strona główna

JUSTYN Męczennik

DIALOG Z ŻYDEM TRYFONEM


1. Podczas rannej przechadzki w krużgankach boiska podszedł do mnie jakiś mąż w gronie towarzyszów i zagadnął:
    - Witaj, filozofie. - To powiedziawszy zawrócił wraz ze mną; podobnie uczynili jego towarzysze. Oddawszy powitanie, zapytałem go:
    - Czym ci mogę służyć? - Odrzekł:
    - Mówił mi w Argos sokratyk Koryntios, że ludzi w płaszczu filozofa nie powinno się omijać obojętnie, lecz należy raczej szukać ich towarzystwa, gdyż obu stronom wychodzi to na pożytek, chociażby tylko jedna z nich realną odniosła korzyść (...).
    - Ale kimże ty właściwie jesteś, najzacniejszy ze śmiertelników?
    - Nazywam się Tryfon, a jestem Hebrajczykiem z obrzezania; uchodząc przed obecną wojną bawię przeważnie w Grecji, w Koryncie.
    - Czy jednak ta korzyść, jakiej się spodziewasz od filozofii, dorówna tej, jaką ci daje twój Zakonodawca i twoi Prorocy?
    - Cóż za pytanie? Czyż filozofowie nie rozprawiają stale o Bogu, Jego jedności i Opatrzności? Czy głównym celem filozofii nie jest badanie rzeczy boskich?
    - Bez wątpienia, tylko niestety filozofowie przeważnie nie troszczą się nawet o to, czy istnieje jeden Bóg, czy jest ich więcej, czy opiekują się oni nami, czy o nas nie dbają - jak gdyby to nie miało nic wspólnego z naszym szczęściem. Gorzej, próbują w nas wmówić, że Bóg troszczy się wprawdzie o całość wszechświata, może jeszcze o poszczególne rodzaje i gatunki stworzeń, ale nie o każde stworzenie z osobna, gdyż w takim razie nie modlilibyśmy się do Niego we dnie i w nocy. Oczywiście wiadomo, do czego to prowadzi (...).
    - A ty sam, co o tym myślisz? Jak pojmujesz Boga? Jaka twoja filozofia?

2. - Powiem ci, co myślę. Filozofia jest czymś bardzo cennym, ma też wielkie znaczenie w oczach Boga i stanowi jedyną do Niego drogę, filozofowie zaś to ludzie prawdziwie świątobliwi. Tylko wielu z nich nie wie, na czym naprawdę polega filozofia i jaki jest jej cel; gdyby wiedzieli, nie dzieliliby się na platoników, stoików, perypatetyków, teoretyków czy pitagorejczyków. Skąd zaś wzięło się tyle rodzajów filozofów, zaraz wam wytłumaczę. Otóż pierwsi myśliciele rzeczywiście samodzielnie poszukiwali prawdy i to dało im sławę. Uczniowie ich jednak zamiast samodzielnie badać, woleli podziwiać moc ducha, powściągliwość i oryginalność myśli mistrzów, oraz powtarzać tylko swym następcom to, co słyszeli od swego nauczyciela. Tak potworzyły się rozmaite szkoły, nazywane imionami praojców odnośnych poglądów.
    Niegdyś ja sam próbowałem przyłączyć się do któregoś z takich mężów. Zacząłem od stoika, trzymałem się go nawet przez czas dłuższy, lecz ponieważ nic mi nowego nie mógł powiedzieć o Bogu, gdyż sam nic o Nim nie wiedział i twierdził, że to niepotrzebne, porzuciłem go, a zwróciłem się do perypatetyka, człowieka - jak mi się wydawało - bardzo bystrego umysłu. Znosił on mnie cierpliwie przez kilka dni, lecz wreszcie zażądał, bym określił, ile mu będę płacił za naukę, inaczej bowiem nic z niej nie skorzystam. Widząc, że to pseudofilozof, opuściłem go. Ponieważ jednak nadal gorąco pragnąłem nauczyć się filozofii, udałem się do jednego z najznakomitszych pitagorejczyków, mającego o swej mądrości wielkie wyobrażenie. Gdy mu się przedstawiłem jako kandydat na ucznia, zapytał mię: "A czy uczyłeś się już muzyki, geometrii i astronomii? Chyba nie sądzisz, że pojmiesz coś z tego, co daje szczęście, jeśli wpierw nie poznasz nauk, które duszę odrywają od zmysłów i uzdalniają do poznawania rzeczy duchowych, do oglądania dobra i piękna w samej ich istocie?" Bardzo mi tedy owe nauki zalecał, jako bezwzględnie konieczne, a gdy wyznałem, że ich nie znam, odprawił mię. Było to dla mnie przykre tym bardziej, że uważałem go za rzetelnego uczonego, ale obliczywszy, ile czasu musiałbym poświęcić owym naukom, doszedłem do wniosku, że nie mogę sobie na nie pozwolić. Bezradny postanowiłem szukać jeszcze szczęścia u platoników, którzy również wielkim się cieszyli rozgłosem. Przebywał właśnie od niedawna w mieście jeden z najlepszych znawców nauki Platona, do niego więc począłem uczęszczać i rzeczywiście znaczne czyniłem postępy, z dnia na dzień wzrastając w doskonałości. Rozmyślanie o rzeczach bezcielesnych pochłaniało mię zupełnie, a kontemplacja idei uskrzydlała mego ducha tak, że w naiwności swej wierzyłem, iż już wkrótce stanę się mędrcem i lada chwila dostąpię bezpośredniego oglądu Boga; to jest bowiem celem filozofii Platona.

3. Pod wrażeniem tej myśli zapragnąłem żyć samotnie, z dala od ludzi i w tym celu udałem się do pewnej miejscowości nadmorskiej. Byłem już niedaleko od niej, gdy zauważyłem, ze idzie za mną jakiś starzec o ujmującej powierzchowności, zdradzającej łagodność i powagę. Odwróciłem się, a przystanąwszy, przyjrzałem mu się. Wówczas zapytał mię:
    - Znasz mnie? - Odpowiedziałem, że nie.
    - Dlaczego więc - rzekł - przyglądasz mi się tak badawczo?
    - Dziwię się - odrzekłem - że spotykam cię tu właśnie, gdzie nie spodziewałem się znaleźć człowieka.
    - Niepokoję się o krewnych, którzy wybrali się w podróż, więc przyszedłem zobaczyć, czy nie powracają. Ale co ty tutaj robisz?
    - Lubię takie przechadzki, gdyż mogę sobie podczas nich spokojnie rozmyślać, to zaś miejsce specjalnie się do tego nadaje.
    - A więc przenosisz rozmyślanie nad działanie i rzeczywistość; czy jednak nie lepiej być człowiekiem czynu niż sofistą?
    - Cóż może być lepszego od uświadamiania sobie, że wszystkim rządzi myśl? Gdy na jej skrzydłach wznosimy się w górę, dochodzimy do wniosku, że właściwie całe nasze otoczenie błądzi i chociaż tyle działa, nie czyni tego, co naprawdę dobre i miłe Bogu. Toteż każdy człowiek winien uważać filozofowanie za swe najważniejsze i najszczytniejsze zajęcie, wszystkim zaś innym zajmować się dopiero na dalszym miejscu, gdyż wszystko tylko o tyle posiada wartość i godne jest uwagi, o ile wynika z filozofii (...).
    - A więc filozofia daje szczęście?
    - Tak, i tylko ona.
    - A co to jest filozofia i co to jest szczęście?
    - Filozofia to wiedza o tym, co istnieje, i poznanie prawdy, a szczęście to nagroda za owo poznanie i płynąca zeń mądrość.
    - A co nazywasz Bogiem?
    - Istotę niezmienną, która jest przyczyną wszelkiego bytu (...).
    - Czy jednak filozofowie mogą w ogóle coś pewnego wiedzieć o Bogu i coś prawdziwego o Nim twierdzić, skoro żaden z nich nigdy Boga nie widział ani nie słyszał o Nim od kogoś, kto Go oglądał?
    - Rzecz jasna, że Bóstwa nie można zobaczyć oczami, jak inne istoty żyjące, lecz można Je poznać rozumem; tak przynajmniej twierdzi Platon, a ja mu wierzę.

4. - Czyżby rozum istotnie miał tak wielką siłę, iżby potrafił poznawać bez pośrednictwa zmysłów? I czy człowiek będzie rzeczywiście oglądał kiedyś Boga mocą samego tylko światła rozumu, bez oświecenia przez Ducha Świętego?
    - Tak, Platon przypisuje taką zdolność rozumowi; twierdzi nawet, że po to właśnie otrzymaliśmy go, byśmy mogli już za pomocą samego jego światła oglądać ów Byt, który jest przyczyną wszystkiego, co poznawalne, sam zaś nie ma barwy ani kształtu, ani wymiarów, ani niczego, co widzi nasze oko, lecz przewyższa wszelkie istoty i wszelkie nazwy, a zawiera w sobie jedynie dobro i piękno. Oczywiście tylko dobre dusze mogą Go tak bezpośrednio poznawać, a to dlatego, że są Mu pokrewne i odczuwają niepohamowane pragnienie takiego poznania.
    - Jakież jednak pokrewieństwo łączy nas z Bogiem? Czy może dusza jest również czymś boskim i nieśmiertelnym? Czy może stanowi ona cząstkę owego Absolutnego Rozumu, który wszystkim włada? W takim razie każdy z nas zdolny jest własnym rozumem pojąć Boga i osiągnąć szczęście.
    - Oczywiście, że jest zdolny.
    - A czy wszystkie żywe istoty posiadają taką samą duszę, czy też inna jest dusza człowieka, a inna konia lub osła?
    - Wszystkie są jednakie.
    - Więc konie i osły też ujrzą Boga, albo nawet może Go już kiedyś oglądały?
    - Skądże; nawet nie wszyscy ludzie dostępują widzenia Boga, lecz tylko ci, którzy oczyścili się przez sprawiedliwość i inne cnoty, oraz żyją uczciwie.
    - Wobec tego nie pokrewieństwo duszy z Bogiem ani rozum uzdalniają do oglądania Boga, lecz cnota i sprawiedliwość.
    - Zostają uwięzione w ciałach zwierzęcych; na tym właśnie polega ich kara.
    - Czy wiedzą one, że przebywają w tych ciałach za swe grzechy?
    - Myślę, że nie.
    - Cóż to więc za kara, jeśli z niej nie ma pożytku; a nawet w ogóle me kara, skoro sobie jej nie uświadamiają.
    - Niewątpliwie.
    - A więc posłuchaj: dusze ani nie oglądają Boga, ani nie przechodzą w inne ciała; gdyby tak było, wiedziałyby, że cierpią karę i w przyszłości unikałyby grzechu, nawet przypadkowego. Przyznaję jednak, że poznanie istnienia Boga jest w zasadzie możliwe i że cnota i sprawiedliwość to rzeczy dobre.
    - Słusznie mówisz.

5. - Tylko że stąd płynie wniosek, iż filozofowie nic właściwie o tych sprawach nie wiedzą; nie potrafią nawet określić, czym naprawdę jest dusza.
    - Wydaje się, że istotnie nie potrafią.
    - Nie można nawet twierdzić, że dusza jest nieśmiertelna, gdyż wtedy musiałaby być również niezrodzona.
    - Zdaniem niektórych filozofów, platoników, taką jest faktycznie.
    - A czy może i cały świat uważasz za niezrodzony?
    - Są tacy, co tak twierdzą, ale nie podzielam ich zdania.
    - I słusznie (...). Jeśli zaś świat został uczyniony, zatem musiały zostać uczynione również dusze; nie mogą one posiadać bytu same przez się (...) tym samym zaś nie mogą być nieśmiertelne.
    - Oczywiście nie mogą, skoro świat został uczyniony.
    - Nie twierdzę jednak, że wszystkie one umierają; byłoby to czystym zyskiem dla ludzi złych. Dusze pobożnych żyją nadal w jakimś lepszym, dusze niesprawiedliwe w jakimś gorszym miejscu, oczekując dnia Sądu; te, które okazały się godne Boga nie umrą już więcej, inne zaś będą istnieć i cierpieć karę tak długo, jak Bóg zechce.
    - Masz zapewne na myśli twierdzenie Platona w Timajosie, że świat, choć sam przez się zniszczalny, z woli Bożej jednak nie ulegnie nigdy całkowitej zagładzie - i ten pogląd rozciągasz również na duszę (...).

6. - Nic nie obchodzi mię wasz Platon, Pitagoras i inni podobni. Że jednak mówię prawdę, możesz się łatwo sam przekonać. Dusza albo jest życiem, albo uczestniczy w życiu. Gdyby była życiem, mogłaby ożywiać inne istoty, tak jak ruch może wywołać inny ruch. Jeśli jednak żyje, mimo że nie jest życiem, widocznie uczestniczy w życiu (...). Uczestniczy zaś w nim z woli Boskiej i przestanie uczestniczyć, gdy Bóg już nie zechce jej życia; życie bowiem nie przysługuje jej z natury, tak jak Bogu. Człowiek przestaje istnieć, gdy zrywa się związek jego ciała z duszą i dusza opuszcza ciało; tak samo też dusza przestaje istnieć, gdy zrywa się jej związek z życiodajnym duchem i opuszcza ją tchnienie żywota; wówczas wraca ona tam, skąd została wzięta.

7. - Do jakiego więc jeszcze mam udać się mistrza - spytałem - skoro nawet Platon i Pitagoras nie mówią prawdy? - Odrzekł:
    - Dawnymi czasy, jeszcze przed owymi pseudofilozofami, żyli błogosławieni, sprawiedliwi i mili Bogu mężowie, którzy przemawiali z natchnienia Bożego i przepowiadali rzeczy przyszłe, jakie się teraz spełniają; zowią ich prorokami. Oni jedni prawdę poznali i ludziom ją oznajmili (...). Pisma ich istnieją po dziś dzień, ku wielkiej korzyści czytelników, gdyż mówią o początku i końcu wszechrzeczy, oraz o wszystkim, co filozof wiedzieć powinien. Choć prorocy nie starali się swej nauki uzasadniać żadnymi dowodami, tym niemniej są oni całkowicie wiarygodnymi świadkami prawdy. Rękojmię prawdziwości ich słów stanowi historia oraz to, co się obecnie dzieje. Stanowią ją również cuda, jakie zdziałali wielbiąc Boga, Stwórcę i Ojca wszechrzeczy, oraz zwiastując Syna Jego, Jezusa Chrystusa; takich czynów nie dokonują prorocy fałszywi (...). Módl się więc, by i przed tobą otwarły się bramy światłości, gdyż nikt niczego wiedzieć ani zrozumieć nie może, jeśli mu nie udzieli łaski zrozumienia Bóg i Chrystus Jego.

8. Wiele jeszcze podobnych opowiadał mi rzeczy, których w tej chwili nie sposób powtarzać; potem, wezwawszy mię, bym się do nich zastosował, odszedł i już go więcej nie widziałem. Natomiast dusza moja poczęła odtąd pałać coraz większą miłością ku owym prorokom i przyjaciołom Chrystusa. Gdym się zaś głębiej zastanowił nad słowami starca, doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ta jedynie pewna i pożyteczna filozofia. Oto jak i dlaczego stałem się filozofem (...).
    - Także ty, Tryfonie, jeśli pragniesz własnego dobra, jeśli dążysz do zbawienia i w Bogu nadzieję pokładasz, powinieneś (...) poznać Chrystusa Bożego; wówczas staniesz się doskonałym i dostąpisz szczęścia.
    Na te słowa towarzysze Tryfonowi głośnym wybuchnęli śmiechem, a nawet on sam uśmiechnął się i rzekł:
    - Na ogół zgadzam się z tobą i podziwiam twą gorliwość w sprawach Bożych. Lepiej jednak zrobiłbyś, gdybyś sobie nadal uprawiał dawną filozofię, platońską czy inną, oraz ćwiczył się w stałości, powściągliwości i umiarkowaniu, a nie dał się uwodzić kłamliwym słowom ludzi niepoważnych. Dopóki bowiem trzymałeś się tamtej filozofii i porządnie żyłeś, miałeś zawsze jeszcze nadzieję na lepszą przyszłość; teraz natomiast, gdy odwracasz się od Boga, a nadzieję swą pokładasz w człowieku, nie możesz już liczyć na zbawienie. Toteż radzę ci po przyjacielsku: każ się przede wszystkim obrzezać, a potem, zgodnie ze zwyczajem, przestrzegaj szabatu, świąt Pańskich i nowi księżyca; po prostu trzymaj się Zakonu Mojżeszowego, wówczas Bóg na pewno okaże ci miłosierdzie. Chrystus (Mesjasz) zaś, chociażby nawet rzeczywiście gdzieś się już narodził, i tak na razie nic nie znaczy, gdyż nie tylko nikt Go jeszcze nie zna i sam nie jest świadom swej misji, ale przede wszystkim nie posiada jeszcze żadnej mocy, dopóki nie przyjdzie Eliasz, nie namaści Go i nie ukaże całemu światu. Uwierzyliście w jakieś bzdury, uroiliście sobie jakiegoś Chrystusa i teraz lekkomyślnie za niego giniecie.

9. - Oby ci to zostało odpuszczone, człowiecze. Wszak ty sam nie wiesz, co mówisz, i tylko bezmyślnie powtarzasz twierdzenia swych nauczycieli, którzy zupełnie nie rozumieją Pisma, i rzucasz słowa na wiatr. Zapewniam cię, że nie jesteśmy w błędzie i będziemy wyznawali Chrystusa, chociażby nie wiedzieć jak ludzie nas lżyli i nie wiedzieć jaki tyran zmuszał nas do zaprzaństwa. Że zaś wierzymy nie w jakieś bajki lub teorie bez pokrycia, lecz w naukę głoszoną przez mężów oświeconych Duchem Bożym i obdarzonych mocą Boską, to podejmuję się wykazać ci już zaraz tutaj.
    Na te słowa towarzysze Tryfona ponownie wybuchnęli śmiechem, ordynarnie przy tym wykrzykując. Wobec tego podniosłem się i chciałem odejść, lecz on sam pochwycił mię za płaszcz, mówiąc, że mnie nie puści, dopóki nie spełnię danej obietnicy (...). Gdy więc umilkli, ciągnąłem dalej:

10. - Czy jedynie to nam zarzucacie, iż nie żyjemy według Zakonu i nie święcimy szabatu, czy też macie również zastrzeżenia natury moralnej i wierzycie, że naprawdę jadamy ludzkie mięso, pod koniec zaś uczty gasimy światło i oddajemy się pijaństwu oraz najgorszej rozpuście? A może tylko za to nas potępiacie, że trzymamy się naszej nauki, nie zaś tej, którą wy uważacie za jedynie słuszną?
    - Tak - odrzekł - to ostatnie nas gorszy. Bajek bowiem krążących między pospólstwem nie bierzemy poważnie, jako że przypisują wam rzeczy sprzeczne z naturą ludzką. Zresztą sam czytałem z zainteresowaniem przykazania waszej tak zwanej Ewangelii i wiem, że są one nawet zbyt wzniosłe, by ktoś potrafił je w całości zachować. Nie możemy jednak zrozumieć tego, że wy, którzy uważacie się za pobożnych, a nawet doskonalszych od innych ludzi, nie trzymacie się z dala od pogan, lecz przeciwnie, sami żyjecie po pogańsku, nie zachowując świąt ani szabatu, ani zwyczaju obrzezania - co więcej, że pokładacie nadzieję w jakimś ukrzyżowanym człowieku, a równocześnie spodziewacie się dobrodziejstw od Boga, mimo iż lekceważycie Jego przykazania (...). Przekonujecie nas, że znacie Boga, a jednak nie praktykujecie tego, co wszyscy ludzie bogobojni. Jeśli masz coś na swą obronę (...) powiedz, to chętnie cię posłuchamy, by następnie przejść do dalszych kwestii.

11. Odpowiedziałem mu na to:
    - Nigdy, Tryfonie, nie będzie ani nie było innego Boga oprócz tego, który stworzył i urządził świat. Nie twierdzimy też bynajmniej, jakoby inny był nasz, a inny wasz Bóg, owszem, wierzymy w tego samego Boga, który ojców waszych wywiódł z Egiptu "ręką potężną i ramieniem wyniosłym" (Pwt 5,15), oraz w tym samym co wy "Bogu Abrahama, Izaaka i Jakuba" pokładamy nadzieję, jako że nie ma ponad Nim innego Boga. Różnimy się jednak od was tym, że nadziei naszej nie opieramy, jak wy, na Zakonie Mojżeszowym. Czytałem, że kiedyś zostanie dany nowy Zakon i zawarte nowe Przymierze, znacznie doskonalsze. Otóż ten właśnie nowy Zakon obowiązuje teraz wszystkich ludzi. Zakon z góry Horeb, będący waszym tylko Zakonem, należy już do przeszłości; obecnie istnieje Zakon nowy, przeznaczony dla całej ludzkości. Każde zaś prawo wydane przeciwko innemu prawu znosi to, które dawniej istniało, i każdy testament późniejszy unieważnia testament wcześniejszy. Tym nowym Prawem, wieczystym i doskonałym, oraz nowym Testamentem, ważnym raz na zawsze, jest według nas właśnie Jezus Chrystus, po którego przyjściu nie ma już innego prawa, innego nakazu, innego przykazania. Pamiętasz przecież chyba, co przepowiedział Izajasz, mówiąc: "Posłuchaj mię ludu mój i wy królowie nakłońcie uszy swoje, bowiem Zakon wyjdzie ode mnie i sąd mój złożę na oświecenie pogan" (51,4n). (...) Jeremiasz zaś tak prorokował o nowym Zakonie: "Oto idę, mówi Pan, i zrobię testament na rzecz domu Izraelowego i domu Judy, testament nowy, nie ten, który zrobiłem na rzecz ojców waszych w dniu, gdy ich wziąłem za ręce, by ich wywieść z ziemi egipskiej" (31,31n). Skoro zatem niegdyś Bóg zapowiedział, że da nowy Testament na oświecenie pogan, a obecnie na własne oczy widzimy, jak na imię Ukrzyżowanego - Jezusa Chrystusa - ludzie odwracają się od pogańskich bożków, a zwracają się ku prawdziwemu Bogu wyznając i czcząc Go wytrwale aż do śmierci, to chyba fakt ten oraz uwidaczniająca się w nim cudowna moc wystarcza, by każdy mógł stwierdzić, że to Jezus jest nowym Zakonem i nowym Testamentem, oczekiwanym przez wszystkie narody tęskniące za zbawieniem. Co więcej, wynika z tego, że dopiero my, pojednani z Bogiem przez ukrzyżowanego Chrystusa (...) jesteśmy prawdziwym Izraelem, duchowym potomstwem Judy, Jakuba i Izaaka, a przede wszystkim potomstwem Abrahama, który za swą wiarę otrzymał od Boga jeszcze przed obrzezaniem błogosławieństwo, jako przyszły "ojciec wielu narodów". (...)

38. - Zdaje się, przyjacielu - rzekł Tryfon - iż lepiej byłoby, gdybyśmy idąc za radą naszych nauczycieli nie wdawali się z tobą w dyskusję na temat tych spraw. Wszakże ty wciąż bluźnisz, wmawiając w nas, że ten wasz ukrzyżowany istniał już w czasach Mojżesza i Aarona, że to on do nich przemawiał w słupie obłoku, a później stał się człowiekiem, umarł na krzyżu, wstąpił do nieba i kiedyś znów przyjdzie na ziemię, oraz że mu należy oddawać cześć boską. - Odpowiedziałem:
    - Słusznie głosił Logos Boży, że przed wami zakryta jest mądrość Stwórcy wszechrzeczy, Boga wszechmocnego. Toteż współczuję wam tylko i dokładam wszelkich starań, byście zrozumieli tę naszą naukę, która wydaje się wam tak paradoksalna, gdyż nie chcę za waszą niewiedzę odpowiadać kiedyś w dzień Sądu. To, co w dalszym ciągu ode mnie usłyszycie, z pewnością wyda się wam jeszcze bardziej nieprawdopodobne, ale nie przerażajcie się, lecz z odwagą wysłuchajcie mię cierpliwie, gdyż warto się nad tym wszystkim głębiej zastanowić. Nie zważajcie zaś na tradycję waszych nauczycieli, bowiem dowiedziono, że nie są oni zdolni pojąć słów Bożych wypowiedzianych za pośrednictwem Ducha proroczego, lecz wolą głosić swe własne wymysły (...).

45. Na to Tryfon:
    - Może przerywam wywody, nad którymi, jak mówisz, należy się głębiej zastanowić, ale pozwól, że wpierw zapytam cię o coś, czego koniecznie muszę się dowiedzieć.
    - Pytaj o co chcesz, a już ja sam postaram się nawiązać do przerwanej sprawy i dokończyć ją.
    - Powiedz mi, czy ci, co żyli według Zakonu Mojżeszowego, odżyją w dniu zmartwychwstania tak samo, jak Jakub, Henoch i Noe?
    - Niewątpliwie; sam to już zresztą wyraziłem implicite, gdy poprzednio przytoczyłem słowa Ezechiela (14,20). (...) Otóż Prawo Mojżeszowe nakazuje pełnić wszystko, co z natury swej jest dobre i sprawiedliwe, a tylko ponad to zawiera jeszcze specjalne przepisy dla tych, których Pismo nazywa "ludem twardego serca", to jest dla ludzi podległych niegdyś Zakonowi. Skoro więc ci ludzie pełnili wszystko, co wszędzie i zawsze jest dobre i sprawiedliwe, na pewno są oni mili Bogu i dostąpią zbawienia przez Chrystusa, na równi ze swymi praojcami: Noem, Henochem, Jakubem oraz innymi podobnymi do nich. Będą zbawieni razem z tymi, którzy wierzą, iż Chrystus to Syn Boży istniejący jeszcze "przed jutrzenką i księżycem", a następnie wcielony i zrodzony z dziewicy z rodu Dawidowego, celem zwyciężenia "niegodziwego od początku" węża-szatana oraz jego aniołów. To bowiem zwycięstwo rozgromiło również raz na zawsze śmierć tak, by nie mogła ona już dotknąć ani samego Chrystusa, gdy przyjdzie powtórnie, ani nikogo spośród wierzących w Niego i żyjących podług Jego nauki, (...).

48. Na to rzekł Tryfon:
    - Wiemy już zatem, co myślisz o tych sprawach. Wróć jednak jeszcze do wywodów, które przerwałeś, i dokończ je, gdyż uważam je za niedorzeczne i nieuzasadnione. Utrzymywałeś mianowicie, że ów Chrystus istniał od wieków jako Bóg, zanim zechciał stać się i narodzić człowiekiem, że więc nie jest to zwyczajny człowiek z ludzi pochodzący. Takie twierdzenie wydaje mi się nie tylko niepojęte, ale wręcz głupie.
    - Owszem - odpowiedziałem - zdaję sobie sprawę, że to, co mówię, może się wydawać niedorzeczne, zwłaszcza ludziom waszej narodowości, którzy nigdy nie chcieliście odpowiednio zrozumieć i wykonywać zarządzeń Boskich, lecz woleliście iść za swymi nauczycielami, co zresztą przygarnął wam już sam Bóg. Zgodzisz się jednak chyba ze mną Tryfonie, że nawet gdybym nie potrafił wykazać, iż Jezus jest Synem Stwórcy wszechświata i że istniał już jako Bóg, zanim jako człowiek zrodził się z dziewicy, to i tak nie znaczyłoby to jeszcze wcale, że nie jest On Chrystusem Bożym - Mesjaszem - na co są zresztą niezbite dowody. Cóż bowiem wynikałoby z mej niemożności wykazania Jego preegzystencji, zanim z woli Ojca zrodził się cielesnym i cierpiętliwym człowiekiem? Wynikałoby tylko to, że w tym jednym punkcie nie mam racji, natomiast nie wynikałoby bynajmniej, że nie jest On Chrystusem, przynajmniej Chrystusem w tym sensie, iż będąc z urodzenia zwyczajnym człowiekiem, ma jednak z wyboru Bożego godność mesjańską; wszak wśród ludzi z waszego narodu istnieją tacy, którzy uznają Jezusa za Chrystusa, mimo że przypisują Mu tylko ludzkie pochodzenie. Oczywiście ani ja, ani moi współwyznawcy takiego zapatrywania nie podzielamy, gdyż nasz Pan przykazywał nam wyraźnie, byśmy wierzyli nie w to, czego nauczają zwyczajni ludzie, lecz w to, co głosili błogosławieni prorocy i czego On sam nauczał.
    - A mnie się właśnie wydaje, że nawet ci, co uważają Jezusa tylko za człowieka wybranego przez Boga i namaszczonego na Mesjasza, bardziej zasługują na wiarę niż ty i twoi współwyznawcy. My bowiem wszyscy takiego wyglądamy Chrystusa, który się z ludzi narodzi i którego dopiero Eliasz namaści. Chociażby więc wasz Jezus był istotnie tym wybrańcem, to na razie i tak jest On tylko człowiekiem, niczym więcej, ponieważ Eliasz jeszcze się nie zjawił.
    - Czy jednak Logos Boży nie wyraża się przez usta proroka Zachariasza, że Eliasz przyjdzie "przed wielkim i straszliwym dniem Pańskim"?
    - Rzeczywiście, tak się wyraża.
    - Widzisz więc, jeśli zestawimy to z faktem, iż tenże sam Logos każe nam (...) uznawać podwójne przyjście Chrystusa: jedno w cierpieniu, poniżeniu i niepozornej postaci, drugie zaś w chwale i w charakterze Sędziego wszystkich ludzi, to czyż nie narzuca się wniosek, że zjawienie się Eliasza przed owym "wielkim i straszliwym dniem" należy rozumieć raczej jako jego zjawienie się dopiero przed powtórnym przyjściem Chrystusa?
    - Niewątpliwie, narzuca się.
    - I rzeczywiście tak przekazał nam w swej nauce Pan nasz, gdy mówił o nadejściu Eliasza. Toteż dla nas nie ulega wątpliwości, że zjawienie się owego proroka nastąpi dopiero przed chwalebnym zstąpieniem Pana z niebios, podobnie jak pierwsze Jego zstąpienie na ziemię poprzedziło zjawienie się Jana, ostatniego waszego proroka, w którym działał ten sam Duch, co w Eliaszu (...).

55. - Zapamiętamy sobie to twoje wyjaśnienie, a spodziewam się, że poprzesz je jeszcze innymi dowodami. Na razie jednak wróć do właściwej sprawy i wykaż nam, że istotnie Duch proroczy uznaje oprócz Stwórcy świata jeszcze jakiegoś innego Boga. Tylko nie powołuj się na słowa Pisma, iż Bóg dopuścił, by narody kłaniały się słońcu i księżycowi jako bogom (Pwt 4,19), wiadomo bowiem, że choć prorocy niejednokrotnie wyrażają się na przykład, iż "Bóg jest Bogiem bogów i Panem panów", nie rozumieją jednak przez to bogów prawdziwych (...).
    - Daleki jestem, Tryfonie, od sięgania po argumenty, które nie mają nic wspólnego z naszą kwestią, lecz tylko potępiają bałwochwalstwo. Dowody, które zamierzam przytoczyć, są tego rodzaju, że nikt im nic zarzucić nie może (...). Po prostu chcę wam przypomnieć z Ksiąg Świętych pewne ustępy, zrozumiałe przez się dla każdego bezstronnego słuchacza.

56. Tak więc błogosławiony i wierny sługa Boży Mojżesz powiada (Rdz 18,1), że na równinie Mamre, w pobliżu dębu, zjawił się Abrahamowi Bóg w towarzystwie dwóch aniołów, następnie zaś, w dalszym ciągu opowiadania podaje, że owych aniołów posłał do Sodomy - celem dokonania sądu nad miastem - również Bóg, lecz inny, ten mianowicie, który przebywa stale ponad niebiosami, który nigdy się nikomu nie ukazywał ani z nikim wprost nie rozmawiał, a którego uważamy za Stwórcę i Ojca wszechświata (...). - Powtórzywszy raz jeszcze powyższe słowa, zapytałem Tryfona:
    - Czy przyznajesz, że pod dębem w Mamre zjawił się Abrahamowi Bóg?
    - Przyznaję - odrzekł.
    - Czy tym Bogiem był jeden z owych trzech mężów, o których Duch proroczy powiada, że zjawili się Abrahamowi?
    - Nie, jestem innego zdania. Bóg objawił się Abrahamowi jeszcze przed zjawieniem się owych trzech mężów, oni zaś wszyscy trzej byli tylko aniołami, jak zresztą wyraźnie nazywa ich sam Logos. Dwóch z nich otrzymało polecenie zniszczenia Gomory, a trzeci został posłany do Sary, by jej zwiastować, że urodzi dziecko; po spełnieniu swej misji oddalił się.
    - Jeśliby tak istotnie było, to jak w takim razie wytłumaczysz, że opowiadając w dalszym ciągu o powrocie po roku tego z trzech mężów, który niegdyś w namiocie przepowiedział Sarze urodzenie syna, Logos proroczy zaznacza, że ów mąż to Bóg? (...). Na to bowiem przecież wskazują wyraźnie słowa: "Rzekł Bóg do Abrahama: Niech ci nie sprawia przykrości, co powiedziano o dziecku niewolnicy" (Rdz 21,12).
    - Przyznaję, iż wykazałeś, że byliśmy w błędzie uważając za aniołów wszystkich trzech mężów, którzy gościli w namiocie Abrahama, ale nie dowiodłeś jeszcze przez to bynajmniej, że oprócz Boga, który ukazał się Abrahamowi, a także ukazywał się pozostałym patriarchom i prorokom, istnieje inny Bóg (...).
    - Powracam więc do Pisma i będę się starał przekonać was, że ten, o którym ono powiada, iż zjawił się Abrahamowi, Jakubowi i Mojżeszowi, a którego nazywa Bogiem, jest inny aniżeli Bóg-Stwórca wszechrzeczy. Inny oczywiście co do liczby, nie zaś co do myśli, gdyż nigdy nie czynił ani nie mówił nic poza tym, co czynił i mówił Stwórca wszechrzeczy, nie mający ponad sobą innego Boga. (...)

61. (...) Otóż na początku, przed wszelkim stworzeniem, Bóg zrodził z siebie Moc Rozumną, którą Duch Święty nazywa też Chwałą Pańską, Synem, Mądrością, Aniołem, niekiedy Panem lub Słowem (logos), sama zaś owa Moc nazwała siebie "wodzem", gdy w ludzkiej postaci zjawiła się Jezusowi, synowi Nawego. Rzeczywiście przysługują jej wszystkie te nazwy, jako że pełni Ona zawsze wolę Ojca, z której się zrodziła. Czy nie stwierdzamy czegoś podobnego w nas samych? Wszak gdy wymawiamy słowo także rodzimy je z siebie, choć nie ponosimy przez to żadnego uszczerbku; rozum nasz pozostaje nadal nieuszczuplony, tak samo, jak nieuszczuplony pozostaje ogień, od którego inny ogień zapalono, mimo że ów drugi ogień jest całkowicie równy pierwszemu. O tym zaś, że w podobny sposób nastąpiło zrodzenie z Boga Mocy Rozumnej, świadczy sam Logos Boży, który właśnie jako ów drugi Bóg zrodził się z Ojca wszechrzeczy. On to będąc zarazem Mocą, Mądrością i Chwałą swego Rodziciela, przez usta Salomona mówi wyraźnie o sobie jako o Mądrości: "Pan stworzył mię jako początek dróg swoich dla dzieł swoich; przed wszelkim czasem, na początku, zanim jeszcze świat stworzył i przepaści uczynił, zanim wytrysnęły źródła wód i wzniosły się góry, położył mię jako fundament, przed wszelkim wzniesieniem stworzył mię" (Prz 8,21n).

62. To samo stwierdza Logos Boży również, gdy opowiada przez usta Mojżesza, jak Bóg-Stwórca - którego On jest objawicielem - powołując do bytu pierwszych ludzi, rzekł: "Uczyńmy człowieka na obraz i podobieństwo nasze, a niech panują nad rybami morskimi i ptactwem niebieskim, i zwierzętami, i całą ziemią" (Rdz 1,26n). Sensu tych słów nie próbujcie przekręcać, tłumacząc wzorem waszych nauczycieli, jakoby tylko do siebie mówił wówczas Bóg, podobnie jak my niekiedy zaczynając pracę mówimy do siebie: "zróbmy to" - lub też jakoby Bóg przemawiał do żywiołów, to jest ziemi czy innych rzeczy, z których, jak wiadomo, powstał człowiek. By wam wykazać, że taka interpretacja byłaby błędna, przytoczę z wymienionego opowiadania Mojżesza jeszcze dalsze zdanie, z którego wynika niezbicie, iż Bóg przemawiał wtedy do jakiejś istoty rozumnej, od siebie numerycznie różnej. "I rzekł Bóg - powiada Mojżesz - oto Adam stał się jako jeden z nas, znający dobro i zło" (Rdz 3,22). Skoro Bóg wyraził się: "jako jeden z nas", to chyba dość jasno zaznaczył, że współdziałających przy stworzeniu człowieka była pewna ilość, a więc przynajmniej dwóch. Ponieważ zaś nie ma żadnej podstawy do dopatrywania się w owych współdziałających aniołów (jak podaje jedna z waszych tak zwanych herezji, której głosiciele przypisują aniołom utworzenie ciała ludzkiego), pozostaje jedynie uznać, iż tym, z którym Ojciec rozmawiał, mógł być tylko ów zrodzony z Niego i już wówczas istniejący wraz z Nim pierworodny Jego Syn, ten sam, o którym Logos mówi również przez usta Salomonowe jako o Mądrości Bożej, zrodzonej przez Boga jeszcze przed wszelkim stworzeniem (...).

63. Na to Tryfon:
    - Przyznaję, że wiele silnych dowodów przytaczasz, przyjacielu. Powinieneś jednak również wykazać, że On zgodził się na to, by według woli Ojca narodzić się z dziewicy, zostać ukrzyżowanym i umrzeć, oraz że po tym wszystkim zmartwychwstał i wstąpił do nieba (...).

116. Muszę wam jeszcze bliżej wyjaśnić sens objawienia owego świętego Jezusa Chrystusa. Nawiążę w tym celu do przytoczonych wyżej słów Zachariasza (2,10-3,2) i wykażę wam, że jego proroctwo zostało wypowiedziane właśnie o nas, którzy wierzymy w ukrzyżowanego arcykapłana Chrystusa.
    Grzęźliśmy niegdyś w różnorodnych brudach grzechowych, ale z woli Ojca i z łaski Jezusa zrzuciliśmy z siebie wszystkie te okrywające nas brudne łachmany. Wprawdzie szatan wciąż jeszcze czyha na nas i chce nas z powrotem przyciągnąć ku sobie, ale anioł Boży, czyli Boska moc udzielona nam przez Jezusa Chrystusa, odpędza go od nas. Oczyszczeni z dawnych grzechów zostaliśmy niejako wyrwani z ognia, a chociaż szatan i jego słudzy wciąż jeszcze nadal ów ogień podsycają zsyłając na nas rozmaite utrapienia, to jednak równocześnie wciąż nadal wyrywa nas z niego Jezus, Syn Boży. Przyobiecał nam bowiem, że jeśli tylko nakazy Jego pełnić będziemy, przyodzieje nas w odpowiednie szaty, jakie nam przygotował i wprowadzi nas do wiekuistego królestwa. Otóż tak samo jak niegdyś Jezus, syn Josedeka, którego prorok nazwał kapłanem, w brudnych wprawdzie zjawił się szatach, jako że cudzoziemkę pojął był za żonę, lecz niby głownia został z ognia wyrwany to znaczy rozgrzeszony i uwolniony od ataków wroga - szatana, tak też i my, których imię Jezusowe złączyło jak gdyby w jednego wielkiego człowieka wierzącego w jednego Boga-Stwórcę świata, zrzuciliśmy z siebie mocą tegoż imienia pierworodnego Syna Bożego brudne szaty grzechów naszych, a rozżarzeni słowem Jego wezwania staliśmy się prawdziwie arcykapłańskim ludem Bożym. Że tak rzeczywiście jest, świadczy o tym najlepiej sam Bóg, gdy mówi przez usta Malachiasza (1,11), iż wśród pogan na każdym miejscu wznoszą się na Jego cześć ofiary miłe i czyste. Od nikogo bowiem przecież Bóg nie przyjmuje ofiar, tylko od swych kapłanów.

117. Tak więc wszelkie ofiary składane przez nas, chrześcijan, na każdym miejscu w imię Jezusa oraz z Jego nakazu, to jest ofiary eucharystyczne chleba i kielicha, Bóg uznał już z góry za miłe sobie, jak tego dowodzi Jego własne świadectwo. Nie przyjmuje On natomiast ofiar składanych przez was i waszych kapłanów, jak wyraźnie oświadczył przez proroka, mówiąc: "I ofiar waszych nie przyjmuję z rąk waszych, albowiem od wschodu do zachodu słońca imię moje zostało uwielbione przez pogan, a wyście je zbezcześcili" (Ml 1,10 nn).
    Tymczasem wy wciąż jeszcze nadal upieracie się i tłumaczycie owo proroctwo w tym sensie, iż Bóg wprawdzie nie przyjmuje już ofiar takich, jakie Mu składali niegdyś w Jerozolimie jej mieszkańcy, Izraelici, ale uznaje za ofiary te modlitwy, jakie obecnie wznoszą wasi ziomkowie żyjący w diasporze. Bez wątpienia, jedynymi ofiarami doskonałymi i miłymi Bogu są modlitwy i dziękczynienia wznoszone przez ludzi godnych. Lecz przecież takie właśnie ofiary składają w myśl swej tradycji chrześcijanie, gdy podczas posiłku wspominają przy pokarmie i napoju cierpienia, jakie za nich poniósł Syn. Boży. Imię Jego usiłowali wprawdzie zniesławić po całej ziemi wasi arcykapłani i nauczyciele, Bóg jednak sam zdjął z nas te brudne szaty, jakie narzuciliście na nas, wyznawców Jezusa Chrystusa. Najlepiej okaże się to, gdy kiedyś wzbudzi On z martwych wszystkich ludzi, by jednych obdarzyć nieśmiertelnością i niecierpiętliwością oraz przenieść do królestwa wiecznego, drugich zaś skazać na męki wieczne.
    Doprawdy, wy wszyscy, razem z waszymi nauczycielami, sami się oszukujecie, twierdząc, że to o członkach waszego narodu żyjących w diasporze Logos powiada, iż na każdym miejscu zanoszą czyste i miłe modlitwy i ofiary. Po pierwsze bowiem do dziś dnia lud wasz nie rozpościera się jeszcze od wschodu do zachodu, owszem są narody, w których nie uświadczysz nawet jednego Żyda, gdy tymczasem obecnie już wszędzie, czy to wśród barbarzyńców, czy wśród Greków, czy nawet wśród bezdomnych koczowników lub pasterzy mieszkających pod namiotami, znajdują się tacy, którzy przez imię ukrzyżowanego Jezusa wznoszą modły i dziękczynienia do Ojca i Stwórcy wszechrzeczy. Po wtóre, Pismo świadczy wyraźnie, że w czasie gdy Malachiasz wygłaszał swe proroctwo, diaspora wasza jeszcze w ogóle nie istniała.

118. Skończcie więc lepiej z waszym uporem i nawróćcie się, zanim nadejdzie "wielki dzień Sądu", w którym - jak powiada Pismo - będą bić się w piersi z żalem ci wszyscy wasi ziomkowie, którzy zamordowali Chrystusa (...).

strona główna