strona główna

ORYGENES

O ZASADACH

fragmenty Filokalia przełożyła Katarzyna Augustyniak, fragmenty z łacińskiego przekładu Rufina przełożył Stanisław Kalinkowski

Orygenes napisał O zasadach około 220 r.
Gdy po pierwszych soborach uznano Orygenesa za heretyka, Rufus, broniąc go przed oskarżeniami, przełożył w 398 r. O zasadach na łacinę, "poprawiając" tekst tak, aby go uzgodnić z dogmatami nicejsko-konstantynopolitańskimi - a przede wszystkim z doktryną Trójcy św. Później grecki oryginał dzieła zaginął i dziś tylko krytyczne uwagi z listów św. Hieronima, Justyniana i innych pozwalają nam odtworzyć pierwotny system.
Zachowały się greckie fragmenty tekstu w antologii tekstów Orgenesa, przygotowanej w 358 r. przez Bazylego Wielkiego i Grzegorza z Nazjanu, dotyczące trzech warstw Pisma św., a przede wszystkim jego ukrytego za zasłoną słów sensu "duchowego", który mogą odczytać tylko niektórzy z nas. Choć należą one do IV, ostatniej księgi O zasadach, dobrze od nich zacząć lekturę.

Księga IV, rozdział I [Filokalia I, 1-7]

O natchnionym charakterze Pisma świętego; jak należy je czytać i rozumieć; dlaczego jest ono niejasne, a w pewnych wypadkach, w dosłownym rozumieniu, nieprawdopodobne lub niedorzeczne.

1. Badając tak ważne zagadnienia nie możemy zadowolić się powszechnymi pojęciami moralnymi i oczywistością rzeczy widzialnych, dla odpowiedniego zatem potwierdzenia naszych słów czerpiemy świadectwa z Pism Starego i Nowego Testamentu, w których boskie pochodzenie wierzymy, i wiarę naszą staramy się wzmocnić przy pomocy rozumu. Ponieważ jednak boskiemu charakterowi Pism nie poświęciliśmy jeszcze dotąd osobnych rozważań, zajmijmy się więc pokrótce i tą kwestią i podajmy motywy, które nas skłaniają, aby w nich ten boski charakter uznać.
    Ale zanim się posłużymy słowami samego Pisma i wykorzystamy zawarte w nich myśli, musimy powiedzieć o Mojżeszu i Jezusie; o prawodawcy Żydów i o Nauczycielu zbawiennych prawd chrześcijaństwa. U Greków i barbarzyńców było bardzo wielu prawodawców i nauczycieli, którzy w swoich naukach obiecywali poznanie prawdy; żaden jednak, jak wiem z historii, nie mógł sprawić, aby również inne ludy zapragnęły przyjąć głoszoną przez niego naukę. Wiele sposobów dowodzenia, pozornie opartych na rozumie, stosowali filozofowie, lecz żaden z nich nie zdołał przekazać tego, co sam uważał za prawdę, narodom lub w łonie jednego narodu jakiejś większej grupie ludzi. A przecież prawodawcy bardzo by chcieli, aby prawa, uznane przez nich za dobre, zapanowały, w miarę możności, wśród całego rodzaju ludzkiego; nauczyciele też by chcieli, aby to, co przedstawili sobie jako prawdę, ogarnęło całą ziemię. Lecz zdając sobie sprawę, że ludzi odmiennych języków i wielu narodowości nie są w stanie pociągnąć do przestrzegania swoich praw i przyjęcia swojej nauki, nawet nie próbowali tego zrobić, gdyż całkiem rozsądnie uznali, że nie mogą tego osiągnąć.
    Tymczasem w całej Grecji i w krajach barbarzyńskich, na całym świecie są tysiące wyznawców naszej wiary. Porzucili oni rodzime prawa i uznawanych przez państwo bogów, aby zachowywać prawa Mojżesza i poznawać słowa Jezusa. A przecież, gdy wypełniają Prawo Mojżeszowe, spotykają się z nienawiścią ze strony czcicieli posągów, gdy natomiast przyjmują naukę Jezusa, narażają się nie tylko na nienawiść, ale i na śmierć.

2. Jeżeli zważymy, jak w ciągu niewielu lat, mimo prześladowań wyznawców chrześcijaństwa - gdy jedni ginęli, drudzy tracili mienie - chociaż nauczycieli nie było wielu, nauka mogła być głoszona po całej ziemi tak, iż Grecy, jak i barbarzyńcy, tak uczeni, jak i niewykształceni przystępowali do religii wprowadzonej przez Jezusa, nie zawahamy się powiedzieć, że sprawa przerasta siły ludzkie. Jezus z całą mocą i przekonaniem nauczał, że Jego nauki nic nie zwycięży, toteż słusznie można uznać za prorocze słowa, które wypowiedział: "Z mego powodu zawiodą was przed namiestników i królów, abyście składali świadectwo przed nimi i przed poganami" oraz: "Wielu powie mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie jedliśmy w Twoim imieniu, czy nie piliśmy w Twoim imieniu, czy nie wypędzaliśmy czartów w Twoim imieniu? A ja im oświadczę: Odejdźcie ode mnie, wy, którzy czynicie nieprawość! Nigdy was nie znałem". Mogło się wydawać, że Jezus wypowiedział te słowa nierozważnie i że nie okażą się one prawdziwe. Lecz z chwilą, gdy spełniły się zdarzenia zapowiedziane z taką mocą, okazało się, że Bóg prawdziwie stał się człowiekiem i przekazał ludziom prawdy zbawienia.

3. Czy trzeba mówić, że Chrystus został przepowiedziany? "Będzie odjęte berło od książąt z rodu Judy i od wodzów z biódr jego, gdy przyjdzie ten, dla którego zachowane jest (królestwo oczywiście) i kiedy nadejdzie oczekiwanie narodów". Widać to jasno z historii, jak i ze zdarzeń, które dzieją się na naszych oczach, że od czasów Jezusa nikt nie nosi tytułu króla żydowskiego, a wszystko, czym chlubili się Żydzi: świątynia, ołtarz, służba Boża, szaty arcykapłana - zostało zniesione. Spełniło się bowiem proroctwo, które mówi: "(...) przez wiele dni będą siedzieć synowie Izraelowi bez króla i bez książęcia, i bez ofiary, i bez ołtarza, i bez efodu, i bez terafim".
    To świadectwo posłuży nam przeciwko tym, co pod wrażeniem słów, jakie w Księdze Rodzaju wypowiada Jakub do Judy, utrzymują, że władca z rodu Judy rządzi ludem i że "nie będzie odjęte berło" od potomków jego rodu aż do czasu, kiedy - jak oni sobie wyobrażają - przyjdzie Chrystus.
    Jeśli z jednej strony "(...) przez wiele dni będą siedzieć synowie Izraelowi bez króla i bez książęcia, i bez ofiary i bez ołtarza, i bez efodu, i bez terafim", i jeśli - z drugiej strony - od czasu zburzenia świątyni "nie ma ofiary, ani ołtarza, ani efodu", jasne się staje, że "zostało odjęte berło od księcia z rodu Judy i od wodza z jego biódr". Skoro zaś proroctwo mówi: "Nie będzie odjęte berło od księcia z rodu Judy, ani od wodza z biódr jego, aż przyjdzie to, co jest dla niego zachowane", z tego wynika, że "przyszedł ten, dla którego jest zachowane (królestwo), że przyszło oczekiwanie narodów". Potwierdza to również wielka ilość narodów, które za pośrednictwem Chrystusa uwierzyły w Boga.

4. Pieśń Powtórzonego Prawa ukazuje w sposób proroczy, że z powodu grzechów pierwszego ludu zostaną wybrane "głupie narody", a sprawi to nie kto inny, tylko Jezus. "Oni mię rozdrażnili tym, który nie był bogiem, i rozjątrzyli nicościami swoimi; a ja drażnić ich będę tym, który nie jest ludem, i głupim narodem rozjątrzę ich". Bardzo łatwo można zrozumieć, w jaki sposób Żydzi, którzy, jak czytamy, "rozdrażnili Boga tym, który nie jest bogiem", i rozjątrzyli Go nicościami swoimi, zostali rozdrażnieni tym, który nie jest ludem, rozjątrzeni zostali "głupim narodem" wybranym przez Boga dzięki przyjściu Jezusa Chrystusa i za pośrednictwem Jego uczniów. Rozglądamy się oto wśród powołanych: "nie ma tam wielu mądrych w rozumieniu tego świata; nie ma wielu możnych ani wielu wysokiego rodu. Nie, to, co światu wydaje się głupie, wybrał Bóg, aby zawstydzić mędrców; to, co światu wydaje się nisko urodzone i pogardy godne, owszem, co za nic ma, wybrał Bóg, aby w nicość obrócić to, co jest" i "aby nie chełpił się przed Bogiem" Izrael według ciała, nazwany tu przez Apostoła "ciałem".

5. Czy trzeba wymieniać proroctwa o Chrystusie zawarte w Psalmach? W pieśni "Dla umiłowanego" czytamy: "Jego język jest jak rylec biegłego pisarza. Piękniejszy On urodą nad syny człowiecze", bo "rozlany jest wdzięk na wargach Jego". O tym, że "rozlany jest wdzięk na wargach Jego", świadczy fakt, iż mimo krótkiego okresu Jego nauczania (nauczał mniej więcej rok i kilka miesięcy) całą ziemię napełniła Jego nauka i religia, którą ustanowił. "Wzejdzie za dni Jego sprawiedliwość i obfitość pokoju" i trwać będą aż do wypełnienia się czasów - nazwanego tutaj "wygaśnięciem księżyca". - "I będzie panował od morza aż do morza, i od rzek aż do krańców okręgu ziemi". Dany też został znak dla domu Dawida: "Oto Panna pocznie i porodzi syna, i nadadzą mu imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami". Proroctwo to spełniło się, jak o tym mówi ten sam prorok: "Bóg z nami, dowiedzcie się, narody, zostałyście pokonane; chociaż byłyście silne, zostałyście pokonane". Zostaliśmy istotnie pokonani i zwyciężeni, my, którzy będąc poganami ulegliśmy wdziękowi Jego słowa. Miejsce Jego urodzenia zostało przepowiedziane przez Micheasza: "A ty, Betlejem w ziemi Juda, nie jesteś już wcale najmniejsze wśród miast książęcych Judy. Bo z ciebie wyjdzie wódz, który będzie pasterzem Izraela, ludu mego". Upłynęło rzeczywiście siedemdziesiąt tygodni do czasu przyjścia Chrystusa, wodza, jak przepowiedział Daniel. Przyszedł ten, który według Joba pokonał potwora morskiego, który swoim prawdziwym uczniom dał moc deptać po wężach i skorpionach i po całej potędze nieprzyjacielskiej, bez żadnej dla nich szkody.
    Jeśli zważymy, iż apostołowie posłani przez Jezusa dla głoszenia Ewangelii przeszli cały świat, zobaczymy, że ich odwaga przekraczała siły ludzkie, a polecenie było boskie. Gdy też zastanowimy się, w jaki sposób ludzie słuchający nowych nauk i obcej mowy przyjmowali apostołów - gdy chcieli ich prześladować, ulegali jakiejś mocy Bożej, która nad nimi Czuwała - nie podamy w wątpliwość cudów, jakie czynili Apostołowie, ponieważ Bóg potwierdzał ich świadectwo znakami, cudami i różnorodnym działaniem swej mocy.

6. Gdy w skróconej formie dowodzimy boskości Jezusa i przytaczamy odnoszące się do Niego słowa przepowiedni, wykazujemy tym samym, że Pisma, które zawierają te przepowiednie, są natchnione przez Boga, że księgi, które zapowiadają Jego przyjście i podają Jego naukę, zostały napisane z pełnią mocy i godności, i dzięki temu doprowadziły do wybrania pogan. Należy natomiast podkreślić, że dopiero gdy przyszedł Jezus, proroctwa okazały swój boski, a Prawo Mojżeszowe - duchowy charakter. Podanie wyraźnych przykładów na to, że Pisma Starego Testamentu są natchnione, byłoby zupełnie niemożliwe przed przyjściem Chrystusa; to przyjście Jezusa ukazało jasno, że Prawo i Proroctwa, których natchniony charakter można było dotychczas podawać w wątpliwość, zostały spisane z udziałem łaski niebieskiej.
    Kto wnikliwie i uważnie czyta słowa Proroków, już z samej lektury odniesie wrażenie, iż są one natchnione, a dzięki temu wrażeniu nabierze pewności, że Pisma, w których boskie pochodzenie wierzymy, nie są dziełem ludzkim. Światło Prawa Mojżeszowego ukryte "pod zasłoną" zabłysło wraz z przyjściem Jezusa: "zasłona została zdjęta"! powoli stawały się nam znane dobra, których cieniem była litera.

7. Warto byłoby teraz wyliczyć najdawniejsze proroctwa, odnoszące się do każdego z przyszłych dóbr, aby ten, kto ma wątpliwości, przekonawszy się o boskim charakterze tych Pism, odrzucił wszelkie wahania i niepewność i całą duszą poświęcił się słowom Bożym.
    Jeżeli zaś myśl, przewyższająca pojęcie ludzkie, nie w każdym tekście Pisma wyraźnie odsłania się oczom nieuczonego czytelnika, nie ma w tym nic dziwnego; podobnie jest z dziełami Opatrzności, obejmującej cały świat: w jednych widać jasno, w czym są dziełami Opatrzności, a inne są tak ukryte, że pozornie dają powód do wątpliwości, czy Bóg swoją sztuką niewypowiedzianą i mocą naprawdę kieruje światem. Wyjaśnienie sposobu, w jaki Bóg opiekuje się tym, co na ziemi, nie jest takie proste jak wyjaśnienie sposobu sprawowania opatrzności nad Słońcem, Księżycem i gwiazdami; nie jest też tak łatwo wyjaśnić sprawy dotyczące ludzkich przypadków, jak sprawy dusz i ciał zwierząt, bo cel i przyczynę w ich zachowaniu odnajdujemy badając ich instynkty, zdolność do przedstawień zmysłowych, naturę i budowę ciała. (...)

Księga IV, Rozdział II [Filokalia I, 8.16]

8. Skoro pokrótce udowodniliśmy, że Pisma święte są natchnione przez Boga, trzeba nam zająć się sprawą ich czytania oraz ich rozumienia: bo najwięcej błędów pochodzi stąd, że wielu czytelników nie znalazło metody, jaką należy stosować przy świętej lekturze.
Ci spośród obrzezanych, co mają twarde serca i rozum płytki, nie uwierzyli w naszego Zbawiciela, ponieważ sądzili, że należy trzymać się dosłownego sensu proroctw do Niego się odnoszących: na własne oczy nie widzieli, że On "opowiedział więźniom wyzwolenie", ani że zbudował to, co oni naprawdę uważali za "miasto Boga", ani że "wytracił wóz z Efraima i konia z Jeruzalem", ani że "jadł masło i miód i zanim poznał lub wybrał zło, wybrał dobro". Ponadto tak rozumieli proroctwo, że "będzie mieszkał wilk z jagnięciem, a pard z koźlęciem legać będzie; cielę i lew, i owca wspólnie mieszkać będą, a dziecię małe pędzić je będzie. Cielę i niedźwiedź będą się paść, razem legać będą dzieci ich, a lew jak wół plewy będzie jadał". Ponieważ naocznie nie ujrzeli, aby proroctwa spełniły się z przyjściem Tego, w którego myśmy uwierzyli jako w Chrystusa, nie przyjęli Pana naszego Jezusa; ukrzyżowali Go, gdyż sądzili, że niesłusznie sam się ogłosił Chrystusem.
    Heretycy znów czytając: "Ogień się zapalił z zapalczywości mojej"; "Ja jestem Bogiem zawistnym, karzącym nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia"; "Żal mi, żem uczynił Saula królem"; "Ja jestem Bogiem czyniącym pokój i stwarzającym zło"; i w innych księgach Pisma: "Nie ma w mieście nieszczęścia, którego by Pan nie uczynił"; i jeszcze to zdanie: "Zstąpiło zło od Pana na bramę Jeruzalem"; oraz: "Napadł duch Boży zły Saula" - i niezliczoną ilość podobnych zdań - nie mieli odwagi wyrazić wątpliwości w boskie pochodzenie Pism, lecz wierzyli, że pochodzą od Stwórcy, którego czczą Żydzi. Ale ponieważ Stwórca, ich zdaniem, jest niedoskonały i zły, sądzili, że Zbawiciel przyszedł, aby zapowiedzieć Boga doskonalszego. Twierdzą, że ten Bóg nie jest Stwórcą, lecz różnią się w poglądach na Jego temat; a skoro raz odrzucili Stwórcę, który jest jedynym Bogiem nie zrodzonym, zajęli się wymysłami i opowiadaniem sobie bajek mających im wyjaśnić powstanie rzeczy widzialnych oraz pewnych innych rzeczy, niewidzialnych, bajek, jakie podsunęła im ich wyobraźnia. Wszakże i niektórzy ludzie, całkiem prości, chlubiący się tym, że należą do Kościoła, uznali wprawdzie, iż nie ma wyższej istoty od Stwórcy (w czym postępują słusznie), lecz przypisują mu takie cechy, jakimi nie obdarzyliby nawet najokrutniejszego i najbardziej niesprawiedliwego człowieka.

9. Zdaje się, że przyczyną błędnych, bezbożnych lub niedorzecznych pojęć o Bogu u wszystkich wymienionych ludzi jest nie co innego, jak rozumienie Pisma nie w sensie duchowym, lecz przyjmowanie go jakby według czystej litery. Dlatego ci, co mają przekonanie, że święte księgi nie są Pismami ludzkimi, lecz że z natchnienia Ducha Świętego, z woli Ojca wszystkich rzeczy, za pośrednictwem Jezusa Chrystusa zostały napisane i doszły do nas, powinni przedstawić, jakie metody uważają za właściwe, trzymając się zasady niebieskiego Kościoła Jezusa Chrystusa zgodnie z tradycją Apostołów.
    Wszyscy wyznawcy naszej wiary, nawet ci najprostsi, wierzą, iż istnieją pewne tajemne plany Opatrzności ukazane poprzez Pisma, lecz na czym one polegają, ludzie mądrzy i skromni odpowiadają, że nie wiedzą. Gdyby więc ktoś zapytał ich o związek Lota z córkami, o dwie żony Abrahama, o dwie siostry, które poślubił Jakub, i o dwie niewolnice, które zrodziły z niego dzieci, nie dadzą innej odpowiedzi, jak tylko tę, że są to tajemnice, a my ich nie rozumiemy. Podobnie, gdy czytają o budowie arki, są przekonani, że opowiadanie jest symboliczne, i zastanawiają się, do czego mogą się odnosić słowa, które o niej mówią. Ich przekonanie, że arka coś symbolizuje, nie jest mylne; gdy natomiast starają się dostosować ukryty sens, którego symbolem jest arka, do jakiejś określonej rzeczy w sposób godny Pisma, zdarza się, że nie mogą tego uczynić. Każde opowiadanie mające pozornie za treść małżeństwo, rodzenie dzieci, wojny i wszystko inne, co ogół przyjmie za zdarzenia prawdziwe, oni przedstawiają jako figury. Na pytanie, czego są figurami, nie w każdym wypadku można dać całkowite wyjaśnienie, przyczyną jest niedostateczna wprawa lub pochopność sądu, albo to, że niezmiernie trudno jest człowiekowi odkryć istotny stan rzeczy, nawet jeśli ktoś wykazuje wprawę i rozwagę.

10. Czyż trzeba mówić o proroctwach? Jak wszyscy wiemy, są one pełne zagadek i ciemnych słów. Gdy zwrócimy się do Ewangelii, ich dokładny sens, jako myśl Chrystusa, potrzebuje do zrozumienia łaski; otrzymał ją ten, który powiedział: "My właśnie znamy zamysł Chrystusa", "aby móc zrozumieć, co Bóg nam w swej łaskawości darował. A o tym też mówimy nie słowami, jakich mądrość ludzka uczy, lecz słowami, których uczy Duch". Czy można byłoby przeczytać Apokalipsę Jana nie popadłszy w zdumienie, że kryje ona niewypowiedziane tajemnice, i czy ich nie wyczuwa nawet ten, kto nie rozumie treści słów? A listy apostolskie? Kto posiadający umiejętność badania Pism mógłby je uznać za jasne i łatwo zrozumiałe, skoro i w nich bogactwo wielkich myśli w niezliczonych fragmentach dostrzegamy tylko jak przez szparę?
    Dla tych powodów i dlatego, że tak wielu ludzi ulega złudzeniu, nie jest bezpiecznie, czytając Pismo, twierdzić pochopnie, że je rozumiemy; wymaga ono "klucza poznania", który, jak mówi Zbawiciel, posiadają "uczeni w Prawie". Ludzie, co nie chcą uznać, że przed przyjściem Chrystusa prawda znajdowała się w posiadaniu uczonych w Prawie, niech wyjaśnią, w jaki sposób Pan nasz, Jezus Chrystus, może mówić, że uczeni w Prawie posiadają "klucze poznania", jeśli, jak twierdzą, nie mają oni ksiąg zawierających tajemnice poznania i wszystkie inne tajemnice. Tekst brzmi tak: "Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli".

11. Odpowiednią zatem metodą czytania Pisma i rozumienia jego sensu wydaje nam się ta, którą można odkryć śledząc słowa samego Pisma. Wśród przysłów Salomona znajdujemy polecenie dotyczące spisania boskich prawd: "Zapisz je trzy razy z rozwagą i zrozumieniem (...) abyś mógł odpowiedzieć słowa prawdy temu, kto cię zapyta". Trzeba zatem w potrójny sposób wpisać do swojej duszy myśli Pism świętych: na prostego czytelnika wpłynie budująco to, co jest niejako ciałem Pisma (tak nazywamy sens prosty); ten, kto zrobił pewne postępy, zostanie zbudowany jego, żeby tak powiedzieć, duszą; a "prawem duchowym", które "jest cieniem przyszłych dóbr", zostanie zbudowany doskonały - taki jak ci, o których mówi Apostoł: "Głosimy mądrość, lecz tylko dla dojrzałych. Nie jest to jednak mądrość tego świata ani książąt tego świata, przeznaczonych na zgubę. Głosimy raczej mądrość Bożą, pełną tajemnic i ukrytą, którą Bóg już przed wiekami przeznaczył na chwałę naszą". Jak bowiem człowiek składa się z ciała, duszy i ducha, w ten sam sposób zbudowane jest Pismo, które Bóg przeznaczył, aby służyło ku zbawieniu ludzi.
    Stąd nasza interpretacja urywka w lekceważonej przez niejednego księdze pt. Pasterz: Hermas otrzymuje polecenie, aby "napisał dwie księgi" i następnie "oznajmił starszym Kościoła, czego dowiedział się od Ducha". Tekst jest taki: "Napiszesz dwie księgi, jedną dasz Klemensowi, a drugą Grapte. Grapte pouczy wdowy i sieroty; Klemens wyśle księgę do miast ościennych, a ty oznajmisz o niej starszym Kościoła". Grapte, ucząca wdowy i sieroty, to czysta litera; poucza ona dusze dziecinne, niezdolne jeszcze do tego, by nadać Bogu imię Ojca, i dlatego nazwane sierotami. Naucza też kobiety, nie dlatego wdowy, że już nie żyją w nielegalnym związku małżeńskim, lecz dlatego, że jeszcze nie są godne "Oblubieńca". Klemens natomiast, ponieważ wyszedł już poza literę, posyła, jak czytamy, słowa księgi do miast leżących za granicą, to jest do dusz znajdujących się, żeby tak powiedzieć, poza sprawami ciała i poza przyziemnymi myślami. Już nie przy pomocy słowa pisanego, ale w słowach żywych sam uczeń Ducha ma przekazać zlecenie osiwiałym z mądrości starszym Kościoła.

12. Skoro pewne teksty Pisma nie mają zupełnie znaczenia cielesnego, jak to wykażemy niżej, niekiedy trzeba szukać jedynie, że tak powiem, duszy i ducha Pisma. Może dlatego powiedziane zostało, że - jak czytamy w Ewangelii według Jana - stągwie przeznaczone do obrzędowych oczyszczeń żydowskich mieszczą w sobie po dwa lub trzy wiadra, ponieważ w sposób ukryty wskazuje tu Pismo na tych, co według Apostoła są "Żydami wewnętrznymi", bo doznają oczyszczenia poprzez sens Pisma. Raz zawiera ono dwie miary (sens odnoszący się do duszy i sens dotyczący ducha), gdzie indziej trzy miary, gdyż pewne miejsca, oprócz wymienionych dwóch, wykazują także sens cielesny zdolny działać budująco. Liczba sześciu stągwi odnosi się do tych, którzy oczyszczają się w świecie stworzonym w ciągu sześciu dni - a sześć to liczba doskonała.

13. Dowodem, że z pierwszego sposobu rozumienia Pisma można odnieść korzyść - i w tym jest on pożyteczny - są rzesze ludzi, którzy uwierzyli szczerą i prostą wiarą. Przykład interpretacji odnoszącej się jakby do duszy pochodzi z pierwszego Listu do Koryntian: .Jest napisane - mówi Apostoł - «Wołu młócącemu gęby nie zawiążesz»". Następnie objaśnia to prawo i dodaje: "Czy te słowa wypowiada Bóg tylko ze względu na woły? A może raczej ze względu na nas? Owszem, ze względu na nas jest to napisane. Kto orze, ma orać w nadziei; podobnie kto młóci, ma młócić w nadziei, że otrzyma część swoją". Prawie tak samo przedstawia się większość znanych interpretacji, które są dostosowane do szerokich kręgów wierzących i są budujące dla tych, co nie mogą zrozumieć wyższych prawd.
    Duchowa natomiast interpretacja zachodzi wtedy, gdy ktoś może wykazać, jakiej rzeczywistości niebieskiej obrazowi i cieniowi służyli Żydzi według ciała i jakich przyszłych dóbr cieniem jest Prawo. W ogóle trzeba, jak nakazuje Apostoł, szukać przede wszystkim mądrości pełnej tajemnic i ukrytej, którą Bóg przed wiekami przeznaczył na chwałę sprawiedliwych, a której żaden z książąt tego świata nie pojął. Ten sam Apostoł mówi gdzie indziej, posługując się cytatami z Księgi Wyjścia i Księgi Liczb, że "wszystko, co ich spotkało, ma stanowić przykład, spisany dla naszego pouczenia, dla nas, którzy docieramy do końca wieków". Jednocześnie wskazuje, jakich prawd figurą były owe zdarzenia, mówiąc: "Pili ze skały duchowej, która im towarzyszyła; a skała ta był to Chrystus". W innym liście, nawiązując do budowy arki, posłużył się następującym świadectwem: "Staraj się (...) wykonać wszystko wedle wzoru, który został ci ukazany na górze". W Liście do Galatów jakby szydzi z tych, co sądzą, że znają Prawo, chociaż go nie rozumieją; nie rozumieją, jego zdaniem, wszyscy ci, którzy uważają, że Pisma nie zawierają alegorii: "Odpowiedzcie mi - mówi - wy, którzy chcecie poddać się Zakonowi: czy nie słyszycie, co Zakon mówi? Wszak jest tam napisane, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej niewiasty. Ten z niewolnicy był dzieckiem ciała, a ten z wolnej był dzieckiem obietnicy. W tym opowiadaniu zawarte jest jeszcze inne znaczenie. Niewiasty te wyobrażają dwa przymierza" i tak dalej. Zwróćmy uwagę na poszczególne słowa Apostoła. Powiada on: "wy, którzy chcecie poddać się Zakonowi", a nie: "wy, którzy jesteście poddani Zakonowi", i: "czy nie słyszycie, co Zakon mówi?", gdzie słowo "słyszeć" znaczy rozumieć i znać. A w Liście do Kolosan, ujmując w kilku słowach znaczenie całego prawodawstwa, nakazuje: "Niech nikt nie pozwala sobie wydawać o was sądów z powodu jedzenia i picia lub z powodu świąt, nowiu czy też szabatu. Wszystko to jest tylko cieniem tego, co przyjść miało". I jeszcze w Liście do Hebrajczyków, kiedy mówi na temat obrzezanych, pisze: "Ich służba Boża jest jedynie obrazem i cieniem rzeczywistości niebieskiej".
    Dzięki przytoczonym świadectwom ci, co raz uznali Apostoła za męża Bożego, nie powinni mieć wątpliwości co do sensu pięciu ksiąg przypisanych Mojżeszowi i powinni zechcieć poznać, czy także inne opowiedziane fakty mają sens przenośny. Niech zwrócą uwagę na to, że w Liście do Rzymian słowa: "Zostawiłem sobie siedem tysięcy mężów, którzy nie zgięli kolan przed Baalem" Paweł zaczerpnął z trzeciej Księgi Królewskiej na oznaczenie Żydów "wybranych przez łaskę", gdyż przyjście Chrystusa stało się zyskiem nie tylko dla pogan, ale też dla wielu spośród narodu wybranego.

14. Gdy rzecz tak się przedstawia, powinniśmy określić, jakie są naszym zdaniem zasady właściwego rozumienia Pism. Przede wszystkim należy wskazać na główny cel Ducha, gdy z Opatrzności Bożej, za pośrednictwem Słowa, które "było na początku u Boga", oświecał sługi prawdy, proroków i apostołów; tym celem było ukazanie niewypowiedzianych tajemnic, dotyczących ludzi (przez ludzi rozumiem tutaj dusze złączone z ciałem), aby człowiek - zdolny przyjąć tę naukę, gdy zbada teksty Pisma i wniknie w głębie ich myśli - miał udział we wszystkich prawdach woli Bożej. Ponieważ dusze nie mogą osiągnąć doskonałości, jeśli nie poznają pełnej i całej prawdy o Bogu, naczelne miejsce z konieczności zajmuje nauka o Bogu i Jego Synu Jednorodzonym: jakiej Syn jest natury; w jakim sensie jest Synem Bożym; dlaczego zstąpił aż do ciała ludzkiego i przybrał całkowicie naturę ludzką; jakie jest Jego działanie, w kim działa i kiedy działa. W słowach boskiej nauki musiała być również mowa o innych istotach rozumnych, pokrewnych ludziom, wprawdzie bardziej od nich boskich, lecz upadłych, i o przyczynach utraty przez nie szczęśliwości. Trzeba było, abyśmy się dowiedzieli o różnorodności dusz, skąd ta różnorodność się bierze, co to jest świat, dlaczego został stworzony, skąd pochodzi ogrom tak wielkiego zła na ziemi i czy istnieje ono tylko na ziemi, czy również gdzie indziej.

15. Te i podobne tematy stanowiły pierwszy cel dla Ducha, gdy oświecał dusze świętych sług prawdy. Drugi Jego cel uwzględniał tych, co nie są w stanie ponieść trudu odkrywania tak wielkich spraw, i polegał na ukryciu nauki o wymienionych wyżej zagadnieniach w słowach, które pozornie mówią o rzeczach widzialnych - o stworzeniu świata, o stworzeniu człowieka, o potomkach pierwszych rodziców aż do czasu, gdy wzrośli w dużą liczbę - a także w opowiadaniach, których treścią są czyny sprawiedliwych, jak też ich grzechy popełnione czasem przez nich jako ludzi, albo niegodne postępowanie, wyuzdanie i chciwość złych i bezbożnych. I oto najzupełniej niespodzianie spod opowieści o wojnach, zwycięzcach i zwyciężonych pewne tajemnice odsłaniają się oczom ludzi, którzy są w stanieje stamtąd wydobyć. I rzecz jeszcze bardziej niezwykła: pisane prawodawstwo przepowiada zasady prawdy, bo spisaniu wszystkiego po kolei towarzyszyła moc prawdziwie godna mądrości Bożej. W zamiarach Bożych leżało bowiem, aby nieraz także szata kryjąca prawdy duchowe - mam na myśli ciało Pisma - nie pozostała bez pożytku, lecz mogła doprowadzić wielu do poprawy na tyle, na ile zdołają pojąć.

16. Gdyby przydatność prawodawstwa uwidoczniła się wszędzie jasno i gdyby opowiadanie historyczne było ciągłe i toczyło się gładko, nie uwierzylibyśmy, że Pisma mogą zawierać inny sens niż sens prosty. Dlatego Słowo Boże sprawiło, że do Prawa i do historii zostały wprowadzone pewne jakby kamienie obrazy, przeszkody i rzeczy niemożliwe; inaczej ulegając powabowi niczym nie zakłóconej narracji pozostalibyśmy z dala od prawd, bo nie dowiedzielibyśmy się niczego, co jest godne Boga, a nie wychodząc poza literę tekstu nie poznalibyśmy żadnej sprawy boskiej.
    Trzeba wiedzieć również o tym: skoro głównym celem było snucie wątku prawd duchowych przy pomocy opisu zdarzeń i przedstawienia norm postępowania, przeto tam, gdzie Słowo znalazło wydarzenia historyczne, które mogą wyrażać tajemnice, posłużyło się ono faktami, przed wzrokiem większości czytelników skrywając ich mistyczny sens; tam natomiast, gdzie dla przedstawienia ciągłości prawd duchowych nie było potrzeba jakiegoś zdarzenia opowiedzianego ze względu na sens mistyczny, Pismo wplotło w tok opowiadania historycznego fakt nierzeczywisty, czy to nieprawdopodobny, czy to prawdopodobny, lecz taki, który nie miał miejsca. I zdarza się, że do tekstu zostało wtrąconych kilka słów, a czasem i więcej, które brane dosłownie nie odpowiadają żadnej rzeczywistości.
    Podobnie należy sądzić o prawodawstwie. Często można w nim znaleźć polecenia niewątpliwie przydatne, dostosowane do okoliczności, w jakich powstały; lecz niekiedy żaden wzgląd, przemawiający za ich użytecznością, nie jest widoczny. Czasem nawet rzeczy niemożliwe są ujęte w przepisy prawne. Jest tak dlatego, aby ludzie pilniejsi i bardziej dociekliwi oddali się wnikliwemu badaniu Pisma i nabrali mocnego przekonania, że w takich tekstach trzeba szukać sensu godnego Boga.
    Nie tylko Pisma powstałe przed przyjściem Chrystusa Duch w ten sposób przygotował; ponieważ jest to ten sam Duch, od jedynego Boga pochodzący, to samo uczynił w Ewangeliach i Pismach apostolskich; przecież i w nich opowiadanie historyczne zawiera zdarzenia, które zostały włączone do jego wątku, a które w dosłownym sensie nie miały miejsca, a prawa i przykazania nie zawsze wykazują swoje rozumowe uzasadnienie.

Księga IV, Rozdział III [Filokalia I, 17-27]

17. Czyż więc rozsądny człowiek będzie sądził, że pierwszy, drugi i trzeci dzień, wieczór i poranek był bez Słońca, Księżyca i gwiazd, a ów jakoby pierwszy dzień upłynął nawet bez nieba? Kto będzie tak naiwny, aby myśleć, że Bóg jak ogrodnik zasadził raj w Eden na Wschodzie i w nim stworzył "drzewo żywota" widzialne i dotykalne, postanawiając, że kto spróbuje jego owocu zębami swego ciała, otrzyma życie, a znów kto weźmie ten owoc, aby go jeść, pozna dobro i zło. I jeśli jest powiedziane, że Bóg przechadzał się wieczorem po raju i że Adam skrył się pod drzewem, to nikt, jak sądzę, nie będzie miał żadnych wątpliwości, że te słowa obrazowo wyrażają pewne tajemnice za pomocą opowiadania zdarzeń, które w sposób cielesny nie miały miejsca. Jasne jest też dla ludzi znających się na rzeczy, iż zdanie: "Kain oddalił się od oblicza Bożego" pobudza czytelnika do zastanowienia się, co znaczy "oblicze Boże" i co znaczy "oddalić się" od niego. Czy trzeba podawać więcej przykładów? Każdy, byle nie był zupełnie tępy, może ich zebrać tysiące: są to fakty opisane tak, jakby się zdarzyły, nie zdarzyły się one jednak w dosłownym znaczeniu opisu.
    Również Ewangelie obfitują w tego rodzaju wyrażenia; diabeł wziął Jezusa na wysoką górę, aby stamtąd ukazać królestwa całego świata oraz ich wspaniałość. Czy ktoś, kto takich urywków nie czyta pobieżnie, mógłby zgodzić się ze zdaniem ludzi, którzy sobie wyobrażają, iż oko cielesne potrzebujące wysokiego miejsca, aby móc zobaczyć rozciągającą się w dole przestrzeń, patrzyło na królestwo perskie, scytyjskie, indyjskie i partyjskie i oglądało, jakiej sławy królowie zażywają u ludzi? Uważny czytelnik może odkryć w Ewangeliach niezliczoną ilość podobnych miejsc, aby przyznać, że do opisu zdarzeń literalnie rzeczywistych zostały wplecione fakty, które nie miały miejsca.

18. Jeśli przejdziemy do prawodawstwa Mojżeszowego, zobaczymy, że liczne prawa, gdyby ich przestrzegać dosłownie, okazują się niedorzeczne, a inne - niemożliwe do wykonania. Niedorzeczny jest zakaz jedzenia sępów, bo nawet najgorszy głód nie zmusił nikogo, aby spożył tego ptaka; do ośmiodniowych dzieci odnosi się rozkaz, aby były usunięte ze swojej społeczności, jeżeli nie zostały obrzezane; jeżeli w ogóle trzeba było w tej sprawie wydać jakieś prawo i należało się trzymać jego litery, powinno ono było raczej nakazać, aby ponieśli śmierć rodzice lub wychowawcy dzieci. Tymczasem Pismo mówi: "Każdy nieobrzezany chłopiec, który nie zostanie obrzezany ósmego dnia, będzie usunięty spośród swego ludu".
    Jeśli chcecie poznać ujęte w normę prawną rzeczy niemożliwe, zwróćmy uwagę na to, że kozło-jeleń jest stworzeniem baśniowym, a jednak Mojżesz poleca, abyśmy je składali na ofiarę jako zwierzę czyste; brak wiadomości, by gryf kiedykolwiek dostał się w ręce człowieka, a tymczasem prawodawca zakazuje go jeść. Gdyby ktoś chciał ściśle trzymać się owego głośnego polecenia dotyczącego szabatu: "Każdy niech zostaje u siebie, niech nikt nie wychodzi z miejsca swego dnia siódmego", byłoby to niemożliwe w sensie dosłownym; żadna bowiem istota żywa nie może siedzieć cały dzień i nie ruszyć się z miejsca. Żydzi i wszyscy, którzy twierdzą, że Pismo nie wyraża żadnej innej myśli ponad sens dosłowny, dla pewnych kwestii nawet nie szukają wyjaśnienia, na przykład dla prawa mówiącego o kozło-jeleniu, gryfie i sępie, dla innych je wymyślają, plotą brednie i przytaczają niedorzeczne podania, jak na przykład na temat szabatu utrzymują, że "miejsce" każdego człowieka wynosi dwa tysiące łokci. Inni, a wśród nich Dosyteusz z Samarii, odrzucają takie objaśnienie i sądzą, że każdy powinien zostać do wieczora, tak jak go zastał dzień szabatu. Również niemożliwy do wykonania jest zakaz noszenia ciężaru w dniu szabatu. Na ten temat nauczyciele żydowscy wpadli w gadaninę bez końca, mówiąc, że pewne obuwie jest ciężarem, ale inne nim nie jest; że jest nim sandał z gwoździami, ale nie jest nim drugi - bez gwoździ; że jest nim to, co się nosi na jednym ramieniu, ale nie to - co na obydwu ramionach.

19. Jeślibyśmy, przechodząc do Ewangelii, poszukali tam podobnych przykładów, czyż moglibyśmy znaleźć coś bardziej niedorzecznego, jak to polecenie: "Nie pozdrawiajcie nikogo w drodze", jakie w przekonaniu ludzi prostych Zbawiciel dał apostołom? Pismo mówi o uderzeniu w prawy policzek, co jest zupełnie nieprawdopodobne, bo każdy, kto uderza, jeśli nie ma wrodzonej wady, uderza prawą ręką w lewy policzek drugiego. Nie można też zrozumieć ewangelicznego zdania, że prawe oko gorszy; jeżeli przyjmiemy, że ktoś może się zgorszyć patrząc, to dlaczego winę trzeba przypisać prawemu oku, chociaż jedno i drugie oko patrzy? Jeśliby ktoś uznał się winnym tego, że spojrzał na niewiastę, aby jej pożądać, i odpowiedzialnym za to uczynił jedynie prawe oko, czy postąpiłby słusznie, gdyby je wyłupił? Zresztą i Apostoł daje następujące prawo: "Jeśli ktoś powołany został będąc obrzezany, niech się z tym nie kryje". Po pierwsze, każdy, kto zechce, zobaczy, że Apostoł mówi to, odbiegając od tematu; czyż nie odnosimy wrażenia, że Paweł przypadkiem wtrącił te słowa, gdy dawał prawa dotyczące małżeństwa i dziewictwa? Następnie, czy można mieć za złe człowiekowi, który - o ile to możliwe - usiłuje ukryć obrzezanie, ponieważ ogół uważał je za hańbę?

20. Powiedzieliśmy to wszystko, aby wskazać, że Boża Moc obdarzyła nas Pismami świętymi w tym celu, byśmy rozumieli nie tylko to, co przedstawia sam tekst. Niekiedy są te rzeczy, przynajmniej w dosłownym rozumieniu, nie odpowiadające konkretnej rzeczywistości, lecz niedorzeczne i niemożliwe do spełnienia: niektóre z nich zostały włączone w opis zdarzeń historycznie prawdziwych i prawodawstwa pożytecznego w jego literalnym znaczeniu.
    Niech nikt nie przepuszcza, że taki sąd wypowiadamy o wszystkich tekstach i twierdzimy, że żadne opisane zdarzenie nie miało miejsca, ponieważ określone zdarzenie nie odpowiada rzeczywistości; że żadnego prawa nie można przestrzegać co do litery, ponieważ określone prawo w rozumieniu dosłownym jest niedorzeczne albo niemożliwe; lub że to, co zostało napisane o Zbawicielu, nie miało miejsca w świecie widzialnym lub że nie należy przestrzegać żadnego prawa i żadnego przykazania, jakie On głosił. Żeby ktoś tak nie myślał, trzeba stwierdzić, iż w pewnych wypadkach widać jasno, że opisany fakt jest historycznie prawdziwy: Abraham został pochowany w podwójnej pieczarze Hebronu, podobnie jak Izaak, Jakub i jedna żona każdego z nich; Sychem zostało dane Józefowi jako jego część; Jerozolima jest stolicą Judei i w niej Salomon zbudował Bogu świątynię; i wskazują na to jeszcze tysiące innych przykładów. Albowiem o wiele więcej przedstawiono w Piśmie zdarzeń historycznie prawdziwych niż włączonych do ich wątku faktów o znaczeniu czysto duchowym.
    Czy ktoś znowu mógłby zaprzeczyć, że przykazanie: "Czcij ojca twego i matkę twoją, żeby ci się dobrze działo" niezależnie od wszelkiej interpretacji jest pożyteczne i godne zachowania? Czyż apostoł Paweł nie posłużył się nim w sensie dosłownym? Czy trzeba wymieniać także i te przykazania: "Nie będziesz zabijał. Nie będziesz cudzołożył. Nie będziesz kradzieży czynił. Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa"? Podobnie w Ewangelii są zapisane przykazania, przy których nie powstaje pytanie, czy należy je zachowywać literalnie, czy też nie należy; na przykład: "A ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata..." oraz: "A ja wam powiadam: Zgoła nie przysięgajcie". Dosłownie też trzeba przestrzegać nakazu Apostoła: "Karecie tych, którzy nieład szerzą, dodawajcie odwagi małodusznym, podtrzymujcie słabych i miejcie cierpliwość ze wszystkimi", jakkolwiek dla czytelników ambitniejszych każde z tych zdań obok przykazań w sensie dosłownym może zawierać "głębie mądrości Bożej".

21. Sumienny czytelnik będzie jednak w pewnych wypadkach miał wątpliwości i bez głębszego zbadania nie będzie mógł powiedzieć, czy to, co ma pozory faktu historycznego, zdarzyło się tak, jak zostało opisane, czy nie, i czy należy, czy nie należy przestrzegać danego prawa w dosłownym jego brzmieniu. Dlatego czytelnik powinien pilnie trzymać się wskazówki Zbawiciela: "Badajcie Pisma" i starannie dociekać, gdzie sens dosłowny odpowiada konkretnej rzeczywistości, a gdzie jest on niemożliwy, oraz na podstawie podobnych słów w miarę możności wykrywać rozsiany po całym Piśmie sens tego, co brane dosłownie jest niemożliwe.
    Skoro więc - a będzie to jasne dla czytelników - powiązanie myśli jest niemożliwe według litery, powiązanie natomiast zasadnicze nie jest niemożliwe, lecz prawdziwe, należy się starać uchwycić cały sens łącząc w sposób duchowy opowiadanie o faktach według litery niemożliwych z faktami, które nie są historycznie niemożliwe, lecz prawdziwe, bo i one mają sens przenośny na równi ze zdarzeniami, które dosłownie nie miały miejsca. Jesteśmy bowiem zdania, iż całe boskie Pismo ma sens duchowy, lecz nie całe sens cielesny. W wielu miejscach widać jasno, iż sens cielesny jest niemożliwy. Dlatego czytelnik powinien podchodzić do ksiąg świętych z rozumną uwagą i z przekonaniem, że są to Pisma boskie. Taki jest, jak sądzimy, sposób ich rozumienia.

22. Pisma podają, że Bóg wybrał na ziemi naród, który nosi różne nazwy; cały ten naród nazywa się "Izraelem", a także określa się go imieniem "Jakub". Gdy za czasów Jeroboama, syna Nabata, naród został podzielony, dziesięć pokoleń pozostających pod władzą tego króla otrzymało nazwę Izrael, a dwa pozostałe i pokolenie Lewitów, którymi rządzili potomkowie Dawida, zostały nazwane Juda. Cały zaś kraj zajęty przez ten naród i podarowany mu przez Boga nazywa się Judea, a stolicą jego jest Jerozolima, stolicą, oczywiście, większej liczby miast; ich nazwy znaleźć można w wielu miejscach Pisma, wszystkie zaś razem wymienia Księga Jezusa, syna Nawego.
    Gdy ta sprawa tak się przedstawia. Apostoł, chcąc zwrócić nasz umysł ku górze, mówi w jednym miejscu: "Przypatrzcie się Izraelowi według ciała", tak jakby istniał również Izrael według ducha. Gdzie indziej Apostoł powiada: "Nie potomkowie co do ciała są dziećmi Bożymi". "Nie wszyscy, którzy pochodzą od Izraela, są Izraelitami". "Żydem nie jest ten, który jest nim tylko na zewnątrz; a obrzezaniem nie jest tylko to, co dokonuje się na ciele. Nie! Żydem jest ten, który jest nim wewnątrz; i ten jest obrzezanym, kto nim jest w sercu wedle ducha, a nie wedle litery". Jeżeli się przyjmuje wyróżnienie Żyda, "który jest nim wewnątrz", trzeba zrozumieć, że podobnie jak istnieje szczep Żydów według ciała, tak istnieje określony naród Żydów, którzy są Żydami wewnątrz, i że sposób, w jaki dusza zdobywa tego rodzaju szlachectwo, pozostaje tajemnicą. Wiele też proroctw odnosi się do Izraela i Judy i przepowiada ich przyszłe losy. Czy tak liczne, zawarte w tych proroctwach obietnice, w rozumieniu dosłownym pospolite i nie wykazujące żadnego majestatu ani godności obietnicy Bożej, nie wymagają interpretacji duchowej? A jeżeli obietnice wyrażone poprzez rzeczy materialne są obietnicami duchowymi, to również duchowi, a nie cieleśni są ci, dla których obietnice te są przeznaczone.

23. Żeby dłużej nie zatrzymywać się przy nauce o "Żydzie, który jest nim wewnątrz", i o "Izraelicie wewnętrznym" - jako że to, cośmy powiedzieli, wystarczy dla umysłów nie pozbawionych bystrości - powróćmy do tematu. Mówimy zatem, że Jakub jest ojcem dwunastu patriarchów, że ci są ojcami sędziów i że sędziowie są ojcami pozostałych Izraelitów. "Izraelici według ciała" pochodzą od sędziów, ci od patriarchów, patriarchowie od Jakuba i od wcześniejszych przodków. Czy natomiast "Izraelici duchowi" - których symbolizują Izraelici cieleśni - nie należą do krain, a krainy nie biorą początku z pokoleń, a pokolenia nie wywodzą się od jednego przodka, którego pochodzenie nie jest zwykłe, cielesne, lecz wyższe, bo narodził się z Izaaka, a Izaak z Abrahama, a wszyscy czyż nie pochodzą od Adama i czy Apostoł nie mówi o Adamie, że jest Chrystusem"? Bo każdy rodzaj istoty znajdujący się niejako poniżej Boga świata wziął początek od Chrystusa, który po Bogu i Ojcu świata jest w taki sposób ojcem każdej duszy, jak Adam jest ojcem każdego człowieka. Jeżeli także Ewa została przez Pawła porównana do Kościoła, nic przeto dziwnego, że Kain, który narodził się z Ewy, i wszyscy, którzy po nim wywodzą się od Ewy, są obrazami Kościoła, gdyż wszyscy zrodzili się z Kościoła w zasadniczym sensie tego słowa.

24. To, co powiedzieliśmy o Izraelu, o jego pokoleniach i krainach, może budzić zdziwienie, ponieważ Zbawiciel powiedział: "Zostałem posłany jedynie do zaginionych owiec domu Izraela", ale my nie rozumiemy tych słów tak, jak ubodzy w rozum ebionici - nazwę swoją otrzymali oni od ubóstwa swego umysłu: ebion po hebrajsku znaczy "ubogi" - i nie sądzimy, że Chrystus przyszedł głównie do Żydów według ciała. "Nie potomkowie co do ciała są dziećmi Bożymi". Podobną naukę zawierają słowa Apostoła o Jeruzalem: "Wolna niewiasta oznacza Jeruzalem tam w górze, matkę naszą". W innym liście mówi: "Wy natomiast przyszliście do góry Syjon, do miasta Boga żywego, do niebieskiego Jeruzalem, do niezliczonych zastępów anielskich, na uroczyste zgromadzenie pierworodnych, których imiona zapisane są w niebiosach". Jeśli zatem Izrael oznacza naród dusz i jeśli w niebie istnieje jakieś miasto Jeruzalem, wynika z tego, że stolicą dla miast Izraela jest Jeruzalem niebieskie, a także stolicą dla całej Judei (...).
    Jeśli więc słuchamy Pawła w przekonaniu, że przemawia od Boga i głosi mądrość, to trzeba zrozumieć, że wszystkie proroctwa i słowa Pisma, mówiące o Jeruzalem, odnoszą się do miasta niebieskiego i do całego obszaru, który obejmuje miasta Ziemi Świętej. Może do owych miast odsyła nas Zbawiciel, gdy daje władzę nad dziesięcioma lub pięcioma miastami tym, co wyróżnili się dobrym gospodarowaniem minami.

25. Tak więc proroctwa dotyczące Judei, Jerozolimy, Izraela, Judy i Jakuba naprowadzają nas - jeśli nie rozumiemy ich w sensie dosłownym - na pewne tajemnice; z tego można byłoby wnioskować, że podobnie proroctwa na temat Egiptu i Egipcjan, Babilonu i Babilończyków, Tyru i Tyryjczyków, Sydonu i Sydończyków lub też innych ludów nie zawierają przepowiedni jedynie o cielesnych Egipcjanach, Babilończykach, Tyryjczykach i Sydończykach, jeżeli bowiem istnieją Izraelici duchowi, istnieją też, konsekwentnie, Egipcjanie i Babilończycy duchowi. I tak słowa wypowiedziane w Księdze Ezechiela o królu Egiptu, faraonie, zupełnie nie są odpowiednie - uważny czytelnik to spostrzeże - w odniesieniu do człowieka, który rządził lub będzie rządził Egiptem. Tak samo niezrozumiałe byłoby proroctwo, skierowane przeciwko władcy Tyru, gdyby dotyczyło człowieka, który miał rządzić Tyrem. Czy można też przyjąć, że to, co w wielu miejscach Pisma, a szczególnie w Księdze Izajasza, zostało napisane o Nabuchodonozorze, mówi o nim jako o człowieku? Bo Nabuchodonozor - człowiek - ani nie "spadł z nieba", ani nie był "jaśniejący", ani nie "wznosił się rano" nad ziemię. Ani opowieści z Księgi Ezechiela o tym, że Egipt przez czterdzieści lat będzie taką pustynią, iż stopa ludzka tam nie stanie, że stoczonych w nim będzie tyle walk, iż na całym jego obszarze krew sięgnie do kolan, nikt rozumny nie powiąże z Egiptem, krajem sąsiadującym z Etiopami o skórze spalonej słońcem. (...)

27. To, jak sądzimy, zostało ukryte w opowiadaniach historycznych. Bo "z królestwem niebieskim ma się sprawa tak jak ze skarbem, który leżał ukryty w roli, a pewien człowiek znalazł go i zachował w ukryciu, potem zaś, nie posiadając się z radości, poszedł i sprzedał wszystko, co miał, i kupił ową rolę". Zastanówmy się, czy widzialna szata Pisma, jego niejako powierzchnia, jego sens prosty, nie jest rolą w całości pełną różnorodnych roślin; to natomiast, co jest w roli, nie dla wszystkich dostrzegalne, jakby zakopane pod widzialnymi roślinami, to są "ukryte skarby mądrości i wiedzy". Ustami Izajasza Duch nazywa je "ciemnymi, niewidzialnymi, tajemnymi"; aby je odnaleźć, potrzeba pomocy Bożej. Jedynie Bóg mocen jest "skruszyć" zasłaniające te skarby "wrota miedziane" i "połamać" przytwierdzone do wrót "zawory żelazne", aby odsłoniło się wszystko to, co w Księdze Rodzaju powiedziano o różnych prawdziwych pokoleniach duszy, o ich jakby potomstwie - pokolenia te znajdują się bliżej lub dalej od Izraela - a także zejście "do Egiptu siedemdziesięciu dusz", które tam miały dojść do takiej liczby "jak gwiazdy na niebie". Lecz ponieważ nie wszyscy od nich się wywodzący są "światłością świata", "bo nie wszyscy, którzy pochodzą od Izraela, są Izraelitami", z owych siedemdziesięciu powstaje potomstwo tak "liczne jak piasek na wybrzeżu morskim, którego zliczyć nie można".

[O Bogu-Ojcu, Synu i Duchu Świętym]

W poniższym wyborze "łacińskich” fragmentów O zasadach pominąłem teksty o Ojcu, Synu i Duchu Świętym, które zostały zdeformowane w przekładzie Rufina. Przytoczmy tylko słowa Orygenesa za św. Hieronimem, List 124, 2:

Syn Boży nie urodził się, lecz został stworzony.

Jak bowiem niestosowne jest twierdzenie, że Syn może oglądać Ojca, tak też niestosowna jest opinia, że Duch Święty może oglądać Syna.

Syn i Duch Święty [nie] pochodzą z substancji Ojca.

Syn, jako obraz niewidzialnego Ojca, w zestawieniu z Ojcem nie jest Prawdą; dla nas natomiast, ponieważ nie możemy bezpośrednio ogarnąć prawdy wszechmogącego Boga, wydaje się obrazem Prawdy, tak iżby można było w Synu dostrzec jak gdyby odmalowany majestat Tego, który jest większy.

[Orygenes] Boga Ojca nazywa Istotą dobrą, o doskonałej dobroci. Syn nie jest "dobry", lecz jest jak gdyby powiewem i obrazem dobroci i dlatego nie nazywa się Go po prostu "dobrym", lecz z jakimś dodatkiem, np. "dobry Pasterz" itd.

[Orygenes] twierdzi, że Duch Święty zajmuje trzecie miejsce w godności po Ojcu i Synu. Powiada, że nie wie, czy Duch Święty jest stworzony, czy niestworzony, później jednak wyraża swój pogląd stwierdzając, że oprócz Boga Ojca nic nie jest nie stworzone.

Syn jest mniejszy od Ojca, ponieważ zajmuje drugie miejsce po Nim, Duch Święty natomiast jest niższy od Syna i przebywa wśród wszystkich świętych; w tym porządku zatem potęga Ojca jest większa od potęgi Syna i Ducha Świętego, a znów potęga Syna jest większa od potęgi Ducha Świętego, i z kolei moc samego Ducha Świętego jest większa od mocy innych istot zwanych świętymi.

[Opowieść o odejściu duchów od Boga, o świecie i o powrocie]

W O zasadach znajdujemy obraz nas wszystkich, którzy jako duchy obdarzone wolną wolą zostaliśmy przed wszystkimi wiekami stworzeni, po czym wskutek znużenia odpadliśmy od Boga. Bóg jako lekarz stwarza świat, umieszcza nas w ciałach - stosownie do stopnia oddalenia - diabelskich, zwierzęcych, ludzkich lub anielskich i tak dozuje cierpienia, jakie na nas spadają, by skierować nas w końcu ku sobie. Żyjemy w kolejnych światach, w kolejnych ciałach, aż do czasu, gdy wszyscy bez wyjątku zjednoczymy się z Bogiem. Ale czy wtedy nie nastąpi kolejny upadek?

I,IV,3. (...) nad wszystkim sprawuje władzę (...) dobry Bóg i łaskawy Ojciec wszechrzeczy, a równocześnie stwórcza i dobroczynna potęga, to znaczy moc dobrego działania oraz stwarzania i opatrzności. Głupie i równocześnie bezbożne jest mniemanie, iż owe moce w jakimś czasie i do jakiegoś momentu pozostawały nieczynne. Nie wolno wszak żywić choćby najlżejszego podejrzenia, że moce te, w których stosownie uznajemy istnienie zasady Bóstwa, kiedykolwiek nie wykonywały godnych siebie uczynków i były nieruchome. Nie należy sądzić, że moce owe, które są w Bogu, a nawet są Bogiem, doznawały jakichś przeszkód z zewnątrz; nie można też wierzyć, że chociaż nic nie stało na przeszkodzie, wstydziły się one działania i spełniania tego, co było ich godne, albo że je lekceważyły. Wcale więc nie można wyobrazić sobie takiego momentu, w którym ta dobroczynna moc nie czyniła dobrze. Wynika stąd konsekwentny wniosek, że zawsze też istniały byty, którym ta moc czyniła dobrze - mianowicie jej stworzenia; a czyniąc dobrze udzielała im dobrodziejstw mocą opatrzności w porządku i wedle zasługi. Trzeba też przyjąć, że nie było takiego momentu, w którym Bóg nie był Stworzycielem, Dobroczyńcą i Opiekunem.

II.IX.1. Powróćmy teraz jednak do toku naszej rozprawy i przypatrzmy się początkowi stworzenia, o ile ludzki umysł potrafi dostrzec ów początek Bożej twórczości.
    Powinniśmy zatem uznać, iż na owym początku Bóg uczynił taką ilość stworzeń rozumnych albo umysłowych - czy jak tam należy nazwać byty, które określiliśmy powyżej jako umysły - jaka w Jego przewidywaniu mogła być wystarczająca. Z całą pewnością Bóg je stworzył po ustaleniu ich określonej liczby; wbrew przekonaniu niektórych ludzi nie należy bowiem sądzić, że stworzenia nie mają końca, bo gdzie nie ma końca, tam nie można niczego pojąć ani określić; gdyby tak było, to Bóg nie mógłby stworzeń objąć ani uporządkować. Wszak z samej istoty rzeczy to, co jest nieskończone, jest też niepojęte. A przecież zgodnie ze słowami Pisma Bóg urządził wszystko "według miary i liczby"', i dlatego liczbę słusznie będziemy odnosić do stworzeń rozumnych lub do umysłów: jest ich tyle, iloma opatrzność Boża może kierować i rządzić oraz ile może obejmować. Miarę natomiast odniesiemy konsekwentnie do materii cielesnej: musimy wierzyć, iż Bóg stworzył ją taką, jaka w Jego przekonaniu może wystarczyć do urządzenia świata. I to jest właśnie to, co, jak należy sądzić, Bóg stworzył na początku, to znaczy przed wszystkim. Uważam, że wskazują na to również nieco tajemnicze słowa Mojżesza dotyczące tego początku: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię". Jest bowiem rzeczą pewną, że nie ma tam mowy ani o sklepieniu, ani o suchym gruncie, lecz o owym niebie i ziemi, których nazwy przyjęły później niebo i ziemia, oglądane przez nas.
    2. Ponieważ owe natury rozumne, uczynione - jak powiedzieliśmy - na początku, zostały stworzone z niebytu, przez to samo, że nie istniały i zaczęły istnieć, z konieczności są zmienne i niestałe, bo istota ich substancji, jakakolwiek by ona była, nie zawierała się w nich w sposób naturalny, lecz powstała dzięki dobrodziejstwu Stworzyciela. Istnienie zatem nie jest ich wieczną własnością, lecz darem Bożym: nie było go zawsze, a wszelki dar może zostać odebrany i może przepaść. Przyczyną tego przepadnięcia będzie fakt, iż poruszenia duchów nie są kierowane należycie i rozsądnie. Stwórca bowiem zezwolił stworzonym przez siebie umysłom na dobrowolne i swobodne działanie, aby powstało w nich ich własne dobro, gdyby zachowywały je z własnej woli; jednakże lenistwo i wstręt do wysiłku w zachowaniu dobra oraz niechęć i lekceważenie wyższych wartości dały początek odchodzeniu od tego, co dobre. Odchodzenie od dobra nie jest bowiem niczym innym jak formowaniem się w złu. Z całą przecież pewnością złem jest brak dobra. Stąd też dzieje się tak, że w takiej mierze ktoś popada w zło, w jakiej mierze odszedł od dobra. A zatem każdy umysł zgodnie z własnym działaniem bardziej lub mniej lekceważący dobro był pociągany ku jego przeciwieństwu, które z pewnością jest złem. Można stąd wysnuć wniosek, iż Stwórca wszechrzeczy zastosował pewne nasiona i przyczyny różnorodności, aby stworzyć różnorodny i zmienny świat stosownie do różnorodności umysłów, czyli stworzeń rozumnych, a musimy uznać, że różnorodność tę przybrały one z tego właśnie powodu, który powyżej przedstawiliśmy. Pragnę teraz wyjaśnić, co wedle naszych pojęć jest zmienne i różnorodne.
    3. Światem nazywamy to wszystko, co jest nad niebem, w niebiosach, na ziemi i w tak zwanym podziemiu, oraz wszystkie istniejące miejsca, a ponadto istoty, które tam przebywają: tę całość więc nazywamy światem. W świecie tym, jak mówią, są pewne byty "nadniebne", to znaczy mieszkające w szczęśliwych siedzibach i obdarzone niebiańskimi, błyszczącymi ciałami; jednakże byty te bardzo różnią się między sobą: oto na przykład Apostoł stwierdził, że "inny jest blask słońca, inny księżyca i gwiazd; jedna gwiazda różni się bowiem od drugiej blaskiem". Pewne byty natomiast noszą nazwę istot "ziemskich", i one również, czyli ludzie, niemało się między sobą różnią: jedni są barbarzyńcami, drudzy Grekami, a wśród barbarzyńców jedni są okropni i dzicy, a inni nieco łagodniejsi; jedni mają doskonałe prawa, inni prawa gorsze i surowe, a jeszcze inni stosują się raczej do nieludzkich, zwierzęcych obyczajów niźli do praw; jedni od chwili urodzenia są uniżeni, pokorni i otrzymują niewolnicze wychowanie, podlegają panom, władcom lub tyranom, inni są wychowywani swobodniej i rozsądniej; jedni są zdrowi na ciele, inni chorują od maleńkości, jedni są ślepi, inni głusi i niemi - niektórzy od urodzenia, niektórzy tracą te zmysły zaraz po urodzeniu albo już w dojrzałym wieku doznają takich nieszczęść. Czyż zresztą muszę przytaczać i wyliczać ludzkie nieszczęścia, w które jedni zostali uwikłani, a drudzy są od nich wolni, jeśli każdy może sam się nad nimi zastanowić i ocenić je?
    Istnieją również pewne niewidzialne moce, którym powierzono zarządzanie tym, co jest na ziemi. A musimy wierzyć, że i one różnią się między sobą, podobnie jak ludzie. Poza tym apostoł Paweł mówi o istnieniu jakichś bytów podziemnych, a bez wątpienia i wśród nich trzeba w podobny sposób doszukiwać się czynnika różnorodności. (...)
    5. A zatem wedle naszej opinii świat jest różnorodny, a różnorodność ta jest, jak to wyłożyliśmy, dziełem Boga. Boga zaś nazywamy dobrym, prawym i w najwyższym stopniu sprawiedliwym. Odnosząc się do tych stwierdzeń bardzo liczni heretycy, przede wszystkim ci, którzy pochodzą ze szkoły Marcjona, Walentyna i Bazylidesa i głoszą istnienie różnic między duszami, stawiają nam zwykle takie zarzuty: Jak można pogodzić ze sprawiedliwością Boga-Stwórcy świata fakt, że jednym bytom udziela On mieszkania w niebie i nie tylko lepszej siedziby, ale nawet przyznaje im wyższą i znakomitszą rangę, jednym nadaje godność Zwierzchności, innym godność Władzy, innym godność Panowania, innym najwyższe trony niebieskich trybunałów, a jeszcze inne błyszczą niczym złoto i świecą gwiaździstym blaskiem (...)? Jednym zdaniem, całe ich wątpliwości można zawrzeć w pytaniu: Jeśli Bóg pragnie stworzyć najwyższe i dobre dzieło i jeśli nie brakuje Mu do tego możliwości, to jakiż mógł być powód, że tworząc istoty rozumne, czyli byty, dla których sam stanowił przyczynę sprawczą, jedne z nich uczynił wyższymi, a inne postawił na drugim czy trzecim miejscu, czy też stworzył je na wielu innych, niższych i gorszych stopniach?
    Wysuwają dalej zarzut odnośnie do istot ziemskich, że mianowicie jedne z nich otrzymują szczęśliwy los wynikający z faktu urodzenia, że na przykład ktoś jeden rodzi się jako syn Abrahama i jest dzieckiem obietnicy, a kto inny jest synem Izaaka i Rebeki, i "będąc jeszcze w łonie matki depcze swojego brata", a zanim się jeszcze urodził, już podobno był umiłowany przez Boga; i jeszcze to wysuwają, iż jeden człowiek przychodzi na ten świat wśród Hebrajczyków, gdzie może poznać Prawo Boże, inny wśród Greków - ludzi mądrych i dysponujących niemałą wiedzą, ale ktoś inny rodzi się wśród ludożerczych Etiopów, a jeszcze inni ludzie pomiędzy Scytami, u których ojcobójstwo jest jakby prawem uświęcone, albo pomiędzy Taurami, którzy zabijają cudzoziemców.
    Pytają więc nas: Jeśli tak wielka jest różnorodność rzeczy i tak różnoraki i niejednakowy stan wynikający z urodzenia, iż nie ma w tym względzie miejsca na wolną wolę, bo przecież nikt nie może wybrać, gdzie się ma urodzić, wśród jakiego narodu i w jakim stanie, jeśli więc, powiadają, nie powoduje tego naturalna różnica pomiędzy duszami, iż mianowicie dusza dobra kierowana jest do dobrego narodu, a zła do złego, to cóż nam pozostaje poza tym, byśmy uznali, iż wszystko to dzieje się wskutek zupełnego przypadku? Jeśli wszakże zgodzimy się z tym, to już nie możemy wierzyć, że świat został stworzony przez Boga ani że kieruje nim Jego opatrzność, i w konsekwencji nie możemy oczekiwać sądu Bożego nad uczynkami poszczególnych istot.
    Co się tyczy tego problemu, to istotną prawdę o rzeczach może poznać tylko ten, kto "bada wszystko, nawet głębokości Boże".
    6. My zaś jesteśmy tylko ludźmi i żeby milczeniem nie podsycać pychy heretyków, spróbujemy odpowiedzieć na ich zarzuty w miarę naszych możliwości. Niejednokrotnie w powyższych rozważaniach w miarę swych sił i na podstawie stwierdzeń Pisma świętego dowodziliśmy, że Bóg jest dobry, sprawiedliwy i wszechmogący. On, "tworząc na początku" to, co chciał stworzyć, czyli istoty rozumne, nie miał żadnej przyczyny tworzenia poza sobą samym, to znaczy poza swoją dobrocią. Ponieważ więc sam był przyczyną sprawczą tego, co miało zostać stworzone, a nie było w Nim ani niestałości, ani zmienności, ani niemożności, a zwłaszcza żadnego powodu dla zmienności i niestałości, wszystkie stworzenia swoje uczynił równymi i podobnymi. Stworzenia owe jednak, jak to już często dowodziliśmy i jeszcze w stosownym miejscu wykażemy, zostały obdarzone wolną wolą, i właśnie wolna wola pociągnęła każdą poszczególną istotę albo do rozwoju poprzez naśladowanie Boga, albo popchnęła ku upadkowi wskutek niedbałości. I to właśnie, jak już uprzednio stwierdziliśmy, stało się przyczyną różnic pomiędzy stworzeniami rozumnymi; przyczyna ta nie wywodzi się z woli albo z wyroku Stwórcy, lecz z wolnej woli stworzeń. (...)

I,5,2. Trzeba też wiedzieć, że wszelka istota rozumna, która wykracza poza granice i postanowienia rozumu, tkwi w grzechu, niewątpliwie z powodu przekroczenia tego, co słuszne i sprawiedliwe. Wszelkie zatem stworzenie rozumne może zasługiwać zarówno na nagrodę, jak i na karę; na nagrodę - jeśli w zgodzie z rozumem, który ma w sobie, czyni postępy ku udoskonaleniu, na karę - jeśli uchyla się przed zasadą i treścią tego, co słuszne; dlatego też sprawiedliwie podlega karom i sądom. To jednak odnosi się do samego diabła oraz do tych istot, które z nim przebywają i noszą nazwę jego aniołów. Należy jednak przedstawić również ich nazwy, abyśmy wiedzieli, o jakich istotach mamy mówić.
    W wielu ustępach Pisma diabeł bywa określany jako szatan i zły duch, a napisano również o nim, że jest nieprzyjacielem Boga. Nadto pewne określone duchy nazywają się "aniołami diabła", a jeden z nich nosi imię "księcia tego wieku". Jeśli jednak chodzi o niego, to nie określono w sposób dostatecznie wyraźny, czy jest to diabeł, czy jakiś inny duch. Mówi się również o "książętach tego wieku", posiadających jakąś mądrość, która przemija. Nie sądzę jednak, aby mógł ktoś łatwo stwierdzić, czy książęta ci są tymi samymi duchami, co "Zwierzchności, przeciw którym prowadzimy walkę", czy jakimiś innymi. Wymieniane są też jakieś Zwierzchności i Władze, z którymi walczymy i "przeciw którym prowadzimy walkę"; walczymy również przeciw "władcom tego świata i rządcom tych ciemności". Paweł mówi także o "pierwiastkach duchowych zła na wyżynach niebieskich". A cóż mamy powiedzieć o "złych duchach" i o "nieczystych demonach", których wymienia Ewangelia?
    Niektóre duchy bywają określane podobnym imieniem "istot niebieskich", one jednak, jak powiedziano, "zginają albo zegna kolana na imię Jezusa"; są też "istoty ziemskie i podziemne", które po kolei wymienia Paweł".
    W miejscu, w którym rozprawiamy o istotach rozumnych, nie wypada pominąć milczeniem nas, ludzi, bo przecież i o nas samych powiedziano, że jesteśmy "stworzeniem rozumnym". Nie można pominąć również faktu, że wśród nas, ludzi, wyróżniane bywają różne stany, a zatem jest mowa o "dziale Pana", o "Jego narodzie, Jakubie, i o sznurze dziedzictwa Jego, Izraelu"; inne zaś narody określane są jako dział aniołów, albowiem "kiedy Najwyższy rozgraniczał narody i rozdzielał synów Adama, wtedy wytyczył ludom granice zgodnie z liczbą aniołów Bożych". Dlatego też rozprawiając o innych istotach rozumnych musimy zastanowić się również nad istotą ludzkiej duszy.

3. Skoro więc wymieniliśmy już tyle różnych określeń na stany i stanowiska, którym niewątpliwie odpowiadają rzeczywiste byty, to trzeba się zastanowić, czy Założyciel i Stwórca wszechrzeczy, Bóg, niektóre z nich uczynił świętymi i błogosławionymi w takim stopniu, że w ogóle nie mogą podlegać żadnej przeciwności, a inne stworzył zdolnymi do przyjmowania zarówno cnoty, jak i występku; albo inaczej - czy jedne istoty zostały stworzone tak, iż są zupełnie niepodatne na cnotę, inne wcale nie podlegają występkowi, lecz mogą wyłącznie trwać w szczęściu, a jeszcze inne są skłonne do jednego i do drugiego. Jeśli w rozważaniach naszych możemy wyjść od samego znaczenia nazw, to pomyślmy, czy "święci aniołowie" od początku swego istnienia byli święci, są i zawsze będą świętymi oraz czy nie przyjęli i nie mogli przyjąć okazji grzechu. Rozważmy dalej, czy również tak zwane święte Zwierzchności od momentu stworzenia przez Boga zaczęły pełnić władzę nad istotami, które zostały im poddane, a te z kolei zostały stworzone i ukształtowane po to, aby od kogoś zależeć i komuś podlegać. Czy również tak zwane Moce zostały stworzone po to, aby władać, czy raczej ich władanie jest wynikiem jakiejś zasługi i stanowi nagrodę za cnotę, dzięki której zostały one wyniesione do takiej potęgi i znaczenia? Czy istoty, które noszą nazwę Tronów, zasłużyły na siedzibę szczęścia i mocy już w chwili powstania ich substancji, a więc mają je wyłącznie z woli Stworzyciela? Albo czy tak zwanym Panowaniem władza nie została udzielona dzięki zasługom ich rozwoju, lecz została im dana na mocy przywileju stworzenia, a więc władza ta jest w jakimś sensie od nich nieodłączna i stanowi ich naturalną cechę?
    Jeżeli uznamy, że święci aniołowi, święte Moce, błogosławione Trony, chwalebne Potęgi i wspaniałe Panowania posiadają swą moc, godność i chwałę w sposób substancjalny, to wyniknie stąd niewątpliwy wniosek, że istoty wymienione pośród przeciwnych im stanowisk trzeba pojmować w ten sam sposób; a więc można by sądzić, że owe "Zwierzchności, przeciwko którym prowadzimy walkę", nie powzięły postanowień sprzeciwiających się wszelkiemu dobru i zwalczających je w wyniku dobrowolnego odstąpienia od dobra, lecz że postanowienia te powstały substancjalnie wraz z nimi; trzeba by to samo uznać również w odniesieniu do Potęg i Mocy i zgodzić się, że nie istnieje zło młodsze i późniejsze od ich substancji; to samo odnosiłoby się także do tak zwanych "władców i rządców ciemności świata", a więc że władanie i kierowanie ciemnościami nie spłynęło na nich z przewrotności zamierzeń, lecz jest skutkiem konieczności wynikającej z aktu stworzenia. Sama konsekwencja w rozumowaniu zmusiłaby nas, byśmy to samo myśleli o "pierwiastkach duchowych zła", o "złych duchach" i "nieczystych demonach".
    Takie pojmowanie wrogich potęg wydaje się jednak bzdurą, tak jak niewątpliwą bzdurą jest konieczność przypisywania Stworzycielowi źródeł ich zła, jeżeli usuniemy ich wolną wolę. A więc również w odniesieniu do dobrych i świętych bytów musimy wyznawać podobny pogląd, to znaczy, że nie ma w nich substancjalnego dobra, którego istnienie wykazaliśmy jedynie w Chrystusie i Duchu Świętym oraz oczywiście w Bogu Ojcu. Dowiedziono bowiem, że natura Trójcy nie ma w sobie żadnej złożoności, a więc nie może się Jej przytrafić nic z tego, o czym mówiliśmy.
    Wynika stąd, iż w każdym stworzeniu jego własne czyny i chęci stanowią powód, dla którego moce sprawujące władzę, panujące lub władające innymi, dzięki własnym zasługom, a nie dzięki przywilejowi wynikającemu z aktu stworzenia, zostały postawione ponad istotami, którymi kierują i nad którymi sprawują władzę".

II,I,2. Bóg jednakże w niewysłowionym kunszcie swojej mądrości przekształca wszystko, co w jakikolwiek sposób powstaje, i wiedzie ku określonemu pożytkowi i ku wspólnemu rozwojowi wszystkich bytów; stworzenia, które bardzo się różnią między sobą charakterem dusz, przywołuje do jednolitej harmonii w uczynkach i chęciach, tak że mimo rozbieżności swych poczynań dusze składają się na pełną doskonałość świata, a różnorodność ich zmysłów dąży do jednego celu - do doskonałości. Jedna jest bowiem potęga, która trzyma w ryzach i ogarnia cały różnorodny świat i do jednego celu wiedzie różnorakie poczynania, niewątpliwie po to, żeby niezgoda pomiędzy duchami nie doprowadziła niezmierzonego świata do rozpadu. Dlatego też, jak sądzę, Ojciec wszystkich rzeczy. Bóg, mając na celu zbawienie wszystkich swoich stworzeń tak to wszystko urządził niewysłowionym rozumem swego Słowa i Mądrości, iż wszystkie poszczególne duchy lub dusze - czy jak tam nazwiemy istoty rozumne - nie są zmuszane do działania wbrew wolnej woli i wbrew chęciom swojego umysłu; w przeciwnym wypadku można by sądzić, że zabrano im wolną wolę, a to przecież zmieniłoby jakość ich natury; różnorodne ich poczynania w sposób stosowny i korzystny zostały uzgodnione z harmonią jednolitego świata: jedne byty rozumne potrzebują pomocy, inne potrafią im tej pomocy udzielić, a jeszcze inne stają do walki i zawodów z tymi, które się rozwijają; walka potwierdza ich gorliwość, a po zwycięstwie osiągają one pełniejszy stan odzyskanej godności; stan ten powstaje na gruncie trudów poniesionych przez walczące dusze.

II,III,l. Wypada się teraz zastanowić, czy przed obecnym światem istniał inny świat, a jeśli istniał, to czy był taki sam jak ten, który jest teraz, czy raczej nieco inny i gorszy; a może wcale nie było świata, lecz istniało coś podobnego do "końca", który, jak sądzimy, nadejdzie wówczas, gdy "królowanie zostanie przekazane Bogu i Ojcu": niemniej jednak byłby to koniec innego świata, tego mianowicie, po którym zaczął się świat obecny, a stopień upadku istot rozumnych pobudził Boga do zbudowania tego, zmiennego i różnorodnego świata. Sądzę też, że trzeba przemyśleć i takie problemy: czy po zakończeniu obecnego świata przyjdzie czas leczenia i poprawiania, przykrego i bolesnego dla tych, którzy nie chcieli być posłuszni Słowu Bożemu, natomiast w stosunku do tych, którzy już w obecnym życiu poświęcili się studiowaniu spraw Bożych i oczyściwszy w pewnym stopniu swe umysły poszli dalej, zdolni już do przyjęcia mądrości Bożej, leczenie to będzie polegało na kształceniu i rozumnym wychowaniu, dzięki któremu będą oni mogli dojść do pełniejszego zrozumienia prawdy; czy zaraz potem nadejdzie koniec wszystkich rzeczy; czy dla poprawy tych, którzy tej poprawy potrzebują, powstanie ponownie inny świat, podobny do obecnego świata, albo lepszy czy dużo gorszy od niego; jaki to będzie ten kolejny świat, jak długo będzie trwał i czy w ogóle zaistnieje; czy nastąpi kiedyś taki czas, w którym nie będzie żadnego świata, oraz czy był kiedyś taki czas, w którym w ogóle świata nie było; i wreszcie - czy było albo czy będzie wiele światów oraz czy zdarzy się kiedyś tak, że jeden świat będzie podobny do drugiego i będzie z nim identyczny pod każdym względem.

II,III,4. Co się zaś tyczy tych, którzy utrzymują, iż powstające w jakimś czasie światy są do siebie zupełnie podobne i identyczne, to nie pojmuję, jakimi dowodami mogliby potwierdzić swoją opinię: bo jeśli powiadają, że jeden świat we wszystkim jest podobny do drugiego, to Adam i Ewa ponownie uczynią to, co już raz zrobili, ponownie nastąpi ten sam potop i ten sam Mojżesz powtórnie wyprowadzi z Egiptu sześćset tysięcy ludzi; również Judasz jeszcze raz zdradzi Pana, a Paweł znowu będzie pilnował szat oprawców Szczepana; i w ogóle wszystko, co zdarzyło się w tym życiu, wydarzy się ponownie". Nie sądzę, żeby można było tego dowieść, dusze bowiem działają zgodnie z wolną wolą i dźwigają swoje postępy i upadki stosownie do swobody swej woli. Żaden przecież powracający po wielu wiekach do tego samego punktu bieg po okręgach nie zmusza dusz do określonych działań i pragnień, przeciwnie - dusze kierują tokiem swych poczynań stosownie do swej wolnej woli.
    Postępują oni [nasi oponenci] zupełnie tak, jak ktoś, kto chciałby bronić następującego rozumowania: Jeśli dwukrotnie rozsypiemy na ziemię korzec ziarna, to może się zdarzyć, że po raz drugi każde ziarno upadnie dokładnie w to samo miejsce, na które upadło poprzednio, a układ poszczególnych ziaren będzie zupełnie taki sam jak przy pierwszym rozsypaniu. Zaiste, sytuacja taka nie może się wydarzyć przy niezliczonej ilości ziaren w korcu, nawet gdybyśmy nieustannie i nieprzerwanie przez wieki rozsypywali je na ziemię. Za rzecz podobnie niemożliwą uznaję, iżby świat mógł się powtórnie odrodzić w identycznym układzie i żeby ludzie mogli w owym świecie rodzić się, umierać i działać tak samo jak poprzednio; przeciwnie, różne światy mogą istnieć z ogromnymi odmianami, tak że z oczywistych powodów jeden świat może być od drugiego lepszy, gorszy albo równocześnie lepszy i gorszy pod różnymi względami. Przyznaję jednak, że nie znam liczby światów ani prawideł rządzących nimi, ale chętnie się dowiem, jeśliby ktoś zechciał mnie o tym pouczyć.

3. Stawiają nam jednak zwykle taki zarzut: Jeśli świat zaczął istnieć w czasie, to co robił Bóg przed początkiem świata? Wszak określenie Boga jako istoty bezczynnej i nieruchomej jest równocześnie bezbożnością i absurdem, podobnie zresztą jak pogląd, że kiedyś dobroć nie czyniła dobrze, a wszechmoc nie sprawowała władzy. Tak zatem atakują nas, gdy twierdzimy, że nasz świat zaczął istnieć w określonym czasie, i gdy zgodnie ze świadectwem Pisma obliczamy, jak długo istnieje.
    Nie sądzę, żeby którykolwiek heretyk mógł zgodnie z zasadami swojej nauki łatwo odpowiedzieć na tak postawione zarzuty. My natomiast udzielimy stosownej odpowiedzi z zachowaniem pobożności: stwierdzimy, że Bóg nie zaczął działać po raz pierwszy dopiero wówczas, gdy stworzył ten oto widzialny świat; wierzymy raczej, że jak po skończeniu tego świata będzie inny świat, tak też istniały inne światy, zanim nasz świat zaistniał. Obydwa stwierdzenia poprzeć możemy powagą Pisma Bożego. O tym, że po naszym świecie nastąpi inny, poucza nas Izajasz: "Sprawię, że będzie nowe niebo i nowa ziemia, która trwać będą przed obliczem moim, mówi Pan". Na to zaś, że przed naszym światem istniały inne światy, wskazuje Eklezjastes w następujących słowach: "Cóż jest, co zostało uczynione? To samo, co będzie. A cóż jest, co zostało stworzone? To samo, co znowu się stanie. A więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli kto powie: Oto coś nowego, to już to było w czasach, które istniały przed nami". Świadectwa te potwierdzają równocześnie jedno i drugie - że światy były dawniej i że będą w przyszłości. Nie można jednak sądzić, że wiele światów istnieje równocześnie, lecz że po tym świecie znowu nastąpi inny, nie musimy tutaj dokładnie tego powtarzać, bo już uprzednio o tym mówiliśmy.

III,I,14. (…) Ponieważ więc dusze są nieprzeliczone tak samo jak ich zwyczaje oraz zamiary i rozmaite działania, pragnienia i podniety, których różnorodności dusza ludzka w żaden sposób nie potrafi ogarnąć, musimy przeto zostawić jednemu Bogu sztukę, moc i umiejętność takiego działania, bo tylko On może znać odpowiednie lekarstwa i określić czas leczenia. Ten więc, który, jak powiedzieliśmy, sam jeden zna drogi poszczególnych śmiertelników, wie, jaką drogą powinien również faraona doprowadzić do takiego stanu, ażeby "rozsławić przez niego imię swoje na całej ziemi" - skarciwszy go najpierw wieloma plagami i zawiódłszy aż do utopienia w morzu. Nie można jednak mniemać, że na utopieniu skończyło się działanie opatrzności Bożej względem faraona: nie wolno nam sądzić, że utonąwszy zginął on od razu substancjalnie. Albowiem, jak mówi Pismo: "W ręce Boga i my, i nasze słowa, i roztropność wszelka, i umiejętność działania". (...)

III, I, 23. Co się zaś tyczy tych, którzy wprowadzają różne natury dusz i wypowiedzi Apostoła wykorzystują do poparcia swojej teorii, to trzeba im odpowiedzieć następująco: Jeśli im wiadomo, że zgodnie ze słowami Apostoła "z jednego zaczynu” powstają zarówno ci, którzy są przeznaczeni ku zaszczytowi, jak i ci, którzy są tworzeni na użytek niezaszczytny, a jednych i drugich sami nazywają naturami zbawionymi i potępionymi, to przecież nie istnieją wśród dusz różne natury, lecz jest ona jedna. A jeśli uznają, że jeden i ten sam garncarz jest bez wątpienia symbolem jednego Stworzyciela, to nie ma innego stwórcy istot, które osiągają zbawienie, a innego - tych, które giną. Niechaj się zdecydują, czy chcą myśleć o dobrym Bogu, który tworzy istoty złe i potępione, czy raczej o Bogu złym, który stwarza istoty dobre i przygotowane do zaszczytu. Koniecznie przecież muszą wybrać jedną z tych dwu możliwości. Tymczasem nasze przekonanie, że Bóg na podstawie uprzednich powodów tworzy naczynia dla zaszczytu albo dla pohańbienia, w niczym nie krępuje uznania Bożej sprawiedliwości. Istnieje wszak możliwość, że jeśli naczynie, wskutek dawniejszych powodów ulepione na tym świecie dla zaszczytu, będzie postępować niedbale - w przyszłym wieku zgodnie ze swym postępowaniem stanie się naczyniem przeznaczonym na użytek niezaszczytny; i na odwrót: jeśli ktoś z uwagi na uprzednie powody został w tym życiu ukształtowany przez Stwórcę jako naczynie niezaszczytne, ale poprawi się i oczyści ze wszystkich win i brudów, w nowym świecie może się stać "naczyniem zaszczytnym, uświęconym i pożytecznym dla Pana, przygotowanym do wszelkiego dobrego czynu".
    Ci wreszcie, których w tym wieku Bóg ukształtował, aby byli Izraelitami, ale wiedli życie niegodne wielkości swego rodu i porzucili szlachectwo swej rodziny - ci, z racji swego niedowiarstwa przemienią się w przyszłym świecie z naczyń zaszczytnych w naczynia haniebne; i przeciwnie - ci, którzy w obecnym życiu zostali zaliczeni do naczyń egipskich i idumejskich, ale przyjąwszy wiarę i sposób bycia Izraelitów będą spełniać uczynki Izraelitów - "wstąpiwszy do Kościoła Pańskiego" staną się "w objawieniu synów Bożych" naczyniami zaszczytnymi. Tym bardziej więc zgadza się z zasadą pobożności nasza wiara, że wszystkie istoty rozumne zgodnie ze swym zamierzeniem i postępowaniem nawracają się niekiedy od zła ku dobru, a niekiedy od dobra odpadają ku złu; niektóre trwają w dobru, a inne się rozwijają i wciąż wspinają ku górze, aż osiągną najwyższą godność; jeszcze inne trwają w złu, albo, jeśli zło zacznie się w nich obficie szerzyć, staczają się i toną w ostatecznej otchłani zła.
    Dlatego też musimy uznać za możliwe, iż niektórzy, ci, co zrazu zaczęli od popełniania niewielkich grzechów, popadają w tak wielkie zło i dochodzą do takiego rozwoju grzechów, że miarą niegodziwości dorównują nawet wrogim mocom; ale jeśli wskutek wielu ciężkich i przykrych kar zdołają wreszcie odzyskać rozum i spróbują powoli szukać lekarstwa na swe rany, mogą po ustąpieniu zła powrócić do dobra. Sądzimy więc, że dusza, która jak to już wiele razy powtarzaliśmy, jest nieśmiertelna i wieczna, może w ciągu nieskończonych okresów czasu, w ciągu niezmierzonych i różnorodnych wieków zstąpić ze szczytów dobra w najniższą głębię zła albo z otchłani zła powrócić na szczyt dobra.

I,VI,3. Trzeba jednak wiedzieć, iż wśród tych, którzy odpadli z owego pierwotnego stanu, a powiedzieliśmy o nim wyżej, niektórzy ulegli tak wielkiej niegodziwości i złu, że nie tylko uznano ich za niegodnych nauki i pouczenia, które przy wsparciu niebieskich potęg otrzymuje ród ludzki przebywając w ciele, lecz przeciwnie, są wrogami i nieprzyjaciółmi tych, którzy otrzymują naukę i wykształcenie.
    Dlatego też w całym życiu ludzie toczą walki i zmagania, bo przecież walczą z nami i wojują ci, którzy nieodwołalnie odpadli od lepszego stanu, a którzy zwą się "diabłem i jego aniołami", a także inne złe istoty, które Apostoł wyliczył wśród wrogich mocy.
    Pozostaje pytanie, czy niektóre istoty należące do stanów podległych władzy diabła i poddanych jego złu będą mogły kiedyś w przyszłych wiekach nawrócić się ku dobru - bo przecież mają wolną wolę - czy też trwałe i zastarzałe zło wskutek nawyku stanie się ich naturą; oceń sam, czytelniku, czy ta część nie będzie się zupełnie różnić od owej końcowej jedności i zgodności zarówno w tych światach, które są widzialne i przemijające, jak i w tych, które są niewidzialne i wieczne. Tymczasem jednak zarówno w światach widzialnych i przemijających, jak i w niewidzialnych i wiecznych wszystkie te istoty są rozmieszczone wedle stanu, wartości, stopnia i godności zasług: dzieje się tak, że jedne z nich w pierwszych wiekach, inne w następnych, a niektóre nawet w czasach ostatecznych znosząc wielkie, ciężkie oraz długotrwałe i, że się tak wyrażę, przez wiele wieków trwające kary, są odnawiane za pomocą surowych skarceń i przywracane do dawnego stanu najpierw przez anielską naukę, a potem przez potęgi wyższych stopni, a dźwigając się dzięki temu coraz wyżej docierają aż do tego, co jest niewidzialne i wieczne, oczywiście wypełniwszy uprzednio wszystkie obowiązki niebieskich mocy na określonym poziomie nauki.
    Stąd, jak mi się zdaje, sama logika wskazuje, iż każda istota rozumna przechodząc z jednego stanu w inny może przez poszczególne stopnie dotrzeć do każdego stanu i odbyć tę samą drogę w odwrotnym kierunku, gdyż każdy, wedle swej wolnej woli doznaje powodzenia lub upadku, zależnie od motywów swego działania i własnych usiłowań.

II,VI,3. Stwierdziliśmy zatem powyżej, że przez jednorodzonego Syna Bożego "zostały stworzone wszystkie byty widzialne i niewidzialne"; wedle zaś zdania Pisma świętego Syn Boży stworzył wszystko oraz "umiłował to, co stworzył". Będąc bowiem niewidzialnym "obrazem niewidzialnego Boga" w niedostrzegalny sposób zezwolił wszystkim rozumnym stworzeniom na uczestnictwo w swej istocie w takiej mierze, iż każdy może w Nim uczestniczyć o tyle, o ile okazał Mu uczucie miłości. Z uwagi jednak na wolną wolę poszczególne dusze wykazywały różnorodne usposobienia, tak że jednego ogarnęła silniejsza, a innego słabsza miłość wobec swego Stwórcy; i tylko ta dusza, o której powiedział Jezus: "Nikt nie zabiera mi duszy mojej", od pierwszego momentu stworzenia i w późniejszych czasach tak nierozerwalnie i trwale związała się z Chrystusem - Mądrością, Słowem Bożym, Prawdą i prawdziwą Światłością, że przyjęła Go całą swoją istotą i wtopiła się w Jego blask i światłość, a stała się z Nim "jednym Duchem", tak jak to Apostoł obiecał tym, którzy mieli obowiązek ją naśladować: "Ktokolwiek łączy się z Panem, jest z Nim jednym Duchem". Substancja tej duszy pośredniczy więc między Bogiem a ciałem, ponieważ bez pośredniczącego ogniwa istota Bóstwa nie mogła się z ciałem związać; dzięki temu narodził się, jak powiedzieliśmy, Bóg-Człowiek. Owa pośrednia substancja miała bowiem taką naturę, że mogła przybrać ciało; z drugiej strony dusza ta, będąc substancją rozumną, z natury swojej mogła również przyjąć do siebie Boga, w którego, jak powiedzieliśmy wyżej, wtopiła się już całkowicie jako w Słowo, Mądrość i Prawdę. Toteż słusznie nazywamy ją Chrystusem i Mądrością Bożą, ponieważ całkowicie była w Synu Bożym i całkowicie przyjęła do siebie Syna Bożego, a przy tym wespół z przybranym przez siebie ciałem była Synem Bożym i Mocą Boga. I na odwrót - Syna Bożego, "przez którego wszystko zostało stworzone", nazywamy Jezusem Chrystusem i Synem Człowieczym. Przecież mówimy także, że Syn Boży umarł, oczywiście w zakresie tej natury, która mogła przyjąć śmierć, a przy tym określamy Go jako Syna Człowieczego, który, jak zapowiedziano, "przyjdzie w chwale Boga Ojca wraz ze świętymi aniołami". (…)
    5. Twierdzenie to będzie może dla kogoś trudne do pojęcia, ponieważ z jednej strony wskazałem, że w Chrystusie tkwi dusza rozumna, a z drugiej strony często w toku mej rozprawy podkreślałem, że dusze ze swej natury są zdolne zarówno do dobra, jak do zła. Trudność tę rozwiążę następująco:
    Nie ulega wątpliwości, że dusza ta miała naturę wspólną ze wszystkimi duszami; gdyby bowiem nie była prawdziwą duszą, nie mogłaby nosić nazwy duszy. Chociaż jednak wszystkie dusze istotnie posiadają zdolność wyboru między dobrem a złem, to przecież dusza Chrystusowa tak stanowczo wybrała "umiłowanie sprawiedliwości", iż dzięki temu ogromnemu umiłowaniu związała się z nią nierozerwalnie i trwale, wskutek czego mocne postanowienie, niezmierzone uczucie i niezniszczalny żar miłości wykluczyły wszelką myśl o odwrocie i zmianie; to więc, co zależało od jej woli, wskutek długotrwałego działania afektu stało się jej naturą. Tak więc musimy wierzyć, że w Chrystusie była ludzka i rozumna dusza, ale też musimy uznać, że nie powstała w niej żadna myśl o grzechu, a nawet że nie miała ona możliwości popełnienia grzechu.

III,V,6. A jak powiedzieliśmy, że wszystkie dusze przebywające na tym świecie potrzebowały kiedyś wielu sług, władców czy pomocników, tak też w czasach ostatecznych, gdy już zagrażał światu nadchodzący koniec, a cały rodzaj ludzki staczał się ku ostatecznej zagładzie, kiedy osłabli nie tylko ci, którzy podlegali władzy, ale i ci, którym powierzono troskę władania, wówczas ród ludzki nie potrzebował już takiej opieki ani podobnych do siebie obrońców, lecz domagał się pomocy ze strony swego Stworzyciela i Twórcy, który odnowiłby zepsuty i zbeszczeszczony porządek - dla jednych porządek poddania, dla drugich porządek władzy. Stąd (...) Syn Boży, który był Słowem i Mądrością Ojca, choć przebywał u Ojca w chwale, którą miał, "zanim świat powstał", "ogołocił sam siebie, a przybierając postać sługi stał się posłuszny aż do śmierci" po to, ażeby posłuszeństwa nauczyć tych, którzy przez posłuszeństwo mogli uzyskać zbawienie, i żeby odnowić zniszczone prawa rządzenia i władania przez to, że "nieprzyjaciół położył sobie pod stopy"; a ponieważ "trzeba było, żeby panował, więc kładąc pod stopy swoje przeciwników swoich" i "niszcząc ostatniego nieprzyjaciela - śmierć", samych władców uczy, jak mają rządzić.
    A skoro, jak powiedzieliśmy, przybył, aby odnowić nie tylko porządek władania i rządzenia, ale również porządek posłuszeństwa, w sobie samym wypełnił to, co zgodnie z Jego wolą miało się wypełnić w innych; dlatego nie tylko stał się "posłuszny Ojcu aż do śmierci krzyżowej", lecz także przy końcu wieku obejmuje w sobie wszystkich, których poddaje Ojcu i którzy za Jego sprawą dochodzą do zbawienia, a z nimi i w nich sam też jest Ojcu poddany, bo "wszystko ma w Nim istnienie", "On sam jest głową" wszystkiego i również w Nim jest "pełnia" tych, którzy uzyskują zbawienie. Oto dlaczego tak o Nim mówi Apostoł: "A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkim".

II,XI,6. W wyniku tych wszystkich rozważań trzeba uznać, że niekiedy upływa niemało czasu od momentu, w którym natura spraw ziemskich ukazuje się po śmierci ludziom godnym i dobrze zasłużonym, aby dzięki poznaniu tego wszystkiego i dzięki łasce pełnej wiedzy korzystali z niewysłowionej radości. Zastanówmy się nad słowami Apostoła: "W których żyliście niegdyś według doczesnego sposobu tego świata, wedle sposobu władcy mocarstwa powietrza, to jest ducha, który działa teraz w synach buntu", oraz: "Zostaniemy porwani w powietrze na obłoki naprzeciw Chrystusowi, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem"; jeśli zgodnie z tymi słowami powietrze wypełniające przestrzeń między niebem i ziemią nie jest puste, lecz napełnione istotami ożywionymi, a nawet rozumnymi, to musimy stwierdzić, że święci przebywają tam tak długo, aż poznają w dwojaki sposób istotę układu tego, co dzieje się w powietrzu. Wyjaśnię, co mam na myśli mówiąc o dwojakim sposobie: otóż na przykład w czasie pobytu na ziemi widzieliśmy zwierzęta i drzewa, dostrzegaliśmy zarówno różnice między nimi, jak i istotne dysproporcje pomiędzy ludźmi; widząc to jednak nie rozumieliśmy ich istoty, a różnorodność tego, co widzimy, pozwoliła nam jedynie dociekać i badać, w jakim celu to wszystko zostało stworzone i uporządkowane w różnorodny sposób; jeśli jednak już na ziemi pojawiła się chęć i pragnienie tego poznania, to po śmierci będzie nam dana również pełnia poznania i zrozumienia tego problemu, jeśli sprawa ta wywodzi się z chęci; skoro więc pojmiemy całkowicie jej rację, wówczas w dwojaki sposób zrozumiemy to, co widzieliśmy na ziemi. Coś podobnego trzeba powiedzieć również o siedzibie powietrznej. Sądzę mianowicie, że wszyscy święci odchodząc z tego życia będą przebywać w określonym miejscu na ziemi, w miejscu, które Pismo święte nazywa "rajem", a będzie to jakby miejsce nauczania oraz, że się tak wyrażę, sala wykładowa i szkoła dusz; tam święci otrzymują naukę o tym wszystkim, co dzieje się na ziemi, a ponadto otrzymują jakieś wskazówki o sprawach przyszłych - podobnie jak będąc jeszcze w tym życiu otrzymali przecież częściowe wskazówki o przyszłości, chociaż były one udzielane "w zwierciadle i niejasno"; odkrywane są one wyraźniej i jaśniej świętym w stosownym miejscu i czasie. I jeśli ktoś będzie "czysty w sercu", oczyszczony w umyśle i wyćwiczony w myśli, to ten szybciej się rozwijając szybko też wzniesie się do owego miejsca w powietrzu i dotrze do królestwa niebieskiego, przechodząc, że tak powiem, przez poszczególne miejsca, które Grecy określili jako "sfery", czyli kręgi, a które Pismo Boże nazywa "niebiosami"; i najpierw ujrzy, co się tam dzieje, a potem pozna przyczyny tych działań; i tak po kolei przejdzie przez poszczególne sfery idąc za Tym, "który przeszedł przez niebiosa", za "Jezusem, Synem Bożym", który mówi: "Chcę, aby i oni byli ze mną tam, gdzie ja jestem". Zwraca on również uwagę na różnice między tymi miejscami stwierdzając: "Wiele jest mieszkań u Ojca". Sam jednak jest wszędzie i przechodzi przez wszystko: i już nie ujrzymy Go w tym ubóstwie, w którym dla nas i ze względu na nas się znalazł, to znaczy: nie będziemy Go oglądać w tym ograniczeniu, które przyjął przebywając na ziemi wśród ludzi w ludzkim ciele, zamykało Go ono - jak się sądzi - w jakimś jednym miejscu.
    7. Skoro więc, na przykład, święci dotrą do miejsc niebiańskich, wówczas dostrzegą już dokładnie istotę gwiazd i dowiedzą się, czy są one istotami ożywionymi, czy czymś innym. Zrozumieją też zasady innych dzieł Boga, które On sam im odkryje. Albowiem już jako synom ujawni im przyczyny rzeczy i moc swego stanu, pouczając ich, dlaczego określona gwiazda została umieszczona w określonym miejscu nieba i dlaczego od innej gwiazdy oddziela ją tak wielka przestrzeń; wyjaśni im na przykład, co by się stało, gdyby gwiazdy leżały bliżej siebie, a co by było, gdyby odległość między nimi była większa; pouczy ich, dlaczego wszechświat nie byłby taki, jaki jest, lecz wszystko przybrałoby jakąś inną postać, gdyby ta gwiazda była większa od tamtej. A zatem przeszedłszy przez wszystko, co się zawiera w naturze gwiazd i w sposobie istnienia ciał niebieskich, dojdą również do tego, "czego nie widać", do rzeczy, które znamy tylko z nazw, i do bytów "niewidzialnych"; apostoł Paweł pouczył nas wprawdzie, że jest ich wiele, jednakże nie potrafimy nawet w przybliżeniu wyobrazić sobie, jakie one są i jakie między nimi zachodzą różnice. Natura rozumna zatem w ten sposób stopniowo wzrasta, nie tak jednak, jak rosła w ciele albo jak dusza wzrastała w życiu, lecz rozwinięta w umyśle i inteligencji już jako doskonały rozum jest doprowadzana do doskonałej wiedzy; nie doznaje już przeszkód ze strony cielesnych zmysłów, lecz wzbogacona intelektualnym wzrostem wciąż ogląda wyraźnie i "twarzą w twarz" przyczyny rzeczy i ma doskonałość najpierw tę, dzięki której tam dotarła, a później tę, dzięki której tam przebywa; pokarmem jej są zasady, poznanie rzeczy i istota przyczyn.
    W naszym cielesnym życiu najpierw cieleśnie rośniemy, aby stać się tym, czym jesteśmy: w dzieciństwie odpowiednia ilość pożywienia udziela nam wzrostu; później, gdy nasze ciało rosnąc osiągnie już swe ostateczne rozmiary, spożywamy pokarmy, nie po to jednak, aby rosnąć, lecz po to, żeby żyć i dzięki jedzeniu zachować swe życie; podobnie też, jak sądzę, rozum, gdy dojdzie już do doskonałości, karmi się przecież i przyjmuje odpowiednie i stosowne pokarmy w takiej mierze, której nic nie powinno ani zabraknąć, ani zbywać. We wszystkich zaś umysłach za pokarm ten trzeba uznać oglądanie i rozumienie Boga; pokarm ten ma własną miarę, odpowiednią dla stworzonej natury; trzeba, żeby miary tej przestrzegali ci wszyscy, którzy zaczynają "oglądać Boga", to znaczy rozumieć Go "czystym sercem".

III,VI,5. Z tego więc powodu zostanie zniszczony, jak powiedziano, "ostatni nieprzyjaciel", który zwie się "śmierć", aby nie było smutku tam, gdzie nie ma śmierci, i przeciwności tam, gdzie nie ma nieprzyjaciela. Zagłady ostatniego nieprzyjaciela nie należy jednak pojmować w tym sensie, że zginie jego substancja stworzona przez Boga; zginie raczej nieprzyjacielska chęć i wola, która od niego samego, a nie od Boga pochodzi. Wróg więc zostanie zniszczony nie po to, aby go wcale nie było, ale po to, by nie był nieprzyjacielem i śmiercią. Dla Wszechmogącego nie ma rzeczy niemożliwych; Stwórca potrafi wszystko uleczyć. Bóg przecież stworzył wszystko, aby istniało, a to, co zostało stworzone dla istnienia, nie może przestać istnieć. Dlatego też byty stworzone mogą wprawdzie podlegać przekształceniom i zmianom oraz stosownie do swych zasług przebywać w lepszym lub gorszym stanie, jednakże to, co Bóg stworzył, by istniało i trwało, nie może doznać substancjalnej zagłady".
    Oto pospólstwo jest przekonane, że coś ginie; tymczasem istota wiary lub prawdy bynajmniej nie uznaje z tego powodu, że coś naprawdę zginęło. Głupcy i ateiści sądzą, że ciało ludzkie tak się po śmierci rozpada, iż w ich mniemaniu nic zgoła nie pozostaje z jego substancji. My natomiast, ludzie wierzący w zmartwychwstanie ciała, uznajemy, że śmierć powoduje jedynie jego przemianę, ale z całą pewnością substancja ciała trwa dalej, a wola Stwórcy w odpowiednim czasie powoła je ponownie do życia i wówczas nastąpi powtórna przemiana ciała; ciało zatem, które najpierw było ciałem ziemskim z ziemi, a potem wskutek śmierci rozpadło się i ponownie stało się prochem i ziemią (bo powiedziano: "Prochem jesteś i w proch się obrócisz"), powtórnie powstanie z ziemi i od tej chwili wedle zasług mieszkającej w nim duszy rozwijać się będzie w chwale "ciała duchowego".
    6. Musimy przeto stwierdzić, że obecna nasza substancja cielesna przybierze taką postać wówczas, gdy wszystko zostanie sprowadzone do jedności i gdy Bóg będzie "wszystkim we wszystkim". Zważmy jednak, że stanie się to nie nagle, lecz powoli i stopniowo, w ciągu wielu nieprzeliczonych wieków, gdy poszczególne istoty z wolna osiągną nawrócenie i poprawę; jedne byty wyprzedzą inne i szybciej biec będą do szczytu doskonałości, inne będą szły tuż za nimi, a jeszcze inne dotrą tam dużo później; a gdy już wiele niezliczonych szeregów stworzeń udoskonali się i z nieprzyjaciół zmieni się w poddanych Boga, wówczas przyjdzie również pora na to, by zniszczony został "ostatni nieprzyjaciel", który nosi nazwę śmierci, i by już nie był nieprzyjacielem.
    Skoro zatem wszystkie rozumne dusze powrócą do takiego stanu, wtedy natura naszego obecnego ciała zostanie doprowadzona do chwały "ciała duchowego". Widzimy oto, że nie ma różnych rodzajów istot rozumnych: takich, które ze względu na popełnione grzechy żyły w hańbie, i takich, które dzięki swym zasługom zostały powołane do szczęśliwości; wiemy natomiast, że te same istoty, które dawniej popełniały grzechy, później nawróciły się, pojednały z Bogiem i zostały ponownie wezwane do szczęśliwego bytowania. Podobne przekonanie trzeba żywić również w odniesieniu do natury cielesnej: nie ma dwóch rodzajów ciał: jednego, którego używamy teraz w niesławie, skażeniu i słabości, i innego, którym posługiwać się będziemy w nieskazitelności, mocy i chwale; przeciwnie - to samo ciało po odrzuceniu obecnych słabości ulegnie chwalebnej przemianie i stanie się "ciałem duchowym"; to, co było "naczyniem niezaszczytnym", po oczyszczeniu stanie się "naczyniem chwalebnym" i siedzibą szczęścia. Bądźmy przekonani, że z woli Stworzyciela ciało niezmiennie pozostanie już takim na zawsze: dowodzi tego wypowiedź apostoła Pawła, który stwierdza: "Mamy dom nie ręką uczyniony, wieczny w niebie".
    Albowiem wiara Kościoła nie przyjmuje opinii niektórych filozofów greckich, iż oprócz tego oto ciała, które składa się z czterech elementów, istnieje piąte ciało, zupełnie inne i różne od naszego obecnego ciała; bo przecież ani z Pisma świętego nie można wydobyć najmniejszego domysłu na ten temat, ani sama prawidłowość rzeczy nie pozwala na przyjęcie takiego przypuszczenia, zwłaszcza że święty Apostoł wyraźnie stwierdza, iż ludzie powstający z martwych nie otrzymają jakichś nowych ciał, lecz że przyjmą te same ciała, które mieli za życia, będą one tylko udoskonalone. Powiada on tak: "Zasiewa się ciało zmysłowe, powstanie ciało duchowe; zasiewa się zniszczalne - powstanie niezniszczalne, sieje się niechwalebne, powstanie chwalebne, sieje się słabe, powstanie mocne". Otóż człowiek ma pewną możliwość rozwoju: chociaż dawniej był "człowiekiem zmysłowym i nie rozumiał spraw Ducha Bożego", to przecież dzięki nauce może dojść do tego, by stać się "człowiekiem duchowym i rozsądzać wszystko, a przez nikogo nie być sądzonym"; to samo odnosi się do stanu ciała: to samo ciało, które obecnie dla posługiwania duszy zostało ustanowione ciałem zmysłowym, dzięki rozwojowi - gdy dusza zjednoczona z Bogiem stanie się już z Nim "jednym duchem" - służąc duchowi osiągnie stan i jakość ciała duchowego, zwłaszcza że - jak to już kilkakrotnie wykazywaliśmy - Stwórca w taki sposób ukształtował cielesną naturę, iż łatwo może ona osiągnąć taką jakość, jaką sama zechce i jakiej wymagać będą okoliczności.
    7. Istota rzeczy polega więc na tym, że Bóg stworzył dwie zasadnicze natury: widzialną, czyli cielesną, oraz niewidzialną, i ta jest niecielesna. Te dwie natury podlegają różnym przemianom. Natura niewidzialna i równocześnie rozumna zmienia się w skłonności i zamierzeniu, ponieważ została obdarowana wolną wolą; dlatego znajduje się czasem w istotach dobrych, a czasami w istotach złych. Natura cielesna natomiast podlega przemianie substancjalnej; stąd też Twórca wszechrzeczy, Bóg, ma w niej materiał poddany Mu we wszystkim, co chce zbudować, wytworzyć albo poprawić; może zatem przetwarzać i przekształcać cielesną naturę w dowolne postaci i kształty, stosownie do wartości poszczególnych rzeczy. Wyraźnie mówi o tym prorok: "Bóg, który tworzy wszystko i przemienia".
    8. Trzeba rozważyć jeszcze jeden problem: Czy wówczas, gdy "Bóg będzie wszystkim we wszystkim", to znaczy na końcu wszechrzeczy, cała natura cielesna zawierać się będzie w jednej postaci oraz czy cała właściwość ciała błyszczeć będzie niewysłowioną chwałą, która niewątpliwie stanowić będzie własność ciała duchowego. Jeśli bowiem właściwie rozumiemy słowa Mojżesza zapisane na początku jego Księgi: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię", w tym sensie, iżby był to początek całego stworzenia, to początek ten wypada odnieść do końca i kresu wszechrzeczy, a zatem owo niebo i owa ziemia będzie siedzibą wytchnienia świętych; tak więc najpierw wszyscy święci i cisi posiądą dziedzictwo tej ziemi, bo przecież taka jest nauka Prawa, proroków i Ewangelii. Wydaje mi się, że w ziemi tej są prawdziwe i żywe formy skrzętnego przestrzegania zasad przekazanych przez Mojżesza za pomocą cienia Prawa. Powiedziano, że "służą obrazowi i cieniowi rzeczywistości niebieskich" - ci oczywiście, którzy służyli w Prawie. Nadto i do samego Mojżesza powiedziano: "Uważaj pilnie, abyś wykonał wszystko według wzoru, jaki został ci pokazany na górze". Sądzę przeto, że jak w tej ziemi Prawo było jak gdyby wychowawcą dla tych, którzy powinni byli przejść z owej ziemi do Chrystusa, wychowani i wykształceni tym Prawem, aby po otrzymaniu Jego nauki łatwiej mogli przyjąć doskonałą naukę Chrystusa, tak samo też tamta ziemia, która przyjmuje wszystkich świętych, najpierw napełnia ich i kształtuje naukami prawdziwego i wiecznego Prawa, ażeby łatwiej zdołali przyjąć doskonałe nauki, nieba, do których nic już dodać nie można. Tam naprawdę będzie to, co zwie się "odwieczną Ewangelią" i zawsze nowym Testamentem, który się nigdy nie zestarzeje.
    9. Musimy przeto uznać, że tym sposobem na końcu świata, w momencie odnowienia wszechrzeczy dojdzie do tego, że istoty doskonalące się z wolna i wznoszące się wedle reguły i porządku dotrą najpierw do owej ziemi i do nauki w niej zawartej i tam zostaną przygotowane do doskonalszych nauk, takich, do których nic już dodać nie można. Albowiem po "opiekunach i rządcach" władzę przejmie sam Chrystus Pan, który jest Królem wszechrzeczy; oznacza to, że kiedy otrzymają już naukę świętych potęg. On sam będzie kształcił tych, którzy potrafią Go pojąć jako Mądrość; będzie królował w nich tak długo, aż podda ich również Ojcu, który Jemu wszystko poddał, to znaczy, że skoro już będą zdolni do przyjęcia Boga, Bóg będzie dla nich wszystkim we wszystkim. Wtedy więc skutkiem tego również natura cielesna osiągnie doskonały stan, do którego nic już dodać nie można.

strona główna