strona główna

Henri POINCARÉ

NAUKA I METODA

fragmenty, tłum. Ignacy Bukowski

Rozdział I
WYBÓR FAKTÓW

[1] W którymś ze swych dzieł Tołstoj wyjaśnia, dlaczego "wiedza dla wiedzy" jest w jego oczach koncepcją absurdalną. My nie możemy poznać wszystkich faktów, ponieważ ich ilość praktycznie jest nieskończona. Trzeba wybierać; w wyniku tego, czy możemy regulować ten wybór na podstawie zwykłego kaprysu naszej ciekawości, czy nie lepiej byłoby pozwolić kierować się użytecznością, naszymi potrzebami praktycznymi, a przede wszystkim moralnymi; czy nie mamy nic lepszego do roboty poza obliczeniem, ile bożych krówek żyje na naszej planecie?

[2] Jest jasne, że słowo użyteczność nie ma dla niego znaczenia, jakie mu nadają ludzie interesu, a za nimi większość naszych współczesnych. Tołstoj mało dba o użyteczność wiedzy w przemyśle, o cuda elektryczności czy automobilizmu, które uważa raczej za przeszkody na drodze postępu duchowego; użyteczność to jedynie to, co może uczynić lepszym człowieka.

[3] Co do mnie, czyż muszę to mówić, nie mógłbym zadowolić się ani jednym ideałem, ani drugim; nie pragnąłbym ani tej plutokracji chciwej i ograniczonej, ani tej demokracji cnotliwej i miernej, zajętej jedynie nadstawianiem lewego policzka, gdzie żyliby mędrcy pozbawieni dociekliwości, którzy, unikając nadużycia, nie umieraliby z powodu choroby, lecz z pewnością umieraliby z nudów. Jest to jednak sprawą gustu i dlatego nie stanowi punktu, który pragnę omówić.

[4] Niemniej jednak kwestia ta istnieje i powinna przyciągnąć naszą uwagę; jeśli o naszym wyborze decyduje jedynie kaprys lub bezpośrednia użyteczność, w takim razie nie może być wiedzy dla wiedzy, a zatem i samej wiedzy. Czy to jest prawda? Że trzeba dokonać wyboru, to jest bezsporne; jakakolwiek by była nasza aktywność, fakty są od nas szybsze i nie zdołalibyśmy ich uchwycić; w czasie, gdy uczony odkrywa jakiś fakt, powstaje ich miliardy miliardów w milimetrze sześciennym jego ciała. Chcieć zawrzeć przyrodę w nauce, to tak jakby chcieć zawrzeć całość w części.

[5] Uczeni sądzą jednak, że istnieje pewna hierarchia faktów i że można między nimi dokonać rozsądnego wyboru; mają rację, gdyż bez tego nie byłoby wiedzy, a wiedza istnieje. Wystarczy otworzyć oczy, aby zobaczyć, że zdobycze przemysłu, które wzbogaciły tylu ludzi praktycznych, nigdy nie ujrzałyby światła dziennego, gdyby istnieli tylko sami ludzie praktyczni i gdyby ich nie poprzedzili bezinteresowni szaleńcy, którzy zmarli w biedzie, którzy nigdy się myśleli o użyteczności, a którzy mieli jednak za przewodnika coś innego niż własny kaprys.

[6] To właśnie ci szaleńcy, jak powiedział Mach, zaoszczędzili swym następcom trudu myślenia. Ci, którzy pracowaliby jedynie mając na względzie bezpośrednie zastosowanie, nic nie pozostawiliby po sobie i w obliczu nowej potrzeby wszystko trzeba by było rozpoczynać od nowa. Otóż większość ludzi nie lubi myśleć i to być może jest dobrodziejstwem, gdyż kieruje nimi instynkt i to najczęściej lepiej niż rozum kierowałby czystą inteligencją, przynajmniej w tych wszystkich przypadkach, w których idzie o cel bezpośredni i zawsze ten sam; ale instynkt to jest rutyna i gdyby myśl go nie zapładniała, nie rozwijałby się u człowieka bardziej niż u pszczoły lub mrówki. Trzeba zatem myśleć za tych, którzy nie lubią myśleć, a ponieważ są oni liczni, trzeba, aby każda z naszych myśli możliwie najczęściej była użyteczna i właśnie dlatego prawo będzie tym cenniejsze, im będzie ogólniejsze.

[7] Wskazuje nam to, jak powinniśmy dokonywać naszego wyboru; najbardziej interesujące są te fakty, które mogą służyć wielokrotnie, te, które mają szansę się powtarzać. Mieliśmy szczęście urodzić się w świecie, w którym one istnieją. Przypuśćmy, że zamiast 60 pierwiastków chemicznych mielibyśmy ich 60 miliardów i że nie byłyby jedne pospolite, a inne rzadkie, lecz zostałyby rozłożone równomiernie. Wówczas za każdym razem, gdy podnieślibyśmy jakiś nowy kamień, istniałoby duże prawdopodobieństwo, że został on utworzony a jakiejś nieznanej substancji; wszystko, co wiedzielibyśmy o innych kamieniach, w stosunku do niego byłoby bez wartości; wobec każdego nowego przedmiotu stawalibyśmy jak nowo narodzone dziecko; tak jak ono moglibyśmy tylko być posłuszni naszym kaprysom lub naszym potrzebom; w takim świecie nie istniałaby wiedza; być może, iż myśl, a nawet życie byłyby w nim niemożliwe ponieważ ewolucja nie mogłaby w nim rozwinąć instynktu zachowawczego. Dzięki Bogu, tak nie jest; jak każde dobro, do którego się przywykło, to także nie jest należycie docenione. Biolog też byłby bardzo zakłopotany, gdyby istniały tylko poszczególne jednostki, a nie było gatunków i gdyby dziedziczność nie sprawiała, że synowie są podobni do ojców.

[8] Jakież zatem są fakty, które mają szansę się powtórzyć? Przede wszystkim są to fakty proste. Jest jasne, że w przypadku faktu złożonego tysiąc okoliczności złożyło się przypadkowo i że tylko przypadek jeszcze znacznie mniej prawdopodobny mógłby połączyć je na nowo. Czy istnieją jednak fakty proste, a jeśli tak, to jak je rozróżnić? Kto powiedział nam, że to, co uważamy za proste, nie kryje ogromnej złożoności? Wszystko, co możemy powiedzieć, to tylko to, że powinniśmy dawać pierwszeństwo faktom, które wydają się proste, przed tymi, w których nasze niedoskonałe oko rozróżnią odmienne elementy. A wtedy jedno z dwojga, albo ta prostota jest rzeczywista, albo też elementy są tak dokładnie przemieszane, że nie można ich rozróżnić. W pierwszym przypadku mamy szansę napotkać ponownie ten sam prosty fakt bądź w całej swej wyrazistości, bądź też wchodzący jako jeden z elementów w skład złożonej całości. W drugim przypadku ta ścisła mieszanina ma również więcej szans się powtórzyć od połączenia różnorodnego; przypadek potrafi pomieszać, ale nie potrafi rozwikłać i trzeba to umyślnie uczynić, aby z wielorakich elementów zbudować dobrze uporządkowany gmach, w którym coś się rozróżnia. Są więc niewielkie szanse, aby połączenie, w którym coś się rozróżnia, kiedykolwiek się powtórzyło. Przeciwnie, jest dużo szans, aby mieszanina, która na pierwszy rzut oka wydaje się jednorodna, wielokrotnie się powtórzyła. Zatem fakty, które wydają się proste, nawet jeśli nimi nie są, przypadek łatwiej zrządzi ponownie.

[9] Właśnie to usprawiedliwia metodę zastosowaną instynktownie przez uczonego, a co ją usprawiedliwia być może jeszcze lepiej, to to, że fakty często się powtarzające wydają się nam proste właśnie dlatego, że do nich się przyzwyczailiśmy.

[10] Gdzie znaleźć jednak fakt prosty? Uczeni poszukiwali go na dwóch krańcach: na nieskończenie wielkim i nieskończenie małym. Astronom go znalazł, ponieważ odległości gwiazd są bezmierne, tak wielkie, że każda z nich wydaje się tylko punktem; tak wielkie, że różnice jakościowe się zacierają, a także ponieważ punkt jest prostszy od ciała, które ma kształt i własności. Fizyk zaś, przeciwnie, poszukiwał zjawiska elementarnego fikcyjnie dzieląc ciało na nieskończenie małe sześciany, gdyż związane z problemem warunki, które ulegają zmianom powolnym i ciągłym, gdy przechodzi się od jednego punktu ciała do drugiego, wewnątrz każdego z tych małych sześcianów mogą być uważane za stałe. Również biolog instynktownie skierował wzrok na komórkę, jako bardziej interesującą od całego zwierzęcia; okazało się, że miał rację, gdyż komórki, należąc do najróżniejszych organizmów, są bardziej do siebie podobne, dla tego kto potrafi rozpoznać ich podobieństwo, niż same organizmy. Socjolog jest bardziej zakłopotany; elementy, którymi dla niego są ludzie, zbyt się różnią, są zbyt odmienne, zbyt dziwaczne, słowem, zbyt skomplikowane; również historia się nie powtarza; jak zatem wybrać interesujący fakt, taki, który się powtarza; metoda to właśnie wybór faktów, należy więc najpierw zatroszczyć się o wymyślenie metody i wymyślono ich wiele, gdyż żadna się nie narzucała; każda praca doktorska z socjologii proponuje nową metodę, której zresztą nowy doktor wystrzega się stosować, tak że socjologia jest nauka posiadającą najwięcej metod i najmniej wyników.

[11] To zatem od faktów regularnych wypada zacząć; ale z chwilą, gdy reguła została już ustalona, z chwilą, gdy jest ona niewątpliwa, fakty, które w pełni są z nią zgodne, wkrótce przestają budzić zainteresowanie, ponieważ nie uczą nas niczego nowego. Właśnie wtedy wyjątek staje się ważny. Przestajemy poszukiwać podobieństw, aby zająć się przede wszystkim różnicami, a spośród tych różnic wybierzemy najpierw najbardziej uwydatniające się, nie tylko dlatego, że będą najbardziej rzucały się w oczy, lecz dlatego, że będą najbardziej pouczające. Prosty przykład pozwoli lepiej zrozumieć moją myśl: zakładam, że chcemy określić pewną krzywą na podstawie kilku jej punktów. Praktyk, którego interesowałaby tylko bezpośrednia użyteczność, obserwowałby jedynie punkty, których potrzebowałby do jakiegoś specjalnego celu; punkty te źle rozłożyłyby się na krzywej; w pewnych rejonach nagromadziłoby się ich więcej, w innych byłyby rzadsze, tak że nie można by było połączyć ich linią ciągłą i użyć do innych celów. Uczony postąpi odmiennie; ponieważ chce zbadać krzywą dla niej samej, rozmieści on regularnie punkty, które mają być obserwowane, i skoro tylko pozna kilka z nich, połączy je linią regularną i otrzyma całą krzywą. Ale jak będzie w tym celu postępował? Jeśli określił on jeden punkt krańcowy krzywej, nie pozostanie zbyt blisko tego krańca, lecz pospieszy najpierw na drugi jej koniec; po dwóch punktach krańcowych najbardziej pouczający będzie punkt środkowy, i tak dalej.

[12] Tak więc, gdy reguła zostanie ustalona, powinniśmy najpierw poszukiwać przypadków, kiedy reguła ta ma najwięcej szans, aby się nie sprawdzić. Stąd, między innymi przyczynami, zainteresowanie faktami astronomicznymi, faktami przeszłości geologicznej; posuwając się bardzo daleko w przestrzeni lub też bardzo daleko, w czasie, możemy spotkać się z tym, że nasza zwykłe reguły będą całkowicie wywrócone; i te wielkie przewroty pozwolą nam lepiej dojrzeć lub lepiej zrozumieć drobne zmiany, jakie mogą dokonać się bliżej nas, w małym zakątku świata, w którym musimy żyć i działać. Poznamy lepiej ten zakątek, gdy odbędziemy podróże do odległych krajów, w których nawet na pozór nie mieliśmy nic do roboty.

[13] Jednak to, do czego powinniśmy zmierzać, to nie tyle stwierdzanie podobieństw i różnic, co wyszukiwanie jednorodności ukrytych pod pozornymi rozbieżnościami. Reguły szczególne początkowo wydają się niezgodne, ale przyglądając się im bliżej, na ogół widzimy, że są do siebie podobne; różniąc się treścią są zbliżone formą, porządkiem swoich części. Gdy będziemy rozpatrywali je tą okólną drogą, dostrzeżemy, że się rozszerzają i zmierzają do objęcia całości. A to stanowi o cenie pewnych faktów, które złożyły się na pewną całość i wykazały, że jest ona wiernym obrazem innych znanych całości.

[14] Nie mogę zatrzymywać się tu dłużej, ale tych kilka słów wystarczy, by wykazać, że uczony nie wybiera w sposób przypadkowy faktów, które ma badać. Nie liczy on biedronek, jak mówi Tołstoj, gdyż liczba tych stworzeń, skądinąd Interesujących, podlega kapryśnym zmianom. Stara się on podać wiele doświadczeń i wiele myśli w skondensowanej formie i właśnie dlatego mała książka z zakresu fizyki zawiera tak wiele doświadczeń dawnych i tysiąc razy więcej doświadczeń możliwych, których wynik jest z góry wiadomy.

[15] Rozpatrzyliśmy jednak tylko jedna stronę problemu. Uczony nie bada przyrody dlatego, że jest to użyteczne; studiuje ją dlatego, że znajduje w tym przyjemność, a znajduje w tym przyjemność dlatego, że jest ona piękna. Gdyby przyroda nie była piękna, nie byłaby warta poznania, życie nie byłoby warte przeżycia. Oczywiście, nie mówię tu o tym pięknie, które oddziałuje na zmysły, o pięknie zalet i pozorów; nie żebym tym gardził, jestem daleki od tego, ale nie ma ono nic wspólnego z nauką; pragnę mówić o pięknie wewnętrznym, wynikającym z harmonijnego porządku części, które może pojąć tylko prawdziwa inteligencja. To właśnie ona użycza ciała, szkieletu, że tak powiem, błyskotliwym pozorom, które mile łechczą nasze zmysły, i bez tego oparcia piękno tych ulotnych urojeń byłoby bardzo niedoskonałe, gdyż byłoby niezdecydowane i zawsze nieuchwytne. Przeciwnie, piękno intelektualne wystarczy samo sobie i właśnie dla niego, być może bardziej niż dla przyszłego dobra ludzkości, uczony skazuje się na długą i ciężką pracę.

[16] Jest to zatem poszukiwanie tego specjalnego piękna, poczucia harmonii świata, które zmusza nas do wyboru taktów najbardziej przyczyniających się to tej harmonii, tak samo jak artysta dobiera z rysów swego modelu te, które uzupełniają portret i nadają mu charakter i życie. I nie ma obawy, że to instynktowne i nie wyznane zaabsorbowanie odwiedzie uczonego od poszukiwania prawdy. Można marzyć o harmonijnym świecie, jak długo będzie on pozostawał daleko od świata rzeczywistego; najwięksi artyści wszystkich czasów, Grecy, zbudowali sobie niebo; jak nędzne jest ono w porównaniu z prawdziwym niebem, naszym.

[17] Właśnie dlatego, że prostota, że wielkość jest piękna, będziemy poszukiwali szczególnie faktów prostych i faktów wielkich, dlatego będziemy znajdowali upodobanie raz w śledzeniu gigantycznego biegu gwiazd, raz w badaniu za pomocą mikroskopu tej cudownej maleńkości, która jest także wielkością, to znów w poszukiwaniu w okresach geologicznych śladów przeszłości, która pociąga nas dlatego, że jest odległa.

[18] Widzimy, że troska o piękno prowadzi nas do tego samego wyboru co troska o użyteczność. Właśnie również w ten sposób ta oszczędność myślenia, ta ekonomia wysiłku, która - według Macha - jest stałą tendencją nauki, stanowi zarówno źródło piękna, jak i korzyść praktyczną. Podziwiamy zwykle budowle, w których architekt umiał dostosować środki do celu, w których kolumny zdają się dźwigać bez wysiłku i wdzięcznie ciężar, jakim je obarczono, tak jak pełne wdzięku kariatydy z Erechtejonu.

[19] Skąd wynika ta zgodność? Czy nie jest po prostu tak, że rzeczy, które wydają się nam piękne, są tymi, które pasują najlepiej do naszej inteligencji, i że tym samym są one jednocześnie narzędziem, którym inteligencja ta potrafi najlepiej władać? Czy też ma w tym swój udział ewolucja i dobór naturalny? Czy ludy, których ideał był najbardziej zgodny z ich interesem, wytępiły inne i zajęły ich miejsce? Zarówno jedne, jak i drugie dążyły do swego ideału, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji, ale podczas gdy to poszukiwanie prowadziło jedne z nich do zguby, innym dawało imperium. Mamy pokusę, by w to uwierzyć; jeśli Grecy pokonali barbarzyńców i jeśli Europa, dziedziczka myśli Greków, panuje nad światem, to dlatego, że dzicy lubili krzyczące barwy i hałaśliwe dźwięki bębna, które absorbowały tylko ich zmysły, podczas gdy Grecy kochali piękno intelektualne, które kryje się pod pięknem widocznym, i że to właśnie ono czyni inteligencję niezawodną i silną.

[20] Niewątpliwie taki triumf napełniłby przerażeniem Tołstoja i ten nie chciałby uznać, by mógł być naprawdę pożyteczny. Ale to bezinteresowne poszukiwanie prawdy dla własnego jej piękna jest także rozsądne i może uczynić człowieka lepszym. Wiem dobrze, iż bywają rozczarowania, że myśliciel nie zawsze czerpie z tego poszukiwania pogodę, którą powinien w nim znaleźć, a nawet, że są uczeni, mający bardzo zły charakter.

Czy dlatego trzeba powiedzieć, że należy porzucić naukę, a studiować tylko etykę?

A co, czyż sądzi się, że sami moraliści są bez zarzutu, gdy zejdą ze swej katedry?

Księga IV
WNIOSKI OGÓLNE

[21] Na poprzednich stronach starałem się wyjaśnić, w jaki sposób uczony powinien zabrać się do dokonania wyboru spośród niezliczonych faktów, stanowiących przedmiot jego zainteresowań, gdyż, jakkolwiek wybór będzie zawsze poświęceniem czegoś, do dokonania tego wyboru zmusza go również naturalna ułomność jego umysłu. Wyjaśniłem to najpierw w rozważaniach ogólnych, z jednej strony przypominając charakter problemu do rozwiązania, z drugiej zaś strony starając się lepiej zrozumieć naturę umysłu ludzkiego, który jest głównym, służącym do tego rozwiązania instrumentem. Wyjaśniłem to następnie na przykładach; nie mnożyłem ich w nieskończoność; ja także musiałem dokonać wyboru i naturalnie wybrałem problemy, które sam najlepiej zbadałem. Inni niewątpliwie dokonaliby odmiennego wyboru; ale mniejsza o to, gdyż sądzę, że doszliby oni do tych samych wniosków.

[22] Istnieje pewna hierarchia faktów; jedne są bez znaczenia; nie uczą nas niczego poza tym, że wskazują na swe istnienie. Uczony, który je wykrył, niczego więcej się nie dowiedział poza tym faktem i nie nabył większej zdolności przewidywania nowych faktów. Wydaje się, że właśnie te fakty występują raz i nie jest ich przeznaczeniem się powtarzać.

[23] Z drugiej strony mamy fakty o wielkiej wydajności, każdy z nich uczy nas jakiegoś nowego prawa. A ponieważ trzeba dokonywać wyboru, to właśnie tymi faktami uczony powinien się zajmować.

[24] Niewątpliwie klasyfikacja ta jest względna i zależy od słabości naszego umysłu. Fakty o małej wydajności są to fakty złożone, na które wiele okoliczności może wywierać znaczny wpływ, okoliczności zbyt liczne i zbyt różnorodne, byśmy mogli je wszystkie rozróżnić. Powinien bym jednak powiedzieć raczej, że są to fakty, które my uważamy za złożone, ponieważ zagmatwanie tych okoliczności przekracza możliwości naszego umysłu. Niewątpliwie jakiś umysł szerszy i subtelniejszy od naszego mógłby sądzić o tym inaczej. Jednak mniejsza o to, przecież nie tym wyższym umysłem mamy się posługiwać, tylko naszym.

[25] Fakty o dużej wydajności to te, które uważamy za proste; są nimi bądź rzeczywiście, ponieważ wywiera na nie wpływ tylko niewielka liczba ściśle określonych okoliczności, bądź też przybierają one pozór prostoty, gdyż wielorakie okoliczności, od których zależą, podlegają prawom przypadku i w ten sposób udaje się im wzajemnie skompensować. To ostatnie akurat zdarza się najczęściej. Sytuacja ta zmusiła nas do dokładniejszego nieco zbadania, czym jest przypadek. Fakty, do których można zastosować prawa przypadku, stają się dostępne dla uczonego, który zniechęciłby się w obliczu niezwykłej komplikacji problemów, do jakich prawa te nie dają się zastopować.

[26] Widzieliśmy, że rozważania te można stosować nie tylko do nauk fizycznych, lecz także do nauk matematycznych. Metody dowodzenia, jakich używa fizyk i matematyk, są odmienne, ale metody twórcze są bardzo podobne. Zarówno w jednym przypadku, jak i w drugim polegają one na tym, że od faktu dochodzimy do prawa i że poszukujemy faktów mogących prowadzić do prawa.

[27] Aby ten punkt uwydatnić, ukazałem umysł matematyka przy pracy i to pod trzema postaciami: wynalazczy i twórczy umysł matematyka; nieświadomy umysł matematyka zajmującego się geometrią, który u naszych odległych przodków lub w mglistych latach naszego dzieciństwa zbudował nam nasze instynktowne pojęcie przestrzeni; i umysł młodzieńca, któremu nauczyciele szkół średnich odsłaniają pierwsze zasady nauki i starają się wytłumaczyć podstawowe definicje. Wszędzie widzieliśmy rolę intuicji i zmysłu uogólniania, bez którego te trzy "piętra matematyków", że tak pozwolę sobie powiedzieć, byłyby skazane na bezsilność.

[28] I w samym dowodzeniu logika nie jest wszystkim; prawdziwe rozumowanie matematyczne jest faktycznie indukcją, różną pod wieloma względami od indukcji fizycznej, ale przechodzącą jak ona od szczegółu do ogółu. Wszelkie wysiłki, dokonane w celu obalenia tego porządku i sprowadzenia indukcji matematycznej do reguł logiki, skończyły się jedynie niepowodzeniem, źle zamaskowanym przez użycie języka niedostępnego dla laika.

[29] Przykłady, które zapożyczyłem z nauk fizycznych, ukazały nam bardzo różne przypadki faktów o dużej wydajności. Doświadczenie Kaufmanna z promieniami radu wywołuje przewrót jednocześnie w mechanice, optyce i astronomii. Dlaczego? Dlatego, że w miarę jak nauki te się rozwijały, poznaliśmy lepiej więzy, które je łączyły, a wtedy dostrzegliśmy coś w rodzaju ogólnego zarysu mapy wiedzy powszechnej. Istnieją fakty wspólne wielu naukom, które zdają się być wspólnym źródłem wód płynących rozbieżnie we wszystkich kierunkach i które można porównać do węzła Świętego Gotharda, skąd wypływają wody zasilające cztery różne baseny.

[30] Możemy więc dokonać wyboru faktów, ponieważ dysponujemy większą wiedzą od naszych poprzedników, którzy baseny te uważali za odrębne i oddzielone nieprzekraczalnymi barierami.

[31] Wybierać należy zawsze fakty proste, ale wśród tych faktów prostych powinniśmy dawać pierwszeństwo leżącym w swego rodzaju węzłach Świętego Gotharda, o których przed chwilą mówiłem.

[32] Kiedy zaś nauki nie mają z sobą bezpośredniego związku, to przynajmniej rzucają na siebie światło przez analogię. Kiedy zbadano prawa, którym podlegają gazy, wiedziano, że dobrano się do faktu o wielkiej wydajności; a jednak wydajność tę oceniono jeszcze poniżej jej wartości, ponieważ gazy z pewnego punktu widzenia są obrazem Drogi Mlecznej i ponieważ fakty te, zdawałoby się interesujące tylko fizyków, otworzą wkrótce nowe horyzonty astronomii, która wcale tego się nie spodziewała.

[33] I wreszcie, gdy geodeta widzi, że musi przesunąć swą lunetę o kilka sekund, aby nacelować ją na jakiś znak, który ustalił z wielkim trudem, to jest to fakt bardzo drobny; jest to jednak fakt o wielkiej wydajności, nie tylko dlatego, że ujawnia mu istnienie jakiegoś małego pagórka na geoidzie ziemskiej, który to pagórek sam w sobie nie będzie budził większego zainteresowania, lecz także dlatego, że pagórek ten daje mu wskazówki co do rozkładu materii we wnętrzu globu, a przez to wskazówki dotyczące przeszłości naszej planety, jej przyszłości i praw jej rozwoju.

strona główna