strona główna

Moritz SCHLICK

PRZEWRÓT W FILOZOFII

Die Wende der Philosophie, Erkenntnis 1, 1930, 4-11, przełożyła H. Buczyńska

[1] Od czasu do czasu ogłaszano zadania konkursowe na temat postępów, jakich dokonała filozofia w jakimś okresie. Granice takiego okresu wyznaczało te jednej strony imię wielkiego myśliciela, a z drugiej współczesność. Powszechnie uważano, że rozwój ludzkości na polu filozofii do danego myśliciela jest w zasadzie wyjaśniony, natomiast istniały wątpliwości co do osiągnięć ostatnich czasów.

[2] W takim ujęciu problemu przejawia się wyraźnie nieufność wobec filozofii minionego dopiero co okresu i odnosi się wrażenie, że takie tematy są wstydliwym wyrażeniem pytania: czy filozofia poczyniła jakiekolwiek postępy w danym okresie? Gdyby bowiem posiadano pewność, że istnieją osiągnięcia, to wiedziano by również, na czym one polegają.

[3] Jeśli jest mniej wątpliwości co do dawniejszych czasów i jeśli ludzie skłonni są dostrzegać w przeszłości stały rozwój filozofii, to dlatego, że do wszystkiego co minione podchodzi się z większym szacunkiem. Na dodatek zaś stare systemy filozoficzne dowiodły przynajmniej swego wpływu w historii, a zatem można rozważać ich znaczenie historyczne, a nie rzeczowe, tym bardziej że często nie ośmielano się nawet odróżniać tych znaczeń.

[4] Ale właśnie najwybitniejsi myśliciele rzadko wierzyli w uzyskanie niezachwianych, trwałych wyników przez dawną filozofię, a nawet przez autorów klasycznych. Widać to po tym, że każdy nowy system zaczyna od początku, że każdy myśliciel szuka sam gruntu pod nogami i nie chce opierać się na barkach poprzedników. Kartezjusz uważał siebie samego (nie bez racji) za punkt wyjściowy, Spinoza wierzył, że wprowadzając (dość powierzchownie) formy matematyczne odkrył ostatecznie metodę filozoficzną. Kant był przekonany, że kierunek, który wskazał filozofii, pozwoli jej wreszcie wkroczyć na drogę naukową. O inne przykłady nietrudno, gdyż prawie wszyscy wielcy myśliciele uważali reformę filozofii za konieczną i próbowali jej dokonać.

[5] Ten osobliwy los filozofii tylekroć już opisywano i opłakiwano, że jest rzeczą trywialną mówić o nim i najlepszą postawą w tej sytuacji wydaje się sceptyczne milczenie i rezygnacja. Doświadczenie przeszło dwu tysięcy lat zdaje się uczyć, że nie można już traktować poważnie żadnej próby zlikwidowania chaosu systemów filozoficznych i zmiany losów filozofii. Dla znawcy sprawy nie jest pociechą, że człowiekowi udało się w końcu rozwiązać najtrudniejsze problemy, jak np. problem Dedala, lęka się on bowiem właśnie, że filozofia nie dotrze nigdy do rzetelnego "problemu".

[6] Wskazałem na opisywaną tylekroć anarchię w poglądach filozoficznych, aby nie było wątpliwości, że w pełni sobie uświadamiam doniosłość i ciężar gatunkowy przekonania, które chcę obecnie wyrazić. Przekonany jestem, że uczestniczymy w ostatecznym przewrocie w filozofii i że mamy pełne prawo uważać bezowocną walkę systemów za zakończoną. Twierdzę, że współczesność posiada środki, aby wszelki tego rodzaju spór stał się zasadniczo zbędny, idzie tylko o zdecydowane ich stosowanie.

[7] Środki te zostały stworzone bez rozgłosu, niedostrzegalnie dla większości nauczycieli i pisarzy filozoficznych i w ten sposób powstała sytuacja, jakiej nigdy nie było. Zrozumieć, że jest to naprawdę sytuacja wyjątkowa i że zwrot ma charakter definitywny, można tylko wtedy, gdy po zapoznaniu się z nowymi drogami i z celem, do którego prowadzą, spogląda się wstecz na wszystkie usiłowania, które uchodziły kiedykolwiek za "filozofię".

[8] Drogi te wywodzą się z logiki. Początek ich dostrzegał mgliście Leibniz, istotne odcinki odkryli w ostatnim stuleciu G. Frege i Bertrand Russell, natomiast punkt zwrotny osiągnął dopiero L. Wittgenstein (Tractatus logico-philosophicus, 1922).

[9] Jak wiadomo, w ostatnich dziesięcioleciach matematycy rozwinęli nowe metody logiczne, przede wszystkim aby rozwiązać własne problemy, których za pomocą tradycyjnych form logiki nie można było rozstrzygnąć. Ale potem okazało się, że logika, która w ten sposób powstała, posiada zdecydowaną wyższość nad starymi formami i niewątpliwie niedługo wyprze je całkowicie. Czy logika ta jest owym tak potężnym środkiem, o którym poprzednio była mowa, że w zasadzie może on uwolnić nas od wszystkich sporów filozoficznych? Czy dostarcza ogólnych reguł, dzięki którym przynajmniej zasadniczo wszystkie tradycyjne pytania filozofii dadzą się rozwiązać?

[10] Gdyby tak było, to nie miałbym prawa mówić, że zaistniała zupełnie nowa sytuacja, gdyż wówczas osiągnięto by przez to jedynie różnicę stopnia, postęp techniczny, podobnie jak wynalezienie motoru benzynowego umożliwiło rozwiązanie problemu lotu. Ale niezależnie od wysokiej oceny nowej metody, samo stworzenie metody nigdy nie pozwala osiągnąć tak zasadniczych rezultatów. A zatem nie samej metodzie zawdzięczamy wielki przewrót w filozofii, lecz zupełnie czemuś innemu, co wprawdzie metoda ta umożliwia i inicjuje, lecz co tkwi znacznie głębiej: jest to zrozumienie istoty tego, co logiczne.

[11] Myśl, że to, co logiczne, jest w pewnym sensie czymś czysto formalnym, wypowiadano często i od dawna, a mimo to nie było naprawdę jasności co do istoty czystych form. Punktem wyjściowym dla wyjaśnienia tej sprawy jest fakt, że każde poznanie jest wyrażeniem, przedstawieniem. Wyraża ono fakt, który jest w nim poznany, a może się to dziać na wiele różnych sposobów, w dowolnym języku i za pomocą dowolnych systemów znaków. Skoro wszystkie możliwe sposoby przedstawienia wyrażają rozmaicie jedno i to samo poznanie, musi być między nimi coś wspólnego i jest to ich forma logiczna.

[12] Tak więc wszelkie poznanie jest poznaniem jedynie dzięki swej formie, dzięki niej przedstawia ono poznane fakty, samej formy natomiast nie można przedstawić. O nią chodzi w poznaniu, wszystko pozostałe jest nieistotnym i przypadkowym materiałem wyrażenia, podobnie jak np. atrament, którym napisano zdanie.

[13] Ta prosta teza posiada następstwa ogromnej wagi. Dzięki niej można przede wszystkim pozbyć się wszystkich tradycyjnych problemów "teorii poznania". Miejsce rozważań o ludzkich "możliwościach poznawczych" zajmują rozważania o istocie wyrażenia, przedstawienia, tzn. o każdym możliwym "języku" w najogólniejszym sensie tego słowa. Pytania o "wartość i granice poznania" odpadają. Poznawalne jest wszystko, co da się wyrazić, i tylko o to można w sensowny sposób pytać. Nie ma zatem żadnych pytań, na które zasadniczo nie ma odpowiedzi, żadnych zasadniczo nierozwiązalnych problemów. Pytania, o których dotychczas tak mniemano, nie są prawdziwymi pytaniami, lecz bezsensownym stekiem słów, które wprawdzie sprawiają wrażenie pytań, ponieważ na pozór czynią zadość regułom gramatyki, w rzeczywistości jednak składają się z pustych dźwięków, ponieważ wykraczają przeciw głębokim, wewnętrznym regułom składni logicznej, które odkryła nowa analiza.

[14] Ilekroć istnieje sensowny problem, można teoretycznie zawsze wskazać sposób jego rozwiązania i wtedy okazuje się, że podanie tego sposobu pokrywa się w zasadzie ze wskazaniem sensu, natomiast w praktyce opis tego sposobu mogą uniemożliwić oczywiście różne okoliczności, np. niedostateczne uzdolnienia ludzi. Akt weryfikacji, który rozwiązuje problem ostatecznie, ma zawsze ten sam charakter - oznacza pojawienie się pewnego określonego stanu rzeczy, który konstatuje się przez obserwację, przez bezpośrednie przeżycie. W ten sposób ustala się prawdziwość (lub fałszywość) wszelkiej wypowiedzi, zarówno w życiu codziennym, jak i w każdej nauce. Nie ma innego sprawdzenia i potwierdzenia prawdy niż przez obserwację i nauki empiryczne. Każda nauka (jeśli przez to słowo rozumieć treść, a nie ludzkie poczynania dla jej osiągnięcia) jest pewnym systemem treści poznawczych [Erkenntnissen], tzn. prawdziwych zdań empirycznych, a ogół nauk wraz z wypowiedziami życia codziennego składa się na system poznania. Nie ma poza nim odrębnej dziedziny prawd "filozoficznych", filozofia nie jest systemem zdań, nie jest nauką.

[15] Czym jest zatem? Wprawdzie nie nauką, lecz czymś tak wielkim i o takim znaczeniu, że i na przyszłość, tak jak niegdyś, zasługuje na miano królowej nauk. Nie jest nigdzie napisane, że królowa nauk sama musi być nauką. Widzimy w niej - i to określa pozytywnie wielki zwrot zachodzący we współczesności - nie system poznania, lecz system aktów. Jest to działalność, za pomocą której ustalamy czy odkrywamy sens wypowiedzi. Filozofia wyjaśnia zdania, nauki je weryfikują. Badają one prawdziwość wypowiedzi, natomiast filozofia bada, co one znaczą. Istotę, duszę i ducha nauki stanowi naturalnie to, co ostatecznie zdania jej mają znaczyć, działalność filozoficzna jest więc alfą i omegą wszelkiego poznania naukowego. Przeczuwano to słusznie, mówiąc, że filozofia stanowi zarówno podstawę, jak i ukoronowanie gmachu nauki. Błędne natomiast było przekonanie, że fundament ten zbudowany jest ze "zdań filozoficznych" (zdań teorii poznania) oraz, że kopułą wieńczącą gmach są też zdania filozoficzne (tzw. metafizyczne).

[16] Nietrudno dostrzec, że działalność filozoficzna nie polega na tworzeniu zdań i że nie można wypowiedziom nadawać sensu poprzez inne wypowiedzi. Jeśli bowiem podam znaczenie moich słów używając zdań wyjaśniających i definicji, a więc za pomocą nowych słów, to należy dalej pytać o znaczenie tych nowych słów itd. Proces ten nie może przebiegać w nieskończoność, kończy się zawsze, gdy wskazuje się na fakty, gdy wskazuje się, co ma się na myśli, czyli kończy się na rzeczywistych aktach. Tylko one nie podlegają wyjaśnieniu i nie potrzebują go. Nadanie ostatecznego sensu następuje zatem zawsze poprzez działanie i w nim wyczerpuje się czynność filozoficzna.

[17] Jednym z najcięższych błędów minionych czasów było przekonanie, że istotny sens i ostateczną treść można sformułować w wypowiedziach, a zatem można przedstawić w poznaniu. Był to błąd "metafizyki". W celu, do którego dążyli metafizycy, zawarta była sprzeczność (por. mój artykuł pt. Przeżycie, poznanie, metafizyka), chcieli oni wyrazić w poznaniu treść czystych jakości ("istotę" rzeczy), a więc wyrazić to, co niewyrażalne. Jakości nie można wyrazić, lecz tylko doznać w przeżyciu, poznanie nie ma tu nic do roboty.

[18] Tak więc metafizyka upada nie dlatego, że rozwiązanie jej zadania jest zamierzeniem, któremu umysł ludzki nie podoła, jak sądził Kant, lecz dlatego, że zadanie takie nie istnieje. Wraz z odkryciem, że sposób stawiania pytań był fałszywy, cała historia sporów metafizycznych staje się zrozumiała.

[19] Jeśli pogląd nasz jest słuszny, musi znaleźć usprawiedliwienie przez odniesienie do historii. Musi pokazać, że przynajmniej w pewnej mierze potrafi wyjaśnić zmiany, jakim uległo znaczenie słowa "filozofia".

[20] Tak też rzecz się ma. Jeśli w starożytności, a właściwie aż do czasów nowożytnych filozofię identyfikowano po prostu z wszelkim czysto teoretycznym badaniem naukowym, świadczy to, że nauka znajdowała się w stadium, w którym zasadnicze jej zadanie musiało polegać jeszcze na wyjaśnieniu swych podstawowych pojęć. Emancypacja poszczególnych nauk spod wpływu ich wspólnej matki - filozofii jest wyrazem tego, że sens pewnych podstawowych pojęć został już dostatecznie wyjaśniony, aby można było posługiwać się nimi skutecznie. Jeśli współcześnie uważa się jeszcze etykę i estetykę, a czasem i psychologię, za dziedziny filozofii, świadczy to, że nie dysponują one jeszcze dostatecznie jasnymi podstawowymi pojęciami i że ich wysiłki zmierzają głównie do ustalenia sensu własnych zdań. A wreszcie, jeśli w solidnie ugruntowanej nauce powstaje nagle w pewnym miejscu konieczność rozważenia na nowo prawdziwego znaczenia podstawowych pojęć, co miałoby doprowadzić do głębszego wyjaśnienia ich sensu, wówczas w odczuciu powszechnym osiągnięcia te mają wyraźnie charakter filozoficzny. Wszyscy np. są zgodni, że dzieło Einsteina, który wyszedł od analizy sensu wypowiedzi o czasie i przestrzeni, było istotnie dziełem filozoficznym. Dodać trzeba, że decydujące, epokowe odkrycia naukowe polegają zawsze na wyjaśnieniu znaczenia podstawowych zdań i dlatego są dziełem ludzi uzdolnionych filozoficznie - wielki badacz jest zawsze filozofem.

[21] Często nazywa się filozofią działalność duchową, która nie dotyczy czystego poznania, lecz sposobu życia. Jest to zupełnie zrozumiałe, gdyż mędrzec potrafi lepiej wyjaśnić sens wypowiedzi i pytań dotyczących życia, pragnień i faktów i to właśnie wyróżnia go wśród ciemnego tłumu.

[22] Wielki przewrót w filozofii oznacza również ostateczne porzucenie manowców, które w drugiej połowie XIX w. prowadziły do zupełnie opacznej oceny filozofii. Mam na myśli próby nadania filozofii z powrotem charakteru indukcyjnego oraz tezę o hipotetycznym charakterze jej zdań. Dawnym filozofom obca była myśl, że zdania ich są jedynie prawdopodobne, i odrzuciliby ją, gdyż uchybiała filozofii. Zgodnie ze zdrowym instynktem uważali, że filozofia jest podstawą wiedzy. Wprawdzie dogmat, że zdania filozofii są aprioryczne, bezwarunkowo prawdziwe, był wyjątkowo niefortunnym wyrazem tego instynktu, bowiem filozofia w ogóle nie składa się ze zdań. Niemniej my również wierzymy w majestat filozofii, sądzimy, że niepewność i prawdopodobieństwo nie dadzą się z nią pogodzić i cieszy nas, że wielki przewrót w filozofii uniemożliwia przypisywanie jej takich właściwości. W stosunku do aktów nadawania sensu, w których wyczerpuje się filozofia, pojęcia niepewności i prawdopodobieństwa nie mają w ogóle zastosowania. Idzie o takie stwierdzenia, które nadają sens wszystkim wypowiedziom w sposób ostateczny. Albo znamy ten sens i wtedy rozumiemy wypowiedź, albo go nie znamy, a wtedy mamy jedynie słowa bez znaczenia, bynajmniej zaś nie żadną wypowiedź. Trzeciej możliwości nie ma, o prawdopodobieństwie nie może być mowy. W ten sposób po wielkim przewrocie widać wyraźniej niż kiedykolwiek bezwzględny charakter filozofii.

[23] Tylko dzięki tej własności filozofii walka systemów może dobiec końca. Powtarzam, że wolno nam traktować ją dziś zasadniczo jako zakończoną i mam nadzieję, że na łamach tego pisma w jego nowym okresie będzie to coraz wyraźniej widoczne.

[24] Niewątpliwie tylne straże stoczą jeszcze niejedną walkę i jeszcze przez setki lat wielu ludzi kroczyć będzie utartymi szlakami. Filozofowie długo jeszcze będą dyskutowali dawne pozorne problemy, lecz w końcu nikt ich już nie będzie słuchał, i znajdą się w sytuacji aktorów, którzy grają swe role i nie widzą, że widzowie cichcem się wymknęli. Wtedy nie trzeba już będzie mówić o "zagadnieniach filozoficznych", ponieważ o wszystkich zagadnieniach będzie się mówiło filozoficznie, tzn. jasno i sensownie.

strona główna