strona główna

EPIKUR Z Samos

LIST DO PYTOKLESA

przeł. Kazimierz Leśniak

Epikur pozdrawia Pytoklesa

Kleon przesłał mi twój list, w którym nie skąpisz mi objawów przyjaźni, odwzajemniając godnie moją dla ciebie życzliwość, a także usiłujesz przypomnieć w sposób przekonujący nasze dyskusje o życiu szczęśliwym. Życzysz sobie, abym ci przesłał traktat o zjawiskach niebieskich, zwięzły i przystępny, byś mógł go sobie łatwo zapamiętać, bo to, co napisałem na ten temat w innych dziełach, jest twoim zdaniem trudne do zapamiętania, chociaż masz stale moje książki przy sobie. Z prawdziwą przyjemnością dowiaduję się o twej prośbie i rokuję sobie po niej jak najlepsze nadzieje. Do tego, co już napisałem, dodam teraz wyjaśnienia, o które pytasz. (...) Zatem staraj się dobrze zrozumieć moje wywody, utrwaliwszy zaś je sobie głęboko w pamięci, powracaj do nich często z najwyższą uwagą, tak jak i do tego, co w skrócie wyłożyłem w liście do Herodota. Przede wszystkim zapamiętaj sobie, że jedynym celem poznania zjawisk niebieskich, niezależnie od tego, czy się je rozpatruje łącznie z innymi, czy niezależnie od innych, jest spokój ducha i niezachwiana pewność; to samo zresztą dotyczy pozostałych spraw. Nie można brać na siłę tego, co jest niemożliwe do osiągnięcia, ani stosować do wszystkich rzeczy jednej i tej samej metody badań, ani przedstawiać naszych wywodów zawsze jasno, zarówno wtedy, gdy się roztrząsa sprawy należące do życia ludzkiego, jak i wtedy, gdy się tłumaczy ogólne zasady filozofii przyrody, to na przykład, że wszechcałość składa się z ciał i niecielesnej natury [tj. próżni] albo że atomy są elementami pierwotnymi, i inne tego rodzaju fakty będące w całkowitej zgodzie ze zjawiskami. Nie jest tak jednak w wypadku ciał niebieskich, wiele przyczyn współdziała bowiem przy ich powstawaniu, a ich istnienie można tłumaczyć na różne sposoby, nie pozostające bynajmniej w kolizji z postrzeżeniami zmysłowymi. Nie należy uprawiać filozofii przyrody opierając się na pustych ogólnikach i dowolnych regułach, trzeba iść za głosem zjawisk. Wszakże życie nasze nie potrzebuje ani niedorzecznych teorii, ani czczych domysłów; pragniemy tylko żyć bez strachu. Wszystko dzieje się w sposób konieczny pod każdym względem, w ścisłej łączności ze wszystkimi rzeczami, które będąc zgodne ze zjawiskami, są wyjaśniane na różne sposoby, byle tylko to, co się twierdzi, miało charakter prawdopodobieństwa. Gdy wszakże jedno pozostawiamy, a drugie odrzucamy, mimo że i jedno, i drugie zgadza się ze zjawiskami, nie ulega już wątpliwości, że opuściliśmy teren filozofii przyrody i stoczyliśmy się na pozycje mitologiczne. Te zjawiska, które ujawniają się w zasięgu naszego doświadczenia i które możemy bezpośrednio obserwować, dostarczają nam wskazówek co do ruchów ciał niebieskich. Te ostatnie, przeciwnie, nie mogą być bezpośrednio obserwowane, a również i to jest możliwe, że dzieją się na wiele różnych sposobów. Powinniśmy każde zjawisko bacznie obserwować, a to wszystko co się z nim wiąże, dokładnie określać. Fakt, że zjawiska te mogą się na wiele różnych sposobów dokonywać, nie jest bynajmniej sprzeczny z tym, co widzimy wokół nas.

Świat jest pewną określoną częścią sklepienia niebieskiego, obejmującą gwiazdy, ziemię i wszelkie inne otaczające nas zjawiska; jest pewnym wycinkiem nieskończoności, ograniczonym jakąś powierzchnią, która może być cienka lub gruba; jej rozluźnienie musi pociągnąć za sobą całkowite zniszczenie wszystkiego, co jest nią objęte. Świat może krążyć po linii kulistej i może być nieruchomy; może mieć obwód sferyczny albo trójkątny, albo jakikolwiek inny, wszystkie te wypadki są bowiem możliwe, a żaden z nich nie jest sprzeczny z jakimkolwiek zjawiskiem naszego świata, w którym nie można dostrzec granic.

Nietrudno pojąć, że takich światów, jak nasz, jest nieskończenie wiele i że każdy świat może powstać zarówno w obrębie innego świata, jak i w międzyświatach - tak nazywamy przestrzeń rozciągającą się między światami), a także w przestrzeni obejmującej wielkie obszary próżni, lecz nie może powstać - jak chcą niektórzy - w niezmiernych przestrzeniach całkowicie pustych.

Narodziny świata rozpoczynają się wtedy, gdy odpowiednie atomy zaczną napływać z innego świata, z międzyświatów lub z wielu innych światów. Atomy te z wolna poczynają się skupiać, łączą się, to znowu zmieniają miejsce, podczas gdy nowe strumienie atomów ciągle napływają z regionów zasobnych w nie, aż wreszcie osiągną stan końcowy i trwały w takim stopniu, iż utworzona podbudowa może już utrzymać coraz to większy napływ nowych atomów. Jednakże zwykłe nagromadzenie atomów czy wir atomowy w przestrzeni nie wystarczają bynajmniej do tego, by powstał jakiś świat i rozwijał się aż do momentu zderzenia z innym, jak to utrzymuje jeden z tak zwanych filozofów przyrody. Pogląd ten nie jest zgodny ze zjawiskami.

Słońce, księżyc i pozostałe gwiazdy nie powstały oddzielnie i nie zostały dopiero później włączone do obszaru świata (i to wszystko, co dostarcza osłony), lecz zostały ukształtowane równocześnie z nim i rozrastały się (tak samo jak ziemia i morze) dzięki przyrostowi i wirom pewnych subtelnych elementów, zbliżonych swą naturą do powietrza czy ognia albo ich mieszaniny; za tym przemawia wrażenie zmysłowe.

Co się natomiast tyczy wielkości słońca i innych gwiazd, to jest ona w stosunku do nas taka dokładnie, jak się naszym zmysłom przedstawia. (...) Samo w sobie natomiast może być słońce nieco większe albo nieco mniejsze, albo wreszcie dokładnie takie, jakim je widzimy. Bo i ognie tutaj na ziemi, oglądane z pewnej odległości, oceniane są wedle spostrzeżeń zmysłowych. Wszelkie zarzuty skierowane przeciwko tej części naszej nauki będzie można bez trudu odeprzeć, jeśli się tylko weźmie pod baczną rozwagę fakty oczywiste, których pewną ilość przytoczyłem w traktacie O przyrodzie.

Możliwie, że wschody i zachody słońca, księżyca i innych gwiazd dokonują się wskutek kolejnego zapalania się i gaśnięcia, założywszy, że w obydwu częściach świata są odpowiednie warunki dla tych zjawisk. A żaden fakt przeciw temu nie świadczy. Wschody i zachody gwiazd można jeszcze wytłumaczyć przez pojawianie się gwiazd nad powierzchnią ziemi i znikanie poza jakimś ciałem nieprzezroczystym. Również i temu nie przeczy żaden fakt. Nie można też wykluczyć takiego tłumaczenia, że ruchy gwiazd dokonują się dzięki rotacji całego nieba lub, jeśli się założy jego nieruchomość, dzięki ich własnej rotacji, pod wpływem koniecznego impulsu udzielonego im na początku świata (na wschodzie) a może wreszcie wskutek gwałtownego żaru wydobywającego się z ich ognia, który przerzuca się kolejno z miejsca na miejsce.

Obroty słońca i księżyca mogą być następstwem nachylenia nieba, które na mocy prawa konieczności musi w odpowiednim czasie wystąpić. Ale równie dobrze mogłyby być następstwem nacisku dwu przeciwnych strumieni powietrza lub takiej okoliczności, że w każdej porze odpowiednie kwantum materii nieustannie zapala się i następnie gaśnie; w końcu to jest możliwe, że owe obroty powstały wtedy, gdy jakiś ruch wirowy opanował gwiazdy na samym początku, tak że odtąd krążą po linii spiralnej. Wymienione tutaj koncepcje i jeszcze inne podobne nie popadają bynajmniej w konflikt z oczywistością pod warunkiem, że w zagadnieniach szczegółowych tego rodzaju zadowolimy się tym, co możliwe, nie zważając na niegodne wymysły astrologów, a każda z tych teorii będzie zgodna ze zjawiskami.

Fazy księżyca mogą powstawać albo wskutek własnej rotacji masy księżyca, albo wskutek układu powietrza, albo wskutek ustawienia się naprzeciw ciała nieprzezroczystego, czy wreszcie wskutek wielu innych przyczyn nadających się do wytłumaczenia owych zmian kształtu księżyca, przy tym podsuwanych nam przez podobne zjawiska ziemskie. Nie można jednak upodobać sobie jednego jedynego sposobu tłumaczenia, odrzucając lekkomyślnie wszystkie inne, nie zbadawszy uprzednio tego, co człowiek może, a czego nie może poznać; takie stanowisko jest równoznaczne z pragnieniem poznania tego, co jest niemożliwe do poznania. Inna w końcu ewentualność może być taka, że księżyc świeci własnym światłem albo że pobiera światło od słońca. Bo i u nas widzi się, że pewne ciała czerpią światło z samych siebie, inne natomiast ze źródeł zewnętrznych. Nie przeczy temu żadne zjawisko niebieskie pod warunkiem, że będziemy mieli stale na uwadze metodę wielorakiego tłumaczenia i że będziemy zwracać baczną uwagę na zjawiska i na związane z nimi założenia i przyczyny, zamiast rozwodzić się nad tym, co jest z nimi niezgodne, lekkomyślnie przypisywać im fałszywą wartość i wskutek tego tak czy inaczej uciekać się zawsze do jednego tylko sposobu tłumaczenia. Podobizna twarzy na księżycu może powstać albo dzięki rozmaitym układom jego części, albo równie dobrze może ją wywoływać jakieś ciało znajdujące się naprzeciw księżyca, a mogą też być przyczyną tego zjawiska różne inne okoliczności, zgadzające się ze zjawiskami. Przy wszelkich tego rodzaju zjawiskach niebieskich nie powinniśmy nigdy rezygnować z tej metody badań; bo kto będzie występował przeciwko oczywistości, nie zazna nigdy prawdziwego spokoju ducha.

Zaćmienie słońca i księżyca może być wywołane albo ich zgaśnięciem, co często można obserwować w naszych ziemskich warunkach, albo ustawieniem się naprzeciw jakiegoś ciała, czy to ziemi, czy innego ciała niewidocznego, czy czegoś podobnego. Należy zatem rozpatrywać we wzajemnym powiązaniu wszystkie rodzaje przyczyn i nie żywić przekonania, że równoczesne zachodzenie wielu przyczyn jest niemożliwe. (...)

Co się zaś tyczy regularności ich obrotów, to można ją wyjaśnić w ten sam sposób, jak zachowanie się pewnych zjawisk w zasięgu naszego doświadczenia. W żadnym wypadku nie należy się odwoływać do natury boskiej ani obarczać jej żadną funkcją - niech się bóstwa radują własnym szczęściem. Jeśli nie będziemy w ten sposób postępować, całe nasze poszukiwanie przyczyn zjawisk niebieskich okaże się daremne; a zdarzyło się to już wielu badaczom, którzy nie trzymali się możliwych sposobów tłumaczenia, lecz uwikłali się w czcze dyskusje, a sądząc, że zjawiska dzieją się w jeden tylko jedyny sposób, odrzucali wszystkie inne możliwe sposoby bez tłumaczenia. Wskutek tego stanęli wobec czegoś niepoznawalnego i wobec niemożności ujęcia jednym rzutem oka całości zjawisk, które powinny być uważane za znaki. (...)

Chmury mogą się tworzyć i gromadzić albo wskutek zagęszczenia powietrza pod wpływem ciśnienia wiatrów, albo wskutek powikłania pewnych atomów zdolnych do sczepiania się i będących w stanie wywołać taki rezultat, albo wreszcie wskutek nagromadzenia się wyziewów ziemi i wód. Nie jest jednak wykluczone, że chmury mogą się tworzyć na wiele innych sposobów. Mogą się przemieniać w wodę pod wpływem wzajemnego nacisku albo wskutek dokonujących się w nich przeobrażeń, czy wreszcie w wyniku prądów strumieni powietrza przemieszczającego się z odpowiednich miejsc. Ulewa staje się gwałtowna wówczas, gdy powoduje ją pewne nagromadzenie chmur zdolnych do takiego wyładowania. Grzmoty mogą powstawać czy to wskutek pędu wiatru w krętych wgłębieniach chmur - podobne zjawisko występuje i w naszych naczyniach, czy to wskutek głuchego łoskotu, jaki wydaje ogień przemieniając się w substancję powietrzną, czy to wskutek gwałtownego rozrywania się i rozdzielania chmur, czy wreszcie w wyniku tarcia i gwałtownego łamania się chmur, gdy już stwardniały na lód. Krótko mówiąc, zjawiska skłaniają do tego, aby i tę część faktów przyrodniczych tłumaczyć na wiele różnych sposobów.

Co do błyskawic, to i one się tworzą na rozmaite sposoby: a więc wskutek tarcia i zderzania się chmur elementy wywołujące ogień wydobywają się, dając początek błyskawicy; przyczyny ich można się dopatrywać w działaniu prądów powietrznych wyrzucających z chmur ciałka ogniste, które potrafią wywoływać błysk; a także w nacisku, jaki chmury albo wywierają na siebie wzajemnie, albo jakiego doznają ze strony prądów powietrznych; nie jest też wykluczone, że rozproszone światło gwiazd jest przez chmury wchłaniane, a następnie wskutek ich ruchu oraz ruchu prądów powietrznych koncentruje się w nich i w końcu przedarłszy się przez nie, wydobywa się na zewnątrz; wywołuje je może także przenikanie i ruch bardzo subtelnego światła poprzez chmury. (Możliwe również, że ogień zapalą chmury i wywołuje grzmoty). A może to żywioł powietrzny zapala się skutkiem gwałtownego ruchu i niezwykle silnej kondensacji. Błyskawice mogą wreszcie powstawać z tego powodu, że chmury się rozdzierają pod wpływem działania wiatrów i atomy, które wytwarzają ogień oraz zjawisko błyskawicy, zostają uwolnione. Istnieje wiele innych jeszcze sposobów tłumaczenia, które łatwo można wykryć pod warunkiem, że się będzie zawsze uwzględniało zjawiska i jednym rzutem oka ogarniało fakty analogiczne. Błyskawica wyprzedza grzmot przy takim układzie chmur, ponieważ w chwili wtargnięcia prądów powietrznych elementy wytwarzające błyskawicę zostają wyrzucone na zewnątrz, a dopiero później wyparte powietrze wywołuje grzmot; a nawet, gdy powstają równocześnie, błyskawica dociera do nas jednak szybciej niż grzmot, jak to się dzieje, gdy obserwujemy z pewnej odległości kogoś, kto uderza jednym przedmiotem o drugi. (...)

Trzęsienia ziemi mogą powstać wtedy, gdy prądy powietrzne zostaną wewnątrz ziemi, a oddziałując na małe jej cząstki wprawiają je w ciągły ruch, co z kolei prowadzi do wstrząsów ziemi. Ów prąd powietrzny albo się wdziera do ziemi z zewnątrz, albo powstaje w wyniku tego, że się w sklepieniach podziemnych warstwy ziemi zapadają, wyzwalając uwięzione wewnątrz prądy powietrzne. Inną przyczyną trzęsienia ziemi może być rozprzestrzenianie się ruchu wywołanego częstym zapadaniem się ogromnych warstw ziemi i odpowiednim przeciwdziałaniem, gdy napotykają one warstwy bardziej zwarte i gęstsze. Istnieje jednak wiele innych jeszcze przyczyn wywołujących trzęsienie ziemi.

Wiatry powstają od czasu do czasu wskutek powolnych i stopniowych zmian zachodzących w atmosferze, a także wskutek nagromadzenia wielkiej ilości wody. Mogą również powstać wskutek tego, że drobne cząstki powietrza przenikają do licznych wgłębień ziemi i rozprzestrzeniają się w różnych kierunkach. (...)

Śnieg może się tworzyć wtedy, gdy drobne krople wody przesączają się poprzez chmury dzięki symetrii otworów i gwałtownemu naciskowi wiatrów na odpowiednie chmury; w czasie spadania krople te zamarzają wskutek dużego zimna, jakie panuje w regionach znajdujących się pod chmurami. Zamarzanie może się także dokonywać wewnątrz chmur mających jednolitą porowatość, a śnieg pada dlatego, że znajdujące się obok siebie cząsteczki wody wywierają nawzajem na siebie nacisk. Gdy natomiast owe cząsteczki utworzą zbitki, wtedy powstaje grad, co najczęściej się dzieje na wiosnę. Ale owe masy śniegu mogą powodować opady również wskutek wzajemnego tarcia zamarzniętych chmur. Śnieg może się tworzyć ponadto na wiele innych sposobów. (...)

Lód tworzy się przez wyparcie poza wodę atomów o kształcie okrągłym i przez ścisłe połączenie atomów o kształtach nierównych i haczykowatych, znajdujących się w wodzie. Może również powstać wskutek dołączania się z zewnątrz takich cząstek, które powodują zamarzanie wody po wyparciu na zewnątrz pewnej liczby atomów okrągłych.

Tęcza powstaje, gdy słońce prześwieca poprzez wilgotne powietrze. Albo też wskutek odpowiedniego połączenia się światła z powietrzem, co właśnie wywołuje ten swoisty zestaw wszystkich barw, bądź równocześnie, bądź każdej barwy oddzielnie. Przez odblask otrzymują sąsiadujące regiony powietrzne takie właśnie zabarwienie, jakie często obserwujemy, a to wskutek prześwietlenia ich części. Tęcza zawdzięcza swój zaokrąglony kształt jednakowej odległości między różnymi jej punktami a naszym okiem albo też układowi roju atomów, znajdujących się w powietrzu lub w chmurach i wyemitowanych ze słońca, który w całości wydaje się zaokrąglony. (...)

Komety powstają wówczas, gdy w pewnych miejscach w pewnych odstępach czasowych i w określonych warunkach w przestrzeni zapala się ogień. Albo wskutek tego, że niebo nad nami wykonuje w pewnych określonych odstępach czasu swoiste ruchy, sprawiając, że te ciała niebieskie na moment stają się widoczne. (...)

Wśród gwiazd są takie, które zawsze obracają się w tym samym miejscu, i to nie tylko dlatego, że, jak twierdzą niektórzy, ta część świata jest zawsze nieruchoma, a wokół niej krąży cała reszta, lecz również dlatego, że jest otoczona kolistym wirem powietrza, który nie pozwala tym gwiazdom poruszać się tak jak innym ciałom niebieskim. Jednakże przyczyna tego zjawiska może tkwić także w tym, że komety nie znajdują już więcej potrzebnego paliwa; podczas gdy jest go pod dostatkiem tam właśnie, gdzie są widoczne. Zjawisko to można wytłumaczyć na wiele innych jeszcze i sposobów, jeśli tylko potrafimy wyciągać wnioski zgodne ze zjawiskami. Podczas gdy pewne gwiazdy błąkają się w przestworzach, jeśli rzeczywiście można im taki ruch przypisać, to inne, przeciwnie, wykonują ruchy regularne. Jest możliwe, że te gwiazdy były zmuszone od początku poruszać się po orbicie kolistej, ale są unoszone przez wir regularny, a inne przez wir zdradzający pewne anomalie. Można by to zjawisko i tak wytłumaczyć, że w przestrzeni, w której się poruszają gwiazdy, w jednym miejscu istnieją prądy powietrzne regularne, które kierują gwiazdy w tę samą stronę, zapalając je jednostajnie, w innym natomiast miejscu istnieją prądy nieregularne, które wywołują różnice przez nas obserwowane. Podawanie jednej jedynej przyczyny dla wszystkich tych faktów, podczas gdy zjawiska sugerują ich więcej, jest szaleństwem i zuchwałością; zdolni są do tego jedynie gorliwi zwolennicy czczej astrologii, którzy wynajdują bezsensowne przyczyny, powołując się przy tym na naturę boską, a przecież nie powinni jej obarczać żadnymi uciążliwymi obowiązkami. Fakt, że pewne gwiazdy, jak to można zaobserwować, pozostają w tyle za innymi, można tym wytłumaczyć, że ten sam obrót wykonują one wolniej niż tamte, albo tym, że są spychane w przeciwnym kierunku przez odpowiedni wir; może być wreszcie tak, że przy kołowym ruchu wirowym jedne gwiazdy - wykonując obrót - zakreślają większe, a inne mniejsze koło. Opowiadać się za jednym sposobem tłumaczenia tych faktów przystoi jedynie tym, którzy chcą zadziwiać tłum snując nieprawdopodobne opowieści. (...)

Znaki przepowiadające pogodę, a towarzyszące znakom Zodiaku, zależne są od zbiegu wielu przypadkowych okoliczności. Znaki te w istocie nie wywierają żadnego koniecznego wpływu na powstawanie niepogody ani też żadna istota boska nie zajmuje się śledzeniem pór ich pojawiania się i związanych z tym zmian pogody. Nie ma bowiem takiej istoty żywej, obdarzonej bodaj iskierką inteligencji, która by mogła dojść do tak nierozumnego poglądu, tym bardziej zaś, jeśli jest to istota ciesząca się szczęściem najwyższym.

Zachowaj to wszystko, Pytoklesie, w pamięci. Dzięki temu potrafisz uniknąć mitologii i będziesz w stanie zrozumieć rzeczy podobne do tych, które ci przedstawiłem. Nade wszystko interesuj się zasadami rzeczy, nieskończonością świata i pokrewnymi zagadnieniami, a ponadto jeszcze kryteriami prawdy i czuciami, nie zapominając o celu, jaki przyświecał naszym rozważaniom. Łączne roztrząsanie tych wszystkich zagadnień ułatwi określenie przyczyn faktów szczegółowych. Ci wszyscy, którzy nie podejmą tych dociekań z pełnym umiłowaniem, nie będą mogli pojąć ani osiągnąć rezultatów, z myślą o których powinny być podejmowane wszelkie badania teoretyczne.

strona główna