strona główna

Thomas HOBBES

ELEMENTY FILOZOFII

tłum. Czesław Znamierowski

II. O CZŁOWIEKU

Rozdział X
O MOWIE I NAUKACH

1. Definicja mowy; mowa właściwością swoistą człowieka. 2. Powstanie mowy. 3. Dodatnie i ujemne strony mowy. 4. Nauka i dowodzenie opiera się na poznaniu przyczyny. 5. Twierdzeń można dowodzić tylko w stosunku do rzeczy, których przyczyny są w naszej mocy; co do innych rzeczy można tylko dowieść, ze tak być może.

1. Mową, czyli wypowiedzią jest zestawienie słów, które zostały utworzone wolą człowieka na to, by oznaczały szereg pojęć tych rzeczy, o których myślimy. Tak więc, czym jest słowo dla idei czy pojęcia jakiejś jednej rzeczy, tym jest mowa dla toku myśli. I mowa jest, jak się zdaje, rzeczą swoistą dla człowieka. Jakkolwiek bowiem niektóre zwierzęta rozumieją, nauczone praktycznie, czego chcemy i co każemy używając słów, to przecież czynią tak nie dlatego, że słowa są słowami, lecz że są znakami; nie wiedzą one bowiem, dla oznaczenia jakiej rzeczy zostały stworzone wolą ludzi.
    Dawanie znaków głosem przez jedno zwierzę drugiemu zwierzęciu tego samego gatunku nie jest mową dlatego, że te głosy, którymi zwierzęta wyrażają nadzieję, strach, radość i tak dalej, nie wyrażają tych uczuć mocą stanowienia samych tych zwierząt, lecz mocą konieczności, pod naporem samych uczuć. Tak więc nawet u zwierząt, u których te głosy są minimalnie zróżnicowane, jedne osobniki w niebezpieczeństwie odmiennymi głosami pobudzają inne do tego, iżby uciekały, nawołują do jedzenia, pobudzają do śpiewu, wabią do miłości; ale te głosy nie są przecież mową, jako że nie są ustanowione wolą tych istot, lecz powstają pod działaniem sił przyrodzonych ze strachu, radości, pożądania i innych własnych uczuć każdego z nich. A to nie jest mowa, co widać jasno stąd, że głosy zwierząt tego samego rodzaju są zawsze te same na każdym miejscu ziemi, gdy tymczasem ludzkie głosy są odmienne.
    Tak więc inne zwierzęta również nie mają rozumu. Rozum bowiem jest wyobraźnią, lecz taką, która opiera się na ustanowionym znaczeniu słów.

2. Wobec tego, co powiedziałem, że słowa powstały mocą ustanowienia ludzi, zapyta ktoś, być może, jakich to ludzi stanowienie miało taką wagę, iż mogli oni dać rodzajowi ludzkiemu dobrodziejstwo, jakie nam daje mowa. Nie jest bowiem godne wiary, iżby ludzie się zebrali kiedyś na zgromadzenie, by ustanowić dekretem, jakie znaczenie mają mieć słowa i słów zestawienia. Jest więc prawdopodobne, że nazwy początkowo były nieliczne i że tyczyły tych rzeczy, które były najbardziej znane potocznie. Tak więc pierwszy człowiek swoją decyzją dał nazwy niektórym tylko zwierzętom, a mianowicie tym, które Bóg wprowadził w krąg jego widzenia; następnie nadał nazwy innym rzeczom, w miarę tego, jak zmysłom jego nasuwały się coraz to inne i inne rodzaje rzeczy; te nazwy, od ojców przejęte przez synów, ci przekazali swojemu potomstwu, które również dodało od siebie nowe nazwy. Lecz oto w rozdziale drugim Księgi Rodzaju mówi się, iż Bóg zabronił spożywać owoce z drzewa wiadomości dobrego i złego, nim Adam nadał nazwy jakimkolwiek rzeczom; a wobec tego, jak mógł zrozumieć nakaz boży ten, kto jeszcze nie wiedział, co to znaczy spożywać, co to jest owoc, co drzewo, co wiadomość, co wreszcie dobro i zło? Z konieczności rzeczy więc Adam musiał był zrozumieć ów zakaz boży nie ze słów Boga, lecz w jakiś sposób nadprzyrodzony, jak to później staje się jasne stąd, że Bóg zapytuje go, kto mu pokazał, że jest nagi. Podobnie, jak mógł Adam zrozumieć to, co mówił wąż o śmierci, o której nie mógł mieć żadnego pojęcia Adam, pierwszy spośród śmiertelnych? Tak więc tych rzeczy nie mógł był zrozumieć w sposób przyrodzony. A co za tym idzie, naturalny początek mowy nie mógł być inny niż ten, że człowiek sam ją ustanowił własną wolą. To staje się jeszcze bardziej oczywiste na podstawie tego, jak pomieszane zostały języki na wieży Babel. Wtenczas bowiem powstały różne języki i poszczególni ludzie wprowadzili je u poszczególnych ludów. Dziecinne jest natomiast to, co mówią niektórzy, jakoby nazwy były dane poszczególnym rzeczom wedle ich własnej natury. Jakżeby bowiem mogło się to stać, skoro wszędzie jest jedna i ta sama natura rzeczy, różne są natomiast języki? I co ma pokrewnego głos, to znaczy dźwięk, i zwierzę, które jest ciałem?

3. Korzyści, jakie daje mowa, są przede wszystkim następujące. Po pierwsze to, że dzięki liczebnikom człowiek może zliczać nie tylko jedności, lecz również wszelkie rzeczy jednostkowe; na przykład ciała, o ile tylko w jakikolwiek sposób są wielkościami, czy to przez to, że są długie, czy że są długie i szerokie, czy też, że są długie, szerokie i grube. Dzięki temu człowiek może je łączyć ze sobą, zmniejszać, mnożyć i dzielić przez liczby i jedne z drugimi porównywać; może poddawać rachunkowi okresy czasu, ruch, ciężary, a gdy chodzi o jakości, stopnie ich intensywności. Stąd powstają wielkie korzyści dla człowieka, gwarantujące mu znacznie lepsze warunki życia niż innym zwierzętom. Nie ma człowieka, który by nie wiedział, jakie zastosowanie ma umiejętność obliczenia, gdy chodzi o mierzenie ciał, obliczanie czasu, wyznaczanie rachunkowe ruchów na niebie, opis wymiarów ziemi, podróże morskie, budynki, maszyny i inne rzeczy niezbędne. Wszystkie te korzyści daje liczenie, liczenie zaś powstaje dzięki mowie. Po drugie korzyścią, jaką daje mowa, jest to, że jeden człowiek może uczyć drugiego, to znaczy: wiedzę swoją może przekazywać drugiemu, może go napominać i dawać mu rady; tak więc dobro, samo przez się wielkie, przez to, iż jest przekazywane innym, staje się jeszcze większe. Po trzecie, mowa daje to, że możemy wydawać rozkazy i je rozumieć; i to jest największe dobrodziejstwo. Albowiem bez tego nie byłaby możliwa społeczność ludzi, nie byłby możliwy pokój, a co za tym idzie, i wszelki porządek; byłaby tylko, przede wszystkim, dzikość, a następnie samotność; i nie byłoby domów, lecz tylko kryjówki. Wprawdzie niektóre zwierzęta mają pewnego rodzaju rządy, ale przecież te rządy nie mają dla nich dostatecznie wielkiego znaczenia i mało się przyczyniają do tego, by mogły dobrze żyć; nie zasługują więc na to, iżbyśmy je rozważali; znajdujemy też je tylko u zwierząt bezbronnych, które nie potrzebują wielu rzeczy. Do tej liczby nie należy człowiek, którego broń, miecze i włócznie o tyle przewyższają broń zwierząt, jaką są rogi, zęby, żądła, o ile sam człowiek drapieżnością i okrucieństwem przewyższa wilki, niedźwiedzie i węże, które nie są drapieżne, gdy już zaspokoją głód, i które nie srożą się, gdy nie są napadnięte; człowiek zaś jest głodny nie tylko głodem teraźniejszym, lecz przyszłym. Stąd łatwo zrozumieć, ile zawdzięczamy mowie, dzięki której żyjemy w bezpieczeństwie, dobrobycie i szczęściu, zespoleni w społeczność mocą paktów, któreśmy zawarli; żyć możemy, powiadam, jeśli chcemy. Lecz mowa ma również swoje strony ujemne. A mianowicie to, że człowiek, który jedyny spośród zwierząt, dzięki ogólnemu znaczeniu słów może sobie wymyślać reguły ogólne, zarówno w różnych dziedzinach umiejętności, jak i co się tyczy umiejętności życia, jednocześnie jest jedyną istotą żywą, która może kierować się regułami fałszywymi i przekazywać je na użytek innych. Tak więc w szerszym zakresie i niebezpieczniej myli się człowiek, niż mogą błądzić inne zwierzęta. Człowiek przy tym, gdyby zechciał (a chcieć będzie, ilekroć będzie mu się zdawało, że to odpowiada jego zamiarom), mógłby uczyć tego, o czym wie, że jest fałszywe, to znaczy: mógłby kłamać i sprawiać, że umysły ludzi zagrażałyby warunkom życia społecznego i pokoju, co w społecznościach innych istot żywych zdarzyć się nie może; te bowiem oceniają, co jest dla nich dobre i złe, swoimi własnymi zmysłami, nie zaś na podstawie cudzych żalów, których to żalów przyczyny nie mogłyby rozumieć, nie widząc jej bezpośrednio. Poza tym wskutek tego, że ludzie nawykli słuchać, przeto niektórzy, co słuchają filozofów i scholastyków, przyjmują nieopatrznie słowa, jakie słyszą, choć nie znajduje w nich wyrazu żadne twierdzenie, a takie są właśnie słowa wynalezione przez doktorów, którzy chcą pokryć swoją niewiedzę; i ci ludzie posługują się tymi słowami, mniemając, iż coś mówią, gdy tymczasem w rzeczywistości nic nie mówią. Wreszcie, wobec tego, że mówić jest łatwo, człowiek mówi nawet to, czego nie myśli, a o tym, co mówi, jest przekonany, że jest prawdą, i w ten sposób może oszukiwać sam siebie; zwierzę natomiast samo siebie oszukiwać nie może. Tak więc dzięki mowie człowiek nie staje się lepszy, lecz tylko zdobywa większą moc.

4. Wiedza w naszym rozumieniu dotyczy prawdziwości twierdzeń, to znaczy: zdań ogólnych, to znaczy: prawdziwości wniosków. Gdy zaś chodzi o prawdziwość faktu, to właściwie mówi się nie o wiedzy, lecz po prostu o znajomości. Tak więc ta wiedza, dzięki której wiemy, że jakieś przedłożone nam twierdzenie jest prawdą, jest poznaniem opartym na przyczynach, czyli na ustaleniu drogą słusznego rozumowania, jak powstają rzeczy. Ta zaś wiedza, dzięki której wiemy tylko, iż jest możliwe, że dane twierdzenie jest prawdą, jest poznaniem rzeczy opartym na doświadczeniu skutków przy pomocy słusznego rozumowania. Oba te sposoby wyprowadzenia twierdzeń nazywają się zazwyczaj dowodami; niemniej pierwszy z nich zasługuje na to miano słuszniej niż drugi; pożyteczniej jest bowiem wiedzieć, w jaki sposób możemy najlepiej wykorzystać istniejące w danej chwili przyczyny, niż znać to, co już się nieodwołalnie stało. Tak więc ludziom dostępna jest wiedza oparta na tym wywodzie a priori tylko co się tyczy tych rzeczy, których powstawanie zależy od woli samych ludzi.

5. Można więc dowieść wielu twierdzeń, które dotyczą wielkości; wiedza o nich nazywa się geometrią. Przyczyny własności, jakie mają poszczególne figury, tkwią w tych liniach, jakie samiśmy poprowadzili; również powstawanie figur zależy od naszej własnej woli. A wobec tego do poznania jakiejkolwiek własności figury nie potrzeba nic więcej niż to, iżbyśmy rozważyli wszystkie te rzeczy, które wynikają z konstrukcji, jaką wykonaliśmy rysując figurę. Z tej więc racji, że figurę stwarzamy my sami, możliwa jest geometria i może się opierać na dowodach. Natomiast własności rzeczy należących do przyrody nie możemy wyprowadzić z ich przyczyn, jako że ich nie widzimy; albowiem przyczyny rzeczy należących do przyrody nie są w naszej mocy, lecz zależą od woli Bożej, a najznaczniejsza część tych rzeczy, a mianowicie eter, jest niewidzialna. Niemniej z tych własności, jakie widzimy, dane jest nam wyprowadzić dedukcyjnie wnioski tak dalece, iż możemy dowieść, że przyczyny tych rzeczy mogły być bądź takie, bądź takie. Taki dowód nazywa się a posteriori, sama zaś nauka nazywa się fizyką. Gdy chodzi o zjawiska przyrody, które są ruchem, to nie można tu drogą rozumowania przechodzić od tego, co późniejsze, do tego, co wcześniejsze, nie znając tych skutków, jakie następują po każdym rodzaju ruchu; i nie można śledzić skutków ruchu, nie znając wielkości, których poznaniem jest geometria; przeto z konieczności również i fizyk musi pewnych rzeczy dowodzić a priori. Tak więc fizyka, mówię: fizyka prawdziwa, oparta na geometrii, zazwyczaj zaliczana jest do matematyki stosowanej. Matematycznymi bowiem nazywa się zazwyczaj te nauki, których nauczało się nie praktycznie i w oparciu o doświadczenie, lecz przez wykład nauczycieli i podawanie reguł. Czystą więc matematyką jest ta, która traktuje w oderwaniu o wielkościach, tak iż nie potrzeba jej znajomości konkretnych rzeczy: taka jest geometria i arytmetyka. Matematyką zaś stosowaną są te dziedziny wiedzy, gdzie do racji branych pod rozwagę należą również pewne własności rozważanych rzeczy: takimi naukami są astronomia, muzyka, fizyka oraz działy fizyki, które mogą być bardzo różne wobec tego, że różne są rodzaje i części wszechświata.
    Poza tym można również posługiwać się dowodem a priori w polityce i etyce, to znaczy: w wiedzy o tym, co sprawiedliwe i niesprawiedliwe, słuszne i niesłuszne; a to dzięki temu, iż my sami stworzyliśmy zasady, na których podstawie rozpoznaje się, co jest słuszne i sprawiedliwe, i co, przeciwnie, niesprawiedliwe i niesłuszne, to znaczy, że my sami stworzyliśmy przyczyny sprawiedliwości, a mianowicie prawa i umowy. Przed ustanowieniem bowiem umów i praw nie było z natury rzeczy między ludźmi, tak samo jak między zwierzętami, ani sprawiedliwości, ani niesprawiedliwości, ani dobra, ani zła publicznego.

Rozdział XI
O POŻĄDANIU I WSTRĘCIE, O TYM, CO PRZYJEMNE I PRZYKRE,
ORAZ O PRZYCZYNACH TYCH RZECZY

1. Pożądanie i wstręt, czym są i jakie są przyczyny tych rzeczy, 2. Nie zależą one od naszej woli. 3. Pożądanie rodzi się w doświadczeniu. 4. Rożne nazwy tego, co dobre: piękne, przyjemne, pożyteczne. 5. Nazwy tego, co dobre i złe, dotąd były różne. 6. Największym spośród dóbr jest zachowanie własnej osoby; największym złem z natury rzeczy jest rozkład. 7. Bogactwo. 8. Mądrość. 9. Sztuki. 10. Wiedza humanistyczna, 11. Zajęcia. 12. Jakie rzeczy są przyjemne. 13. Jakie rzeczy są piękne. 14. Porównanie dóbr. 15. Dobro najwyższe.

1. Pożądanie i wstręt różnią się od przyjemności i przykrości nie inaczej niż tak, jak różni się pragnienie od jego zaspokajania, to znaczy: jak rzecz przyszła od rzeczy teraźniejszej. I pożądanie bowiem jest przyjemnością, a wstręt przykrością, ale tamto budzi się na myśl o rzeczy przyjemnej jeszcze nieobecnej, lecz przewidywanej czy oczekiwanej, ten zaś budzi si�� na myśl o rzeczy przykrej w taki sam sposób. Przyjemność i przykrość, choć nie nazwiemy ich wrażeniami zmysłowymi, niemniej tym tylko różnią się od wrażeń, że wrażenie odnosi się do przedmiotu, jako rzeczy zewnętrznej, i powstaje wskutek reakcji czy oporu, jaki się rodzi w narządzie zmysłowym; polega więc na impulsie, jaki powstaje w narządzie zwróconym ku zewnątrz; przyjemność zaś polega na uczuciu, które powstaje wskutek działania przedmiotu i jest impulsem wewnętrznym.

2. Tak więc przyczynami zarówno wrażenia zmysłowego, jak i pożądania oraz wstrętu, przyjemności i przykrości, są same przedmioty podpadające pod zmysły. Stąd można zrozumieć, że ani nasze pożądanie, ani nasz wstręt nie jest przyczyną, dla której tego czy tamtego chcemy albo tego czy tamtego unikamy; to znaczy: nie dlatego pożądamy, że chcemy. Albowiem samo chcenie jest pożądaniem; i nie dlatego mamy do czegoś wstręt, że tego nie chcemy, lecz dlatego, że zarówno pożądanie, jak wstręt rodzi się z samych rzeczy, które są dla nas pożądane lub wstrętne; stąd wynika w sposób konieczny, że antycypacja przyjemności i przykrości, która ma powstać, ma swe źródło w samych rzeczach. Jakże to bowiem jest? Czy łakniemy i pożądamy innych rzeczy, niezbędnych nam z natury, dlatego, że ich chcemy? Czy głód, pragnienie i żądze cielesne są zależne od woli? Ci, którzy pożądają, mają swobodę, co się tyczy działania; nie mogą natomiast swobodnie decydować o tym, czego pożądają. To jest dla każdego tak dalece jasne na podstawie własnego doświadczenia, że nie mogą się dziwić, iż tak wielu jest ludzi, którzy nie rozumieją, w jaki sposób się to dziać może. Gdy mówimy, że ktoś ma wolną wolę, by to czy owo uczynić albo nie uczynić, to zawsze należy to rozumieć, dodając warunek: jeśli zechce; niedorzeczne jest wszak mówić, że ktoś ma wolną wolę, by uczynić to lub owo, bez względu na to, czy tego chce czy nie chce.
    Gdy ktoś rozważa, czy winien jakąś rzecz uczynić, czy też jej zaniechać, to mówi się, że się namyśla, to znaczy: że rozważa, dla której z tych dwóch stron zrzec się swojej wolności. W tym namyśle ukazują się tu czy tam dobre i złe strony i raz budzą pożądanie, a drugi raz wstręt, jeśli zaś rzecz sama wymaga, aby powzięta została jakaś decyzja, to ostatnie pożądanie, by coś uczynić czy czegoś zaniechać, które bezpośrednio powoduje działanie czy też zaniechanie, nazywa się wolą we właściwym tego słowa znaczeniu.

3. W porządku naturalnym wcześniejsze jest wrażenie zmysłowe niż pożądanie. Nie można bowiem wiedzieć, czy to, co widzimy, będzie czy nie będzie przyjemne, inaczej niż przez doświadczenie, to znaczy: przez doznawanie zmysłowe. Potocznie też się mówi, że nie można pożądać rzeczy nieznanej. Ale przecież może być też pożądanie, by doświadczyć tego, czego nie znamy. Stąd dzieci pożądają niewielu rzeczy, chłopcy dążą do wielu rzeczy i nowych; a ludzie dojrzali, w miarę jak się posuwają w latach, poznają w doświadczeniu niezliczoną ilość rzeczy, również i niezbędnych, zwłaszcza ludzie o dużej wiedzy; i tych rzeczy, o których z doświadczenia wiedzą, że są przyjemne, później częściej pożądają, gdy im je pamięć nasunie na myśl. Czasem przy tym to, co przy pierwszym doświadczeniu jest przykre, gdy jest rzadkie czy nowe, to przez nawyk przestaje być przykre, a później staje się nawet przyjemne: tak wiele może nawyk, gdy chodzi o zmianę natury poszczególnych ludzi.

4. Wszystkie rzeczy, które są przedmiotem pożądania, jako pożądane mają wspólną nazwę dobra; wszystkie zaś rzeczy, których unikamy, noszą nazwę zła. Tak więc dobrze definiuje Arystoteles, że dobrem jest, czego wszyscy pożądają. Że jednak różni ludzie różnych rzeczy pożądają i unikają, przeto z konieczności wiele jest takich rzeczy, które dla jednych są dobrami, a dla innych rzeczami złymi: tak na przykład to, co dla nas jest dobre, dla naszych wrogów jest złe. Tak więc dobro i zło zależy od tego, kto danej rzeczy pożąda czy też do niej ma wstręt. Dobro może być wspólne i słusznie mówi się o pewnych rzeczach, że są dobrami wspólnymi, to znaczy: użytecznymi dla wielu albo też dla państwa. Można też nieraz mówić, że jakaś rzecz jest dobra dla wszystkich, na przykład zdrowie; ale i to twierdzenie jest relatywne; tak więc nie można mówić o dobru po prostu, jako że gdy coś jest dobre, to dobre jest dla pewnych ludzi czy też dla pewnego człowieka. Dobrami były na początku wszystkie rzeczy, jakie stworzył Bóg. Dlaczego? Dlatego, że Bogu podobały się wszystkie jego dzieła. Mówi się też, że Bóg jest dobry dla wszystkich, którzy wzywają jego imienia, nie jest natomiast dobry dla tych, którzy imię jego znieważają. Tak więc o dobru mówi się, odnosząc je do osoby, miejsca i czasu. Temu podoba się jakaś rzecz teraz i tutaj; tamtemu nie podoba się w innym miejscu i w innym czasie; podobnie rzecz się ma z innymi okolicznościami. Bowiem natura dobra i zła jest zależna od rzeczy συντυχία.

5. Również nazwy tego, co dobre i złe, zmieniają się na różne sposoby. Oto bowiem ta sama rzecz, która jako pożądana jest dobra, jako osiągnięta jest przyjemna; ta sama rzecz, która jako pożądana jest dobra, jako oglądana nazywa się piękną. Piękno bowiem jest tą własnością rzeczy, która sprawia, iż oczekuje się od niej dobra. Te rzeczy bowiem, które wydają się podobne tym, które się nam poprzednio podobały, będą się nam, jak się wydaje, podobały również w przyszłości. Jest więc piękno wskaźnikiem przyszłego dobra. Piękno, które widzimy w działaniach, nazywa się uczciwością, gdy zaś jest ono w kształtach, to nazywa się formą, i piękno podoba się dzięki wyobraźni, nim zostanie zdobyte to dobro, którego piękno jest wskaźnikiem. Z tej samej racji o tej samej rzeczy mówi się, że jest zła i brzydka. Poza tym o rzeczy, która jako pożądana nazywa się dobra, jeśli jest pożądana sama przez się mówi się, iż jest przyjemna, jeśli zaś ze względu na co innego, mówi się, że jest pożyteczna. Dobrem bowiem, którego pożądamy dla niego samego, nie posługujemy się do czegoś, jako że posługujemy się tylko środkami i narzędziami. Natomiast bezpośrednie korzystanie z jakiejś rzeczy i jej kosztowanie jest samo przez się celem. Poza tym rozróżniamy zarówno dobro, jak i zło prawdziwe i pozorne. Nie, iżby jakaś rzecz, która się wydaje dobra, nie była naprawdę dobra sama w sobie, bez względu na inne rzeczy, które od niej zależą; lecz dlatego, że wiele jest rzeczy, których jedna część czy strona jest dobra, inna zaś zła, i że nieraz te części tak są ze sobą powiązane, że ich oddzielić od siebie nie można. Tak więc, choć jedna z nich jest tylko dobra, druga zaś zła, przecież cały łańcuch tych rzeczy jest częściowo dobry, częściowo zły. Gdy większa część tego łańcucha jest dobra, to mówi się, że cały ten zespół jest dobry, i staje się on przedmiotem pożądania; przeciwnie, jeśli jego większa część jest zła, to zostaje odrzucona całość, o ile poznamy, że tak jest. Stąd ludzie niedoświadczeni, którzy w małym stopniu przewidują odległe skutki rzeczy, przyjmują za dobre to, co im się takie wydaje, nie widząc zła, które się z nim wiąże, i dopiero później przekonują się w doświadczeniu, że to było szkodliwe. To mają na myśli ci, którzy rozróżniają dobro i zło prawdziwe i pozorne.

6. Pierwszym spośród dóbr jest zachowanie własnej osoby. Tak bowiem uczyniła natura, iż każdy chce swego dobra. Ażeby każdy mógł je osiągnąć, trzeba koniecznie, iżby pragnął życia i zdrowia oraz bezpieczeństwa jednego i drugiego w czasie przyszłym, o ile tylko można je zapewnić. Z drugiej zaś strony pierwszym ze wszystkich rzeczy złych jest śmierć, zwłaszcza połączona z cierpieniami. Tak wielkie bowiem mogą być dolegliwości życia, że jeśli nie widać bliskiego ich końca, to każą one śmierć zaliczać do dóbr.
    Moc, jeśli jest bardzo wielka, jest dobra, jako że służy wtedy jako ochrona i obrona; ochrona i obrona zaś daje bezpieczeństwo. Jeśli natomiast nie jest bardzo wielka, to nie daje żadnego pożytku; gdy bowiem jest równa mocy każdego innego, to nie jest żadną mocą.
    Związki przyjaźni są dobre, mianowicie korzystne. Albowiem wraz z wieloma innymi rzeczami dają człowiekowi ochronę i obronę. Stąd też nieprzyjazne stosunki z ludźmi są złe, jako że przynoszą niebezpieczeństwa i zmniejszają ochronę życia i zdrowia.

7. Bogactwo jest pożyteczne, jeśli jest wielkie, a mianowicie takie, jak je rozumiał Lukullus, który określił człowieka bogatego jako tego, kto może własnym kosztem wyżywić wojsko. Bogactwo bowiem jest ochroną i obroną niemal pewną. Również bogactwo umiarkowane jest pożyteczne dla tego, kto chce się nim posługiwać dla ochrony; albowiem zjednuje ono przyjaciół, przyjaźń zaś jest ochroną i obroną. Natomiast tym, którzy nie chcą się nim posługiwać dla ochrony, bogactwa przysparzają zawistnych. Bogactwo więc jest tylko dobrem pozornym.
    Bogactwo nie pozostawione, lecz własnym wysiłkiem zdobyte, jest dobrem, albowiem daje przyjemność. Człowiek bowiem uważa je za dowód swojej roztropności. Ubóstwo a także niedostatek rzeczy niezbędnych jest złem, jako że złem jest nie mieć rzeczy niezbędnych. Ubóstwo natomiast bez niedostatku rzeczy niezbędnych jest dobrem, chroni bowiem człowieka od zawiści, oszczerstwa i podstępu.

8. Mądrość jest rzeczą pożyteczną, albowiem jest w niej pewna ochrona. I sama przez się również jest godna tego, by jej pożądać, to znaczy: jest przyjemna. Jest też piękna, jako że trudna do zdobycia. Niewiedza jest złem, jako że nie ma w niej żadnej ochrony i zdolności przewidywania zła, które może przyjść.
    Większe jest pożądanie bogactwa niż mądrości. Większość bowiem ludzi nie dąży do mądrości, chyba ze względu na bogactwo. Gdy zaś je posiada, to chce, iżby się wydawało, że posiada również mądrość. Albowiem nie ten, kto jest mądry, jest bogaty, jak to mówili stoicy; lecz przeciwnie, kto jest bogaty, tego należy nazywać mądrym.
    Mądrość daje większą sławę niż bogactwo, to bowiem uważane jest zazwyczaj za znak mądrości. Niedostatek mniejszą jest ujmą niż głupota; może on bowiem oskarżać niesprawiedliwość losu, głupota zaś oskarża tylko samą naturę. Łatwiej natomiast znosić głupotę niż niedostatek, jak bowiem mówią ludzie, głupota nie ciąży temu, kto jest głupi.

9. Wiedza, czy też sztuka jest dobrem, jest bowiem przyjemna. Natura wszak uczyniła, że człowiek podziwia wszelką rzecz nową, to znaczy: że łaknie wiedzy o przyczynach wszelkich rzeczy. Stąd też wiedza jest jak gdyby pokarmem dla ducha i co za tym idzie, jest dla niego tym samym, czym są pokarmy dla ciała; i czym jest dla łaknącego potrawa, tym dla ducha ciekawego są zjawiska. Tym się jednak różnią, że ciało może dojść do nasycenia się pokarmami, duch natomiast nigdy nie może nasycić się wiedzą.
    Umiejętność i sztuka są pożyteczne dla każdego w tych granicach, w jakich może je zastosować do tworzywa materialnego. Te same umiejętności i sztuki są najbardziej pożyteczne dla ogółu, jako że im zawdzięczamy niemal wszystko, co dla rodzaju ludzkiego jest pomocą i upiększeniem życia. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszyscy posiadają wiedzę, jaką mają w swoim mniemaniu; albowiem ci, którzy rozprawiają o przyczynach rzeczy na podstawie cudzych pism i sami sobie przypisują cudze twierdzenia, nic nie dodają i w ogóle nie przynoszą żadnego pożytku. Czynić bowiem to, co już zostało uczynione, bynajmniej nie jest dobrem, lecz przeciwnie, nieraz złem, jako że, powtarzając cudze błędy i umacniając je swoim twierdzeniem, kładzie się przeszkody na drodze do prawdy.

10. Wiedza humanistyczna także jest dobrem, zwłaszcza języki i historia, albowiem są to rzeczy przyjemne. Są one również pożyteczne, zwłaszcza historia; zastępują bowiem eksperymenty, na których się opierają nauki o przyczynach; historia naturalna dostarcza ich fizyce, historia zaś społeczna dostarcza ich nauce o państwie i o moralności i to bez względu na to, czy opowiadania są prawdziwe, czy fałszywe, o ile tylko nie są nieprawdopodobne. W naukach bowiem szuka się nie tyle przyczyn tych faktów, które rzeczywiście miały miejsce, ile tych, które mogą mieć miejsce. Znajomość języków jest również pożyteczna, zwłaszcza znajomość tych, którymi się posługują ludy sąsiednie, a to ze względu na handel i kontakt z nimi. Również język łaciński i grecki, jako języki nauki, są pożyteczne ze względu na wiedzę.

11. Zatrudnienie jest rzeczą dobrą, jako że to jest ruch istotny dla życia. Gdy zaś nie ma rzeczy, którą byś mógł czynić, przechadzka zastępuje zatrudnienie. Dokąd mam się zwrócić, co mam czynić, mówią ludzie, dotknięci cierpieniem. Brak zatrudnienia nęka człowieka. Natura bowiem nie znosi, iżby próżne było jakieś miejsce, czy też jakiś czas.

12. Posuwać się w czymś naprzód jest przyjemnie, jako że jest to zbliżanie się do celu, to znaczy: do rzeczy bardziej przyjemnej. Widzieć cudze zło jest przyjemnie, daje bowiem przyjemność nie jako zło, lecz jako zło cudze. Stąd ludzie zbiegają się zwykle, by oglądać cudzą śmierć i cudze niebezpieczeństwo. Podobnie widzieć dobro cudze jest rzeczą przykrą nie dlatego, że jest to dobro, lecz że jest cudze. Naśladowanie jest przyjemne, przypomina bowiem rzeczy minione. Rzeczy minione zaś, jeśli były dobre, przyjemnie jest sobie przypominać jako dobra; jeśli zaś były złe, jako już minione. Przyjemna więc jest muzyka, poezja, malarstwo.
    Nowe rzeczy są przyjemne: pożądamy ich bowiem jako strawy dla ducha. Dobrze myśleć o własnej swej mocy, zasadnie czy bezzasadnie, jest rzeczą przyjemną. Jeśli bowiem człowiek słusznie tak sądzi o sobie, to ma ochronę i obronę dla siebie w samym sobie, jeśli zaś sądzi fałszywie, to niemniej sąd ten jest przyjemny, co bowiem przyjemne jest jako rzecz prawdziwa, przyjemne jest też jako rzecz urojona.
    Przyjemne jest też zwycięstwo: sprawia bowiem, że człowiek dobrze myśli o sobie; przyjemne są też wszelkie gry i zawody, jako że ci, którzy w nie wstępują, wyobrażają sobie, iż zwyciężają. Szczególną zaś przyjemność daje zmaganie się umysłów, jako że każdy uważa, że jego umysł największą jest dla niego ochroną. Toteż przykrą jest rzeczą być zwyciężonym w tym zmaganiu się umysłów.
    Przyjemnie jest być chwalonym, sprawia to bowiem, że dobrze myślimy o sobie samych.

13. Piękne są znaki czy wskaźniki tego, co dobre. Tak piękne są znaki wielkiej mocy. Tak piękną jest rzeczą czynić to, co jest dobre i trudne do wykonania; jest to bowiem wskaźnik mocy nieprzeciętnej. Doskonały kształt jest rzeczą piękną, albowiem jest znakiem w każdej rzeczy, że będzie ona doskonale spełniała zadanie, do którego z natury jest przeznaczona. Kształtne zaś jest to, co ma kształt tej rzeczy, jaka wedle naszego doświadczenia jest najlepsza w swoim rodzaju.
    Piękną jest rzeczą być przedmiotem pochwał, miłości, wysokiego uznania: są to bowiem świadectwa cnoty i mocy. Piękną jest też rzeczą być powołanym na urząd publiczny, jest to bowiem publicznym świadectwem cnoty.
    Piękne są w dziedzinie sztuk i umiejętności nowe wynalazki, jeśli są użyteczne, są to bowiem znaki wysokiej mocy. Wyczyny bezużyteczne natomiast, im bardziej trudne, tym są mniej piękne: są bowiem znakami mocy, ale bezużytecznej, a jednocześnie wskazują na to, że umysł nie dąży do rzeczy wielkich.
    Nauczyć się różnych umiejętności od innych, to znaczy: być uczonym, jest rzeczą pożyteczną, ale nie jest piękną, jako że w tym nie ma nic doskonałego i niezwykłego. Niewielu jest bowiem takich, którzy by nie mogli się nauczyć.
    Wykazywać w niebezpieczeństwach odwagę, gdy tego rzecz wymaga, to jest piękne, jako że niepospolite. Jeśli natomiast rzecz odwagi nie wymaga, to jest ona głupotą, to znaczy: rzeczą brzydką. Działać na każdym miejscu zgodnie ze swoim umysłem i obowiązkami zawodu, jest rzeczą piękną dla ludzi, którzy zajmują wybitne stanowiska, znak to bowiem umysłu niezależnego. Czynić przeciwnie, to rzecz brzydka u ludzi na wybitnych stanowiskach, tak czynić bowiem, to rzecz umysłu służalczego, który ma co ukrywać: nikt bowiem nie ukrywa tego, co piękne. Ganić to, co słuszne, jest znakiem ignorancji i jest brzydkie: wiedzieć bowiem, to posiadać moc. A jeszcze brzydszą rzeczą jest czynić w dodatku wyrzuty, znak to bowiem braku ułożenia. Błądzić natomiast nie jest rzeczą brzydką, jako że wszyscy błądzą. Zbyt często błądzić, to rzecz brzydka dla człowieka uczonego, jako że niezgodna z jego zawodem.
    Ufność w siebie jest rzeczą piękną, jest bowiem znakiem, że człowiek zdaje sobie sprawę ze swej cnoty. Chełpliwość zaś jest rzeczą brzydką, ma bowiem źródło w tym, że niedostaje człowiekowi pochwał.
    Wzgarda dla bogactwa niezbyt wielkiego jest piękna. Jest bowiem wskaźnikiem, że człowiek nie potrzebuje rzeczy małych. Umiłowanie pieniądza jest rzeczą brzydką, jest to bowiem znak, że człowieka można do wszystkiego skłonić zapłatą. Poza tym jest to znak niedostatku, nawet u ludzi zasobnych w pieniądze.
    Przebaczać temu, kto prosi o przebaczenie, jest rzeczą piękną, znak to bowiem ufności w samego siebie. Uspokajać wrogów dobrodziejstwami, to rzecz brzydka. Jest to bowiem dawać okup, czy też kupować pokój, znak niedostatku, albowiem ludzie zazwyczaj kupują tylko to, czego im niedostaje.

14. Gdy porównuje się rzeczy dobre i złe, to większym dobrem czy złem, przy innych warunkach równych, jest to, które jest bardziej długotrwałe, jako całość w stosunku do części.
    I przy innych warunkach równych to dobro czy zło jest większe, które ma większą silę, z tej samej racji. Różnią się one bowiem mniej lub więcej jako większe i mniejsze.
    Co przy innych warunkach równych jest dobre dla większej ilości ludzi, to jest dobrem większym niż to, które jest nim dla mniej licznych. Albowiem to, co bardziej ogólne i bardziej szczegółowe, różni się tak jak to, co większe i mniejsze.
    Lepszą rzeczą jest otrzymać z powrotem dobro, niż go nie utracić. Albowiem słuszniej je oceniamy, mając w pamięci zło. Toteż lepszą rzeczą jest przyjść z powrotem do zdrowia niż nie chorować.

15. Nie będę mówił o tych rzeczach przyjemnych, w których możliwy jest dosyt, do jakich należą rozkosze ciała, jako że przyjemność tych rzeczy neutralizuje obrzydzenie do nich, a przy tym aż nazbyt są one znane i niektóre spośród nich są nieczyste. Najwyższego dobra, czyli, jak się to mówi, najwyższej szczęśliwości i ostatecznego celu w życiu teraźniejszym znaleźć nie można. Gdyby bowiem był tu jakiś cel ostateczny, to osiągnąwszy go, niczego by się już nie pragnęło i do niczego nie dążyło; a co zatem idzie, od tej chwili nic by dla tego człowieka nie było już dobre i nie doznawałby on już nawet żadnych uczuć. Wszelkie bowiem doznanie łączy się z jakimś pożądaniem lub wstrętem, nie doznawać zaś żadnych uczuć to tyleż, co nie żyć.
    Największym więc dobrem jest dążyć możliwie bez przeszkód do coraz dalszych celów. Samo kosztowanie rzeczy pożądanej wówczas, gdy jej kosztujemy, jest pożądaniem, a mianowicie ruchem kosztującego umysłu, co przechodzi myślą po częściach rzeczy, której kosztuje. Życie bowiem jest nieustannym ruchem, który, gdy nie może iść po linii prostej, zamienia się w ruch kołowy.

Rozdział XIV
O RELIGII

1. Definicja religii. 2. Co to znaczy miłować i bać się Boga, 3. Co to jest wiara. 4. Wiara zależy od praw. 5. Sprawiedliwość jest wrażona w serce przez Boga. 6. Bóg może odpuszczać grzechy, nie popełniając niesprawiedliwości, nie nałożywszy żadnej kary. 7. Niczyje postępki sprawiedliwe nie są grzechami. 8. Definicja kultu i jego rodzaje. 9. Co to jest kult publiczny. 10. Kultu części składowe: modlitwy, dziękczynienia, posty publiczne, dary. 11. Różne kulty zabobonne. 12. Jaki jest cel kultu dla istot śmiertelnych, niepokojących się o przyszłość. 13. Jakie są czynniki, które zmieniają religie.

1. Religia jest kultem zewnętrznym, jaki praktykują ludzie, którzy szczerze czczą Boga. Boga zaś czczą szczerzę ci, którzy nie tylko wierzą, że on istnieje, lecz również, że jest wszelkich rzeczy wszechpotężnym i wszechwiednym stworzycielem i władcą; a poza tym, że jest rozdawcą wedle swojej woli wszelkiego szczęścia i nieszczęścia. Tak więc religii po prostu, to znaczy: naturalnej, dwa są elementy składowe; jednym jest wiara, to znaczy: wierzenie, iż istnieje Bóg i że wszystkim rządzi, drugim zaś jest kult. Pierwszy z nich, a mianowicie wiarę w Boga, zazwyczaj nazywa się pobożnością. Kto bowiem w to wierzy, nie może nie starać się być posłusznym Bogu we wszystkich rzeczach i nie składać dziękczynień, gdy mu się dobrze powodzi, a nie zanosić do niego próśb w niepowodzeniach; a to są właśnie sprawy najbardziej swoiste pobożności, w nich bowiem jest miłość i strach, które nam każą kochać i bać się Boga.

2. Ale człowiek powinien kochać Boga nie tak, jak człowiek człowieka. Przez miłość człowieka do człowieka bowiem rozumiemy zawsze albo pragnienie cielesne, albo życzliwość; a żadnej z tych rzeczy nie można pomyśleć o miłości w stosunku do Boga. Miłować Boga, to chętnie wykonywać nakazy boże. Bać się zaś Boga, to strzec się, iżbyśmy nie popadali w grzechy, podobnie jak zazwyczaj boimy się praw.

3. Wiara, wyjąwszy tę, iż wierzymy, że Bóg stworzył wszystko i wszystkim rządzi, jeżeli dotyczy rzeczy, które wychodzą poza przyrodzoną możność rozumienia ludzkiego, jest przekonaniem, które powstaje na podstawie autorytetu tych, co dane rzeczy do wierzenia podają. Gdybyśmy więc nie byli uprzednio przekonani, że ten, kto coś do wierzenia podaje, w jakiś nadprzyrodzony sposób poznał to, co podaje, to nie mogłoby być żadnej racji, iżbyśmy winni byli mu wierzyć. Co się więc tyczy rzeczy nadprzyrodzonych, to nie wierzymy nikomu poza tymi, którzy, jak wierzymy, dokonali przed tym jakiejś rzeczy nadprzyrodzonej. Gdy ktoś mówi, że to, czego naucza, jest potwierdzone cudami, to jak można mu wierzyć, jeśli sam nie uczynił cudu? Gdyby bowiem należało wierzyć człowiekowi bez cudu, to dlaczego by należało bardziej wierzyć jednemu, niż drugiemu spośród tych, którzy uczą rzeczy odmiennych? Tak więc najważniejsza część religii naszej i najwięcej Bogu miła nasza wiara nie może zależeć od jednostek ludzkich, o ile nie czynią cudów.

4. Jeśli religia, poza tą, co polega na pobożności przyrodzonej, nie ma zależeć od jednostek ludzkich, to jest rzeczą konieczną, iżby zależała od praw państwa, gdy przestają się już zdarzać cuda. Tak więc religia nie jest filozofią, lecz prawem w każdym państwie i dlatego nie może być przedmiotem sporów, lecz winna być praktykowana. I nie można mieć wątpliwości co do tego, czy o Bogu należy myśleć ze czcią albo czy Go należy miłować, bać się i czcić. To wszystko bowiem jest wspólne religiom u wszystkich ludów. Przedmiotem dysputy są tylko te rzeczy, w których jeden człowiek różni się swym zdaniem od innego. A co się tyczy wiary w Boga, to między ludźmi nie ma różnicy zdań. W tych zaś dysputach, gdy szukamy wiedzy o rzeczach, jakie nie mogą być przedmiotem wiedzy, niszczymy wiarę w Boga, jaka jest w nas. Gdzie bowiem przychodzi wiedza, tam ustępuje miejsca wiara, podobnie jak znika nadzieja, gdy przychodzi jej spełnienie. I naucza apostoł, że spośród trzech cnót: wiary, nadziei i miłości, gdy przyjdzie Królestwo boże wiara i nadzieja przestaną istnieć i pozostanie tylko miłość. Pytania więc, dotyczące natury Boga, Stworzyciela świata, są zbyt ciekawe i nie należą do rzeczy związanych z pobożnością; i ludzie, którzy dyskutują o Bogu, chcą zdobyć nie tyle wiarę w Boga, w którego wszak wszyscy wierzą, ile wiarę w siebie.

5. Ponieważ miłować Boga to tyle, co słuchać jego nakazów, bać się zaś Boga to tyle, co bać się, iżby nie uczynić czegoś wbrew jego nakazom, przeto może znów powstać pytanie, skąd można wiedzieć, jakie to rzeczy Bóg nakazał. Na to pytanie można odpowiedzieć, że Bóg przez to samo, iż ludzi uczynił istotami rozumnymi, już im nakazał i w ich serca wraził to prawo, iżby nikt nie uczynił innemu tego, co uważałby za niesprawiedliwe, gdyby było uczynione jemu. W tym wskazaniu zawarta jest wszelka sprawiedliwość i wszelkie posłuszeństwo obywatela. Jakiż to bowiem człowiek, którego by lud w państwie najwyższą obdarzył władzą, aby nim rządził i stanowił prawa, nie uważałby, że jest niesprawiedliwe, iżby ktokolwiek z poddanych lekceważył prawa przezeń ustanowione albo żeby nie uznawał jego władzy, a tym bardziej, iżby ją podawał w wątpliwość. Skoro więc, gdybyś był królem, uważałbyś te rzeczy za niesłuszne, to czyż prawo nie jest najpewniejszą regułą dla twoich działań? A jest to też prawo boże, które nakazuje być posłusznym najwyższej władzy, to znaczy: prawom ustanowionym przez najwyższych władców.

6. Lecz skoro ludzie przekraczają już nakazy boże i grzeszą codziennie, to w jaki sposób, powie ktoś, może się godzić ze sprawiedliwością bożą, iżby Bóg nie karał grzeszników? Lecz gdyby człowiek nigdy nie mścił się za krzywdy mu wyrządzone i gdyby je przebaczał tak, że nie pragnąłby w ogóle żadnej zemsty ani pokuty, to czyż takiego człowieka uważalibyśmy za niesprawiedliwego, czy też raczej za świętego? Jeśli więc nie uznamy, że Bóg jest mniej miłosierny niż ludzie, to nie ma żadnego powodu, iżby Bóg nie mógł przebaczyć grzesznikom, o ile tylko po prostu wykazują żal, nie nakładając żadnej kary ani na nich samych, ani na nikogo innego za nich. Gdy Bóg dawniej za grzechy ludu wymagał ofiar, to ofiary owe nie miały charakteru kary, lecz były ustanowione jako znaki tego, że grzesznicy nawracają się do Boga i powracają do dawnego posłuszeństwa. Tak więc śmierć naszego Zbawiciela nie była karą na grzeszników, lecz była ofiarą za grzechy. Tego zaś, że się mówi, iż Chrystus wziął na siebie ciężar naszych grzechów, nie należy rozumieć tak, iżby śmierć jego była karą, podobnie jak dawniej nie rozumiano ofiar tak, iżby to były kary nałożone na zwierzęta ofiarne za grzechy, jakie popełnili Izraelici, lecz jako ofiary ludzi, żywiących wdzięczność. Bóg żądał od Izraelitów co rok dwóch kozłów, z których jednego, co był przeznaczony na ofiarę, zabijano, drugiego zaś, który był obciążony grzechami ludu, odprowadzano na pustynię, jak gdyby miał on unieść ze sobą grzechy ludu. Podobnie Chrystus, jako ofiarowany na krzyżu, został zabity; ale jako obciążony grzechami naszymi, zmartwychwstał. Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, to, jak powiada apostoł, pozostałyby nasze grzechy.

7. Wobec tego więc, że nasza pobożność polega na wierze, sprawiedliwości i miłości, sprawiedliwość zaś i miłość są cnotami moralnymi, to nie mogę godzić się z tymi, którzy je nazwali jaśniejącymi grzechami. Gdyby to bowiem były grzechy, to im ktoś byłby od innych ludzi bardziej świątobliwy, tym mnie] należałoby mu wierzyć, jako mniej sprawiedliwemu. Cóż więc nie podoba się Bogu w tych ludziach, którzy czynią sprawiedliwość? Nie podoba się udawanie wiary u tych, którzy nie posiadają wiary, to znaczy: najbardziej istnego elementu pobożności. Choćby bowiem bardzo liczne były ich dzieła sprawiedliwe, to przecież sami ci ludzie, którzy czynią uczynki sprawiedliwe i rozdają jałmużnę tylko dla swej chwały albo dla tego, by zdobyć moc albo uniknąć kary, ci ludzie są niesprawiedliwi. Tak więc mówią, że Bogu nie podobały się ofiary jego ludu, które jednak, jako że były nakazane przez Boga, nie mogły być grzechem. Ale Bóg brzydzi się sprawiedliwymi uczynkami, z którymi nie wiąże się wiara, i podobnie również brzydzi się ofiarą i wszelkim kultem, z którym nie wiąże się sprawiedliwość i miłość.

8. Mieć staranie o cokolwiek to, we właściwym znaczeniu tego słowa, starać się, wypełniając obowiązki i wkładając w to pracę, uczynić to, co uprawiamy, jak tylko można dla nas dobroczynnym. Tak uprawiamy ziemię, by stała się dla nas bardziej płodna; tak oddajemy cześć ludziom możnym dlatego, iżby zdobywać moc lub ochronę, tak też oddajemy cześć Bogu, iżby był dla nas przychylny. Jest więc kultem dla Boga wykonywać te działania, które są znakiem pobożności względem niego. Te więc działania są przyjemne Bogu i one tylko mogą go uczynić dla nas przychylnym. Działania te przeważnie są tego samego rodzaju, co owe działania, jakich dokonujemy, gdy oddajemy cześć ludziom, lecz zawsze najlepsze; nie możemy bowiem z natury rzeczy okazywać pobożności innymi znakami. Oddawanie czci Bogu może być bądź prywatne, bądź publiczne. Prywatne jest to, jakie poszczególni ludzie praktykują wedle swojej woli. Publiczne zaś jest to, które ci sami ludzie praktykują z rozkazu państwa. Prywatnie oddają cześć ludzie, bądź każdy z osobna, bądź wielu zbiorowo; to pierwsze jest znakiem szczerej pobożności; po cóż bowiem ma udawać ten, kogo nikt nie widzi poza tym jednym, który widzi również udawanie? Przy odosobnionym oddawaniu czci nie ma żadnych obrzędów. To drugie zaś może być udane lub wypływać z ambicji. Obrzędami nazywam te znaki pobożności, które nie wypływają z natury działań, jakimi cześć się oddaje, lecz są ustanowione z woli państwa; to natomiast, że człowiek, który się modli lub oddaje cześć, klęka lub pada na twarz na znak pokory i poddania się Bogu, to natura dała wszystkim ludziom, którym dała to, iż wierzą w Boga. W kulcie prywatnym, praktykowanym przez wielu ludzi na raz, mogą być obrzędy, jako że ci ludzie mogą stanowić wspólnie o tym, jaki sposób wspólnego oddawania czci będzie przystojny, o ile tylko nie czynią nic wbrew prawom państwa. Lecz tutaj jest miejsce i jest zachęta do takiego udawania, w którym niemniej czasem nie ma winy. Taka bowiem już jest natura licznych zbiorowisk, że ludzie, którzy w dużej liczbie zeszli się na jedno miejsce, chcą, ażeby inni otaczali ich szacunkiem, i żądają, by nikt ani względem nich samych, ani w ich obecności nie mówił głupio, nierozważnie, nieokrzesanie, nieporządnie albo nie bardzo w ich mniemaniu ozdobnie; wymagają też, ażeby zachowanie innych ludzi było pełne powagi, takie, jakie nie bywa nigdy we własnym domu. Stąd też ten, kto przemawia do dużego zbiorowiska lub mówi w obecności wielu ludzi, gdy wszyscy inni milczą, winien przybrać postawę bardziej poważną i świętą, niż to czyni gdziekolwiek indziej. W tym jest pewien rodzaj sztuki aktorskiej, ale nie ma w tym winy, jako że tego żąda duże zbiorowisko, które znacznie większą ma moc niż jednostki.

9. Kult publiczny nie może być pozbawiony obrzędów, jako że jest kultem, który państwo nakazało wszystkim obywatelom oddawać Bogu na znak czci, jaką mają dla Niego; przy tym nakazało czynić to w ustalonych miejscach i terminach. Tak więc do państwa należy uprawnienie do orzekania, co jest przystojne a co nie, gdy chodzi o publiczne oddawanie czci Bogu. Obrzędy są właśnie tymi znakami czynności pobożnych, które dyktuje nie tylko sama natura tych działań, to bowiem jest kult dyktowany przez rozum, lecz również tymi znakami, jakie wyznacza wola państwa. Stąd też, z konieczności rzeczy u różnych ludów jest tak, że co należy do kultu u jednego, to nie należy u drugiego, i że kult praktykowany przez jeden lud nieraz jest wyśmiewany przez inne. Bóg sam bezpośrednio nie nakazywał nigdy żadnego kultu, wyjąwszy ten, który nakazał Żydom, gdy sam nad nimi królował. Obrzędy u innych ludów, jedne były czasem bardziej rozsądne niż inne, ale u wszystkich ludów było nakazem rozumu praktykować te obrzędy, jakie nakazywało prawo państwowe.
    Elementami składowymi kultu są działania bądź zgodne z rozumem, bądź zabobonne, czyli fantastyczne. Zgodne z rozumem są, po pierwsze, modły. Są one bowiem znakiem, iż wierzymy, że wszelkie dobra zostaną nam dane od Boga i że od niego jednego tylko można ich oczekiwać. Po drugie, dziękczynienia, albowiem w nich dajemy wyraz temu, iż wierzymy, że wszelkie dotychczasowe dobra dane nam były od Boga i jedynie dzięki jego łasce. Mówi się czasem, że ludzie pobożni modłami i prośbami swymi zmieniają, czy też nawet przezwyciężają wolę Boga; nie, iżby zmuszali Boga kiedykolwiek do tego, żeby zmienił swą decyzję i swe wyroki wieczne, lecz że Bóg, który ustanowił porządek wszelkich rzeczy, chciał, by jego dary czasem wyprzedzały prośby ludzi, a czasem po nich następowały. Tak więc nie jest niesłuszne to, że zarówno modły, jak i dziękczynienia nazywane są wspólnym mianem suplikacji. Po trzecie [częścią kultu są] posty publiczne oraz inne akty ludzi, którzy żałują za grzechy. Są to bowiem znaki żalu i skruchy, to znaczy tego, ze ludzie wstydzą się swych grzechów; a poza tym znaki tego, że świadomi poprzednich upadków mniej dowierzamy własnym siłom i że na przyszłość chcemy być zabezpieczeni przed tym, iżbyśmy znów w grzechy nie popadli. Pokorze zaś swej i smutkowi ludzie zazwyczaj dają wyraz przez popiół, wór i padanie twarzą na ziemię; nie, iżby wstyd i pokora bez tych znaków nie była prawdziwa, lecz że sama natura wskazuje, iżby tymi samymi rzeczami oddawać cześć Bogu, który widzi nasze serca, jakimi czczą go inni ludzie na naszych oczach, którzy nie mogą sądzić o prawdziwej skrusze inaczej, niż na podstawie takich znaków. Ci zaś, którzy są pewni, że grzechy ich zostały im odpuszczone, skoro się tylko opamiętali, i którzy wiedzą, że się opamiętali, ci nie mogą już dłużej doznawać cierpienia, chyba że pewnym rodzajem cierpienia jest również wstyd. Jeśli bowiem doznają cierpienia, to jest to oczywistym znakiem, że cierpią dlatego, iż uważają, że doszli do takiej niedoli, że albo sami upaść muszą duchem, albo wyrzec się grzechów, do których mają upodobanie; na podobieństwo tego, jak na morzu kupiec cierpi nad tym, gdy widzi, że albo sam zginie, albo utraci swe towary. Tak więc w kulcie dla Boga smutek z powodu popełnionych grzechów jest rzeczą przystojną i naturalną; lecz winien to być smutek nie tego, który stawia opór, lecz tego, kto doznaje wstydu i upokorzenia. Po czwarte, częścią rozumnego i publicznego kultu dla Boga są dary, to znaczy: ofiary i daniny. Nie jest bowiem zgodne z rozumem, iżbyśmy Temu, od którego otrzymaliśmy wszystko, nic w zamian nie dawali, to znaczy: iżbyśmy nic nie poświęcali Bogu; inaczej mówiąc, iżbyśmy nie przeznaczali pewnej części dóbr dla utrzymania sług publicznego kultu, ze względu na dostojeństwo tego urzędu. Oto bowiem w kościele słudzy Chrystusa utrzymywali się z Ewangelii, to znaczy: z tych rzeczy, jakie ludzie wdzięczni dawali za dobrą nowinę; u Żydów zaś i u wielu innych ludów kapłani utrzymywali się z danin i ofiar. Otóż tak samo rozum dyktuje, iżby w każdym państwie słudzy kultu bożego czerpali swe utrzymanie z tych rzeczy, które są poświęcone Bogu i które ze względu na to powinny być pod każdym względem najlepsze.

11. Kult zabobonny ma większą różnorodność, niż to można by opowiedzieć, a to dlatego, że bardzo odmienne są wierzenia tych ludzi, którzy mniemali, iż jest wielu bogów, i którzy uważali, że istnieje jakiś lud niebiański, niby jakieś państwo ludzi żyjących w powietrzu. Ci ludzie wierzyli również, że owi bogowie mają w niebie swój własny język i że te same rzeczy inaczej są nazywane przez ludzi, a inaczej przez bogów. Tak na przykład wierzyli, że kto na ziemi nazywał się Romulus, w niebie nazywał się Kwirynus. Podobnie rzecz się ma z innymi imionami, jak to można widzieć u poetów greckich, którzy byli ojcami pogańskiego kościoła. Zupełnie podobnie to, co my nazywamy państwem, duchowieństwo nazywa kościołem, a to, co w państwie nazywa się prawem, w kościele nazywa się kanonem, a co w królestwie nazywa się majestatem, to w kościele nazywa się świątobliwością. I nie dość im było jednego państwa bogów: stworzyli drugie państwo bogów morskich, pod władzą Neptuna, i trzecie państwo podziemne, pod władzą Plutona. A poza tym nie było niemal stworu, którego by nie wzywali jak boga czy bogini; i nie było niemal żadnej cnoty, której nie byłby poświęcony ołtarz lub świątynia; wyjątek stanowiły pracowitość i pilność, dwa bóstwa, które same przez się były ludziom przychylne. Co więc można było nazwać, to można było też uczynić bogiem. Że to niezgodne jest z przyrodzonym rozumem, każdy rozumie. Ale prawo danego miejsca mogło uczynić, iżby takie przesądne wierzenie nazywano religią i żeby kultem były wszelkie podobne zabobony.

12. Celem, jaki wszystkie państwa stawiają kultowi Boga, jest to, iżby Bóg czy bogowie danego państwa byli przychylni zarówno samemu państwu, jak i jego poszczególnym obywatelom. Ale większości ludzi nie wystarcza łaska boża brana po prostu. Myślą oni bowiem: Bóg da mi wprawdzie pewne dary, lecz być może inne, niż ja sobie życzę; i odwróci ode mnie zło, lecz dzięki mojej roztropności. Chciałbym wiec wiedzieć, jakie to są te dobra, którymi ma zamiar mnie obdarzyć, i jakie są te zła, które tak się do mnie zbliżą, iż trzeba je będzie oddalać. Tak więc oddają ci ludzie cześć Bogu w ten sposób, iż wydaje się, że wciąż wątpią albo w mądrość bożą, albo w Jego pobłażliwość. Stąd też niemal wszyscy śmiertelnicy, niespokojni o to, co przyjdzie, szukają prognostyków różnego rodzaju, i to tak wielu, że niełatwo jest je wyliczyć. Tych znaków przyszłości zaś jeden jest rodzaj niezawodny, a mianowicie głos proroka, lecz tylko wówczas, jeśli prorok sam uczynił jakiś cud; inne zaś znaki są fałszywe. To, co astrologia ośmiela się, na podstawie oglądania gwiazd, orzekać o przyszłych zdarzeniach, jakie zrządzi traf, czy też wypowiadać się na tę, czy inną stronę, to nie jest wiedzą; to jest chytry podstęp człowieka, który chce uniknąć niedostatku i bierze zdobycz na ludziach głupich. To samo należy sądzić o tych, którzy nie czyniąc żadnego cudu udają, że są prorokami. Głupotą jest to, że wizjonerzy uważają, iż sny ich są prognostykami zdarzeń przyszłych, choć nie czynią oni żadnego cudu; i obłędem jest to, że żądają, iżby im wierzono; a zbrodnią to, że nierozważnie przepowiadają nieszczęścia państwa. W co bardzo wielu ludzi wierzy, iż czarownice szkodzą tym, którym źle życzą, to nie jest zgodne z prawdą; lecz gdy nieszczęście, którego komuś życzą, rzeczywiście się zdarzy tak, jak chciały, wtedy same mniemają, że nieszczęście to dzięki ich prośbom spowodował demon, którego, jak im się zdaje, widziały we śnie i którego skłoniły do tego, zawierając z nim pakt; i twierdzą wtedy, jakoby to one uczyniły. One więc nie znają przyszłości, lecz tylko mają nadzieję, że w przyszłości stanie się to, czego pragną. Niemniej, zarówno ze względu na to, iż chcą szkodzić, jak i na niegodne ich praktyki, nie bez zasady są karane. Poza tym ludzie uważali za znaki prorocze przeczucia własne, to znaczy: nadzieje i obawy, oraz każdy swoje sny. Poza tym również za znaki przyszłości uważano przypadkowy przelot ptaków. Wglądali też ludzie ciekawie we wnętrzności bydła, które miały im przepowiadać przyszłość; i wierzono, że słowa człowieka, który mówi bezładnie, są też znakami przyszłości. Mówiono też, że wszelkie rzeczy niezwykłe, wszelkie dziwotwory i niezwykłe zjawiska są znakami tego, co ma przyjść, jako że w nich bogowie zdawali się wskazywać przyszłość. Ludzie też praktykowali różnego rodzaju ciągnienie losów, to znaczy; we wszelkich zdarzeniach przypadkowych wypróbowywali swe szczęście. Pomijam tu inne niezliczone sposoby badania przyszłości i przepowiadania, by zbyt długo nie zatrzymywać się na głupocie ludzkiej.

13. Religię zazwyczaj zmieniają dwie rzeczy, obie zależne od kapłanów: niedorzeczne dogmaty i obyczaje niezgodne z religią, jakiej uczą. Mylili się bowiem ludzie roztropni w Kościele rzymskim, uważając, że mogą nadużywać ignorancji mas tak dalece, iż mieli nadzieję, że będą mogli sprawić, iż szerokie masy ludzi będą wierzyły w słowa, które są ze sobą niezgodne, i to nie tylko teraz, ale zawsze. Szerokie masy powoli uczą się czegoś i kiedyś wreszcie zaczynają rozumieć znaczenie słów, którymi operują. A stąd, gdy ludzie zobaczą, że nauczyciele religii nie tylko sami mówią rzeczy, które są wewnętrznie niezgodne, lecz również każą innym tak mówić, to są skłonni nie tylko lekceważyć ich samych, jako nie znających się na tych rzeczach, lecz gotowi są też podejrzewać, że sama religia jest fałszywa, i skłonni są ją bądź poprawić, bądź usunąć z państwa. Nauczyciele więc religii przede wszystkim muszą mieć się na ostrożności, by do reguł kultu dla Boga nie mieszać nic z wiedzy, która należy do nauk przyrodniczych. Trudno i niemal nie podobna, iżby mogli uniknąć tego, żeby, nie mając żadnej wiedzy o zjawiskach przyrody, kiedyś nie popadli w twierdzenia niedorzeczne, które by później, odkryte nawet przez ludzi nieuczonych, mogły sprawić, że będzie lekceważone wszystko, czego ci nauczyciele będą uczyli. Tak właśnie odkryta przez Lutra niewiedza rzymskich doktorów nie tylko podważyła znaczną część rzymskiej religii, zarówno w naszym kraju, jak i u innych narodów, lecz również same te narody oderwała od Rzymu. Otóż gdyby ci doktorzy byli zachowali milczenie co do takich spraw, jak transsubstancjacja, to znaczy: natura ciała i miejsca, jak wolna wola, to znaczy: jak natura woli i umysłu, oraz co do innych rzeczy, które ze względu na zwięzłość pomijam, to mogliby zachować te korzyści, jakie sobie zdobyli. Co się tyczy drugiej przyczyny, dla której ulegają zmianom religie, a mianowicie obyczajów, to jest oczywiste, że żaden człowiek przeciętny nie jest tak głupi, iżby widząc, że ten, kto każe wierzyć w rzeczy skądinąd trudne do wierzenia, żyje tak, jak gdyby w nie sam nie wierzył, żeby taki człowiek przeciętny nie uważał, że tamten jest oszustem, i że nie należy wierzyć w to, w co tamten wierzyć każe; zwłaszcza jeśli dla tamtego, który wierzyć każe, jest pożyteczne, by ten wierzył. Jeśli więc ci nauczyciele uczą, jak to czynią wszędzie, że ludzie mający wiarę winni być mniej skąpi niż inni, mniej ambitni, mniej wyniośli, mniej pobłażliwi dla swoich zmysłów, że mniej się mieszać winni w sprawy świeckie, to znaczy: w sprawy państwowe, że winni mniej innych obrzucać obelgami, mniej żywić zawiści, bardziej być, niż inni, ludźmi prostego serca, to znaczy: być bardziej otwarci, bardziej miłosierni, bardziej prawdomówni - i jeżeli sami tacy nie są, to nie powinni się skarżyć, jeśli później ludzie nie dają im wiary. Myślę też, że to, iż religia chrześcijańska tak bardzo rozwijała się za czasów świętych apostołów, w znacznej mierze miało swoją przyczynę w tym, iż życie kapłanów pogańskich nie było świętobliwe i moralne. A mianowicie, nie tylko dzielili oni z ludźmi przeciętne przywary, lecz mieszali się też do sporów między państwami; i trzymali nad swymi bogami straż na podobieństwo tego, jak zazwyczaj piastunki pilnują dzieci; a mianowicie strzegąc, by do bogów nie miał dostępu nikt poza tymi, którym oni na to pozwalają, i żeby bogowie nie byli przychylnymi nikomu, kogo oni sami im nie polecą. A ludzie skąpi i żądni korzyści polecali bogom jedynie tylko tych, od kogo otrzymywali dobrodziejstwa.

strona główna