strona główna

Jean BURIDAN

KOMENTARZ DO FIZYKI ARYSTOTELESA

Księga VIII, kwestia 12, przełożyła Danuta Tarkowska

Kwestia dwunasta dotyczy zagadnienia, czy pocisk wypuszczony z ręki rzucającego poruszany jest przez powietrze, czy też przez sprawcę ruchu. Argumentuje się przeciw opinii, jakoby był poruszany przez powietrze, gdyż powietrze zdaje się raczej stawiać opór, kiedy ma się rozstąpić; a znów jeśli się powie, że rzucający na samym początku wprawia w ruch pocisk i zarazem otaczające go powietrze i że to powietrze popycha pocisk dalej na tak znaczną odległość, to powróci pytanie, przez kogo poruszane jest powietrze, kiedy rzucający przestanie wprawiać je w ruch. Trudność w tej kwestii jest taka, jak w wypadku rzutu kamieniem.

Przeciwny pogląd przedstawia Arystoteles w księdze ósmej tego dzieła, mianowicie że przedmioty wyrzucone w danym momencie poruszają się nadal bez dotknięcia ze strony poruszyciela bądź na skutek tak zwanej przez niektórych antiparistasis, bądź też dlatego, że wprawione w ruch powietrze odbija je szybciej niż pęd pocisku kierujący go na właściwe miejsce. To samo twierdzenie powraca w księdze siódmej i tej właśnie ósmej tego dzieła oraz w księdze trzeciej dzieła O niebie. Problem ten jest moim zdaniem bardzo trudny, gdyż Arystoteles, jak mi się zdaje, nie rozstrzygnął go ostatecznie. Przytacza bowiem dwa poglądy. Pierwszy nazwany przez niego "dzięki antiparistasis" głosi, że przedmiot rzucony opuszcza miejsce, w którym się znajdował, natura zaś nie znosząca próżni wysyła za nim celem jej wypełnienia powietrze, które porusza się ze znaczną szybkością i doganiając pocisk popycha go wciąż dalej na pewną odległość. Wniosku takiego jednak Arystoteles nie przyjmuje, przeciwnie, odrzuca go twierdząc, że antiparistasis wywołuje zarówno wszelkie poruszanie się, jak i powodowanie ruchu, co oznacza, że jeśli się nie przyjmie innego sposobu poza wspomnianą antiparistasis, to w ślad za rzuconym przedmiotem musiałyby następować inne ciała, a w końcu także niebo. Jeśli bowiem pocisk opuszcza miejsce, w którym się znajdował, i musi nastąpić za nim inne ciało, tak też i ono opuszcza swoje miejsce i musi nastąpić znowu inne ciało - i tak dalej bez końca. Można by jednak na to odpowiedzieć podobnie jak na twierdzenie o posuwaniu się "od przodu". W księdze czwartej bowiem argumentowano przeciw twierdzeniu, że ruch po linii prostej nie mógłby istnieć bez próżni, gdyby każde ciało nie było poruszane od przodu, przenikanie się ciał bowiem nie istnieje. Na to zaś dawano odpowiedź, że następuje pewne zagęszczenie ciał poprzedzających i dlatego to, co poprzedza, nie musi się usuwać. Podobnie powiedzielibyśmy i tutaj, że zachodzi pewne rozrzedzenie ciał kolejno następujących i dlatego wszystko musi się posuwać do tyłu.

Bez względu jednak na takie rozstrzygnięcie wydaje mi się, że ta hipoteza nie przedstawiała żadnej wartości wobec wielu doświadczeń. Pierwsze z nich dotyczy koła i kamienia rzemieślnika, które przez długi czas poruszają się nie zmieniając miejsca, toteż nie ma potrzeby, aby z kolei miejsce to wypełniało powietrze. Tego zatem, co wprawia w ruch takie koło i kamień, nie można tłumaczyć w ten sposób. Drugie doświadczenie dotyczy dzidy: jeśli rzuci się dzidę mającą tylny koniec równie zaostrzony jak przedni, poruszałaby się nie mniej szybko jak w wypadku, gdyby miała tylny koniec bez ostrza, a jednak powietrze, które za nią następuje, nie mogłoby tak łatwo popychać ostrza, gdyż ostrze by je przecięło.

Trzecie doświadczenie jest następujące: o okręcie holowanym na rzece z dużą szybkością pod prąd nie można powiedzieć, że stoi, przeciwnie porusza się jeszcze długo od momentu, kiedy przestanie się go holować, a jednak żeglarz znajdujący się na pokładzie nie odczuwa ruchu powietrza popychającego go od tyłu, lecz to, które stawia mu opór od przodu. A jeśli znów okręt ten będzie załadowany sianem lub drzewem, człowiek zaś będzie siedział z tyłu za ładunkiem, a impet powietrza będzie tak wielki, że z całą mocą będzie w stanie popchnąć okręt do przodu, człowiek ten zostałby gwałtownie zgnieciony pomiędzy ładunkiem i napierającym od tyłu powietrzem, co, jak wiadomo z doświadczenia, nie jest prawdą. W każdym razie, gdyby okręt był załadowany sianem lub słomą, to ten nacisk i napór powietrza zgniótłby kłosy znajdujące się na tyle okrętu, co jest całkowicie niezgodne z rzeczywistością.

Inny pogląd, który zdaje się popierać Arystoteles, głosi, że podmiot rzucający porusza wraz z pociskiem sąsiadujące z nim powietrze, zaś powietrze to wprawione w szybki ruch jest w stanie spowodować ruch pocisku. Nie należy rozumieć tego w taki sposób, że to samo powietrze porusza się od miejsca wyrzucenia pocisku aż do miejsca, w którym on spada, lecz tak, że stykające się z nim powietrze pod wpływem pocisku zaczyna się poruszać, to zaś poruszone powietrze wprawia w ruch inne sobie najbliższe, to zaś następne aż na pewną odległość. Pierwsza warstwa powietrza przesuwa zatem pocisk w drugą, druga zaś w trzecią i tak dalej. Dlatego też Arystoteles twierdzi, że czynnik wywołujący ruch nie jest jeden, lecz że jest ich wiele oddziałujących wzajemnie i dlatego utrzymuje, iż ruch nie jest czymś ciągłym, lecz że jest ruchem bytów po sobie następujących lub ze sobą stycznych.

Niewątpliwie jednak ten pogląd i to rozumowanie jest moim zdaniem nie do przyjęcia na równi z opinią poprzednią i zawartym w niej rozumowaniem, gdyż idąc za nim nie byłoby można wskazać, kto obraca koło lub kamień, rzemieślnika, kiedy się od niego oddali rękę. Gdyby bowiem ktoś starł chustką powietrze otaczające zewsząd kamień obrotowy, to na skutek tego ruch kamienia by nie ustał, lecz przez długi jeszcze czas się utrzymywał. Także holowany z dużą szybkością okręt porusza się przez długi czas od momentu, kiedy przestaje się go ciągnąć. Nie porusza go jednak otaczające powietrze, bo gdyby był przykryty i gdyby usunięto pokrycie wraz z otaczającym go powietrzem, to z tego powodu okręt nie przestałby się poruszać; a nawet gdyby był załadowany sianem lub słomą, to nie poruszałoby go otaczające powietrze, gdyż w przeciwnym razie owo powietrze zginałoby położone na zewnątrz źdźbła do przodu, a w rzeczywistości jest zupełnie inaczej, co więcej, źdźbła zginają się do tyłu na skutek oporu otaczającego powietrza. A dalej: powietrze wprawione w ruch, choćby najszybszy, jest łatwo podzielne, jakże więc mogłoby utrzymać kamień o wadze stu funtów wyrzucony z procy lub z machiny oblężniczej. Co więcej, z jednakową szybkością lub nawet szybciej mógłbyś poruszać powietrze w najbliższym sąsiedztwie, zarówno gdybyś nie trzymał w ręce niczego, jak i trzymając kamień, którym chciałbyś rzucić.

Jeśli zatem owo powietrze na skutek szybkości swego ruchu posiada tak wielki impet, że mogłoby wprawić w szybki ruch ów kamień, to, jak się zdaje, gdybym popchnął powietrze z równą szybkością w twoją stronę, powietrze to musiałoby z odczuwalnym impetem popchnąć ciebie, tego zaś nie moglibyśmy stwierdzić. Wynika z kolei, że na dalszą odległość mógłbyś rzucić pióro niż kamień i to, co lżejsze, dalej, niż to, co cięższe, przy równej wielkości i kształcie, to zaś z doświadczenia okazuje się fałszem. Oczywistym następstwem jest wniosek, że wprawione w ruch powietrze łatwiej utrzymałoby lub uniosło pióro niż kamień - i to lżejsze łatwiej niż to cięższe. Powróciłoby znów pytanie, przez kogo wprawiane jest w ruch powietrze, kiedy rzucający przestaje go poruszać. Na to odpowiada Komentator, że powietrze to porusza się dzięki swej lekkości, która po wprawieniu w ruch powietrza zdolna jest zachować siłę poruszającą. Dlatego właśnie dzięki ruchowi powietrza dźwięk rozchodzi się w czasie na znaczną odległość. Można bowiem to sobie wyobrazić na podobieństwo wody: jeśli ktoś wrzuci kamień do wody spokojnego stawu, woda, w którą wpada kamień, porusza zewsząd wodę z nią sąsiadującą, ta zaś dalszą, wskutek czego widzimy powstające na fali współśrodkowe koła, które stopniowo rozchodzą się aż do brzegów. Tak samo w powietrzu następują podobne zanurzenia, i to tym szybciej, o ile powietrze jest delikatniejsze i łatwiej wprawiane w ruch. Przeciw temu jednak wysuwa się zarzut, że lekkość z natury zdolna jest powodować ruch jedynie ku górze, rzut natomiast może być skierowany w każdą stronę: w górę lub w dół czy też na wszystkie strony: a także, że owa lekkość jest albo tą samą, jaką posiadało powietrze przed wyrzuceniem pocisku i która pozostaje w nim po rzucie, albo też jest jakąś inną rzeczą lub inną dyspozycją nadaną powietrzu przez tego, kto rzuca pocisk. Tę dyspozycję Komentator postanowił nazywać lekkością. Gdyby lekkość ta była tylko tą, która istniała przed rzutem i która po nim pozostanie, to powietrze przed momentem rzucenia posiadałoby ową zdolność poruszania tak samo jak w chwili rzutu, a zatem powinno by było powodować ruch zarówno przed, jak i po rzucie. W naturze bowiem czynnik działający w zetknięciu z tym, co doznaje, powinien działać i doznawać działania. Jeśli zaś rzucający włącza w powietrze inną rzecz lub inną dyspozycję powodującą jego ruch, to możemy i powinniśmy stwierdzić, że kamień lub inny pocisk przyjmuje w sobie taką rzecz, która jest siłą powodującą ruch owego pocisku. To rozumowanie wydaje się słuszniejsze niż uciekanie się do wyjaśnienia, że pocisk jest poruszany powietrzem, które zdaje się raczej stawiać opór.

Dlatego uznaję za właściwe twierdzenie, że czynnik wprawiający w ruch ciało ruchome nadaje mu pewien impet, czyli pewną siłę zdolną do poruszenia tego ciała w kierunku wyznaczonym przez czynnik poruszający - bądź w górę, bądź w dół, bądź na bok, bądź okrężnie, a im szybciej poruszający wprawia w ruch owo ruchome ciało, tym silniejszy nadaje mu impet i na skutek tego impetu kamień porusza się jeszcze wtedy, kiedy rzucający przestanie go poruszać. Jednakże pod wpływem oporu powietrza i ciężaru kamienia, który zwraca go w kierunku przeciwnym do tego, jaki nadaje mu impet, impet ten nieustannie słabnie i dlatego ruch owego kamienia wciąż traci szybkość; w końcu impet ów tak słabnie i zanika, że ciężar kamienia okazuje się silniejszy i kieruje go w dół, do miejsca, w którym znajduje się z natury.

To rozumowanie należy moim zdaniem przyjąć, inne zaś nie wydają się słuszne, nawet jeśli na pozór wszystko jest w nich zgodne. Gdyby bowiem ktoś zapytał, dlaczego kamień rzucam na dalszą odległość niż pióro lub taką masę żelaza albo ołowiu, ile obejmie ręka, dalej niż taką samą masę drewna, odpowiadam, że przyczyna leży w tym, iż przyjęcie kształtów i naturalnych dyspozycji zachodzi w materii i ze względu na nią, dlatego też im więcej jest materii, w tym większym stopniu ciało może nabrać owego impetu. Ponieważ zaś w ciele gęstym i ciężkim jest więcej pierwszej materii niż w rzadkim i lekkim o jednakowych wymiarach, dlatego też ciało gęste i ciężkie nabiera większego i silniejszego impetu. Podobnie żelazo może przyjąć więcej ciepła niż drewno i woda w tej samej ilości. Pióro zaś w tak słabym stopniu przyjmuje ów impet, że natychmiast niweczy go opór powietrza. Jeśli zatem rzucający będzie równie szybko wprawiał w ruch lekkie drewno i ciężkie żelazo o tych samych rozmiarach i kształcie, żelazo będzie się poruszać dłużej, gdyż przyjmuje w siebie silniejszy impet, który nie tak łatwo daje się zniweczyć, jak by to było w wypadku impetu o mniejszej sile. Taka też jest przyczyna, że wprawione w szybki ruch wielkie koło garncarza trudniej jest zatrzymać niż koło małe, gdyż w wielkim - przy innych jakościach jednakowych - jest więcej impetu. Z tego samego powodu dalej możesz rzucać kamień o wadze funta lub półfunta niż jego tysięczną część. W tej tysięcznej części impet jest bowiem tak nikły, że natychmiast pokonuje go opór powietrza.

W ten sposób wyjaśnia się powód, dlaczego naturalny ruch w dół czegoś ciężkiego stale się przyspiesza. Dzieje się tak dlatego, że na początku ruch powodowany był przez sam ciężar, toteż był powolniejszy, lecz przez ruch ciężar nadawał ciału ciężkiemu impet, następnie ten impet razem z ciężarem poruszał ciało, dlatego też ruch się przyspiesza, a im bardziej się przyspiesza, tym bardziej impet przybiera na sile i dlatego w sposób widoczny ruch staje się wciąż szybszy.

Podobnie ten, kto chce skoczyć na dużą odległość, cofa się, aby szybko pobiec i w ten sposób nabrać impetu, który uniesie go w skoku na dalszy dystans. Ów biegnący zatem i skaczący nie odczuwa, że porusza go powietrze, czuje natomiast, że powietrze stawia mu silny opór od przodu.

Ponieważ zaś nie wynika z Biblii, jakoby istniały inteligencje poruszające we właściwy sposób ciała niebieskie, można by powiedzieć, że nie ma konieczności przyjmowania tego rodzaju inteligencji, przyjęłoby się bowiem, że Bóg stwarzając świat wprawił w ruch każdy z kręgów niebieskich wedle własnego upodobania, a wprawiając je w ruch nadał im poruszający je impet, sam dalej ruchu nie wywołując, lecz jedynie wywierając ogólny wpływ, którym przyczynia się przez współdziałanie do wszystkiego, co zachodzi. Bóg zatem odpoczywał siódmego dnia od wszelkiej pracy, jaką wykonał, powierzając innym wzajemne działania i doznania, ów zaś impet nadany ciałom niebieskim nie zmniejszał się ani nie zanikał, gdyż nie były one podatne na inne ruchy ani też nie istniał opór, który by ten impet zniweczył albo umniejszył.

Nie twierdzę tego jednak w sposób kategoryczny, prosząc teologów, aby w tej sprawie zachcieli mnie pouczyć, w jaki sposób mogło to nastąpić.

Niemniej jednak wokół tej opinii powstają niemałe trudności. Pierwsza polega na tym, że, jak powiedziano, kamień rzucony w górę porusza się dzięki wewnętrznej zasadzie, tj. dzięki owemu zawartemu w nim impetowi, to zaś nie wydaje się prawdziwe, ponieważ ów ruch jest, jak wszyscy przyznają, gwałtowny, tymczasem to, co gwałtowne, nie pochodzi od sprawczej zasady wewnętrznej, lecz od czynnika zewnętrznego, jak powiedziano w księdze trzeciej tego dzieła.

Druga trudność dotyczy tego, czym jest ten impet: czy sam jest ruchem, czy też czymś innym, a jeśli jest czymś innym, to czy jest rzeczą wyłącznie następującą w czasie, jak ruch, czy też rzeczą o naturze trwałej. Jakkolwiek bowiem powiem, istnieją racje, którym trudno się sprzeciwić.

W odpowiedzi na pierwszą trudność można powiedzieć, że ciało ciężkie rzucone w górę rzeczywiście porusza się pod wpływem tkwiącej w nim zasady wewnętrznej, a jednak mówimy, że owa zasada, tj. ów impet, jest w stosunku do niego gwałtowny i nienaturalny, ponieważ niezgodny z jego naturą i narzucony w sposób gwałtowny przez czynnik zewnętrzny, a także dlatego, że natura rzeczy ciężkiej skłania ją do ruchu w kierunku przeciwnym i do unicestwienia impetu. Na drugą wątpliwość, która nastręcza wiele trudności, można moim zdaniem odpowiedzieć, wyciągając trzy wnioski: po pierwsze, że ów impet nie jest ruchem przestrzennym, którym pocisk się porusza, ponieważ ów impet porusza pocisk, to zaś, co porusza, wywołuje ruch; a to samo siebie nie wywołuje, a zatem itd. A ponieważ wszelki ruch pochodzi od poruszyciela obecnego i istniejącego jednocześnie z tym, co jest poruszane, to gdyby ten impet był ruchem, trzeba by było wskazać innego poruszyciela, od którego ten ruch mógłby pochodzić. Powróciłaby główna trudność, toteż takie rozumienie impetu okazałoby się bezużyteczne. Niektórzy żartują twierdząc, że pierwszy etap ruchu powodujący rzut powoduje drugi po nim następujący, ten zaś następny i tak dalej aż do ustania całego ruchu. Jest to jednak nieprawdopodobne, gdyż czynnik sprawczy musi istnieć, kiedy to, co sprawia, zachodzi, tymczasem pierwszy etap ruchu nie istnieje jednocześnie z drugim, jak mówiliśmy na innym miejscu, a zatem pierwszy nie istnieje, kiedy drugi zachodzi. Następstwo to jest oczywiste, skoro powiedziano na innym miejscu, że być w ruchu to nic innego jak stawać się i zanikać, toteż o ruchu mówimy nie wtedy, kiedy jest dokonywany, lecz kiedy się staje.

Drugi wniosek jest ten, że ów impet nie jest czymś wyłącznie następującym w czasie, gdyż taką rzeczą jest ruch i jemu przysługuje definicja ruchu, jak mówiliśmy na innym miejscu, a dopiero co powiedziano, że ów impet nie jest ruchem lokalnym. Ponieważ zaś rzecz wyłącznie następująca w czasie nieustannie powstaje i ulega zniszczeniu, wymaga ona stale czynnika sprawczego, nie można zaś wskazać sprawcy owego impetu, który istniałby z nią w jednym czasie.

Trzeci wniosek jest ten, że ów impet jest rzeczą o naturze trwałej, różną od ruchu lokalnego, którym porusza się ów pocisk. Wynika to z powyższych dwu wniosków oraz poprzednich i jest prawdopodobne, że impet ten jest jedyną jakością zdolną do poruszenia ciała, któremu ją nadano. Podobnie jak mówimy, że jakość nadana żelazu przez magnes porusza je w kierunku magnesu i jak jest prawdopodobne, że owa jakość zostaje nadana ciału wraz z ruchem przez poruszyciela i tak jak jakość ta pod wpływem oporu lub skierowania w inną stronę słabnie, zanika lub ulega zakłóceniu, tak też i ruch. I podobnie jak źródło światła powoduje, że światło odbija się napotykając przeszkodę, tak też i ów impet napotykając przeszkodę wywołuje ruch zwrotny. Jest jednak prawdą, że z pewnością silniejsze odbicie powodują obok owego impetu inne przyczyny: na przykład piłka, którą dla zabawy poruszamy ręką, padając na ziemię odbija się wyżej niż kamień, chociaż kamień z większym impetem szybciej spada na ziemię. Dzieje się tak dlatego, że wiele ciał dających się wygiąć lub wewnętrznie spłaszczyć działaniem siły narzuconej z zewnątrz jest z natury zdolnych powrócić do swojej wyprostowanej pozycji lub właściwego stanu, wracając zaś do pierwotnej pozycji ciała te mają siłę popchnąć lub pociągnąć coś, co jest z nimi złączone, jak widzimy to w przypadku łuku. Podobnie więc piłka rzucona na twardą ziemię spłaszcza się wewnątrz pod wpływem impetu swego ruchu i zaraz po uderzeniu szybko powraca do swojej okrągłości, wznosząc się w górę i na skutek tego wznoszenia się nabiera impetu poruszającego ją na znaczną odległość. Podobnie struna lutni silnie naciągnięta i uderzona pozostaje długo w stanie pewnego drżenia, dzięki czemu przez jakiś dłuższy czas trwa wydawany przez nią dźwięk. Dzieje się tak dlatego, że z jaką szybkością wygina się pod wpływem uderzenia, z taką samą wraca do pozycji wyprostowanej; w skutek impetu bowiem struna przechodzi poza pozycję wyprostowania na stronę przeciwną, a następnie znowu wraca, i to powtarza się wielokrotnie. Z podobnej przyczyny dzwon porusza się raz w jedną raz w drugą stronę i nie można go szybko bez wysiłku zatrzymać jeszcze długo potem, jak dzwonnik przestaje go pociągać.

Tyle można powiedzieć w tej kwestii i cieszyłbym się, gdyby ktoś uznał te wywody za wyjaśnienie bardziej przekonujące.

strona główna