strona główna

Jiddu Krishnamurti

UWAGI O ŻYCIU 2

Commentaries on Living. From the Notebooks of J. Krishnamurti, vol. 2, wyd. D. Rajagopal, London: Victor Gollancz 1959.
za: Uwagi o ludziach i życiu. Tom II. Tłum. Wanda Dynowska. Madras: Biblioteka Polsko-Indyjska 1968.
(numeracja rozdziałów wg oryginału)

SPIS TREŚCI

1. Radość twórcza

2. Conditioning

3. The Fear Of Inner Solitude

4. The Process Of Hate

5. Progress And Revolution.

6. Boredom

7. Discipline

8. Conflict, Freedom, Relationship

9. Effort

10. Devotion And Worship

11. Interest

12. Education And Integration

13. Chastity

14. The Fear Of Death

15. The Fusion Of The Thinker And His Thoughts

16. The Pursuit Of Power

17. What Is Making You Dull

18 Karma

19. Jednostka a ideał (przeł. WS)

20. Bez-obronność

21. Despair And Hope

22. The Mind And The Known

23. Conformity And Freedom

24. Time And Continuity

25. The Family And The Desire For Security

26. The 'I'

27. The Nature Of Desire

28. The Purpose Of Life

29. Valuing An Experience

30. This Problem Of Love

31. What Is The True Function Of A Teacher

32. Your Children And Their Success

33. The Urge To Seek

34. Listening

35. The Fire Of Discontent

36. An Experience Of Bliss

37. A Politician Who Wanted To Do Good

38. The Competitive Way Of Life

39. Meditation, Effort, Consciousness

40. Psychoanalysis And The Human Problem

41.

42.

43. Mediocrity

44. Positive And Negative Teaching

45. Help

46. Silence Of The Mind

47. Contentment

48. The Actor

49. The Way Of Knowledge

50. Convictions, Dreams

51. Death

52. Evaluation

53. Envy And Loneliness

54. The Storm In The Mind

55. Control Of Thought

56. Is There Profound Thinking

57. Immensity

 

 

II.01. Radość twórcza

Istnieje miasto położone nad wspaniałą rzeką; szerokie, długie schody wiodą w dół nad sam skraj wody; cały świat zdaje się żyć na tych schodach. Od najwcześniejszego rana aż do późna w noc są zawsze pełne ludzi i gwaru; prawie na równi z powierzchnią wody, na małych wystających schodkach przesiadują ludzie pochłonięci pieśnią i czcią swoich bogów, swą nadzieją i tęsknotą. Słychać dzwony świątyń i wołanie muezina; ktoś śpiewa, a wokół gromadzi się tłum słuchający w pełnym uznania milczeniu.

Dalej w górę rzeki za zakrętem, widać szereg budynków, ciągną się po obu stronach alej i wysadzanych drzewami dróg na parę mil w głąb kraju; a idąc wzdłuż rzeki przez wąską, brudną uliczkę wchodzi się w królestwo nauki. Iluż tu studentów ze wszystkich stron kraju, czynnych, ochoczych i hałaśliwych. Profesorowie zadowoleni z siebie, oddają się intrygom dla uzyskania lepszej posady i pensji. Nikt zdaje się nie troszczyć o przeszłość studentów gdy opuszczą uczelnię. Profesorowie przekazują pewną wiedzę i technikę, szybko przyswajaną przez sprytniejszych; a gdy zdają ostatnie egzaminy na tym wszystko się kończy. Profesorowie mają zapewnione posady i zabezpieczenie życia. Wszędzie w kraju mamy takie gmachy, takich nauczycieli i takich uczniów. Niektórzy z nich zdobywają rozgłos i stanowiska; inni dają życie potomstwu, walczą i umierają. Państwo potrzebuje dobrych techników i administratorów by kierować i rządzić; jest też zawsze w odwodzie armia, organizacje wyznaniowe i finansowe interesy. Wszędzie na świecie jest to samo.

Aby nauczyć się techniki, dostać posadę, zdobyć fach, poddajemy się procesowi przeładowywania umysłu faktami i wiedzą. Oczywiście dobry technik ma w dzisiejszym świecie większe szanse zabezpieczenia sobie bytu; ale... co dalej? Czy technik specjalista jest lepiej przygotowany do stawiania czoła złożonym problemom życia, aniżeli inni którzy tego wykształcenia nie posiadają? Fach stanowi tylko cześć życia, istnieją inne jego dziedziny, bardziej ukryte, subtelne, tajemnicze. Podkreślanie jednej strony, a zaprzeczanie lub lekceważenie reszty, musi z konieczności prowadzić do jednostronnej i szkodliwej działalności. Właśnie to ma dziś miejsce na całym świecie z jego wciąż wzrastającym cierpieniem, walką, chaosem. Istnieją oczywiście nieliczne wyjątki ludzi twórczych, szczęśliwych, mających kontakt z czymś, co nie jest dziełem ludzkich rak, którzy nie ograniczają się do spraw intelektu.

Wy i ja mamy wrodzoną zdolność do szczęścia, możliwość twórczości, oraz wchodzenia w kontakt z czymś, co istnieje poza chwytem szponów czasu. Radość twórcza nie jest darem przeznaczonym dla niewielu; dlaczegóż tedy znaczna większość ludzi nie zna tej radości? Czemu niektórzy potrafią pozostawać w kontakcie z głębią, pomimo warunków i przeciwności, gdy inni staja się ich ofiarą i są zmiażdżeni? Czemu niektórzy są prężni, giętcy, a inni pozostają uparci i sztywni i życie ich niszczy ? Bez względu na wiedzę niektórzy potrafią mieć wrota otwarte ku temu, czego żaden człowiek ani książka nie są w stanie dać; a inni zostają przytłoczeni przez technikę i autorytet. Dlaczego? Jasne jest, iż nasz intelekt chce być pochłonięty i zabezpieczony w jakiejkolwiek działalności, pomijając drogi szersze i bardziej głębokie, gdyż czuje się być wówczas na pewniejszym gruncie; więc jego wykształcenie, różne ćwiczenia i działalności są utrzymywane na tym poziomie i znajduje się wymówki usprawiedliwiające nie sięganie dalej i wyżej poza nie.

Niejedno dziecko, zanim nie zostanie zepsute przez wychowanie, jest w kontakcie z nieznanym; w różny sposób dzieci to okazują. Ale otoczenie wkrótce zamyka się wokół nich i od pewnego wieku tracą to światło, to piękno, którego nie znajdzie się w żadnej książce ani szkole. Dlaczego? Nie mówcie ze życie jest dla nich zbyt trudne, że muszą stawić czoło twardym koniecznościom istnienia, że to ich Karma, grzech ich ojca, lub inne podobne nonsensy. Twórcza radość jest dla wszystkich, a nie tylko dla paru wybrańców. Wy możecie ją wyrażać w pewien właściwy sobie sposób, a ja w inny, ale jest ona dla wszystkich. Radość twórcza nie ma ceny na rynkach, nie jest towarem do nabycia przez tego, kto więcej zapłaci; jest jedyną rzeczą; która może być wszystkim dostępna.

Czy owa radość twórcza jest osiągalna? Inaczej mówiąc, czy można pozostawać w kontakcie z tym, co jest źródłem wszelkiej radości? Czy takie otwarcie się wewnętrzne może być utrzymane pomimo wszelkiej wiedzy i techniki; pomimo wykształcenia i natłoku wrażeń w naszym życiu? Owszem może, ale tylko wtedy gdy wychowawca będzie wprowadzony w tę rzeczywistość, gdy ten który naucza będzie sam w kontakcie z tym źródłem wszelkiej radości. Więc nie dziecko, nie uczeń stanowi zagadnienie, a nauczyciel i rodzic. Wychowanie staje się zaczarowanym kołem bez wyjścia tylko wówczas gdy nie widzi się zasadniczej, ponad wszystko inne ważnej potrzeby tej twórczej radości. Wszak być otwartym ku źródłu wszelkiego szczęścia jest najwyższą religią, ale aby móc poznać to szczęście trzeba nam skupić na tym właściwą uwagę, jak ją skupiamy na sprawach materialnych. Powołanie nauczyciela to nie tylko posada i rutyna, jest ono wyrazem piękna i radości, które nie dają się mierzyć powodzeniem ni osiągnięciami.

Światło rzeczywistego i szczęście odeń nieodłączne znikają tam, gdy umysł, będący siedliskiem naszego "ja", przejmuje kontrolę. Poznanie siebie jest początkiem mądrości; bez niego wiedza prowadzi do walki, ciemnoty, cierpienia i udręczeń.

II.19. Jednostka a ideał

„Nasze życie tu w Indiach jest mniej lub bardziej zszargane, chcemy coś z tym zrobić, ale nie wiemy, od czego zacząć. Pojmuję wagę działań masowych, a także kryjące się w nich zagrożenia. Kierowałem się ideałem niestosowania przemocy, ale lała się krew i szerzyła niedola. Od Podziału [na Indie i Pakistan] kraj miał ręce zbroczone krwią, a teraz tworzymy siły zbrojne. Mówimy o niestosowaniu przemocy, a jednak przygotowujemy się do wojny. Jestem równie zdezorientowany jak przywódcy polityczni. W więzieniu bardzo wiele czytałem, ale to nie pomogło mi wypracować własnego stanowiska.”

„Czy możemy wnikać w poszczególne kwestie, rozważając je jedna po drugiej? Po pierwsze, kładzie pan wielki nacisk na jednostkę, ale czy to nie kolektywne działanie jest niezbędne?”

Jednostka jest z istoty kolektywem, a społeczeństwo jest wytworem jednostki. Jednostka i społeczeństwo są wzajemnie powiązane, nieprawdaż? Nie są odrębne. Jednostka buduje strukturę społeczną, a społeczeństwo i środowisko kształtują jednostkę. Choć środowisko uwarunkowuje jednostkę, to może ona zawsze się uwolnić, oderwać od swego otoczenia. Jednostka jest twórcą tego samego środowiska, które ją zniewala; ale ma także moc, pozwalającą jej oderwać się od niego i stworzyć środowisko, które nie stępi jej umysłu czy ducha. Znaczenie jednostki polega na tym jedynie, że jest zdolna do uwolnienia się od swych uwarunkowań i zrozumienia rzeczywistości. Indywidualność zwyczajnie bezlitosna w swoim uwarunkowaniu buduje społeczeństwo, którego fundamenty wspierają się na gwałcie i antagonizmie. Jednostka istnieje jedynie we wzajemnych związkach, w przeciwnym razie jej nie ma. I właśnie brak zrozumienia tych relacji wywołuje konflikt i zamęt. Jeśli jednostka nie rozumie swych związków z ludźmi, z posiadanymi rzeczami, z ideami lub wierzeniami, to zmuszenie jej do wspólnotowego życia lub narzucenie jakiegoś wzorca po prostu rozmija się z celem. Wprowadzenie nowego wzorca będzie wymagało tak zwanych działań masowych, ale ten nowy wzorzec został wymyślony przez kilka jednostek, zaś masa zostaje zahipnotyzowana najnowszymi sloganami, obietnicami nowej utopii. Masa jest taka, jaka była, a jedynie otrzymuje teraz nowych przywódców, nowe zwroty, nowych kapłanów, nowe doktryny. Masę tworzymy ty i ja, składa się ona z jednostek; masa jest fikcją, wygodnym określeniem, którym igrają wyzyskiwacz i polityk. Tłumy są przez nielicznych popychane do działań, wysyłane na wojny; niewielu reprezentuje pragnienia i chęci mas. W przeobrażeniu jednostki, ale nie według jakiegokolwiek wzorca, ma to najwyższą wagę. Wzorce zawsze warunkują, a uwarunkowana jednostka nieustannie wchodzi w konflikt z sobą i społeczeństwem. Względnie łatwo jest podstawić nowy wzór uwarunkowań w miejsce starego; ale czymś zupełnie innym jest uwolnienie się jednostki od wszelkich uwarunkowań.

„To wymaga starannego i szczegółowego namysłu, sądzę jednak, że zaczynam to rozumieć. Kładzie pan nacisk na jednostkę, ale nie jako na odrębną i antagonistyczną siłę w obrębie społeczeństwa. A teraz druga sprawa. Zawsze pracowałem dla ideału i nie rozumiem, jak może go pan odrzucać. Zastanowimy się nad tym?”

Dzisiejsza moralność opiera się na przeszłości lub przyszłości, na tradycji lub na tym, co powinno być. To, co powinno być, jest ideałem, w przeciwieństwie do tego, co było dotąd, przyszłość przeciwstawia się przeszłości. Niestosowanie przemocy jest ideałem, tym, co powinno być; a tym, co było, jest przemoc. To, co było, określa to, co być powinno; ideał jest dziełem ludzkim, określanym przez swe przeciwieństwo, przez fakty. Antyteza jest przedłużeniem tezy; przeciwieństwo zawiera element tego, co mu się przeciwstawia. Będąc brutalny, umysł projektuje swe przeciwieństwo, ideał niestosowania przemocy. Powiada się, że ideał pomaga przezwyciężyć własne przeciwieństwo, ale czy to prawda? Czy ideał nie jest unikiem, ucieczką od tego, co było lub od tego, co jest? Konflikt między faktami a ideałem jest oczywiście sposobem na odroczenie zrozumienia rzeczywistości, a ten konflikt jedynie wywołuje inny problem, który pomaga ukryć problem bezpośredni. Ideał jest piękną i szacowną ucieczką przed faktami. Ideał niestosowania przemocy, tak jak utopia wspólnotowa, jest fikcją; ideał, to, co być powinno, pomaga nam ukrywać to, co jest i tego unikać.

Dążąc do ideału poszukuje się nagrody. Można odrzucić nagrody, jakie świat oferuje, jako głupie i barbarzyńskie – a takie właśnie są. Lecz dążąc do ideału poszukuje się nagrody na innym poziomie, co również jest głupotą. Ideał to kompensacja, fikcyjny stan wyczarowany przez umysł. Będąc brutalny, wyodrębniony i zajęty tylko sobą, umysł projektuje satysfakcjonującą kompensację, fikcję, którą nazywa ideałem, utopią, przyszłością i daremnie do niej dąży. Samo dążenie jest konfliktem, ale jest też przyjemnym odroczeniem spotkania z faktami. Ideał, to, co powinno być, nie pomaga rozumieć tego, co jest; przeciwnie, zapobiega rozumieniu.

„Czy chce pan powiedzieć, że nasi przywódcy i nauczyciele mylili się broniąc ideałów i przekazując je dalej?”

A jak pan sądzi?„Jeśli prawidłowo rozumiem pańskie słowa…”

Ależ to nie jest kwestia rozumienia tego, co ktoś inny ma do powiedzenia; chodzi o stwierdzenie, co jest prawdą. Prawda to nie opinia; prawda nie zależy od żadnego przywódcy czy nauczyciela. Ważenie opinii jedynie zapobiega ujrzeniu prawdy. Albo ideał jest stworzoną przez ludzi fikcją, zawierającą własne przeciwieństwo, albo nie jest. Jedno albo drugie. To nie zależy od żadnego nauczyciela, musisz ujrzeć tę prawdę sam dla siebie.

„Jeśli ideał jest fikcją, to rewolucjonizuje to całe moje myślenie. Czy chce pan powiedzieć, że nasze dążenie do ideału jest całkowicie daremne?”

Czy jest to próżna walka, przyjemne oszukiwanie się, czy też nie?

„To bardzo niepokojące, a zmuszony jestem przyznać panu rację. Tak wiele rzeczy uznajemy za oczywiste, że nigdy nie pozwalamy sobie na to, by bliżej przyjrzeć się temu, co jest pod ręką. Oszukiwaliśmy się, a to, na co pan wskazuje, unicestwia strukturę mego myślenia i działania. Zrewolucjonizuje to edukację, cały sposób, w jaki żyjemy i pracujemy. Dostrzegam, jak sądzę, konsekwencje uwolnienia umysłu od ideału, od tego, co powinno być. Działanie ma dla takiego umysłu sens zupełnie odmienny od tego, jaki nadajemy mu obecnie. Działanie kompensacyjne w ogóle nie jest działaniem, a jedynie reakcją – a my się nim chełpimy! Ale jak bez ideału mamy uporać się z obecnymi faktami lub z tym, co było?”

Zrozumienie rzeczywistości jest możliwe jedynie wtedy, gdy ideał, to, co powinno być, wymażemy z umysłu; to znaczy, gdy fałsz ujrzymy jako fałsz. To, co być powinno, jest również tym, co powinno nie być. Dopóki umysł podchodzi do faktów szukając pozytywnej lub negatywnej kompensacji, zrozumieć ich się nie da. Aby zrozumieć rzeczywistość, musisz pozostawać z nią w bezpośrednim kontakcie, twój z nią związek nie może być zapośredniczony przez ekran ideału lub przez ekran przeszłości, tradycji, doświadczenia. Uwolnić się od złego podejścia, oto jedyny problem. A to faktycznie oznacza zrozumienie uwarunkowań, będących umysłem. Problem stanowi sam umysł, a nie te problemy, jakie on rodzi; rozwiązanie problemów zrodzonych przez umysł jedynie łagodzi skutki, a to wiedzie tylko do dalszego zamętu i złudzeń.

„Jak mamy zrozumieć umysł?”

Sposób działania umysłu jest sposobem życia – nie idealnego, ale faktycznego życia pełnego udręk i przyjemności, podstępów i szczerości, zarozumialstwa i udawanej pokory. Zrozumieć umysł to uświadomić sobie pragnienie i lęk.

„To już dla mnie o wiele za dużo. Jak mam zrozumieć mój umysł?”

Czy aby poznać umysł, nie trzeba uświadomić sobie jego działań? Umysł jest jedynie doświadczeniem, nie tylko najnowszym, ale też nagromadzonym. Umysł to przeszłość reagująca na teraźniejszość, co tworzy przyszłość. Musimy zrozumieć cały proces działania umysłu.

„Skąd mam zacząć?”

Od jedynego początku: od relacji. Relacje są życiem; być to być w relacjach. Umysł ma zostać zrozumiany jedynie w zwierciadle relacji i musi pan zacząć od ujrzenia siebie w tym zwierciadle.

„Czy chodzi panu o moje relacje z żoną, z sąsiadem i tak dalej? Czy nie jest to proces bardzo ograniczony?”

To, co wydaje się małe, ograniczone, właściwie ujęte okazuje się niezgłębione. Jest podobne do lejka, wąski otwór przechodzi w szeroki wlew. To, co ograniczone, obserwowane z pasywną czujnością, ujawnia to, co bezgraniczne. Koniec końców, u źródła rzeka jest malutka, ledwie warta uwagi.

„A zatem muszę zacząć od siebie i swoich bezpośrednich relacji?”

Oczywiście. Relacje są ograniczone lub znikome. Relacja z jednostką lub grupą to złożony proces, a można odnieść się do niej małostkowo lub swobodnie i otwarcie. To podejście znów zależy od stanu umysłu. Jeśli nie zacznie się od siebie, gdzież indziej można by zacząć? Nawet jeśli rozpocznie się od pewnych marginalnych działań, to pozostaje się z nimi w relacjach, a umysł stanowi ich centrum. Czy zaczniesz blisko czy daleko, ty tam jesteś. Bez zrozumienia siebie wszystko, co zrobisz, wywoła zamęt i udrękę. Początek jest końcem.

„Zawędrowałem daleko. Wiele widziałem, dokonałem licznych dzieł, cierpiałem i śmiałem się podobnie jak tylu innych, a jednak musiałem wrócić do siebie. Jestem niczym sannyasi, który wyruszył w poszukiwaniu prawdy. Przez wiele lat wędrował od jednego nauczyciela do drugiego, a każdy wskazywał inną drogę. W końcu zmęczony wrócił do swego domu, a tam znajdował się klejnot! Widzę, jak jesteśmy głupi, przeszukując świat w pogoni za tym szczęściem, które da się znaleźć jedynie w naszych sercach, kiedy umysł zostaje oczyszczony ze swych działań. Ma pan całkowitą rację. Zaczynam od punktu wyjścia. Zaczynam od tego, czym jestem.”

II.20. Być bez-obronnym to żyć, cofać się i zamykać to umierać

Huragan zniszczył zbiory, woda morska rozlała się po polach. Pociąg wlókł się powoli, a po obu stronach toru widniały czubki drzew, domy bez dachów i opustoszałe pola. Burza zniszczyła wiele żywych stworzeń, wyrządziła dużo szkód na wiele mil wokoło; naga ziemia patrzyła otwartym okiem w niebo.

Nigdy nie jesteśmy prawdziwie sami; otaczają nas wciąż ludzie i cały tłum własnych myśli, patrzymy na wszystko poprzez ich zasłonę, nawet wówczas gdy jesteśmy z dala od ludzi. Nie ma ani chwili, albo są one niezmiernie rzadkie, gdy znika myśl. Nie wiemy naprawdę co znaczy być samym, wolnym od wszelkich asocjacji, od wszystkich obrazów i słów. Czujemy się nieraz osamotnieni, ale nie wiemy czym jest istotna samotność. Ból osamotnienia ciąży sercu, a umysł przysłania go lękiem. Owo głębokie odosobnienie jest jak mroczny cień towarzyszący naszemu życiu. Robimy wszystko co się da aby od niego uciec, ale ów cień wciąż idzie za nami i nigdy nie jesteśmy odeń wolni. Odosobnienie jest jakby przyjętą metodą naszego życia; niezmiernie rzadko jednoczymy się z kimś, bowiem sami w sobie jesteśmy rozdarci, skłóceni, w rozterce. Nikt z nas nie ma w sobie pełni i całkowitości, a jednoczenie się z innymi jest możliwe tylko gdy człowiek jest w sobie wewnętrznie scalony i jednolity. Obawiamy się samotności, gdyż pozostanie sam na sam ze sobą zmusza nas niejako do spojrzenia we własną płytkość i ubóstwo; a przecież właśnie prawdziwa samotność może uzdrowić ową wciąż pogłębiającą się ranę osamotnienia. Iść zupełnie samemu, bez narzucających się i zawadzających myśli, bez pożądań i pragnień, to przekroczyć granice umysłu; bo to on wyosabnia nas, oddziela i uniemożliwia wszelkie jednoczenie się z czymś poza nami. Nie da się scalić umysłu, nie można uczynić go jednolitym, bowiem sam wysiłek ku temu jest odosabniającym procesem, jest częścią osamotnienia, którego nie można niczym przysłonić. Umysł jest wytworem wielości; a to, co składa się z części, nie może być nigdy scalone i samoistne. Samotność, jednolitość, nie jest wytworem ani rezultatem myśli. Dopiero gdy myśl całkowicie ucicha może zaistnieć lot jednego w jedno.

Dom znajdował się nieco z dala od drogi, otaczał go przepych kwiatów. Był świeży ranek, a niebo świeciło mocnym błękitem; poranne słońce było miłe, a w zacienionym, nieco w dole położonym ogrodzie nie słyszało się ulicznego gwaru, ani nawoływań sprzedawców i odgłosów kopyt końskich na bruku; cały ten hałas zdawał się bardzo daleki. Koza o małym ruchliwym ogonku wdarła się do ogrodu i zabierała się już do kwiatów gdy nadszedł ogrodnik by ją wypędzić.


Mówiła iż czuje wielki niepokój, a niespokojną być nie chce; chciałaby uniknąć tych przykrych stanów niepokoju i niepewności. Dlaczego tak się obawia wytrącającego z równowagi niepokoju?

Co pani rozumie mówiąc "niepokój"? I dlaczego jest taki przed nim lęk?

"Chcę być w ciszy, chcę aby mnie pozostawiono w spokoju. Nawet pan budzi we mnie niepokój. Choć widziałam pana dopiero parę razy, ciąży mi obawa, że zakłóci mi pan mój spokój. Chcę zrozumieć czemu jest we mnie ten lęk przed wewnętrzną niepewnością. Pragnę być w ciszy, w pokoju ze sobą, a tymczasem wciąż nie jedno to drugie ten mój spokój narusza. Do niedawna udawało mi się, mniej lub bardziej, utrzymać ten spokój ze sobą, ale oto ktoś z przyjaciół wziął mnie na któryś z pana wykładów, i czuję się teraz zupełnie wytrącona z równowagi. Sądziłam ze wzmocni mnie pan w moim spokoju, a tymczasem został on niemal doszczętnie rozbity. Nie chciałam tu przyjść, bo wiedziałam że będę wyglądać na głupią, a jednak przyszłam".

Dlaczego tak bardzo pani chodzi o to, aby być w spokoju? Dlaczego robi pani z tego tak ważną sprawę? Wszak usilna chęć równowagi staje się sama w sobie konfliktem, czyż nie? Czy mogę spytać, o co właściwie pani chodzi? Jeśli pani tak bardzo zależy na odosobnieniu, spokoju i ciszy, dlaczegoż pani pozwala, aby ją cokolwiek wstrząsało? Wszak można z łatwością pozamykać drzwi i okna naszej istoty, odciąć się od wszystkiego i żyć w takim odosobnieniu jak w pustelni. Większość ludzi właśnie tego pragnie. Niektórzy kultywują świadomie takie izolowanie się; inni przez swe pożądania, myśli i czyny, zarówno oczywiste, jak i ukryte, sprowadzają takie odosobnienie i odłączają się od wszystkich. Ludzie szczerzy stają się dumni ze swych cnót i ideałów, które w istocie stanowią tylko ich samoobronę; a lekkomyślni bywają pchnięci w odosobnienie jakby bez ich woli, przez ciśnienia ekonomiczne lub wpływy społeczne. Większość z nas wciąż usiłuje otoczyć się murem ochronnym, aby nas nic nie mogło dotknąć, ale na nieszczęście zawsze się w nim znajdzie jakąś szpara przez którą wciska się życie.

"Na ogół udawało mi się odeprzeć wiele niepokojów, ale przez ostatnich parę tygodni, dzięki panu, byłam bardziej niż kiedykolwiek wytrącona z równowagi. Proszę mi powiedzieć, dlaczego jestem tak niespokojna, co jest tego przyczyną?"

Dlaczego chce pani poznać przyczynę? Oczywiście w nadziei, iż poznanie jej dopomoże do pozbycia się jej skutków. W istocie wcale pani nie chodzi o poznanie przyczyny, a tylko o uniknięcie niepokoju.

"Ach, ja chcę tylko aby mi dano święty spokój! Chcę być sama i w ciszy, więc czemu mnie wciąż coś wytrąca z równowagi?"

Odosobnienie było samoobroną, czyż nie? I właściwie chodzi pani o znalezienie sposobu zamknięcia wszystkich wylotów, a wcale nie o odkrycie, jak można żyć bez lęku i bez uzależniania się. Z tego, co pani powiedziała, jak i co pozostało niedopowiedziane, wynika jasno, że usiłowała pani zabezpieczyć się przed wszelkim wewnętrznym niepokojem; usunęła się pani od wszelkich stosunków z ludźmi które mogłyby sprowadzić cierpienie. Na ogół doskonale się pani udało unikać wszelkich wstrząsów i żyć poza zamkniętymi drzwiami i oknami. Niektórym ludziom to się rzeczywiście udaje; ale jeśli posunąć to dość daleko kończy się w domu wariatów. A innym się to nie udaje, ci wpadają w cynizm i rozgoryczenie; jeszcze inni bogacą się umyślnie nabywając wiedzę lub dobra materialne, i te stają się ich samoobroną. Większość ludzi, nie wyłączając tzw. religijnych, pragnie stałego, niezamąconego spokoju, stanu w którym by ustały wszelkie rozterki i tarcia. Z drugiej strony istnieją ludzie, którzy sławią walkę jako jedyny prawdziwy wyraz życia, dla tych walka staje się ich tarczą obronną przed życiem.

Czyż można kiedykolwiek osiągnąć spokój chroniąc się poza mury własnych lęków i nadziei? Przez całe życie cofała się pani i zasłaniała, chcąc czuć się bezpieczną w obrębie bardzo ograniczonych stosunków z ludami, i to takich w których pani mogła górować i nimi rządzić. Czyż nie jest to sednem pani zagadnienia? Ponieważ pani się uzależnia, przeto rodzi się chęć zapanowania nad tym, co panią uzależnia. Obawia się pani i unika wszelkich stosunków w których nie może pani być czynnikiem kierowniczym; czyż tak nie jest?

"Jest to brutalne sformułowanie, ale chyba słuszne".

Gdyby pani mogła opanować przyczynę obecnego niepokoju nastał by spokój; ale że się to nie udaje, więc panią to korci. Wszyscy chcemy opanować to, czego nie możemy zrozumieć; pragniemy posiąść, lub być posiadanym, gdyż boimy się siebie. Niepewność w sobie rodzi uczucie wyższości, wyodrębniania się i wyłączania.

Czy mogę spytać czego się pani tak obawia? Czy boi się pani pozostać samą, wykluczoną z czegoś, czy też pchnięcia w stan niepewności?

"Widzi pan, całe życie żyłam dla innych, albo sama w to wierzyłam; wyznawałam pewien ideał, i wciąż mnie chwalono za sprawność w pracy, którą uważa się za dobrą; prowadziłam życie samozaparcia się, bez domu, bez rodziny, bez żadnego zabezpieczenia. Siostry moje dobrze powychodziły za mąż, są dziś znane i poważane w towarzystwie; bracia zajmują wyższe państwowe stanowiska. Gdy ich odwiedzam wydaje mi się że zmarnowałam życie. Ogarnia mnie rozgoryczenie i żal za tym, czego sobie odmawiałam. Straciłam wszelkie zamiłowanie do mojej pracy, nie daje mi już żadnego zadowolenia, przekazałam ją innym. Odwróciłam się od tego wszystkiego. Jak pan słusznie zauważył, stwardniałam w samoobronie. Mój młodszy brat, który nie jest dobrze sytuowany i uważa siebie za szukającego Boga, stał się dziś moją jedyną ostoją. Starałam się jakoś zabezpieczyć się wewnętrznie, ale była to długa i żmudna walka. Właśnie ten młodszy brat przyprowadził mnie na jeden z waszych wykładów; i mój, z takim trudem wznoszony gmach, zaczął chwiać się i walić. Ach, gdybym nigdy pana nie usłyszała! A teraz nie zdołam już nic odbudować, nie byłabym w stanie przejść raz jeszcze tej męki. Nie ma pan pojęcia czym dla mnie było widzieć mych braci i siostry na wysokich stanowiskach, bogatych, wpływowych, poważanych. Ale nie będę się teraz nad tym rozwodzić. Odeszłam od nich i rzadko się widujemy. Jak powiedzieliście, zrywałam powoli wszystkie stosunki prócz zaledwie paru; ale na moje nieszczęście przyjechałpan do naszego miasta, i teraz znów wszystko ożyło, dawne rany się pootwierały, cały ból się odnowił. I cóż mam teraz począć?"

Im więcej się bronimy, tym bardziej się wzmagają naciski, których chcemy uniknąć; im więcej dbamy o zabezpieczenie się, tym ono bardziej się wymyka; im goręcej pragniemy spokoju, tym większą staje się nasza rozterka; im więcej żądamy, tym mniej jest nam dane. Robiła pani wszystko, co się dało, aby uodpornić się na wszelkie wstrząsy i ciosy; stała się pani wewnętrznie niedostępna dla wszystkich, z wyjątkiem paru ludzi, zamknęła pani szczelnie drzwi przed życiem. Jest to powolne samobójstwo. Spytajmy czemu pani to wszystko robiła? Czy zadała pani sobie kiedy to pytanie? Czy nie chce się pani dowiedzieć? Przyszła pani tutaj, albo aby znaleźć sposób jeszcze dokładniejszego zamknięcia wszystkich drzwi, albo aby odkryć czy i jak można być otwartą i bez-obronną wobec życia. O które z tych dwóch pani chodzi, ale nie jako rozumowy wybór, a proste, bezpośrednie życzenie?

"Widzę teraz, że nie jest możliwe zamkniecie wszystkich wokół siebie drzwi, gdyż zawsze jakaś szpara zostanie. Rozumiem teraz, że wszystko, co robiłam, było dyktowane ukrytą przyczyną, którą był mój własny lęk niepewności; on to tkwił u podłoża zarówno uzależniania się, jak żądzy panowania. A że pomimo mej chęci nie dało się opanować każdej sytuacji, przeto ograniczałam moje kontakty do paru takich, która mogłam utrzymać i nimi rządzić. Widzę to wszystko. Ale jakże zdołam być znów otwartą, swobodną, bez lęku tej wewnętrznej samotności?"

A czy rozumie pani, iż trzeba być otwartą i bez-obronną? Jeśli pani nie widzi tej prawdy, tedy znów zbuduje pani cichaczem różne mury i schrony wokół siebie. Widzieć jasno prawdę w tym, co jest błędne, to początek mądrości; a widzieć błąd jako błąd jest najwyższym rozumieniem. Jeśli pani zobaczy, że wszystko, co pani robiła przez te lata może tylko prowadzić do dalszej walki i cierpienia, jeśli pani tę prawdę przeżyje - a nie tylko powierzchownie ją przyjmie - już samo to przeżycie położy kres temu co było. Nie da się świadomie, umyślnie otworzyć się ku światu; żadne działanie woli nie jest w stanie uczynić nas bez-obronnymi, samo pragnienie tego wywołuje opór. Tylko przez poznanie i zrozumienie błędu jako błędu można się odeń uwolnić. Niech pani się stara być odbiorczo czujną obserwując swoje zwykłe dotychczasowe reakcje; niech pani po prostu zdaje z nich sprawę bez żadnego protestu ni oporu; proszę obserwować je niejako biernie, jak obserwowałaby pani dziecko, bez przyjemności, lub niesmaku, utożsamienia się z obserwowanym. Taka odbiorcza czujność jest sama w sobie bez-obronnością, uniemożliwia zamykanie się. Być bez-obronnym to żyć, zamykać się i cofać to umierać.