strona główna

George BERKELEY

TRAKTAT O ZASADACH POZNANIA LUDZKIEGO

Część I, §§ 1-36

przełożył Jan Leszczyński

1. Dla każdego, kto dokonuje przeglądu przedmiotów poznania ludzkiego, jest oczywiste, że są to idee albo aktualnie wyryte w zmysłach, albo takie, jakie postrzegamy, gdy zatrzymujemy uwagę na uczuciach i czynnościach umysłu, albo wreszcie idee ukształtowane z pomocą pamięci i wyobraźni, gdy ona łączy, rozdziela, albo też przedstawia obrazowo te idee, jakie zostały postrzeżone pierwotnie na drogach, o których była mowa powyżej. Wzrokowi zawdzięczam idee światła i barw w ich licznych stopniach i odmianach. Dotykiem postrzegam na przykład twardość i miękkość, gorąco i zimno, ruch i opór oraz wszystko, czego pod względem ilości lub stopnia jest mniej lub więcej. Powonienie dostarcza mi zapachów, podniebienie smaków, a słuch doprowadza do umysłu dźwięki w całej różnorodności ich tonów i zestawień. Ponieważ zaś zauważono, iż niektóre idee towarzyszą sobie wzajemnie, doszło do tego, iż oznaczono je jedną nazwą, a tym samym uznano je za jedną rzecz. Tak na przykład zaobserwowawszy, że pewna barwa, smak, zapach, kształt i spoistość występują razem, uznano je za jedną oddzielną rzecz i oznaczono nazwą jabłko. Inne zespoły idei tworzą kamień, drzewo, książkę i im podobne rzeczy zmysłowe; rzeczy te, w zależności od tego czy się podobają, czy są nieprzyjemne, wzbudzają uczucia miłości, nienawiści, radości, smutku i tak dalej.

2. Lecz obok całej tej nieskończonej rozmaitości idei, czyli przedmiotów poznania, istnieje również coś, co je poznaje lub postrzega i w związku z nimi dokonuje różnych czynności, takich jak chcenia, wyobrażania sobie, przypominania. Ten oto postrzegający, czynny byt nazywam umysłem, duchem, duszą lub mną samym. Słowami tymi nie oznaczam żadnej z moich idei, lecz rzecz całkowicie od nich różną, w której one istnieją lub, co na jedno wychodzi, która je postrzega: bo istnienie idei polega na tym, że jest ona postrzegana.

3. Każdy przyzna, że ani nasze myśli, ani uczucia, ani idee ukształtowane przez wyobraźnię nie istnieją poza umysłem. Otóż wydaje się nie mniej oczywiste, że różne wrażenia zmysłowe, to znaczy idee wyryte na zmysłach, jakkolwiek byłyby zmieszane i połączone ze sobą (to znaczy bez względu na to, na jakie składałyby się przedmioty) nie mogą istnieć inaczej, jak tylko w umyśle, który je postrzega. Myślę, że każdy może się o tym przekonać naocznie, kto tylko zważy, co się rozumie przez termin istnieć wówczas, gdy stosuje się on do rzeczy zmysłowych. Mówię, że stół, na którym piszę, istnieje; znaczy to, że go widzę i odczuwam dotykiem; jeślibym zaś był poza swą pracownią, powiedziałbym, że istniał - rozumiejąc przez to, że gdybym się w swej pracowni znajdował, mógłbym go postrzegać; lub że jakiś inny duch teraz właśnie go postrzega. Był tu zapach, to znaczy, że go odczuto węchem; był dźwięk, to znaczy, że go słyszano; była barwa czy kształt, a więc postrzeżono je wzrokiem albo dotykiem. To jest wszystko, co mogę rozumieć przez te i tym podobne wyrażenia. Bo to, co się mówi o absolutnym istnieniu rzeczy niemyślących, bez żadnego związku z tym, że są postrzegane, wydaje mi się całkowicie niezrozumiałe. Ich esse to percipi - i nie jest możliwe, aby miały jakiekolwiek istnienie poza umysłami, czyli rzeczami myślącymi, które je postrzegają.

4. Doprawdy dziwnie jest rozpowszechnione wśród ludzi mniemanie, jakoby domy, góry, rzeki, słowem wszelkie przedmioty zmysłowe, miały przyrodzone, czyli realne istnienie, odmienne od tego, że umysł je postrzega. Ale bez względu na to, z jakim zaufaniem świat tę zasadę przyjmuje i udziela na nią zgody, to przecież każdy, kto się zdobędzie na podanie jej w wątpliwość, może, jeśli się nie mylę, dostrzec, iż zawiera w sobie jawną sprzeczność. Czymże bowiem są wyżej wymienione przedmioty, jeśli nie rzeczami, które postrzegamy przez zmysły? A czyż postrzegamy coś innego oprócz własnych swych idei, czy wrażeń zmysłowych? Czyż nie jest więc jawną sprzecznością, żeby którekolwiek z nich lub dowolne ich połączenie miało istnieć niepostrzeżone?

5. Jeśli poddamy to przeświadczenie gruntownemu badaniu, wykryjemy może u jego podstaw zależność od doktryny dotyczącej idei abstrakcyjnych. Bo czyż można dalej posunąć się w abstrakcji niż wówczas, gdy się rozróżnia istnienie rzeczy zmysłowych od tego, że są postrzegane, tak iż pojmuje się je jako istniejące, chociaż nie są postrzeżone? Czymże jest światło i barwy, ciepło i zimno, rozciągłość i kształty, słowem wszystko, co widzimy i czujemy, jeśli nie różnorodnymi wrażeniami zmysłowymi, pojęciami, ideami czy impresjami wywartymi na zmysły? I czy można, choćby w myśli, oddzielić którekolwiek z nich od postrzeżenia? Ze swojej strony mógłbym łatwo oddzielić jakąś rzecz od niej samej. Mogę bowiem istotnie oddzielić w myśli, to znaczy pojąć z osobna każdą z tych rzeczy, których może nigdy zmysłami nie postrzegałem tak rozdzielonych. Tak wyobrażam sobie kadłub ludzki pozbawiony kończyn lub pojmuję zapach róży nie myśląc o samej róży. Nie będę przeczył, że w tych granicach mogę abstrahować, jeśli można w sposób właściwy nazwać abstrakcją samo oddzielne pojmowanie takich przedmiotów, które mogą istnieć w rzeczywistości oddzielnie lub być aktualnie z osobna postrzegane. Lecz moja zdolność pojmowania lub wyobrażania nie sięga dalej niż możliwość realnego istnienia lub postrzegania. Podobnie więc, jak nie jestem w stanie widzieć ani czuć niczego, czego bym aktualnie zmysłowo nie doznawał, tak też nie mogę przedstawić sobie w myśli żadnej zmysłowej rzeczy lub przedmiotu, różnego od jego wrażenia zmysłowego lub postrzeżenia.

6. Niektóre prawdy są dla naszego umysłu tak bliskie i tak oczywiste, że wystarczy nam oczy otworzyć, aby je dojrzeć. Za taką uważam tę ważną prawdę, że cały chór niebieski i wszystko, co się znajduje na Ziemi, słowem wszelkie ciała, które składają się na potężną budowę świata, nie mają żadnego samodzielnego istnienia poza umysłem, a ich byt polega na tym, że są postrzegane lub poznawane; a zatem dopóki te rzeczy nie są aktualnie przeze mnie postrzeżone, czyli nie istnieją w moim umyśle lub w umyśle jakiegoś innego ducha stworzonego, to albo muszą być pozbawione wszelkiego istnienia, albo też muszą istnieć w umyśle jakiegoś Ducha wiecznego; przypisywać bowiem jakiejkolwiek poszczególnej ich części istnienie od ducha niezależne, byłoby czymś zupełnie niezrozumiałym i zawierającym całą niedorzeczność abstrakcji. W celu przekonania się o tym potrzeba, aby czytelnik zastanowił się tylko i spróbował oddzielić w swych myślach byt rzeczy zmysłowej od tego, że jest ona postrzegana.

7. Z tego, co powiedziałem, wynika, że nie ma żadnej innej substancji oprócz ducha, czyli tego, co postrzega. Lecz aby to w pełni udowodnić zważmy, że jakościami zmysłowymi są: barwa, kształt, ruch, zapach, smak i tym podobne, to znaczy idee postrzegane przez zmysły. Otóż jawną jest sprzecznością, aby idea istniała w rzeczy niepostrzegającej; mieć bowiem ideę to tyle, co postrzegać: zatem to, w czym istnieje barwa, kształt i tym podobne jakości, musi je postrzegać. Stąd jest jasne, że nie może być niemyślącej substancji, czyli substratum tych idei.

8. Mówicie jednak, że chociaż same idee nie istnieją poza umysłem, to przecież mogą być rzeczy do nich podobne, będące ich kopiami lub podobiznami, i że rzeczy te istnieją poza umysłem w niemyślącej substancji. Odpowiadam na to: idea może być podobna tylko do idei i do niczego więcej; barwa lub kształt może być podobna wyłącznie do innej barwy i kształtu. Jeśli bodaj trochę wejrzymy w swe myśli, to stwierdzimy, iż jest niemożliwe, abyśmy podobieństwo pojmowali inaczej niż jako podobieństwo pomiędzy naszymi ideami. I pytam znowu, czy te domniemane oryginały, czyli rzeczy zewnętrzne, których obrazami lub przedstawieniami mają być nasze idee, same są dostępne postrzeżeniu, czy nie? Jeśli tak, to są one ideami i jesteśmy u celu, lecz jeśli powiecie, że nie są, odwołuję się do kogokolwiek, by rozstrzygnął, czy można twierdzić z sensem, iż barwa jest podobna do czegoś, co jest niewidzialne, że to, co twarde lub miękkie, jest podobne do czegoś, czego nie można dotknąć itd.

9. Są ludzie, którzy rozróżniają jakości pierwotne i wtórne: przez pierwsze rozumieją rozciągłość, kształt, ruch, spoczynek, masywność, czyli nieprzenikliwość i liczbę, drugą nazwą oznaczają wszelkie pozostałe jakości zmysłowe, jak barwy, dźwięki, smaki i tak dalej. Przyznają oni, że idee jakości wtórnych nie są podobiznami czegokolwiek, co istnieje poza umysłem, czyli istnieje niepostrzegane; natomiast nasze idee jakości pierwotnych chcą uważać za wzory czy obrazy rzeczy istniejących poza umysłem w substancji niemyślącej, którą nazywają materią. Przez materię mamy tedy rozumieć bezwładną substancję, która nie ma czucia i w której aktualnie jest rozciągłość, kształt i ruch. Lecz na podstawie tego, co już okazaliśmy, jest widoczne, że rozciągłość, kształt i ruch są tylko ideami istniejącymi w umyśle i że idea może być podobna tylko do innej idei, że zatem ani one same, ani ich pierwowzory nie mogą istnieć w substancji niepostrzegającej. Stąd jest jasne, że już pojęcie tego, co ludzie nazywają materią, czyli substancją cielesną, zawiera w sobie sprzeczność

10. Ci, którzy twierdzą, że kształt, ruch i pozostałe jakości pierwotne, czyli początkowe, istnieją poza umysłem w niemyślących substancjach, jednocześnie przyznają, że nie dotyczy to barwy, dźwięków, ciepła, zimna i tym podobnych jakości wtórnych. Mówią nam o nich, że są wrażeniami zmysłowymi istniejącymi tylko w umyśle, że są uzależnione i wywołane przez różną wielkość, powiązania i ruch drobnych cząstek materii. Uważają to za prawdę niewątpliwą, która daje się udowodnić niezbicie i opiera się wszelkim zarzutom. Otóż, jeśli to pewne, że te jakości pierwotne są nierozerwalnie złączone z innymi jakościami zmysłowymi i nawet w myśli nie podobna ich od nich oderwać, to wynika stąd z całą jasnością, że istnieją one tylko w umyśle. Chciałbym jednak, by każdy zastanowił się i spróbował, czy dzięki jakiejkolwiek abstrakcji myślowej zdoła przedstawić sobie rozciągłość i ruch ciała bez wszelkich innych jakości zmysłowych. Go do mnie, widzę wyraźnie, że nie potrafiłbym utworzyć idei ciała rozciągłego i poruszającego się, któremu bym nie musiał zarazem przypisać jakiejś barwy lub innej jakości zmysłowej, która, jak się przyznaje, istnieje tylko w umyśle. Krótko mówiąc, rozciągłość, kształt i ruch są nie do pojęcia w oderwaniu od wszystkich pozostałych jakości. A więc tam, gdzie znajdują się inne jakości zmysłowe, tam również i te muszą się znajdować, to znaczy w umyśle i nigdzie indziej.

11. Uznaje się dalej, że wielki, mały, szybki i powolny, jako cechy całkowicie względne i zmieniające się wraz ze zmianami budowy lub położenia organów zmysłowych, nigdzie poza umysłem nie istnieją. Rozciągłość więc, która istnieje poza umysłem, nie jest ani wielka, ani mała, ruch ani szybki, ani powolny; co znaczy, że rozciągłość i ruch nie są zgoła niczym. Ale powiadacie, że jest to rozciągłość w ogóle i ruch w ogóle: widzimy stąd, jak bardzo przekonanie o istnieniu rozciągłych i ruchomych substancji poza umysłem jest uzależnione od owej dziwacznej doktryny o ideach abstrakcyjnych. Nie mogę tu pominąć uwagi, jak dalece ten mętny i nieokreślony opis materii, czyli substancji cielesnej, do jakiego nowszych filozofów doprowadziły własne ich zasady, przypomina przestarzałe i tak bardzo wyśmiane pojęcia materia prima, które można spotkać u Arystotelesa i jego zwolenników. Nie sposób pojąć masywności bez rozciągłości; skoro więc okazaliśmy, że rozciągłość nie istnieje w substancji niemyślącej, to to samo musi być prawdziwe w odniesieniu do masywności.

12. Gdybyśmy nawet przyznali istnienie poza umysłem innym jakościom, to dla każdego, kto zważy, że ta sama rzecz, gdy ją umysł pod różnymi względami rozpatruje, nosi różne liczbowe określenia, stanie się oczywiste, że liczba jest całkowicie tworem umysłu. Tak więc jedną i tę samą rozciągłość oznacza słowo jeden, trzy, albo trzydzieści sześć, zależnie do tego, czy umysł rozważa ją w stosunku do jarda, stopy, czy cala. Liczba jest tak jawnie względna i zależna od umysłu ludzkiego, że dziwne byłoby przypuszczenie, aby ktokolwiek miał jej przyznawać istnienie absolutne poza umysłem. Mówimy: jedna książka, jedna stronica, jeden wiersz; wszystko to w równej mierze są jedności, chociaż jedne z nich zawierają wiele innych. I w każdym przypadku jest jasne, że jedność odpowiada pewnej szczególnej kombinacji idei dowolnie zestawionych przez umysł.

13. Wiem, że niektórzy chcieliby widzieć w jedności ideę prostą lub niezłożoną, towarzyszącą w umyśle wszystkim innym ideom. Nie dostrzegam, żebym miał jakąś ideę odpowiadającą słowu jedność; myślę zaś, że gdybym ją miał i chciał ją znaleźć, to nie mógłbym jej nie znaleźć; przeciwnie, mój umysł powinien znać ją najlepiej, skoro się twierdzi, że idea ta towarzyszy wszystkim innym ideom i może być postrzegana wszelkimi sposobami doznania zmysłowego i refleksji. Mówiąc zwięźle, jest to idea abstrakcyjna.

14. Dodam jeszcze, że podobnie jak nowocześni filozofowie dowodzą, iż pewne jakości zmysłowe nie istnieją w materii, czyli poza umysłem, tak też można dowieść tego samego dla wszystkich innych jakości zmysłowych. Tak na przykład mówi się, że gorąco i zimno to tylko doznania naszego umysłu, a wcale nie wzorce cech bytów rzeczywistych, które by istniały w substancjach cielesnych i doznania te wywoływały: to samo ciało bowiem, które jest zimne dla jednej ręki, drugiej wydaje się ciepłe. Dlaczegóż tedy nie moglibyśmy równie dobrze argumentować, że kształt i rozciągłość także nie są wzorcami lub podobiznami cech, jakie istnieją w materii, na tej podstawie, że temu samemu oku z różnych stanowisk lub oczom odmiennej budowy z tego samego stanowiska ukazują się różne i wobec tego nie mogą być obrazami czegoś ustalonego i określonego poza umysłem? Dowodzi się dalej, że słodycz nie znajduje się naprawdę w smacznej rzeczy, ponieważ bez zmiany tej rzeczy może przejść w gorycz, jak to bywa w przypadku gorączki lub inaczej jakoś schorzałego podniebienia. Czyż nie należy zatem powiedzieć z równą słusznością, że nie ma ruchu poza umysłem, skoro, jak wiadomo w przypadku szybkiego następstwa idei w umyśle, ruch bez jakiejkolwiek zmiany w przedmiotach zewnętrznych wydaje się powolniejszy?

15. Krótko mówiąc, pozwólcie komukolwiek rozważyć te argumenty, o których się sądzi, że jawnie dowodzą, iż barwy i smaki istnieją tylko w umyśle, a stwierdzi on, że argumenty te mogą równie dobrze służyć jako dowód tego samego dla rozciągłości, kształtu i ruchu. Aczkolwiek trzeba przyznać, że ten sposób rozumowania dowodzi nie tyle tego, iż w przedmiocie zewnętrznym nie ma wcale rozciągłości czy barwy, ile tego, że posługując się zmysłami nie wiemy, jaka jest prawdziwa rozciągłość czy barwa przedmiotu. Lecz poprzednie argumenty pokazują wyraźnie, iż żadna barwa czy rozciągłość ani jakakolwiek inna jakość zmysłowa w niemyślącym substracie poza umysłem istnieć nie może, albo raczej, że nie może istnieć coś takiego jak przedmiot zewnętrzny.

16. Ale przyjrzymy się jeszcze nieco bliżej poglądowi tradycyjnemu. Mówi się, że rozciągłość to modus lub akcydens materii, a materia to podłoże, czyli substratum, które ją podtrzymuje. Otóż pragnąłbym, aby mi ktoś zechciał wyjaśnić, co należy rozumieć przez podtrzymywanie rozciągłości przez materię. Powiecie, że nie mogę tego wyjaśnić, bo brak mi jakiejkolwiek idei materii. Odpowiem na to, że choćbyście również pozytywnej idei materii nie mieli, to przecież jeśli w ogóle wiążecie z tym słowem jakiś sens, musicie przynajmniej mieć względną ideę materii; chociaż nie wiecie, czym ona jest, to należy chyba przypuścić, że wiecie, w jakim stosunku pozostaje do akcydensów i co się rozumie przez podtrzymywanie ich przez nią. Podtrzymywanie nie może tu oczywiście być brane w zwykłym lub dosłownym znaczeniu, jak wtedy gdy mówimy, że filary podtrzymują budynek; w jakim więc mamy je wziąć znaczeniu.

17. Jeśli zbadamy, co filozofowie, przestrzegający największej ścisłości, sami oświadczają, że rozumieją przez substancję materialną, to napotkamy na ich twierdzenie, że nie przywiązują do tych dźwięków żadnego innego znaczenia poza ideą bytu w ogóle, w połączeniu ze względnym pojęciem podtrzymywania przezeń akcydensów. Ogólna idea bytu wydaje mi się najbardziej abstrakcyjna i niezrozumiała ze wszystkich; co się zaś tyczy podtrzymywania akcydensów, to, jakeśmy właśnie zauważyli, nie można tego rozumieć w pospolitym znaczeniu owych słów; musimy je więc brać w jakimś innym znaczeniu, ale w jakim, tego się nie wyjaśnia. Gdy przeto rozważam obie części czy strony, które się składają na znaczenie zwrotu substancja materialna, dochodzę do przekonania, iż żadne wyraźne znaczenie z nimi się nie wiąże. Lecz po cóż mielibyśmy się jeszcze dalej kłopotać rozważaniem tego materialnego substratum, czyli podłoża dla kształtu i ruchu oraz innych jakości zmysłowych? Czyż nie tkwi w tym przypuszczenie, że istnieją one poza umysłem? A czyż twierdzenie takie nie jest czymś po prostu sprzecznym i całkowicie niepojętym?

18. Lecz gdyby to nawet było możliwe, żeby istniały poza umysłem masywne, w pewien sposób ukształtowane, ruchome substancje, które odpowiadałyby ideom, jakie mamy o ciałach, to jak moglibyśmy o tym wiedzieć? Musielibyśmy to poznać albo przez zmysły, albo za pomocą rozumu. Jeśli chodzi o nasze zmysły, to dostarczają nam one wiedzy jedynie o naszych wrażeniach zmysłowych, ideach lub tych rzeczach, nazwijcie je, jak chcecie, które przez zmysły bywają postrzegane bezpośrednio; zmysły wszakże nie informują nas, że rzeczy istnieją poza umysłem, czyli niepostrzeżone, podobne do tych, które się postrzega. Sami materialiści to przyznają. Pozostaje więc przyjąć, że jeżeli w ogóle jakoś poznajemy rzeczy zewnętrzne, to tylko dzięki rozumowi, który wnioskuje o ich istnieniu z tego, co bezpośrednio postrzeżone przez zmysły. Lecz jakaż racja może nas skłonić do wiary w istnienie ciał poza umysłem na podstawie tego, co postrzegamy, kiedy nawet sami obrońcy materii nie twierdzą, żeby istniał jakiś konieczny związek między ciałami a naszymi ideami? Sądzę, że panuje powszechne mniemanie (a czyni je bezspornym to, co zdarza się w snach, w obłędzie i tym podobnych stanach), iż jest możliwe, byśmy wszystkich tych idei, które mamy teraz, doznawali także wówczas, gdyby nie istniały na zewnątrz żadne ciała do nich podobne. Stąd jest rzeczą oczywistą, że aby idee nasze mogły się wytworzyć, nie trzeba zakładać, jakoby ciała zewnętrzne istniały, skoro się przyznaje, że bez ich współdziałania idee są czasami wytwarzane i prawdopodobnie mogą być zawsze wytworzone w tym samym porządku, w jakim je widzimy obecnie.

19. Ale choćbyśmy nawet mogli posiadać wszystkie nasze wrażenia zmysłowe bez zewnętrznych ciał do nich podobnych, to przecież można by sądzić, że raczej przez ich przyjęcie, niż w inny sposób, łatwiej pojąć i wyjaśnić tworzenie się wrażeń; mogłoby zatem przynajmniej uchodzić za prawdopodobne, że są takie rzeczy jak ciała, które wzbudzają w naszych umysłach swe idee. Ale i tego nie można powiedzieć. Bo jeśli nawet zgodzimy się z materialistami na ich ciała zewnętrzne, to podług własnego ich wyznania nie mają oni wcale dokładniejszej wiedzy o tym, jak idee nasze zostają wytworzone, skoro przyznają, iż nie są zdolni zrozumieć, jak ciało może działać na ducha, lub jak to jest możliwe, by miało jakąś ideę wrażać w umysł. Stąd widać jasno, że tworzenie się w naszych umysłach idei lub wrażeń zmysłowych nie może być racją, by przypuszczać, że istnieje materia lub substancje cielesne, skoro się uznało, że ich tworzenie się pozostaje równie niewytłumaczone po wprowadzeniu tego założenia, jak i bez niego. Gdyby zatem było nawet możliwe, by ciała istniały poza umysłem, to pogląd, że one tak właśnie istnieją, musiałby być bardzo niepewny, ponieważ twierdzić tak, znaczyłoby przyjąć bez żadnej zgoła racji, że Bóg stworzył niezliczone byty całkowicie bezużyteczne i żadnemu celowi nie służące.

20. Krótko mówiąc, gdyby ciała zewnętrzne istniały, to nie moglibyśmy nigdy się o tym przekonać; gdyby zaś ich nie było, moglibyśmy mieć zupełnie te same racje, jakie mamy teraz, by myśleć, że istnieją. Przypuśćmy, czego możliwości nikt nie zaprzeczy, że jakaś istota rozumna bez współdziałania ciał zewnętrznych doznaje tego samego, co ty, ciągu wrażeń zmysłowych lub idei, które zostają wrażone w jej umysł w tym samym porządku i z podobną żywością. Pytam, czy istota ta nie miałaby wszelkich powodów, by wierzyć w istnienie substancji cielesnych, reprezentowanych przez jej idee i wzbudzających je w jej umyśle, jakie ty masz może, wierząc w to samo? Nie może być co do tego wątpliwości; a już to jedno rozważanie wystarcza, aby każdemu rozsądnemu człowiekowi nasunąć podejrzenie co do siły jakichkolwiek argumentów za istnieniem ciał poza umysłem, nawet gdyby sądził, że argumenty takie posiada.

21. Gdyby po tym, co powiedziałem, niezbędny był jeszcze jakiś dalszy dowód przeciw istnieniu materii, mógłbym się powołać na niektóre spośród tych błędów i trudności (żeby nie wspomnieć bezbożności), które z tego poglądu wzięły początek. Wywołał on niezliczone kwestie sporne i dysputy w filozofii oraz niemało sporów o daleko większej doniosłości w religii. Ale nie będę wdawał się tu w szczegóły zarówno dlatego, że sądzę, iż argumenty a posteriori są zbędne dla wzmocnienia tego, co, jeśli się nie mylę, zostało wystarczająco udowodnione a priori, jak i dlatego, że później znajdę sposobność, aby coś niecoś o nich powiedzieć.

22. Obawiam się, że dałem powód do mniemania, iż bez potrzeby rozwlekle traktuję ten przedmiot. Po cóż bowiem szeroko się rozwodzić nad tym, co można udowodnić w jednym czy dwu wierszach w sposób najbardziej oczywisty każdemu, kto potrafi zdobyć się choćby na odrobinę zastanowienia? Trzeba tylko, abyście zajrzeli do własnych myśli i spróbowali, czy zdołacie pojąć, aby dźwięk czy kształt, ruch czy barwa mogły istnieć poza umysłem, czyli niepostrzeżone. Ta łatwa próba zapewne przekona was, że to, co twierdzicie, jawną jest sprzecznością; tak dalece, że od wyniku tej próby godzę się uzależnić rozstrzygnięcie całej sprawy. Jeżeli uznacie za choćby możliwe, by jakaś rozciągła, poruszająca się substancja lub w ogóle jakakolwiek idea, lub cokolwiek do idei podobnego istniało inaczej niż w postrzegającym je umyśle, jestem gotów odstąpić od swego zdania i zgodzić się z wami, że istnieje cały ten zespół ciał zewnętrznych, jak tego chcecie, mimo iż nie potraficie ani podać mi żadnej racji, dla której wierzycie w jego istnienie, ani wskazać, czemu ma on służyć, jeśli się założy, że istnieje. Powtarzam, że samą możliwość, iż pogląd wasz mógłby być słuszny, uważać będę za argument, że jest słuszny.

23. Ależ - powiecie - na pewno nie ma nic łatwiejszego, niż na przykład wyobrazić sobie drzewa istniejące w parku lub książki w gabinecie, przy tym zaś nikogo, kto by je postrzegał. Odpowiem, że tak można pomyśleć i że nie ma w tym nic trudnego, lecz raczcie mi powiedzieć, czymże więcej jest to wszystko niż tworzeniem w waszym umyśle pewnych idei, które nazywacie książkami i drzewami, przy jednoczesnym zaniedbaniu utworzenia idei kogoś, kto by je postrzegał? Czyż jednak wy sami ich nie postrzegacie lub nie myślicie o nich przez cały ten czas? Ta droga nie wiedzie do celu; okazuje się tu tylko, że potraficie wyobrażać sobie czy kształtować idee w swym umyśle, ale stąd wcale nie wynika, abyście mogli sobie przedstawić, iż jest możliwe, by przedmioty waszych myśli istniały poza umysłem. Aby tego dowieść, musielibyście wyobrazić sobie, że istnieją przez nikogo nie przedstawione ani nie pomyślane, co jest jawną sprzecznością. Gdy czynimy wszystko, co w naszej mocy, aby pojąć istnienie ciał zewnętrznych, przez cały czas oddajemy się tylko rozważaniu własnych swych idei. Lecz umysł, nie biorąc samego siebie pod uwagę, łudzi się myślą, iż może wyobrażać sobie i że sobie wyobraża ciała, które istnieją przezeń nie pomyślane, czyli że znajdują się poza nim, mimo że są one jednocześnie przezeń pomyślane lub w nim obecne. Odrobina uwagi ujawni każdemu prawdę i oczywistość tego, co tu powiedziałem, czyniąc zbędnym domaganie się jakichkolwiek innych dowodów przeciw istnieniu substancji materialnej.

24. Wystarczy choć trochę zbadać własne myśli, by zupełnie jasno wiedzieć, czy możemy pojąć, co rozumie się przez absolutne istnienie przedmiotów zmysłowych samych w sobie, czyli poza umysłem. Dla mnie jest oczywiste, że za tymi słowami albo kryje się wyraźna sprzeczność, albo słowa te zgoła nic nie znaczą. Natomiast w celu przekonania o tym również innych, najprościej i najwłaściwiej będzie poprosić ich, by zechcieli spokojnie skierować uwagę na własne swe myśli; a jeśli dzięki temu wyjdzie na jaw, że wyrażenia te są puste i sprzeczne, to z pewnością nie trzeba będzie niczego więcej, aby ich przekonać. Oto na co nastaję: na to mianowicie, że słowa absolutne istnienie rzeczy niemyślących bądź nie mają znaczenia, bądź zawierają sprzeczność. To właśnie powtarzam, to wpajam w umysły i usilnie zalecam myśli i uwadze czytelnika.

25. Wszystkie nasze idee, wrażenia zmysłowe lub rzeczy, które postrzegamy, jakichkolwiek nazw użylibyśmy, by je rozróżnić, są wyraźnie nieaktywne, nie zawierają w sobie nic, co byłoby siłą czy działaniem; żadna idea, czyli przedmiot myśli nie może więc wytworzyć ani spowodować żadnej zmiany w innej idei. Aby się upewnić, że tak jest istotnie, potrzeba tylko prostej obserwacji własnych idei. Skoro bowiem idee, jak też każda ich część, istnieją jedynie w umyśle, to nie ma w nich nic innego, jak tylko to, co jest postrzegane; ktokolwiek tylko skieruje uwagę na swe idee, pochodzące czy to od zmysłów, czy to z refleksji, nie postrzeże w nich wcale siły ani aktywności, a zatem nic takiego w nich się nie zawiera. Odrobina uwagi okaże nam, że prawdziwy byt idei obejmuje bierność i bezwładność tak dalece, że jest rzeczą niemożliwą, aby idea coś sprawiła lub, mówiąc ściśle, była przyczyną czegokolwiek; nie może też być podobizną ani wzorcem cech jakiegoś bytu aktywnego, co jest oczywiste z art. 8. Stąd jasno wynika, że rozciągłość, kształt i ruch nie mogą stanowić przyczyny naszych wrażeń zmysłowych. Twierdzić więc, że są one skutkami sił wypływających z układu, liczby, ruchu i wielkości drobnych cząstek, to na pewno błąd.

26. Postrzegamy ciągłe następstwo idei: jedne wywoływane są na nowo, inne ulegają zmianom lub całkowicie znikają. Istnieje zatem jakaś przyczyną tych idei, od której one zależą, a która je wytwarza i zmienia. Z poprzedniego artykułu jasno wynika, że przyczyną tą nie może być żadna jakość ani idea, ani kombinacja idei. Musi to więc być jakaś substancja. Ale wykazałem, że nie ma substancji cielesnej czy materialnej; pozostaje więc jedno tylko, że przyczyną idei jest niecielesna aktywna substancja, czyli duch.

27. Duch jest to byt prosty, niepodzielny, czynny; nazywamy go rozumem, gdy postrzega idee, wolą zaś, gdy je wytwarza lub w pewien inny sposób na nie wpływa. Nie można więc utworzyć idei duszy lub ducha, każda bowiem idea jest bierna i bezwładna (zob. art. 25), a wobec tego nie może poprzez obraz lub podobieństwo przedstawiać nam czegoś, co czynne. Przy odrobinie uwagi stanie się jasne dla każdego, że jest absolutnie niemożliwe mieć ideę podobną do tej aktywnej zasady ruchu idei i ich zmiany. Leży w naturze ducha, czyli tego, co działa, że nie może być postrzegany sam przez się, lecz tylko za pośrednictwem skutków, które wytwarza. Jeżeli ktoś będzie powątpiewał o prawdzie tego, co tu stwierdziłem, niechże się sam zastanowi i zbada, czy zdoła utworzyć ideę jakiejkolwiek siły lub bytu aktywnego i czy posiada idee dwu naczelnych władz oznaczonych przez nazwy wola i rozum, odmiennych zarówno od siebie, jak i od trzeciej idei, to jest idei substancji, czyli bytu w ogóle, która wiąże się ze względnym pojęciem tego, że coś podtrzymuje lub jest podłożem wyżej wymienionych władz i nosi miano duszy lub ducha. Niektórzy ludzie tak twierdzą, lecz, o ile ja to mogę zrozumieć, słowa: wola, dusza, duch nie oznaczają odmiennych idei, ani naprawdę w ogóle jakiejś idei, lecz coś, co od idei bardzo się różni, a co będąc czynne, nie może być podobne do żadnej idei ani przez jakąkolwiek z nich reprezentowane. Jednakże trzeba zarazem przyznać, że mamy jakieś pojęcie duszy, ducha i działań umysłu, takich jak chcenie, kochanie, nienawidzenie, o ile znamy lub rozumiemy znaczenie tych słów.

28. Stwierdzam, że mogę dowolnie wzbudzać idee w swym umyśle oraz zmieniać i przesuwać obrazy, ilekroć uznam to za stosowne. Wystarczy tylko chcieć, by natychmiast powstała w mej wyobraźni ta czy inna idea; dzięki tej samej władzy idea zostaje wymazana i ustępuje miejsca innej. To, że umysł tworzy i rozkłada na części idee, pozwala nam zupełnie zasadnie nazwać go aktywnym. To jest pewne i oparte na doświadczeniu; gdy natomiast mówimy o rzeczach, które działają, choć nie myślą albo o tym, że coś wywołuje idee bez udziału woli, wtedy zabawiamy się tylko słowami.

29. Ale jakąkolwiek miałbym władzę nad własnymi myślami, to jednak się przekonuję, że idee aktualnie postrzegane zmysłami nie pozostają w podobnej zależności od mojej woli. Kiedy w biały dzień otwieram oczy, nie jest w mej mocy wybierać, czy będę widział, czy nie, lub wyznaczać, jakie poszczególne przedmioty będą się ukazywać memu wzrokowi; podobnie też idee wyryte na słuchu i innych zmysłach nie są wytworami mojej woli. Istnieje zatem jakaś inna wola lub duch, który je wytwarza.

30. Idee zmysłowe są silniejsze, żywsze i wyraźniejsze od idei wyobraźni; przysługuje im również pewna stałość, uporządkowanie oraz spoistość; są one wzbudzane nie przypadkowo, jak bywa często z tymi, które powstają jako skutki ludzkich aktów woli, lecz w prawidłowej kolejności lub szeregu, którego przedziwne powiązanie dostatecznie świadczy o mądrości i łaskawości ich Twórcy. Otóż stałe reguły, czyli ustalone metody, według których umysł, od którego zależymy, wzbudza w nas idee zmysłowe, nazywamy prawami przyrody, a zaznajamiamy się z nimi poprzez doświadczenie, które uczy nas, że w zwyczajnym biegu rzeczy takim to a takim ideom towarzyszą takie to a takie inne idee.

31. Stąd mamy dar pewnego rodzaju przewidywania, uzdolniającego nas do kierowania naszymi czynnościami z pożytkiem dla życia. Bez tego daru bylibyśmy w nieustannym kłopocie; nie moglibyśmy wiedzieć, jak zdziałać cokolwiek, co by nam pozwoliło osiągnąć trochę przyjemności lub usunąć najdrobniejszą zmysłową przykrość. Że pokarm nas żywi, sen pokrzepia, a ogień grzeje, że aby zebrać plony w czasie żniw należy zasiać w porze zasiewów i w ogóle, że do osiągnięcia takich czy innych celów wiodą takie czy inne środki - wszystko to wiemy nie dzięki odkryciu jakiegoś koniecznego związku między naszymi ideami, lecz tylko dzięki obserwacji ustalonych praw przyrody; bez czego wszyscy znajdowalibyśmy się w stanie niepewności i zamieszania, a człowiek dorosły wiedziałby nie więcej niż nowonarodzone dziecię, jak sobą pokierować w sprawach życiowych.

32. A jednak to stałe, jednostajne działanie, objawiające tak oczywiście dobroć i mądrość rządzącego wszystkim Ducha, którego wola ustanawia prawa przyrody, tak jest dalekie od kierowania naszych myśli ku niemu, że śle je raczej na poszukiwania przyczyn wtórnych. Skoro bowiem postrzeżemy, że po pewnych ideach zmysłowych stale następują inne idee, a wiemy, że nie sprawiliśmy tego sami - natychmiast przypisujemy siłę i działanie samym ideom, jedną z nich czyniąc przyczyną drugiej, chociaż nic nie może być bardziej od tego niedorzeczne i niezrozumiałe. Tak na przykład, gdy zauważyliśmy, że postrzegając wzrokiem pewien okrągły, świetlisty kształt, jednocześnie postrzegamy dotykiem ideę czy wrażenie zmysłowe, zwane gorącem, wnioskujemy stąd, że Słońce jest przyczyną gorąca. Podobnie też postrzegając, że ruchowi i zderzeniu się ciał towarzyszy głos, jesteśmy skłonni mniemać, że ten głos jest skutkiem owego zjawiska.

33. Idee wyryte na zmysłach przez Twórcę przyrody nazywają się rzeczami realnymi, wzbudzone zaś w wyobraźni, jako mniej prawidłowe, mniej żywe i mniej stałe, noszą właściwszą nazwę idei lub obrazów rzeczy, których są kopiami i które reprezentują. Mimo to nasze wrażenia zmysłowe, choćby były nie wiadomo jak żywe i wyraźne, są jednak ideami, to znaczy, że istnieją w umyśle, czyli są przezeń postrzegane z taką samą pewnością jak idee, które on sam wytworzył. Przyznaje się, iż idee zmysłowe mają w sobie więcej rzeczywistości, to znaczy są silniejsze, bardziej uporządkowane i spójniejsze niż wytwory umysłu, lecz to wcale nie świadczy, że istnieją one poza umysłem. Są one również mniej zależne od ducha, czyli myślącej substancji, która je postrzega, skoro wzbudza je wola innego i potężniejszego Ducha; mimo to są wciąż ideami, a na pewno żadna idea, słaba czy silna, nie może istnieć inaczej, niż w postrzegającym ją umyśle.

34. Zanim posuniemy się dalej, należy poświęcić nieco czasu na odparcie zarzutów, które prawdopodobnie będą wysunięte przeciwko zasadom, wyłożonym dotychczas. Jeśli przez to wydam się zbyt rozwlekły tym, którzy bystro rzecz pojmują, mam nadzieję, że mi to wybaczą, jako że nie każdy człowiek równie łatwo chwyta rzeczy tego rodzaju, ja zaś pragnę, by mnie każdy rozumiał. Otóż, po pierwsze, zarzucą mi, że przyjmując powyższe zasady skazujemy na wygnanie ze świata wszystko, co w przyrodzie realne i substancjalne, aby na to miejsce wprowadzić chimeryczną strukturę idei. Wszystkie rzeczy, jakie istnieją, istnieją tylko w umyśle, to znaczy, że są to twory czysto pojęciowe. Cóż tedy stanie się ze Słońcem, Księżycem i gwiazdami? Cóż mamy myśleć o domach, rzekach, górach, drzewach, kamieniach, ba, nawet o własnych swych ciałach? Czy to wszystko jest urojeniem i złudzeniem fantazji? Na wszystkie te i wszystkie inne tego rodzaju możliwe zarzuty odpowiadam, że przyjęte tu zasady nie pozbawiają nas żadnej z rzeczy istniejących w przyrodzie. Cokolwiek widzimy, czego dotykamy, co słyszymy lub w jakiś sposób pojmujemy, czy rozumiemy, pozostaje tak samo pewne, jak zawsze, i tak samo rzeczywiste. Istnieje rerum natura, a różnica między tym, co rzeczywiste, a tym, co urojone zachowuje w pełni swoją moc. Jest to oczywiste na podstawie art. 29, 30 i 33, gdzie wskazałem, co rozumiem przez rzeczy realne w przeciwstawieniu do urojeń lub idei utworzonych przez nas samych, wszelako zarówno jedne jak i drugie istnieją w umyśle i w tym znaczeniu w równej mierze są ideami.

35. Moje argumenty nie zwracają się przeciwko istnieniu niczego, co można ująć czy to za pomocą zmysłów, czy refleksji. Nie podaję bynajmniej w wątpliwość tego, iż rzeczy, które na własne oczy widzę i dotykam własną ręką, istnieją i to istnieją realnie. Jedyną rzeczą, której odmawiam istnienia, jest to, co filozofowie nazywają materią lub substancją cielesną. A czyniąc tak, nie wyrządzam żadnej szkody pozostałej części ludzkości, która, jak śmiem twierdzić, braku tej substancji nigdy nie odczuje. Ateiście istotnie brak będzie pozoru czczej nazwy dla poparcia swojej bezbożności, filozofowie zaś stwierdzą, być może, iż utracili potężną dźwignię igraszek słownych i dysput. [W wyd. I art. 35 kończył się zdaniem: Lecz nie dostrzegam szkody, jaką poza tym mogłoby to spowodować.]

36. Jeśli ktoś sądzi, że jest to zachwianie istnienia lub realności rzeczy, to bardzo jest daleki od zrozumienia tego, co wyjaśniłem powyżej w słowach najbardziej jasnych, na jakie tylko było mnie stać. Streśćmy tu, co było dotąd powiedziane. Istnieją substancje duchowe, umysły lub dusze ludzkie, które dokonują aktu woli czy też budzą w sobie idee, jak im się podoba, lecz idee te są nikłe, słabe i niestałe w porównaniu z innymi, postrzeganymi przez zmysły; te idee, jako wyryte na zmysłach zgodnie z pewnymi regułami, czyli prawami przyrody, występują jako skutki działania umysłu potężniejszego i mądrzejszego niż duchy ludzkie. O nich mówi się, że zawierają w sobie więcej realności niż tamte, przez co się rozumie, że silniej pobudzają, są bardziej uporządkowane i wyraźne, oraz to, że nie są fikcjami postrzegającego je umysłu. W tym rozumieniu Słońce, które widzę za dnia, jest Słońcem rzeczywistym, to zaś, które sobie wyobrażam nocą, jest ideą tamtego. Przy podanym tu rozumieniu realności jest oczywiste, że każda roślina, gwiazda, minerał i w ogóle każda część systemu świata jest w równej mierze bytem realnym na podstawie naszych zasad, jak i wszelkich zasad odmiennych. Proponuję innym ludziom, aby wejrzeli we własne myśli i przekonali się, czy ich rozumienie terminu realność różni się czymś od mojego.

strona główna