strona główna

EPIKUR z Samos

LIST DO HERODOTA

przeł. Kazimierz Leśniak

Epikur przesyła Herodotowi pozdrowienie. (...) ułożyłem dla ciebie ten skrót i elementarny wykład wszystkich moich nauk.

(...) zajmijmy się sprawą rzeczy niejawnych; najpierw zaś tym, że z niebytu nic powstać nie może, w przeciwnym razie wszystko mogłoby powstawać ze wszystkiego bez żadnych zarodków. A gdyby znów to, co znikło, było unicestwiane, wówczas od dawna już wszystkie rzeczy przestałyby istnieć, gdyż nie byłoby tego, w co by się mogły przekształcić. Świat był zawsze taki, jaki jest teraz, i taki na zawsze pozostanie. W cóż zaiste mógłby się przekształcić? Nie istnieje wszakże poza całością żaden czynnik, który mógłby przeniknąć do środka świata i wywołać w nim zmianę.

Całość jest utworzona z ciał i próżni. (...) Istnienie ciał potwierdzają na każdym kroku wrażenia zmysłowe; na nich musi się też opierać wnioskowanie o rzeczach niejawnych. Gdyby nie było tego, co nazywamy próżnią, przestrzenią czy naturą niecielesną, ciała nie miałyby się gdzie ulokować i gdzie poruszać, co - jak przecież widać - czynią. Poza ciałami i przestrzenią nic się nie da pomyśleć ani pojęciowo, ani analogicznie do pojęciowego ujęcia; pojmujemy je bowiem jako pełne natury, a nie jako własności czy przypadkowe cechy.

Wśród ciał jedne są złożone, inne znów są ich elementarnymi składnikami. (...). Owe elementarne składniki są niepodzielne i niezmienne, skoro całość wszechrzeczy jest zdolna do trwania po rozpadnięciu się ciał złożonych, a bynajmniej nie ginie i nie przechodzi w niebyt; a jest tak dlatego, że owe elementarne składniki mają zwartą budowę i wskutek tego czynniki rozkładu nie mają do nich dostępu. A zatem pierwotne cząstki elementarne muszą być niepodzielnymi ciałami fizycznymi.

Dalej: wszechcałość jest nieskończona, bo to, co jest skończone, ma swój kraniec; a kraniec może być pomyślany tylko ze względu na coś innego. (...). A zatem skoro wszechcałość nie ma krańca, to nie ma również granicy, a skoro nie ma granicy, jest nieskończona i nieograniczona.

Co więcej, wszechcałość jest nieskończona zarówno ze względu na ilość ciał, jak i wielkość przestrzeni. Gdyby bowiem przestrzeń była nieskończona, a ciała w ilości skończonej, wówczas nie mogłyby się nigdzie zatrzymać, lecz rozproszone mknęłyby w nieskończoność, ponieważ nie miałyby żadnego punktu oparcia i nie byłyby zatrzymywane przez żadne zderzenie, z drugiej zaś strony, gdyby przestrzeń była ograniczona, nie mogłyby się w niej pomieścić ciała w nieskończonej ilości.

Ponadto nieprzenikliwe ciałka atomowe, z których są zbudowane ciała złożone i na które się następnie rozpadają, mają nieokreśloną ilość kształtów. Jest zgoła niemożliwe, aby nieskończona różnorodność zjawisk mogła powstać z dającej się ująć rozumem ilości kształtów. Każdy kształt jest reprezentowany przez nieskończoną ilość atomów, natomiast różnorodność kształtów nie jest nieskończona, lecz tylko nieokreślona (...).

Atomy poruszają się nieustannie przez całą wieczność (...) i jedne spośród nich znajdują się stale w znacznej od siebie odległości, podczas gdy inne przyjmują ruch drgający, gdy wskutek uwikłania znalazły się w skośnym położeniu albo gdy powstrzymane zostały przez atomy zdolne do uwikłania.

To, że każdy atom jest od reszty atomów oddzielony przestrzenią, sprawia natura przestrzeni, która ich odbiciu nie może stawiać oporu; a ponadto twardość wewnętrzna atomów powoduje przy zderzeniu odbicie, o ile uwikłanie pozwoli wrócić na dawne miejsce. Proces ten nie ma początku, ponieważ atomy i próżnia są odwieczne. (...)

(...) Otóż istnieje nieskończenie wiele światów, częściowo podobnych do naszego, częściowo niepodobnych. Nieskończenie wiele atomów, jak to wyżej zostało wykazane, pędzi w bezkresną przestrzeń kosmiczną. Jednakże nie wszystkie atomy spośród tych, które tworzą świat albo mogą go utworzyć, bywają zużyte na budowę jednego świata czy pewnej skończonej ilości światów, takich samych lub różnych. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by przyjąć istnienie nieskończenie wielu światów.

Istnieją także odbitki o takim samym kształcie, jak ciała realne, a różnią się od nich tym, że przewyższają je subtelnością budowy. (...) Jeżeli ich ruch poprzez pustą przestrzeń nie napotyka żadnej przeszkody od pędzących z przeciwnej strony atomów, wówczas wszelką odległość wyobrażalną przebywają w nie dającej się pomyśleć krótkiej chwili. Albowiem napotkany opór przyjmuje postać powolności, a brak oporu szybkości. (...) Dodam jeszcze, że powstawanie podobizn dokonuje się z szybkością myśli i że ich emanowanie z powierzchni ciał odbywa się bezustannie; nie obserwuje się przy tym zmniejszania się ciał, a to dzięki ciągłemu wyrównywaniu ubytku przez nowe cząsteczki. Odrywające się podobizny zachowują przez długi czas położenie i porządek atomów znajdujących się w przedmiocie realnym, chociażby uległy całkowitemu wymieszaniu. (...)

Trzeba również i to uznać, że z przedmiotów zewnętrznych dociera do nas coś, dzięki czemu możemy widzieć kształty i myśleć o nich. (...) z przedmiotów odrywają się i docierają do nas pewne ich odbitki, zachowując tę samą barwę i ten sam kształt, co i przedmioty, a zależnie od swych rozmiarów przedostają się do naszych oczu lub naszego umysłu. Poruszają się bardzo szybko, wywołując przez to wrażenie jednolitego i trwałego przedmiotu, a dzięki odpowiednim zderzeniom, pochodzącym z drgania atomów w głębi ciał stałych, utrzymują zgodność z podłożem. Niezależnie od tego, jakie wyobrażenia zdobędziemy, wyobrażenie kształtu czy przypadkowych własności, i na jakiej drodze, bezpośrednio przez umysł czy przez zmysły, będzie to zawsze kształt realnego ciała, powstający albo dzięki kolejnemu napływowi podobizn, albę dzięki przypomnieniu obrazu. Natomiast fałsz i błąd wiążą się zawsze z tym, co jest dodane przez mniemanie, a co oczekiwało wpierw na swe potwierdzenie albo przynajmniej na niezaprzeczenie i co w dalszym ciągu nie zostało potwierdzone albo nawet jest zaprzeczone (...).

(...) Również słyszenie powstaje dzięki strumieniowi napływającemu z ciała dźwięczącego, brzmiącego, brzęczącego czy w inny jakiś sposób wywołującego czucia słuchowe. (...) wstrząs, jaki powstaje w nas bezpośrednio po wydaniu tonu, wywołuje pchnięcie pewnych cząstek, które tworzą podobny do tchnienia strumień, dzięki któremu powstaje w nas czucie słuchowe.

Co do powonienia, to również trzeba uznać, że, podobnie jak słuch, nigdy by nie mogło wywołać żadnego wrażenia, gdyby pewne cząsteczki, które posiadają zdolność pobudzania narządu zmysłowego, nie były wysyłane przez ciało, jedne w sposób bezładny i nieprzyjemny, inne łagodnie i przyjemnie.

Należy również uznać, że atomy nie posiadają żadnej jakości rzeczy zmysłowych prócz kształtu, ciężaru, wielkości i tego, co z konieczności wiąże się z kształtem. Albowiem wszelka jakość zmienia się, podczas gdy atomy nie podlegają żadnym zmianom, a przy rozpadzie rzeczy złożonych musi pozostawać coś trwałego i niezmiennego, dzięki czemu zmiany nie doprowadzają do unicestwienia ani też nie powstają z niczego, lecz w wielu ciałach dochodzą do skutku dzięki przegrupowaniu atomów, a w niektórych przez ich dodanie i odjęcie. Wynika więc z tego nieuchronnie, że elementy, które się przegrupowują, są niezniszczalne i z natury swej niezmienne, a ponadto każdy posiada właściwe sobie masę i kształt, absolutnie niezmienne. (...)

Nie można jednak mniemać, że atomy mogą posiadać każdą dowolną wielkość, jeśli tylko nie chce się popaść w sprzeczność ze zjawiskami; trzeba koniecznie uznać rozmaitość stopni ich wielkości. Przyjąwszy ten pogląd lepiej można wyjaśnić powstawanie afektów i postrzeżeń zmysłowych. Przypisywanie atomom wszelkich możliwych wielkości nie jest bynajmniej potrzebne do powstawania różnic jakościowych; wówczas bowiem musiałyby istnieć atomy dostrzegalne gołym okiem; nigdy jednak atom nie był widoczny, a nawet trudno sobie wyobrazić, jak by to mogło nastąpić.

Nie sądź też, że ograniczone ciało może być tworem nieskończonej ilości atomów, i to o wszelkich możliwych wielkościach. Wobec tego trzeba również odrzucić nie tylko podzielność w nieskończoność na coraz to mniejsze cząstki (...).

(...) Nie można w żadnym wypadku przypisywać nieskończoności kierunków "do góry" i "w dół" w sensie absolutnym. Wiemy zaiste, że gdyby było możliwe z miejsca, w którym stoimy, wznieść się w kierunku głowy w nieskończoność albo gdybyśmy pomyśleli sobie nieskończoność w kierunku "w dół", nigdy by się nam nie ukazał punkt krańcowy; "do góry" i "w dół" byłoby tym samym w stosunku do tego miejsca. Nie da się tego inaczej pomyśleć. Należy wobec tego przyjąć jeden kierunek ruchu pomyślany w nieskończoność do góry i jeden pomyślany w nieskończoność w dół, chociażby ciało wznoszące się do góry tysiące razy dotykało stóp tych, co mieszkają nad nami, albo ciało, które spada w dół, dotykało tysiące razy głów tych, którzy się znajdują pod nami. Albowiem ogół ruchu jest przecież pojmowany jako przebiegający w dwu przeciwnych kierunkach w nieskończoność.

Atomy muszą posiadać jednakową szybkość, jeśli tylko w swym ruchu poprzez pustą przestrzeń nie natrafią na żadną przeszkodę. Bo ani ciężkie nie poruszają się szybciej niż małe i lżejsze, dopóty przynajmniej, dopóki im nic nie przeszkadza, ani też małe nie wyprzedzają wielkich, jeśli tylko mają dogodne przejście i gdy im również nic nie stanie na przeszkodzie. A także ruch spowodowany zderzeniem i skierowany bądź do góry, bądź w bok, nie różni się pod względem szybkości od ruchu w dół, wywołanego własnym ciężarem. Jak długo bowiem każdy z nich zachowa swój stan, będzie z szybkością myśli swój pęd kontynuował, dopóki czy to ze strony czynników zewnętrznych, czy wskutek ciężaru własnego nie natrafi na opór ze strony jakiegoś napotkanego ciała.

Jeśli idzie natomiast o ciała złożone, to jedne mają szybkość większą, inne mniejszą, chociaż atomy poruszają się z prędkością jednakową; dzieje się tak dlatego, że atomy w skupieniach materii dążą do jednego miejsca w najkrótszym odstępie czasu, chociaż poruszają się w różnych kierunkach w momentach czasowych, jedynie tylko myślowo uchwytnych; często się przy tym zderzają, aż wreszcie ciągłość ich ruchu staje się dla zmysłów widoczna. (...)

Z kolei w oparciu o wrażenia zmysłowe i czucia - bo w ten sposób zdobędziemy niewzruszoną podstawę pewności - dojdziemy do przekonania, że dusza jest ciałem złożonym z cząstek subtelnych rozproszonych po całym ciele, które można najtrafniej przyrównać do tchnienia przenikniętego ciepłem, a które upodabniają się bardziej to do tchnienia, to znowu do ciepła. Atoli pewna część duszy wybitnie się różni od pozostałych szczególną subtelnością, wskutek czego jeszcze głębiej i ściślej wnika w resztę ciała. Działanie tej części duszy ujawnia się we władzach umysłu i w czuciach, a łatwość, z jaką myśl się porusza, w myślach samych i w tym wszystkim, czego utrata powoduje śmierć. Musimy wreszcie i o tym pamiętać, że dusza jest naczelną przyczyną wrażeń zmysłowych. Jednakże nie byłaby do tego zdolna, gdyby jej nie wspierała reszta ciała. Ta właśnie reszta ciała, która współdziałała z duszą w tworzeniu wrażeń zmysłowych, przejmuje sama pewne przymioty duszy; bynajmniej jednak nie wszystkie i dlatego po ulotnieniu się duszy traci natychmiast zdolność odbierania wrażeń. Przecież ciało samo przez się nie nabyło tej zdolności, lecz zawdzięcza ją innej istocie wraz z nim zrodzonej [tzn. duszy], która, skoro tylko przez pobudzoną w niej zdolność przy pomocy ruchu wytworzy w sobie wrażenie zmysłowe, przekaże je ciału dzięki bliskiej z nim styczności i zgodności - jak to już powiedziałem.

Dzięki temu jak długo dusza jest w ciele obecna, tak długo nie przestaje doznawać wrażeń zmysłowych, nawet w wypadku, gdyby jakaś część od niej się oddzieliła i niezależnie od tego, jaką by część utraciła, przy całkowitym lub częściowym rozpadzie swej osłony [tzn. ciała] będzie doznawała wrażeń dopóty, dopóki w ogóle będzie istnieć. Natomiast reszta ciała, która się zachowała w całości czy częściowo, nie będzie doznawać już więcej wrażeń zmysłowych, gdy tylko rozproszy się ta ilość atomów, która stanowi naturę duszy. Skoro jednak nastąpi całkowite rozprzężenie organizmu, dusza rozprasza się i nie posiada już więcej tych władz, co przedtem, nie doznaje pobudzeń i wskutek tego traci zdolność odbierania wrażeń.

Trudno zaiste pojąć, jak dusza, nie będąc już w ciele, mogłaby doznawać właściwych jej pobudzeń, i to wówczas, gdy otaczająca i ochraniająca ją powłoka nie jest już taka jak dotychczas. (...)

(...) ci, co twierdzą, że dusza jest niecielesna, mówią niedorzeczności. Gdyby mianowicie tak było, dusza nie mogłaby ani działać, ani doznawać. A jest przecież pewne, że dusza posiada obydwie te własności. (...)

(...) czas łączymy z dniami i nocami oraz z ich fragmentami, a także z czuciami i ze stanami apatii, z ruchami i ze stanem bezruchu, dodając w myśli tym zjawiskom tę szczególną cechę, którą określamy wyrazem "czas". (...)

Do tego, co już zostało powiedziane, dochodzi jako dalsze twierdzenie to, że światy i wszelkie ograniczone ugrupowania atomów, które są tego samego rodzaju co przedmioty wokół nas, wywodzą się z nieskończoności; albowiem wszystkie światy, zarówno te olbrzymie, jak i małe, biorą początek ze specjalnych skupień atomów, a następnie znów się wszystko rozpada, pewne rzeczy szybciej, inne wolniej, jedne pod wpływem działania takiego a takiego układu przyczyn, drugie pod wpływem innych przyczyn. (Wyraźnie też stwierdza, że światy są zniszczalne, ponieważ ich części podlegają zmianom. A gdzie indziej mówi, że ziemia jest podtrzymywana przez powietrze.)

Nie należy też sądzić, że wszystkie światy muszą posiadać jeden i ten sam kształt. (...) Nikt nie potrafiłby udowodnić, że ten rodzaj zarodków, z których powstają zwierzęta i rośliny oraz inne rzeczy widzialne, może istnieć tylko w tak a tak ukształtowanym świecie, a nie może - w inaczej ukształtowanym. (...)

Co się tyczy ciał niebieskich, nie należy sądzić, jakoby ich ruchy, zmiany kierunków, zaćmienia, wschody i zachody i wszelkie tego rodzaju zjawiska były zależne od działania jakiejś wyższej istoty rządzącej i kierującej nimi, czy to obecnie, czy w przyszłości, istoty, która by cieszyła się zarazem wiecznym szczęściem i nieśmiertelnością. Albowiem ani zajmowanie się różnymi sprawami, ani troski połączone z wybuchami gniewu lub z oznakami życzliwości nie zgadzają się z poczuciem szczęścia, lecz wiążą się z bezsilnością, obawą i poczuciem zależności od bliźnich. Nie można też sądzić, że ciała niebieskie, utworzone z kulistej masy ognia i obdarzone szczęściem, wykonują wszystkie ruchy wedle swej własnej woli. (...) Przeto godzi się również uznać, że zarówno konieczność ruchów, jak i ich regularność wywodzą się z pierwotnego rozbicia ściśniętej masy atomów przy powstawaniu świata.

Trzeba również i na to się zgodzić, że zadaniem filozofii przyrody jest poznanie przyczyn najważniejszych zjawisk i że nasze szczęście zależy od poznania zjawisk niebieskich i od określenia ich natury oraz od tego wszystkiego, co zmierza do ścisłości badań. (...)

Co się zaś tyczy badań nad zachodem i wschodem, nad przesileniem dnia z nocą i zaćmieniem oraz nad innymi podobnymi zjawiskami, to bynajmniej nie przyczyniają się one do naszego szczęścia, które zależy od poznania, albowiem ci, którym nie są wprawdzie obce te rzeczy, ale którzy nie znają ich istoty i głównych przyczyn, doznają w takim samym stopniu strachu jak ci, którzy nic na ten temat nie wiedzą; a nawet śmiem twierdzić, że doznają większych obaw; albowiem zdumienie, jakie wywołuje ta dodatkowa wiedza o powyższych faktach, nie może znaleźć rozwiązania zagadki ani doprowadzić do zrozumienia istoty podporządkowania tych zjawisk najwyższym przyczynom. (...) Natomiast powinniśmy się odnosić z pogardą do tych, którzy nie uznają różnicy między tym, co istnieje albo powstaje w jeden sposób, a tym, co jest skutkiem wielu przyczyn; a również do tych, którzy sobie nie zdają sprawy ze złudzeń powstających wskutek odległości i nie wiedzą, w jakiej sytuacji nie można się cieszyć ze spokoju ducha, a w jakiej jest to zupełnie możliwe. Jeżeli przeto sądzimy, że jakieś zjawisko może się przejawiać w taki czy inny sposób, i jeżeli wiemy ponadto, że może się przejawiać na wiele jeszcze innych sposobów - świadomość tego bynajmniej nie zamąci nam spokoju ducha.

Po tych uwagach jedno jeszcze zagadnienie trzeba rozważyć: że mianowicie największy niepokój powstaje w duszach ludzkich wtedy, gdy się wierzy, iż ciała niebieskie są istotami szczęśliwymi i niezniszczalnymi, a równocześnie przypisuje im się tak sprzeczne z tym tendencje, jak pożądanie, działanie i pobudki; dalej, ponieważ pod wpływem mitów przypuszcza się czy podejrzewa istnienie wiecznych męczarni i ponieważ strach przejmuje ludzi na myśl o pośmiertnej utracie zdolności odczuwania, jak gdyby miało to dla nas jakieś znaczenie. Wreszcie niepokój rodzi się z tego również, że stan ten nie opiera się bynajmniej na mocnym przekonaniu, lecz na nierozważnych uczuciach, tak że jeśli się tej trwogi nie zamknie w pewnych granicach, wówczas można nawet dojść do podobnego czy zgoła większego niepokoju od tego, jaki by wynikał z mocnego przekonania. Spokój duszy wtedy jest tylko możliwy do osiągnięcia, gdy się potrafimy uwolnić od tego wszystkiego i gdy będziemy myśleć stale o wszechcałości i o najwyższych zasadach.

Z tego więc względu należy koniecznie zwrócić baczną uwagę na obecne uczucia i zmysłowe spostrzeżenia, na powszechne tam, gdzie chodzi o powszechne, a na indywidualne tam, gdzie o takie właśnie chodzi, a także na obecną w każdym kryterium oczywistość. Bo jeśli na to baczną zwrócimy uwagę, dojdziemy do wykrycia prawdziwych źródeł niepokojów i strachu, a określiwszy przyczyny zjawisk niebieskich i innych uwolnimy się od tego, co innych ludzi przeraża w najwyższym stopniu.

Oto, drogi Herodocie, krótkie streszczenie podstawowych twierdzeń o naturze świata. Jeżeli tylko nasza nauka zostanie opanowana z całą ścisłością, to jestem przekonany, iż każdy, kto się z nią zapozna, będzie górował nad wszystkimi innymi ludźmi, chociażby nawet nie wnikał nigdy w szczegóły wszystkich rzeczy. Albowiem wyjaśni mu się wiele zagadnień, drobiazgowo przeze mnie zbadanych w mych dziełach, a idee raz utrwalone w pamięci będą mu stale służyć. A są one tego rodzaju, że również ci, co zbadali już w sposób dostateczny, a nawet zupełny, niektóre szczegóły, będą mogli przy ich pomocy kontynuować badania nad naturą wszechświata. Ci natomiast, którzy nie są jeszcze dobrze zorientowani w tych sprawach, będą mogli na tej podstawie, bez pouczenia żywym słowem, zdobyć własną myślą zasadnicze prawdy i dzięki nim osiągnąć spokój ducha.

strona główna