter reguły.

495. Można by komuś, kto by chciał wnosić obiekcje przeciw niepowątpiewalnym zdaniom, powiedzieć po prostu "Toż to niedorzeczność!". A więc nie odpowiedzieć mu, ale go skarcić.

496. Jest to przypadek podobny do tego, w którym pokazuje się, że nie ma sensu mówić, iż w pewną grę zawsze grano błędnie.

497. Gdyby ktoś chciał wzbudzić we mnie wątpliwości i mówiłby: tu zwodzi cię twoja pamięć, tam zostałeś oszukany, tam znowu nie przekonałeś się dość gruntownie, itd., a ja nie uległbym dezorientacji i wytrwał przy swej pewności - to nie mogę być w błędzie, bo to właśnie definiuje grę.

11.4
498. Dziwne jest, że choć nawet uznaję za całkiem poprawne, gdy ktoś odpiera słowem "Niedorzeczne!" próbę zmylenia go przez wątpliwości dotyczące podstaw, to za niepoprawne uznaję, jeśli usiłuje się on bronić używając przy tym słów "Wiem".

499. Mógłbym też powiedzieć tak: 'prawo indukcji' nie może być uzasadnione bardziej, niż pewne jednostkowe zdania dotyczące materiału doświadczalnego.

500. Ale niedorzeczne wydaje mi się też powiedzenie "Wiem, że prawo indukcji jest prawdziwe".
Pomyśl, że ktoś wypowiedział to w sądzie! Poprawniej byłoby rzec "Wierzę w prawo...", gdzie 'wierzę' nie miałoby nic wspólnego z przypuszczam.

501. Czy nie jestem coraz i coraz bliższy powiedzenia, że logika koniec końców nie daje się opisać? Musisz przyjrzeć się praktyce językowej, a wtedy ją ujrzysz.

502. Czy można by powiedzieć "Znam położenie swych rąk z zamkniętymi oczami", gdyby podawane przeze mnie położenie zawsze lub w większości przypadków przeczyło świadectwom innych?

503. Oglądam pewien przedmiot i mówię "To jest drzewo" lub "Wiem, że to...". Podchodzę teraz bliżej i okazuje się, że jest inaczej, a zatem mogę rzec "To nie jest jednak drzewo" lub "To było drzewo, ale już nie jest". Ale gdyby teraz wszyscy inni mi przeczyli i mówili, że to nigdy nie było drzewo i gdyby wszystkie inne świadectwa przemawiały przeciwko mnie - to na co by mi się jeszcze zdało obstawanie przy moim "Wiem..."?

504. To, czy coś wiem, zależy od tego, czy świadectwa przyznają mi rację, czy mi przeczą. Tak więc powiedzenie, że ktoś wie, iż go boli, nie znaczy nic.

505. To, że się coś wie, jest zawsze z łaski Natury.

506. "Jeśli moja pamięć mnie tu zwodzi, to może mnie zwieść wszędzie."
Jeśli tego nie wiem, to skąd wiem, że moje słowa znaczą to, co, jak wierzę, znaczą?

507. "Jeśli to mnie zwodzi, to co jeszcze znaczy 'zwodzić'?"

508. Na czym mogę polegać?

509. Chcę właściwie powiedzieć, że gra językowa jest możliwa tylko wtedy, gdy na czymś się polega (nie powiedziałem "można na czymś polegać").

510. Jeśli mówię "Naturalnie wiem, że to jest ręcznik", to jest to wypowiedź. Nie myślę o weryfikacji. Dla mnie jest to wypowiedź bezpośrednia.
Nie myślę o przeszłości ani o przyszłości. (I podobnie, rzecz jasna, Moore.)
Jest to całkiem tak, jakbym bezpośrednio coś pochwycił, jakbym bez wątpliwości chwycił ręcznik.

511. Ale takie bezpośrednie uchwycenie odpowiada przecież pewności, a nie wiedzy.
Ale czy nie chwytam tak również nazw rzeczy?

12.4
512. Pytanie wszak brzmi: "Co by było, gdybyś musiał zmienić swój pogląd nawet na te najbardziej fundamentalne sprawy?" Nie wydaje mi się, by odpowiedzią na nie było: "Nie musisz go zmieniać. Na tym właśnie polega to, że są one 'fundamentalne'".

513. Co by było, gdyby zaszło coś naprawdę niesłychanego? gdybym, powiedzmy, zobaczył jak domy stopniowo, bez widocznej przyczyny, przeobrażają się w mgłę; gdyby bydło na polach stawało na głowach, śmiało się i mówiło zrozumiałe słowa; gdyby drzewa stopniowo przeobrażały się w ludzi, a ludzie w drzewa. Czy miałem więc rację, mówiąc przed wszystkimi tymi zdarzeniami "Wiem, że to jest dom" itd., lub po prostu "To jest dom" itd.?

514. Wydaje mi się, że to jest wypowiedź fundamentalna; jeśli jest fałszywa, to czy coś jeszcze jest 'prawdziwe' i 'fałszywe'?

515. Jeśli nie nazywam się L. W., to jak mogę polegać na tym, co rozumie się przez "prawdziwy" i "fałszywy"?

516. Gdyby zdarzyło się coś (gdyby np. ktoś mi coś powiedział) obliczonego na wzbudzenie we mnie wątpliwości co do mego imienia, to byłoby to na pewno coś, co budziłoby wątpliwości co do samych podstaw tego wątpienia i dlatego mógłbym podjąć decyzję, by zachować swe dawne przekonania.

517. Ale czy nie mogłoby się wydarzyć coś, co by mnie zupełnie wyrzuciło z torów? Świadectwo, które uczyniłoby z tego, co najbardziej pewne, coś dla mnie nie do przyjęcia? lub spowodowałoby jednak, że uchyliłbym najbardziej fundamentalne ze swych sądów? (Nieważne, słusznie czy niesłusznie.)

518. Czy mógłbym pomyśleć, że obserwuję to u innych ludzi?

519. Jeśli wykonujesz rozkaz ,,Przynieś mi książkę", to musisz, być może, sprawdzić, czy to, co tu widzisz, jest naprawdę książką, ale wtedy przynajmniej wiesz, co rozumie się przez "książka"; a jeśli tego nie wiesz, to możesz to sprawdzić - ale wtedy musisz wiedzieć, co znaczy jakieś inne słowo. A to, że jakieś słowo znaczy to a to, tak a tak go się używa, jest z kolei faktem empirycznym, tak jak to, iż ten przedmiot jest książką.
Tak więc byś mógł wykonać rozkaz, musi istnieć fakt empiryczny, w który nie wątpisz. Cóż, wątpienie spoczywa tylko na czymś, co samo wątpliwościom nie podlega.
A ponieważ gra językowa polega na powtarzających się w czasie aktach grania, to wygląda na to, że nie da się w każdym poszczególnym przypadku powiedzieć, że to a to musi nie podlegać wątpliwościom, aby istniała jakaś gra językowa, wolno jednak rzec, że jakiś sąd empiryczny musi z reguły nie podlegać wątpliwościom.

13.4
520. Moore ma wszelkie prawo mówić, że wie, iż przed nim stoi drzewo. Naturalnie może się co do tego mylić. (Bo nie jest tu tak jak z wypowiedzią "Wierzę, że tu stoi drzewo".) Ale czy ma w tym przypadku rację, czy się myli, jest filozoficznie nieistotne. Jeśli Moore atakuje tych, którzy powiadają, że właściwie nie można czegoś takiego wiedzieć, to nie może tego dokonać przez zapewnienie: on to a to wie. Bo nie potrzebujemy mu wierzyć. Gdyby jego oponent twierdził, że nie można w to a to wierzyć, mógłby mu odpowiedzieć "Ja w to wierzę".

14.4
521. Błąd Moore'a polega na tym, że twierdzeniu, iż człowiek nie może czegoś wiedzieć, przeciwstawia "Ja to wiem".

522. Mówimy: Jeśli dziecko opanowało język - a zatem jego zastosowanie - to musi znać znaczenia stów. Musi np. być w stanie bez żadnych wątpliwości powiązać białe, czarne, czerwone i niebieskie rzeczy z nazwami ich kolorów.

523. Tak, nikt tu nie tęskni za wątpliwościami; nikogo nie dziwi, że nie domyślamy się tylko znaczeń słów.

15.4
524. Czy istotne dla naszej gry językowej ('rozkazywania i wykonywania rozkazu' np.) jest to, że w pewnych miejscach nie pojawia się wątpliwość, czy też wystarcza, jeśli występuje poczucie pewności, choćby nawet z lekkim powie­wem wątpliwości?
Czy wystarczy więc, że nie nazwę, tak jak czynię to obecnie, czegoś 'czarnym', 'zielonym', 'czerwonym' bez pytania, bez mieszania się w to jakichś wątpliwości - ale zamiast tego powiem "Jestem pewien, że to jest czerwone", tak jak ktoś może powie "Jestem pewien, że on dzisiaj przyjdzie" (a zatem 'z poczuciem pewności')?
To towarzyszące poczucie jest nam naturalnie obojętne i podobnie nie potrzebujemy przejmować się słowami "Jestem pewien, że". - Istotne jest, czy wiąże się z nimi różnica w praktyce językowej.
Można by zapytać, czy wszędzie tam, gdzie my np. oznajmiamy o czymś z pewnością (w trakcie eksperymentu np. patrzymy w rurę i oznajmiamy, jaki kolor przez nią widzimy), on by rzekł ,,Jestem pewien". Jeśli tak, to z miejsca bylibyśmy skłonni sprawdzić jego doniesienie. Ale gdyby się okazało, że zasługuje na pełne zaufanie, to by wyjaśniono, iż jego sposób mówienia jest jedynie nieszkodliwym dziwactwem. Można by np. przypuścić, że czytał filozofów sceptycznych, uległ przekonaniu, iż nie można niczego wiedzieć i dlatego przyjął taki sposób mówienia. Gdy raz się już do tego przyzwyczaimy, nie przeszkadza to w praktyce.

525. Jak zatem wygląda przypadek, gdy ktoś naprawdę ma inny od nas stosunek do np. nazw kolorów? Gdy mianowicie w ich użyciu utrzymuje się lekkie wątpienie lub możliwość wątpienia?

16.4
526. Gdyby ktoś patrząc na angielską skrzynkę pocztową rzekł "Jestem pewien, to jest czerwone", to musielibyśmy uznać go za daltonistę lub przypuścić, że nie opanował jeszcze polszczyzny i zna poprawne nazwy kolorów tylko w innym języku.
Gdyby nie miał miejsca żaden z tych dwóch przypadków, to nie całkiem byśmy go rozumieli.

527. Polak, który nazywa ten kolor "czerwonym", nie jest 'pewien, że nazywa się on po polsku "czerwony"'. Dziecko, które opanowało użycie słowa, nie jest 'pewne, że ten kolor w jego języku tak się nazywa'. Nie można też o nim powiedzieć, że ucząc się mówić uczy się, iż ten kolor tak się po polsku nazywa; ani też: ono to wie, gdy nauczyło się użycia słowa.

528. A jednak: gdyby ktoś mnie zapytał, jak się ten kolor nazywa po polsku, a na moją odpowiedź zareagowałby pytaniem "Czy jesteś pewien", to odparłbym: "Wiem to, polski jest moim językiem ojczystym".

529. I np. jedno dziecko powie o drugim lub o sobie, że już wie, jak to a to się nazywa.

530. Mogę komuś powiedzieć "Ten kolor nazywa się po polsku 'czerwień'" (gdy uczę go np. polskiego). W tym przypadku nie powiedziałbym "Wiem, że ten kolor..." - powiedziałbym to może, gdybym tego właśnie sam się uczył, albo przez kontrast z jakimś innym kolorem, którego polskiej nazwy nie znam.

531. Ale czy nie należałoby mojego obecnego stanu tak opisać: wiem, jak ten kolor nazywa się po polsku? I jeśli to jest poprawne, to dlaczego nie powinienem opisać swego obecnego stanu odpowiadającymi temu słowami "Wiem itd."?

532. Tak więc gdy Moore siedząc przed drzewem rzekł "Wiem, że to...", wyraził po prostu prawdę o swym ówczesnym stanie.
[Filozofuję teraz niczym staruszka, która bezustannie coś zapodziewa i na nowo musi szukać: raz okularów, raz kluczy.]

533. Cóż, jeśli poprawne było opisanie jego stanu poza kontekstem, to równie poprawne byłoby wypowiedzenie poza kontekstem słów "To jest drzewo".

534. Ale czy błędne jest powiedzenie: "Dziecko, które opanowało grę językową, musi wiedzieć pewne rzeczy"?
Gdyby zamiast tego rzec "musi pewne rzeczy móc" byłby to pleonazm, a jednak tak właśnie chciałbym odpowiedzieć na pierwsze zdanie. - Ale: "Dziecko nabywa wiedzę przyrodniczą". To zakłada, że dziecko może spytać, jak nazywa się taka a taka roślina.

535. Dziecko wie, jak coś się nazywa, jeśli umie poprawnie odpowiedzieć na pytanie "Jak to się nazywa?"

536. Dziecko, które zaczyna uczyć się języka, w ogóle rzecz jasna nie posiada jeszcze pojęcia nazywania się.

537. Czy można o kimś, kto nie posiada tego pojęcia, powiedzieć, że wie, jak to a to się nazywa?

538. Dziecko, chciałbym rzec, uczy się tak a tak reagować; a kiedy to robi, to jeszcze nic z tego nie wie. Wiedza zaczyna się dopiero na dalszym szczeblu.

539. Czy z wiedzą jest tak jak z gromadzeniem?

540. Pies mógłby nauczyć się biec do N na zawołanie "N", a na zawołanie "M" do M - ale czy z tego powodu by wiedział, jak ci ludzie się nazywają?

541. "On wie dopiero, jak ten się nazywa, nie wie jeszcze, jak nazywa się tamten". Tego nie można, ściśle rzecz biorąc, powiedzieć o kimś, kto nie ma jeszcze pojęcia, że ludzie mają imiona.

542. "Nie mogę opisać tego kwiatu, jeśli nie wiem, że ten kolor nazywa się 'czerwony'".

543. Dziecko potrafi używać imion ludzi na długo przedtem, nim jest w stanie w jakiejkolwiek formie powiedzieć: "Wiem, jak ten się nazywa; nie wiem jeszcze, jak nazywa się tamten".

544. Oczywiście mogę zgodnie z prawdą rzec "Wiem, jak ten kolor nazywa się po polsku" wskazując np. na kolor świeżej krwi. Ale - - -

17.4
545. 'Dziecko wie, jaki kolor oznacza słowo "niebieski"'. To, co ono tu wie, nie jest wcale takie proste.

546. Rzekłbym "Wiem, jak nazywa się ten kolor", gdyby np. chodziło o odcienie, których nazwy nie każdy zna.

547. Dziecku, które dopiero co zaczyna mówić i umie używać słów "czerwony" i "niebieski", nie można jeszcze powiedzieć: "Przecież wiesz, jak nazywa się ten kolor".

548. Dziecko musi nauczyć się nazw kolorów, zanim będzie mogło spytać o nazwę koloru.

549. Błędne byłoby powiedzenie, że tylko wtedy mogę rzec "Wiem, że tu stoi krzesło", gdy krzesło tu stoi. Wtedy tylko, oczywiście, jest to prawdą, ale mówię to słusznie, kiedy jestem pewien, że ono tam stoi, nawet jeśli nie mam słuszności.

18.4
550. Jeśli ktoś w coś wierzy, to nie zawsze musimy być zdolni odpowiedzieć na pytanie 'dlaczego w to wierzy'; ale jeśli coś wie, to na pytanie "skąd to wie?" musimy być zdolni dać odpowiedź.

551. I jeśli odpowiada się na to pytanie, to musi to być zrobione wedle powszechnie uznanych zasad. Tak można coś takiego wiedzieć.

552. Czy wiem, że siedzę teraz na krześle? - Czy tego nie wiem? W obecnych okolicznościach nikt by nie rzekł, że to wiem, ale nie rzekłby również np., że jestem przytomny. Ani też normalnie nie powie się tego o przechodniu na ulicy.
Ale czy dlatego, nawet gdy tego by się nie rzekło, tak nie jest?

553. To dziwne: gdy, bez specjalnego powodu, mówię "Wiem", np. "Wiem, że teraz siedzę na krześle", wypowiedź ta wydaje mi się nieusprawiedliwiona i pretensjonalna. Ale gdy wypowiadam to samo wtedy, gdy jest jakaś po temu potrzeba, to choć nie jestem ani o włos bardziej pewny prawdziwości tej wypowiedzi, to wydaje mi się ona w pełni usprawiedliwiona i zwyczajna.

554. Nie jest ona pretensjonalna w swojej grze językowej. Nie zajmuje wyższej pozycji niż po prostu ludzka gra językowa. Tam ma ona bowiem swe ograniczone zastosowanie.
Ale gdy tylko wypowiadam to zdanie poza jego kontekstem, to jawi się ono w fałszywym świetle. Bo wygląda wtedy na to, jakbym chciał zapewniać, że są rzeczy, które wiem. O których sam Bóg nie mógłby mi nic powiedzieć.

19.4
555. Mówimy, wiemy, że woda gotuje się, gdy postawi się ją na ogniu. Skąd to wiemy? Doświadczenie nas tego nauczyło. - Mówię "Wiem, że jadłem dziś rano śniadanie"; doświadczenie mnie tego nie nauczyło. Mówi się też "Wiem, że ma bóle". Za każdym razem gra językowa jest inna, za każdym razem jesteśmy pewni i za każdym razem ludzie zgodzą się z nami, że jesteśmy w stanie wiedzieć. I dlatego twierdzenia fizyki znajdują się w podręcznikach dla każdego.
Gdy ktoś powiada, że coś wie, to musi to być coś, co on, w powszechnej opinii, jest w stanie wiedzieć.

556. Nie mówi się: On jest w stanie w to wierzyć.
Ale raczej: "W tej sytuacji rozsądnym jest to przyjąć" (czy "uwierzyć").

557. Sąd wojenny może mieć do rozstrzygnięcia, czy w takiej to a takiej sytuacji rozsądnym było przyjąć to a to z pewnością (choćby i błędnie).

558. Mówimy, wiemy, że w takich a takich okolicznościach woda wrze, a nie zamarza. Czy jest tu do pomyślenia, że się co do tego mylimy? Czy błąd nie porwałby za sobą wszystkich sądów? Co więcej: Co mogłoby się ostać, gdyby to upadło? Czy ktoś mógłby znaleźć coś, o czym powiedzielibyśmy: "To był błąd"?
Cokolwiek może zdarzyć się w przyszłości, jakkolwiek może się w przyszłości zachować woda - wiemy, że dotąd, w niezliczonej ilości przypadków, tak się zachowywała.
Ten fakt wtopił się w fundament naszej gry językowej.

559. Musisz zważać na to, że gra językowa jest, że tak powiem, czymś nieprzewidywalnym. Rozumiem przez to: jest pozbawiona podstaw. Nie jest rozsądna (czy nierozsądna).
Oto jest - jak nasze życie.

560. A pojęcie wiedzy jest połączone z pojęciem gry językowej.

561. "Wiem" i "Możesz na tym polegać". Ale nie zawsze pierwsze można zastąpić drugim.

562. Ważne jest poniekąd, aby wyobrazić sobie język, w którym nie ma naszego pojęcia "wiedzieć".

563. Powiada się "Wiem, że ma bóle" chociaż nie można po temu podać przekonującej racji. - Czy to jest to samo, co "Jestem pewien, że on..."? - Nie. "Jestem pewien" podaje ci pewność subiektywną. "Wiem" znaczy, że pomiędzy mną, który wie, a tym, który nie wie, jest różnica rozumienia. (Oparta może na różnicy stopnia doświadczenia.)
Gdy w matematyce mówię "Wiem", to usprawiedliwia to dowód.
Jeśli w obu tych przypadkach zamiast "Wiem" powiada się "Możesz na tym polegać", to uzasadnienie jest za każdym razem innego rodzaju.
A uzasadnianie ma kres.

564. Gra językowa: przynoszenie kamieni budowlanych, meldowanie o ilości kamieni do dyspozycji. Ilość czasem się szacuje, czasem ustala przez policzenie. Pojawia się wtedy pytanie: "Czy wierzysz, że jest tyle kamieni?" i odpowiedź "Wiem to, właśnie je policzyłem". Ale "Wiem" można by tu opuścić. Gdyby jednak było kilka rodzajów skonstatowania czegoś z pewnością, jak liczenie, ważenie, mierze­nie stosu, to miejsce oświadczenia, skąd się wie, mogłaby zająć wypowiedź "Wiem".

565. Ale tu nie powiedziało się jeszcze nic o 'wiedzy', że to nazywa się "płyta", to "słup", itd.

566. Cóż, dziecko uczące się mojej gry językowej (nr 2), nie uczy się mówić "Wiem, że to nazywa się 'płyta'".
Jest więc oczywiście gra językowa, w której dziecko używa tego zdania. To zakłada, że dziecko, gdy poda mu się nazwę, już może jej używać. Tak jak gdyby mi ktoś powiedział "Ten kolor nazywa się '...'". - Jeśli więc dziecko nauczyło się gry językowej z kamieniami budowlanymi, to można mu teraz powiedzieć coś w rodzaju "A ten kamień nazywa się'...'" i w ten sposób pierwotna gra językowa zostaje poszerzona.

567. Czy więc moja wiedza, że nazywam się L. W., jest tego samego rodzaju co ta, że woda wrze w 100°C? To pytanie jest naturalnie źle postawione.

568. Gdyby jedno z moich imion było używane niezwykle rzadko, to mogłoby się zdarzyć, że nie znałbym go. To, że znam swoje imię, jest tylko dlatego samo przez się zrozumiałe, że, podobnie jak wszyscy inni, używam go niezliczoną ilość razy.

569. Przeżycie wewnętrzne nie może mi ukazać, że coś wiem.
Jeśli więc mimo to mówię "Wiem, że nazywam się...", a rzecz jasna nie jest to przecież zdanie empiryczne, - - -

570. "Wiem, że tak się nazywam; u nas każdy dorosły wie, jak się nazywa".

571. "Nazywam się..., możesz na tym polegać. Jeśli to okaże się fałszem, to w przyszłości nigdy więcej mi nie uwierzysz".

572. A jednak wydaje mi się, że wiem, iż nie mogę mylić się np. co do własnego imienia!
To znajduje wyraz w słowach: "Jeśli to jest fałsz, to jestem obłąkany". Dobrze, ale to są słowa; a jaki ma to wpływ na stosowanie języka?

573. Czy dlatego, że nic mnie nie przekona, bym temu zaprzeczył?

574. Pytanie brzmi: jakiego rodzaju zdaniem jest: "Wiem, że nie mogę się co do tego mylić", albo też: "Nie mogę się co do tego mylić"?
Owo "Wiem" zdaje się odcinać wszelkie racje. Po prostu to wiem. Ale jeśli może tu w ogóle być mowa o pomyłce, to musi być możliwe sprawdzenie, czy wiem.

575. Słowo "Wiem" mogłoby więc mieć za cel wskazanie, w którym miejscu można na mnie polegać; przy czym użyteczność tego znaku musi jednak pochodzić z doświadczenia.

576. Można by rzec "Skąd wiem, że nie mylę się co do swego imienia?" - i gdyby odpowiedź brzmiała "Ponieważ tak często go używałem", to można by pytać dalej: "Skąd wiem, że się co do tego nie mylę?" I tutaj "Skąd wiem" nie może już mieć znaczenia.

577. "Znam swoje imię z całkowitą pewnością".
Odmówiłbym wzięcia pod uwagę jakiegokolwiek argumentu, który by próbował wykazać, że nie znam.
A co znaczy "odmówiłbym"? Czy jest to wyraz intencji?

578. Ale czy wyższy autorytet nie mógłby mnie zapewnić, że nie znam prawdy? Tak, że musiałbym rzec "Poucz mnie!" Ale wtedy moje oczy musiałyby zostać otwarte.

579. To, że każdy zna swoje imię z największą pewnością, należy do gry językowej z imionami ludzi.

20.4
580. Mogłoby przecież być tak, że zawsze, ilekroć powiedziałem "Wiem to", okazywało się to fałszem. (Wykazywanie.)

581. Ale może mimo to nie mógłbym sobie pomóc i nadal zapewniałbym "Wiem...". Ale jak zatem dziecko nauczyło się tego wyrażenia?

582. "Wiem to" może znaczyć: Jest mi to już dobrze znane - ale też: Jest tak na pewno.

583. "Wiem, że to w ... nazywa się '...'" - Skąd to wiesz? - "Nauczyłem się...".
Czy mógłbym tu "Wiem, że itd." zastąpić przez "W ... nazywa się to '...'"?

584. Czy byłoby możliwe używanie czasownika "wiedzieć" tylko w pytaniu "Skąd to wiesz?", które następowałoby po prostym stwierdzeniu? - Zamiast "Już to wiem" powiada się "Jest mi to znane"; a to następuje tylko po zakomunikowaniu faktu. Ale co mówi się zamiast "Wiem, co to jest"?

585. Ale czy "Wiem, że to jest drzewo" nie mówi czegoś innego niż "To jest drzewo"?

586. Zamiast "Wiem, co to jest", można by rzec "Mogę powiedzieć, co to jest". I gdyby przyjąć ten sposób wyrażania się, to co stałoby się z "Wiem, że to jest..."?

587. Wracając do pytania, czy "Wiem, że to jest..." mówi coś innego niż "To jest...". - W pierwszym zdaniu wymieniono osobę, w drugim nie. Ale stąd nie widać, że mają one odmienny sens. W każdym razie pierwsza forma jest nierzadko zastępowana przez drugą i wtedy często nadaje się jej pewną specyficzną intonację. Inaczej bowiem mówi się wtedy, gdy wypowiada się stwierdzenie nie zaprzeczone, a inaczej, gdy trwa się przy stwierdzeniu w obliczu sprzeczności.

588. Ale czy słowami "Wiem, że..." nie mówię, iż znajduję się w jakimś określonym stanie, podczas gdy samo stwierdzenie "Tak jest..." tego nie mówi? A jednak często odpowiada się na takie stwierdzenie [pytaniem] "Skąd o tym wiesz?" - "Ale przecież sam fakt, że to stwierdzam, daje do zrozumienia, iż sądzę, że to wiem". - Można by to wyrazić następująco: W ogrodzie zoologicznym mógłby stać napis "To jest zebra"; ale przecież nie "Wiem, że to jest zebra".
"Wiem" ma sens tylko wtedy, gdy wypowiada je pewna osoba. Ale wtedy jest obojętne, czy wypowiedź brzmi "Wiem..." czy "To jest..."

589. Bo jak uczymy się rozpoznawać swój stan wiedzenia?

590. O rozpoznawaniu stanu można by mówić co najwyżej tam, gdzie powiada się "Wiem, co to jest". Można się tu przekonać, że naprawdę posiada się tę wiedzę.

591. "Wiem, co to za drzewo. - To kasztan." "Wiem, co to za drzewo. - Wiem, że to kasztan."
Pierwsza wypowiedź brzmi naturalniej niż druga. "Wiem" zostanie po raz drugi powiedziane tylko wtedy, gdy będzie się chciało specjalnie zaakcentować pewność; być może aby uprzedzić sprzeciw. Pierwsze "Wiem" znaczy mniej więcej: Mogę powiedzieć.
Ale w innym przypadku można by zacząć od konstatacji "To jest...", a potem odparować sprzeciw słowami: "Wiem, co to za drzewo" i w ten sposób zaakcentować pewność.

592. "Mogę powiedzieć, co to za..., i to z pewnością".

593. Nawet gdy "Wiem, że tak jest" można zastąpić przez "Tak jest", to nie można jednak negacji pierwszego zastąpić przez negację drugiego.
Wraz z "Nie wiem..." do gry językowej wkracza nowy składnik.

21.4
594. Nazywam się "L. W." I gdyby ktoś to kwestionował, to natychmiast ustanowiłbym niezliczone powiązania, które czynią to pewnym.

595. "Ale mogę przecież wyobrazić sobie człowieka, który tworzy wszystkie te powiązania, a żadne z nich nie odpowiada rzeczywistości. Dlaczego ja nie miałbym znaleźć się w podobnej sytuacji?"
Gdy wyobrażam sobie takiego człowieka, to wyobrażam sobie również rzeczywistość, świat, który go otacza; a także jego, jak myśli (i mówi) wbrew temu światu.

596. Jeśli ktoś mnie informuje, że nazywa się N. N., to ma dla mnie sens zapytanie go "Czy możesz się co do tego mylić?" Jest to w grze językowej pytanie zgodne z regułami. I odpowiedź Tak i Nie ma sens. - Ale oczywiście także ta odpowiedź nie jest nieomylna, tzn. może kiedyś okazać się fałszywa, co nie pozbawia pytania "Czy możesz się..." i odpowiedzi "Nie" ich sensu.

597. Odpowiedź na pytanie "Czy możesz się co do tego mylić?" nadaje wypowiedzi określoną rangę. Odpowiedź może też brzmieć "Nie sądzę".

598. Ale czy na pytanie "Czy możesz..." nie można by odpowiedzieć: "Opiszę ci ten przypadek i potem sam zdecydujesz, czy mogę się mylić"?
Np. gdyby chodziło o czyjeś imię, to przypadek ów mógłby wyglądać tak, że osoba ta nigdy tego imienia nie używała, ale przypomina sobie, że czytała je w jakimś dokumencie, - a z drugiej strony odpowiedź mogłaby brzmieć: "Nosiłem to imię przez całe swoje życie, wszyscy mnie tak nazywali". Jeśli to nie jest równoważne odpowiedzi "Nie mogę się co do tego mylić", to ta w ogóle pozbawiona jest sensu. A jednak niewątpliwie wskazuje to na bardzo ważną różnicę.

599. Można by np. opisać pewność zdania, że woda gotuje się w mniej więcej 100°C. Nie jest to np. zdanie, które kiedyś słyszałem, jak może to czy tamto, które mógłbym wymienić. Sam w szkole zrobiłem taki eksperyment. Jest to zdanie bardzo elementarne w naszych podręcznikach, a te są w takich sprawach godne zaufania, ponieważ... - Można teraz temu wszystkiemu przeciwstawić przykłady pokazujące, że ludzie to i tamto uważali za pewne, co później, w naszym mniemaniu, okazało się fałszywe. Ale argument ten jest bezwartościowy. Powiedzieć: koniec końców możemy przytoczyć tylko takie racje, jakie my uważamy za racje, to nie powiedzieć zupełnie nic.
Jestem przekonany, że u podstaw leży tu niezrozumie­nie natury naszych gier językowych.

600. Jakie mam podstawy, aby ufać podręcznikom fizyki eksperymentalnej?
Nie mam żadnych podstaw, by im ufać. I ufam im. Wiem, jak takie książki powstają - albo raczej wierzę, że wiem. Mam trochę świadectw, ale nie sięgają one daleko i są rozproszone. Rozmaite rzeczy słyszałem, widziałem, czytałem.

601. Nieustannie zagraża nam chęć, by znaleźć znaczenie przez kontemplowanie wyrażenia i nastroju, w jakim używa się go, zamiast myśleć wciąż o praktyce. Dlatego tak często powtarzamy sobie to wyrażenie, jakbyśmy w wyrażeniu i w doznawanym uczuciu musieli dojrzeć to, czego szukamy.

602. Czy powinienem rzec "Wierzę w fizykę", czy "Wiem, że fizyka jest prawdziwa"?

603. Uczą mnie, że w takich okolicznościach to się dzieje. Zostało to odkryte w wyniku ponawianych prób. To wszystko niczego by nam oczywiście nie dowiodło, gdyby tego doświadczenia nie otaczały inne, które wraz z nim tworzą system. Nie przeprowadzano więc eksperymentów tylko ze spadaniem, ale również z oporem powietrza i wiele innych.
Ale w końcu polegam na tych doświadczeniach czy na sprawozdaniach z nich, bez skrupułów uzależniam od nich własne działania. A czy to zaufanie nie potwierdziło się? Na ile mogę wyrokować - tak.

604. Na sali sądowej wypowiedź fizyka, że woda gotuje się w 100°C, zostałoby przyjęta jako bezwarunkowo prawdziwa.
Gdybym więc nie ufał tej wypowiedzi, to co mógłbym uczynić, by ją podważyć? Samemu przeprowadzić eksperymenty? Czego one by dowiodły?

605. A co by było, gdyby wypowiedź fizyka była przesądem i równie absurdalne byłoby uzależnienie wyroku od niej, co od próby ognia?

606. To, że ktoś inny, wedle mojego mniemania, się pomylił, nie stanowi podstawy, by przyjąć, że ja się teraz mylę. - Ale czy nie stanowi to podstawy, by przyjąć, że mogę się mylić? Nie jest to żadna podstawa, bym miał we własnych sądach czy działaniach przejawiać jakąkolwiek niepewność.

607. Sędzia mógłby wszak powiedzieć "To jest prawda - na ile człowiek może ją poznać". Ale co by ten dodatek wniósł? ("beyond all reasonable doubt") [ponad wszelkie rozsądne wątpliwości].

608. Czy popełniam błąd stosując się w swoich działaniach do zdań fizyki? Czy mam rzec, że nie mam po temu żadnych dobrych racji? Czy nie to właśnie jest tym, co nazywamy 'dobrą racją'?

609. Przypuśćmy, że spotkaliśmy ludzi, którzy nie uważają tego za przekonującą rację. Ale jak to sobie wyobrażamy? Zamiast u fizyków, zasięgają rady u wyroczni. (I dlatego uznajemy ich za prymitywnych.) Czy to błąd, że zasięgają rady u wyroczni i do niej się stosują? - Jeśli mówimy, że to "błąd", to czy nie zwalczamy ich gry przyjmując naszą grę językową jako punkt wyjścia?

610. I czy zwalczając ją mamy słuszność, czy nie mamy? Oczywiście nasze postępowanie podparte zostanie rozmaitymi hasłami (sloganami).

611. Tam, gdzie naprawdę spotykają się dwie zasady, które są nie do pogodzenia, jeden drugiego uważa za głupca i heretyka.

612. Powiedziałem, że 'zwalczałbym' drugiego, - ale zatem czyż nie podałbym mu racji? Owszem; ale jak daleko one sięgają? U kresu racji stoi perswazja. (Pomyśl o tym, co się dzieje, gdy misjonarze nawracają tubylców.)

613. Jeśli teraz mówię "Wiem, że woda w postawionym na gazie kociołku nie zamarznie, lecz się zagotuje", to zdaję się mieć równe prawo do tego "Wiem", jak do czegokolwiek innego. 'Jeśli coś wiem, to wiem to'. - A może z jeszcze większą pewnością wiem, że ten człowiek naprzeciw mnie jest moim starym przyjacielem, takim a takim? I jak to się ma do zdania, że patrzę dwojgiem oczu i że zobaczę je gdy spojrzę do lustra? - Nie mam pewności, co na to odpowiedzieć. - Ale te dwa przypadki czymś się przecież różnią. Gdyby woda zamarzła nad płomieniem, byłbym naturalnie niepomiernie zdziwiony, ale przyjąłbym jakiś nieznany mi czynnik i może zostawiłbym tę rzecz do osądzenia fizykom. - Ale co mogłoby skłonić mnie, bym zwątpił, że ów człowiek to N. N., którego znam od lat? Tutaj wydaje się, że wątpienie pociągnęłoby za sobą wszystko i pogrążyło w chaosie.

614. Tzn.: gdyby mi ze wszystkich stron przeczono: ów ktoś nie nazywa się tak, jak to zawsze wiedziałem (i "wiedziałem" używam tu celowo), to w tym przypadku zostałbym pozbawiony wszelkich podstaw wydawania sądów.

615. Czy znaczy to zatem: "Mogę w ogóle wydawać sądy tylko dlatego, że rzeczy zachowują się tak a tak (niejako dobrodusznie)?

616. A czy byłoby nie do pomyślenia, że pozostałbym w siodle bez względu na to, jak bardzo fakty stawałyby dęba?

617. Pewne zdarzenia postawiłyby mnie w sytuacji, w której nie mógłbym dłużej prowadzić starej gry. W której zostałbym wyrwany z pewności gry.
Zaiste, czy nie jest samo przez się zrozumiałe, że możliwość gry jest uwarunkowana przez pewne fakty?

618. Wydawać by się mogło, jak gdyby gra językowa musiała 'ukazać' fakty, które ją umożliwiają. (Ale tak nie jest.)
Czy można więc powiedzieć, że jedynie pewna regularność zdarzeń sprawia, iż indukcja jest możliwa? 'Możliwa' musiałaby oczywiście być 'logicznie możliwa'.

619. Mam powiedzieć: Nawet gdyby nagle wystąpiła nieregularność w zjawiskach przyrody, nie musiałoby to mnie wyrzucić z siodła. Mógłbym, jak przedtem, wyciągać wnioski - ale czy nadal nazywałoby się to "indukcją", to inne pytanie.

620. W określonych okolicznościach powiada się "Możesz na tym polegać"; i zapewnienie to może być w języku potocznym uzasadnione lub nieuzasadnione, a może być uznane za uzasadnione nawet wtedy, gdy to, co przepowiedziane, nie ziściło się. Istnieje gra językowa, w której używa się tego zapewnienia.

24.4
621. Gdyby mówiono o anatomii, rzekłbym: "Wiem, że z mózgu wychodzi 12 par nerwów". Nigdy tych nerwów nie widziałem, a nawet specjalista obserwował je tylko w nielicznych przypadkach. - Tak właśnie używa się tu poprawnie słowa "Wiem".

622. Ale poprawne jest też użycie "Wiem" w kontekstach wymienionych przez Moore'a, przynajmniej w określonych okolicznościach. (Nie wiem wprawdzie, co znaczy "Wiem, że jestem człowiekiem". I temu jednak można by nadać sens.)
Dla każdego z tych zdań mogę sobie wyobrazić warunki, które czynią z niego posunięcie w jednej z naszych gier językowych, a w rezultacie znika wszelka filozoficzna niezwykłość.

623. Dziwne, że w takim przypadku zawsze chciałbym rzec (choć jest to błąd): "Wiem to - na ile można coś takiego wiedzieć". To niepoprawne, ale coś poprawnego za tym się kryje.

624. Czy możesz mylić się co do tego, że ten kolor po polsku nazywa się 'zielony'? Mogę na to odpowiedzieć tylko "Nie". Gdybym powiedział "Tak, - bo zawsze możliwe jest złudzenie", nic by to nie znaczyło.
Bo czy inni nie znają tego dodatku? I skąd ja go znam?

625. Ale czy to znaczy, że jest nie do pomyślenia, by słowo "zielony" pojawiło się skutkiem przejęzyczenia czy chwilowego pomieszania? Czy nie znamy takich przy­padków? - Można też komuś powiedzieć: "Czy czasem się nie przejęzyczyłeś?" Znaczy to mniej więcej: "Rozważ to raz jeszcze". -
Ale te środki ostrożności mają sens tylko wtedy, gdy gdzieś dobiegają kresu.
Wątpienie bez kresu nie jest nawet wątpieniem.

626. Nic też nie znaczy powiedzenie: "Polską nazwą tego koloru jest z pewnością 'zielony', - chyba że się przejęzyczam lub coś mi się pomieszało".

627. Czy nie należałoby wtrącać tego zastrzeżenia do wszystkich gier językowych? (Co ukazuje jego bezsensowność.)

628. Kiedy powiada się "Pewne zdania muszą zostać usytuowane poza zasięgiem wątpliwości", brzmi to tak, jakbym te zdania, np. to, że nazywam się L. W., miał zamieścić w książce logicznej. Jeśli bowiem należy to do opisu gry językowej, to należy też do logiki. Jednak to, że nazywam się L. W., nie należy do takiego opisu. Gra językowa operująca imionami osób może wprawdzie istnieć nawet wtedy, gdy mylę się co do swego imienia - ale to zakłada, iż niedorzeczne jest powiedzenie, że większość ludzi myli się co do swych imion.

629. Z drugiej jednak strony poprawne jest powiedzenie o sobie "Nie mogę mylić się co do swego imienia", a błędne "Być może się mylę". Ale to nie znaczy, że dla innych bezsensowne jest wątpienie w to, co ja uznaję za pewne.

630. To, że nie można w języku ojczystym mylić się co do oznaczenia pewnych rzeczy, jest po prostu zwykłym faktem.

631. "Nie mogę się co do tego mylić" charakteryzuje po prostu pewien rodzaj twierdzenia.

632. Wspomnienie pewne i niepewne. Gdyby pewne wspomnienie nie było ogólnie bardziej godne zaufania, tzn. gdyby nie było przez dalszą weryfikację potwierdzane częściej niż wspomnienie niepewne, to wyraz pewności i niepewności nie pełniłby w języku swej obecnej funkcji.

633. "Nie mogę się co do tego mylić" - ale co, jeśli później się jednak myliłem? Bo czy nie jest to możliwe? Ale czy to sprawia, że wyrażenie "Nie mogę się itd." jest niedorzeczne? Czy nie lepiej byłoby zamiast tego rzec "Trudno byłoby mi się co do tego mylić"? Nie, bo to znaczy coś innego.

634. "Nie mogę się co do tego mylić; w najgorszym razie zrobię ze swego zdania normę".

635. "Nie mogę się co do tego mylić: byłem z nim dzisiaj".

636. "Nie mogę się co do tego mylić; gdyby jednak wydawało się, że coś przemawia przeciw memu zdaniu, to mimo tego pozoru będę przy nim trwał".

637. "Nie mogę się itd." wskazuje memu stwierdzeniu jego miejsce w grze. To jednak odnosi się zasadniczo do mnie, a nie do gry w ogólności.
Jeśli się w swym stwierdzeniu mylę, to nie odbiera to grze językowej jej użyteczności.

25.4
638. "Nie mogę się co do tego mylić" jest zwykłym zdaniem służącym temu, aby przydać wypowiedzi wartość pewności. I tylko w codziennym użyciu jest to uzasadnione.

639. Ale co to do diabła pomoże, jeśli - jak każdy przyzna - mogę się co do tego mylić, a więc także co do zdania, które ono miało wspierać?

640. Czy mam powiedzieć, że to zdanie wyklucza określony rodzaj błędu?

641. "Dziś mi o tym powiedział - co do tego nie mogę się mylić". - A co, jeśli później okaże się to fałszem?! Czy nie musimy tu rozróżnić sposobów, na jakie coś 'okazuje się fałszem'? - Jak zatem mogłoby zostać wykazane, że moja wypowiedź była fałszywa? Tu przecież świadectwo walczy przeciw świadectwu i trzeba zdecydować, które ma ustąpić.

642. Gdy jednak ktoś wyraża wątpliwości: A co, gdybym nagle, że tak powiem, przebudził się i rzekł "Właśnie uroiłem sobie, że nazywam się L. W.!" -- kto powie, że nie przebudzę się raz jeszcze i nie uznam tego z kolei za nadzwyczajne urojenie itd.?

643. Można oczywiście wyobrazić sobie przypadek, a są takowe, gdy po 'przebudzeniu' nigdy więcej nie ma się wątpliwości, co było urojeniem, a co rzeczywistością. Ale taki przypadek, lub jego możliwość, nie dyskredytuje zdania "Nie mogę się co do tego mylić".

644. Czy bowiem w przeciwnym razie nie zostałoby zdyskredytowane wszystkie stwierdzenia?

645. Nie mogę się co do tego mylić - ale zapewne mogę kiedyś, słusznie czy niesłusznie, dojść do przekonania, iż nie byłem zdolny do wydawania sądu.

646. Gdyby to się zawsze lub często zdarzało, zapewne zmieniłoby to zupełnie charakter gry językowej.

647. Zachodzi różnica pomiędzy pomyłką, dla której, że tak powiem, miejsce w grze językowej jest przygotowane, a zupełną nieprawidłowością, która zdarza się jako wyjątek.

648. Mogę też przekonać kogoś innego o tym, że 'nie mogę się co do tego mylić'.
Powiadam komuś: "Dziś rano był u mnie ten a ten i to a to mi opowiedział". Jeśli jest to zdumiewające, może mnie spytać: "Czy nie możesz się co do tego mylić?" Może to znaczyć: "Czy na pewno zdarzyło się to dziś rano?" lub też "Czy na pewno właściwie go zrozumiałeś?" - Łatwo zauważyć, co mógłbym dodać aby wykazać, że nie mylę się co do czasu i, podobnie, że nie zrozumiałem źle opowieści. Ale to wszystko nie może wykazać, iż wszystko mi się nie przyśniło lub że nie uroiłem sobie tego niczym mary sennej. Ani też nie może to wykazać, że się ogólnie nie przejęzyczyłem. (Coś takiego się zdarza.)

649. (Kiedyś powiedziałem do kogoś - po angielsku - że kształt pewnej gałęzi jest charakterystyczny dla gałęzi wiązu, czemu ów ktoś zaprzeczył. Gdy potem przechodziliśmy koło jesionów, rzekłem "Widzisz, tu są gałęzie, o których mówiłem". On na to "But that's an ash" [Ależ to jesion] - a ja "I always meant ash when I said elm" [Zawsze, gdy mówiłem wiąz, miałem na myśli jesion].)

650. To wszakże znaczy: w pewnych (i częstych) przypadkach możliwość pomyłki daje się wyeliminować. - Tak też eliminuje się błędy rachunkowe. Bo jeśli rachunek został sprawdzony wielokrotnie, to nie można potem powiedzieć: "Jego poprawność jest mimo to tylko bardzo prawdopodobna - gdyż błąd zawsze może się jeszcze wślizgnąć". Przypuśćmy bowiem, że kiedyś się wydało, iż błąd został wykryty - dlaczego tu nie mielibyśmy podejrzewać błędu?

651. Nie mogę się mylić co do tego, że 12 x 12 = 144. A nie można teraz matematycznej pewności przeciwstawić względnej niepewności zdań empirycznych. Bo zdanie matematyczne otrzymuje się w wyniku serii działań, które w żaden sposób nie różnią się od pozostałych działań w naszym życiu i tak samo narażone są na zapomnienie, przeoczenie, złudzenie.

652. Czy mogę teraz prorokować, że ludzie nigdy nie obalą obecnych zdań rachunkowych, nigdy nie powiedzą, iż wiedzą wreszcie, jak się rzeczy mają? Ale czy to usprawiedliwiałoby wątpienie z naszej strony?

653. Jeśli zdanie 12 x 12 = 144 usytuowane jest poza zasięgiem wątpliwości, to musi tak być również ze zdaniami niematematycznymi.

26.4.51
654. Ale temu wiele można zarzucić. - Po pierwsze, jest tak, że "12 x 12 itd." jest zdaniem matematycznym i można z tego wyciągać wniosek, że tylko takie zdania są w tej sytuacji. I jeśli to wnioskowanie jest nieprawomocne, to powinno istnieć równie pewne zdanie o procesie rachowania, ale niematematyczne. - Myślę o zdaniu w rodzaju: "Mnożenie '12 x 12', o ile prze­prowadzają je biegli rachmistrze, daje w większości przypadków wynik '144'". Zdaniu temu nikt nie zaprzeczy, a nie jest ono naturalnie zdaniem matematycznym. Ale czy ma pewność zdania matematycznego?

655. Zdanie matematyczne niejako oficjalnie naznaczone zostało stemplem bezsporności. Tzn.: "Spierajcie się o inne rzeczy; ta jest ustalona, jest osią, wokół której twój spór może się obracać".

656. A tego nie można powiedzieć o zdaniu, że ja nazywam się L. W. Ani o zdaniu, że tacy a tacy ludzie poprawnie wykonali takie a takie obliczenia.

657. Zdania matematyki, rzec by można, są skamielinami. - Zdanie "Nazywam się..." takie nie jest. Ale ci, którzy, tak jak ja, dysponują przytłaczającymi świadectwami, też uważać je będą za niezbite. I to nie na skutek bezmyślności. Bo to, że świadectwo jest przytłaczające, polega właśnie na tym, że nie musimy ustępować przed żadnym świadectwem przeciwnym. Mamy tu zatem oparcie podobne do tego, które sprawia, że zdania matematyczne są niezbite.

658. Pytanie "Ale czy nie mogłeś ulec teraz złudzeniu, a później być może zorientować się, że tak było?" mogłoby również być skierowane przeciw każdemu zdaniu tabliczki mnożenia.

659. "Nie mogę mylić się co do tego, że zjadłem właśnie obiad".
Bo jeśli mówię komuś "Zjadłem właśnie obiad", to może on sądzić, że kłamię, albo że nie jestem teraz przy zdrowych zmysłach, nie uwierzy jednak, że się mylę. Tak, założenie, że mógłbym się mylić, nie ma tu sensu.
Ale to się nie zgadza. Mógłbym np. zaraz po obiedzie, nie wiedząc o tym, zdrzemnąć się i spać przez godzinę, a teraz sądzić, że właśnie jadłem.
Ale mimo wszystko rozróżniam tu rozmaite rodzaje pomyłek.

660. Mógłbym spytać: "Jak mógłbym pomylić się co do tego, że nazywam się L. W.?" I odpowiedzieć: Nie widzę, jakby to było możliwe.

661. Jak mógłbym się mylić przyjmując założenie, że nigdy nie byłem na Księżycu?

662. Gdybym rzekł "Nigdy nie byłem na Księżycu, ale mogę się mylić", byłoby to idiotyczne.
Bo sama myśl, że mógłbym zostać tam przeniesiony w nieznany sposób we śnie, nie dawałaby mi prawa, by mówić tu o możliwej pomyłce. Gram błędnie, jeśli to czynię.

663. Mam prawo powiedzieć "Nie mogę się co do tego mylić" nawet gdy jestem w błędzie.

664. Czym innym jest: czy ktoś uczy się w szkole tego, co w matematyce poprawne a co niepoprawne, czy też sam oświadczam, że nie mogę się w pewnym zdaniu mylić.

665. Przydaję tu temu, co powszechnie ustalone, coś szczególnego.

666. Ale jak jest np. z anatomią (albo ze znaczną jej częścią)? Czy to, co ona opisuje, również nie podlega żadnym wątpliwościom?

667. Nawet gdybym przybył do kraju, gdzie ludzie wierzyliby, że są we śnie przenoszeni na Księżyc, to nie mógłbym im powiedzieć: "Nigdy nie byłem na Księżycu. - Naturalnie mogę się mylić." A na ich pytanie "Czy nie możesz się mylić?" musiałbym odpowiedzieć: Nie.

668. Jakie to ma praktyczne konsekwencje, jeśli udzielam informacji i dodaję, że nie mogę się co do tego mylić?
(Mógłbym też zamiast tego dodać: "Co do tego nie mogę się mylić tak samo, jak co do tego, że nazywam się L. W.")
W kimś innym moja wypowiedź mogłaby mimo to budzić wątpliwości. Ale jeśli mi ufa, to nie tylko przyzwoli, bym go pouczał, ale też z mojego przekonania wyciągnie określone wnioski co do tego, jak się zachowam.

669. Zdania "Nie mogę się co do tego mylić" z pewnością używa się w praktyce. Ale można wątpić, czy ma ono być później rozumiane w zupełnie ścisłym sensie, czy też raczej jest rodzajem przesady, której używa się być może tylko w celach perswazyjnych.

27.4.
670. Można by mówić o podstawowych zasadach ludzkich badań.

671. Lecę stąd do takiej części świata, gdzie ludzie mają tylko nieokreślone wieści, a może w ogóle żadnych, na temat możliwości latania. Mówię im, że przyleciałem właśnie do nich z... Pytają mnie, czy mogę się mylić. - Oczywiście fałszywie sobie przedstawiają, jak się ta rzecz ma. (Gdyby zapakowano mnie do pudła, to może myliłbym się co do rodzaju transportu.) Jeśli powiem im po prostu, że nie mogę się mylić, to może ich to nie przekona; ale przekona ich, gdy opiszę im przebieg zdarzenia. Wtedy na pewno nie będą brali pod uwagę możliwości pomyłki. Ale mogliby przy tym - nawet jeśli mi ufają - sądzić, że śniłem lub iż czary spowodowały, że to sobie wyimaginowałem.

672. 'Jeśli nie ufam temu świadectwu, to dlaczego mam ufać jakiemukolwiek innemu?'

673. Czy nie jest trudno rozróżnić przypadki, w których nie mogę się mylić i te, w których raczej nie mogę się mylić? Czy zawsze jest jasne, do jakiego rodzaju dany przypadek należy? Przypuszczam, że nie.

674. Są też jednak określone typy przypadków, w których słusznie mówię, że nie mogę się mylić i Moore podał kilka ich przykładów.
Mogę wyliczyć różne typowe przypadki, ale nie mogę podać ogólnej charakterystyki. (N. N. nie może się mylić co do tego, że kilka dni temu przyleciał z Ameryki do Anglii. Może on utrzymywać coś innego tylko wtedy, gdy jest szalony.)

675. Jeśli ktoś wierzy, że kilka dni temu przyleciał z Ameryki do Anglii, to wierzę, że nie może się co do tego mylić.
I tak samo, gdy ktoś mówi, że siedzi teraz przy stole i pisze.

676. "Ale jeśli nawet w takich przypadkach nie mogę się mylić, - to czy nie jest możliwe, że jestem pod narkozą?" Jeśli jestem i jeśli narkoza pozbawiła mnie przytomności, to nie mówię teraz i nie myślę naprawdę. Nie mogę na serio przyjąć, że w tej chwili śnię. Kto śniąc mówi "Śnię", nawet gdy mówi na głos, nie ma racji w większym stopniu niż wtedy, gdy we śnie mówi "Pada deszcz" podczas gdy faktycznie pada. Nawet gdyby jego sen naprawdę był związany z szumem deszczu.

strona główna