strona główna

ARYSTOTELES

POLITYKA

przełożył Ludwik Piotrowicz

z Księgi I
z Księgi III

Księga pierwsza

1. Definicja państwa. Człowiek jest z natury stworzony do życia w państwie

1. Skoro widzimy, że każde państwo jest pewną wspólnotą, a każda wspólnota powstaje dla osiągnięcia jakiegoś dobra (wszyscy bowiem w każdym działaniu powodują się tym, co im się dobrem wydaje), to jasną jest rzeczą, że wprawdzie wszystkie [wspólnoty] dążą do pewnego dobra, lecz przede wszystkim czyni to najprzedniejsza ze wszystkich, która ma najważniejsze ze wszystkich zadanie i wszystkie inne obejmuje. Jest nią tzw. państwo i wspólnota państwowa.

2. Ci więc, którzy mniemają, że nie ma istotnej różnicy między kierującym mężem stanu, królem, głową domu i panem, są w błędzie. Sądzą bowiem, że różnią się oni co do większej lub mniejszej liczby poddanych ich władzy, a nie co do ich rodzaju, a więc, jeśli kto ma ich niewielu, jest panem, jeśli ma więcej, jest głową domu, jeśli zaś jeszcze więcej, kierującym mężem stanu lub królem; nie ma bowiem żadnej rzekomo różnicy między wielkim domem a małym państwem; co się zaś tyczy męża stanu i króla, to mówimy o królu, gdy ktoś według swego uznania wykonuje władzę naczelną, o mężu stanu natomiast, gdy według odpowiednich zasad prawnych i włada po części, i słucha. Nie jest to jednak prawda.

3. Jasne okaże się to, gdy rzecz we właściwy sposób rozpatrzymy. Jak bowiem w innych wypadkach rzecz złożoną trzeba rozłożyć aż do jej części niepodzielnych (bo są to najmniejsze cząstki całości), tak jest i z państwem; jeśli rozważymy, jakie są jego części składowe, zobaczymy wyraźniej, w czym się one różnią od siebie i czy się coś naukowo daje w odniesieniu do każdej z nich ustalić.
    Najlepszym przy tym sposobem badania jest, jak w innych wypadkach tak i w tym, śledzenie powstawania pewnych stosunków od samego początku.

4. Najpierw tedy konieczną jest rzeczą, aby się łączyły ze sobą istoty, które bez siebie istnieć nie mogą, a więc żeńska i męska w celu płodzenia; dzieje się to nie z wolnego wyboru, lecz jak i u wszystkich zwierząt i roślin pod wpływem naturalnego popędu do pozostawienia po sobie dalszej tegoż rodzaju istoty. Tak samo zdani są na siebie dla swego zachowania ten, kto włada z natury, i ten, kto mu jest poddany. Ta bowiem istota, która dzięki rozumowi zdoła przewidywać, rządzi z natury i rozkazuje z natury, ta zaś, co potrafi tylko zlecenia te wykonywać za pomocą sił cielesnych, jest poddana i z natury niewolna; toteż interesy pana i niewolnika są zbieżne.

5. Z natury więc inne jest przeznaczenie kobiety i niewolnika. (Przyroda bowiem nie robi nic takiego jak ci kowale, wyrabiający miecze delfickie w sposób oszczędny, lecz każdy jej twór ma tylko jeden cel; każde przecież narzędzie osiąga najlepsze wykończenie wówczas, jeśli służy do jednego celu, a nie do wielu.) U barbarzyńców natomiast kobieta i niewolnik zajmują tę samą pozycję. Pochodzi to stąd, że brak im czynnika z natury powołanego do władania, związki zaś kojarzą się u nich między niewolnicą a niewolnikiem. Dlatego to powiadają poeci:

słuszną jest rzeczą, by Hellenowie nad barbarzyńcami panowali,

jako że barbarzyńca a niewolnik to z natury jedno i to samo.

6. Z obu tych wspólnot powstaje tedy najpierw dom, czyli rodzina. Słusznie też powiedział w swym poemacie Hezjod:

dom przede wszystkim i żonę, i wołu pług ciągnącego,

bo u ludzi ubogich wół zastępuje niewolnika. Domem, czyli rodziną jest zatem z natury istniejąca wspólnota, utrzymująca się trwale dla codziennego współżycia; członków jej Charondas zowie "towarzyszami stołu", zaś Epimenides z Krety "towarzyszami ogniska".

7. Pierwsza wspólnota większej ilości rodzin dla zaspokojenia potrzeb, wychodzących poza dzień bieżący, stanowi gminę wiejską. Jest ona z natury po największej części jakby kolonią rodziny, stąd członków jej nazywają niektórzy braćmi mlecznymi, dziećmi tudzież dziećmi dzieci. Dlatego to pierwotnie państwa miały królów na czele, jak jeszcze i dzisiaj obce ludy; powstały bowiem przez skupienie poddanych władzy królewskiej. W każdej mianowicie rodzinie króluje najstarszy i na tej samej zasadzie oparte są też rządy w zespołach rodzin, jakimi są kolonie. To właśnie ma na myśli Homer, kiedy mówi [o Cyklopach]:

Każdy włada nad dziećmi swoimi i żonami,

mieszkali bowiem w rozproszeniu, jak [w ogóle wszyscy ludzie] w odległych czasach. Powszechne jest też wyobrażenie, że i bogowie podlegają władzy królewskiej, dlatego że ludzie, jedni jeszcze i teraz, drudzy dawniej, mieli królów na czele, tak zaś, jak sobie urabiają obraz bogów na swoje podobieństwo, kształtują też swe wyobrażenia o ich życiu.

8. Pełna w końcu wspólnota, stworzona z większej ilości gmin wiejskich, która niejako już osiągnęła kres wszechstronnej samowystarczalności, jest państwem; powstaje ono dla umożliwienia życia, a istnieje, aby życie było dobre. Każde państwo powstaje zatem na drodze naturalnego rozwoju, podobnie jak i pierwsze wspólnoty. Jest bowiem celem, do którego one zmierzają, natura zaś jest właśnie osiągnięciem celu. Właściwość bowiem, jaką każdy twór osiąga u kresu procesu swego powstawania, nazywamy jego naturą; tak jest w odniesieniu i do człowieka, i do konia, i do rodziny. Osiągnięcie celu [do którego się dąży], jest zdobyciem pełnej doskonałości, samowystarczalność zaś jest osiągnięciem i celu, i pełnej doskonałości.

9. Okazuje się z tego, że państwo należy do tworów natury, że człowiek jest z natury stworzony do życia w państwie, taki zaś, który z natury, a nie przez przypadek żyje poza państwem, jest albo nędznikiem, albo nadludzką istotą, jak ten, którego piętnuje Homer, jako

człowieka bez rodu, bez prawa, bez [własnego] ogniska.

Kto bowiem z natury swojej jest taki, równocześnie i wojny namiętnie pożąda, będąc odosobniony, jak ten kamień wyłączony w grze w kości.

10. Że człowiek jest istotą stworzoną do życia w państwie więcej niż pszczoła lub jakiekolwiek zwierzę żyjące w stadzie, to jasną jest rzeczą. Natura bowiem, jak powiadamy, nic nie czyni bez celu. Otóż człowiek jedyny z istot żyjących obdarzony jest mową. Głos jest oznaką radości i bólu, dlatego posiadają go i inne istoty (rozwój ich posunął się bowiem tak daleko, że mają zdolność odczuwania bólu i radości, tudzież wyrażania tego między sobą). Ale mowa służy do określania tego, co pożyteczne czy szkodliwe, jak również i tego, co sprawiedliwe czy też niesprawiedliwe.

11. To bowiem jest właściwością człowieka, odróżniającą go od innych stworzeń żyjących, że on jedyny ma zdolność rozróżniania dobra i zła, sprawiedliwości i niesprawiedliwości i tym podobnych; wspólnota zaś takich istot staje się podstawą rodziny i państwa.
    Z natury swojej państwo jest pierwej aniżeli rodzina i każdy z nas, całość bowiem musi być pierwej od części; po rozprzęgnięciu się całości nie będzie nogi ni ręki, a tylko nazwa, jak wówczas, gdy ktoś ręką nazwał rękę z kamienia, bo martwa ręka będzie takiej samej natury. Istota każdej rzeczy leży przecież w jej zadaniu praktycznym i zdolności jego wykonania, jeśli więc nie ma już tych cech, to nie można powiedzieć, że to ta sama rzecz, lecz tylko coś, co tę samą nazwę nosi.

12. Okazuje się tedy, że państwo jest tworem natury i że jest pierwej od jednostki, bo jeśli każdy z osobna nie jest samowystarczalny, to znajdzie się w tym samym stosunku [do państwa], co i inne części do jakiejś całości. Kto zaś nie potrafi żyć we wspólnocie albo jej wcale nie potrzebuje, będąc samowystarczalnym, bynajmniej nie jest członem państwa, a zatem jest albo zwierzęciem, albo bogiem. Wszystkim ludziom właściwy jest z natury pęd do życia we wspólnocie, a ten, kto ją pierwszy zestroił, jest twórcą największych dóbr. Jak bowiem człowiek doskonale rozwinięty jest najprzedniejszym ze stworzeń, tak jest i najgorszym ze wszystkich, jeśli się wyłamie z prawa i sprawiedliwości. Najgorsza jest bowiem nieprawość uzbrojona, człowiek zaś rodzi się wyposażony w broń, jaką są jego zdolności umysłowe i moralne, które, jak żadne inne, mogą być niewłaściwie nadużywane. Dlatego człowiek bez poczucia moralnego jest najniegodziwszym i najdzikszym stworzeniem, najpodlejszym w pożądliwości zmysłowej i żarłoczności. Sprawiedliwość zaś jest znamieniem państwa, wymiar jej jest bowiem podstawą porządku istniejącego we wspólnocie państwowej, polega zaś na ustaleniu tego, co jest sprawiedliwe.

2. Dom, czyli rodzina najmniejszą częścią składową państwa. Niewolnik jako część własności domowej. Jego definicja. Niewolnicy z natury i wbrew niej. Stosunek pana do niewolnika

1. Skoro się więc okazało, z jakich części składa się państwo, trzeba naprzód pomówić o urządzeniu domu [czyli rodziny]; każde bowiem państwo składa się z rodzin, członkowie zaś rodziny są znów jej częściami składowymi. Otóż pełna rodzina składa się z niewolników i wolnych. Ponieważ zaś badanie każdej rzeczy musi się zacząć najpierw od najdrobniejszych części, a pierwszymi i najdrobniejszymi częściami rodziny są pan i niewolnik, mąż i żona, ojciec i dzieci, należy wziąć pod rozwagę te trzy stosunki i zbadać, czym jest w istocie każdy z nich i jak się powinien przedstawiać.

2. Wynika z tego nauka o prawie władania, o prawie małżeńskim nie mamy bowiem ([w greckim języku] odpowiedniej nazwy na określenie związku między kobietą i mężczyzną) i, po trzecie, o prawie ojcowskim (i tutaj brak na określenie właściwej nazwy). Jednakowoż prócz tych trzech wymienionych działów jest nadto jeszcze jeden, który - zdaniem jednych - stanowi istotę gospodarstwa domowego, według drugich, jest najważniejszą jego częścią. Trzeba zatem rozważyć, jak się i on przedstawia, mam zaś na myśli tzw. sztukę zarobkowania. Najpierw jednak pragnę pomówić o panu i niewolniku, aby stwierdzić to, co w tym względzie koniecznie potrzebne, a zarazem i zobaczyć, czy w porównaniu z dotychczasowymi poglądami nie dałoby się lepiej jakoś ująć tego, co się sądzi w tym przedmiocie.

3. Jedni mianowicie sądzą, że władza pana nad niewolnikami jest pewną umiejętnością i że nie ma żadnej różnicy między władzą głowy domu a władzą pana nad niewolnikami, czy władzą kierującego męża stanu lub króla, jak to na początku zauważyłem. Inni natomiast uważają, że władza pana nad niewolnikami jest przeciwna naturze, bo tylko na zasadzie prawa ustanowionego jeden jest niewolnikiem, a inny wolnym, z natury zaś nie ma między nimi żadnej różnicy. Dlatego [taki stan rzeczy] nie jest też sprawiedliwy, bo na gwałcie oparty. Własność jest tedy częścią domu, a nauka o zdobywaniu własności częścią nauki o gospodarstwie domowym (bez rzeczy koniecznych nie można żyć, a tym samym i żyć wygodnie).

4. Jak do określonych kunsztów niezbędnie są potrzebne właściwe narzędzia, jeśli dzieło ma być odpowiednio wykończone, tak i do gospodarstwa domowego. Z narzędzi jedne są martwe, drugie żywe, tak np. dla sternika ster jest narzędziem martwym, jego zaś zastępca narzędziem żywym; pomocnik bowiem stanowi rodzaj narzędzia przy wykonywaniu pracy. Odpowiednio do tego także i w gospodarstwie domowym rzeczy, jakie się posiada, są narzędziem do życia, mienie jest sumą takich narzędzi, a niewolnik żywą własnością.

5. Jest zaś narzędziem ponad narzędzia każdy sługa. Gdyby bowiem każde narzędzie mogło spełniać swoje zadania według rozkazu albo i uprzedzając go, jak to podobno robiły posągi Dedala lub trójnogi Hefajstosa, które, jak mówi poeta, same się zjawiają na zebranie bogów, gdyby tak czółenka tkackie same tkały, a pałeczki od gitary same grały, to ani budowniczowie nie potrzebowaliby pomocników, ani panowie niewolników. To, co się nazywa narzędziem, stanowi środek do wytwarzania nowych rzeczy, zaś przedmioty własności służą tylko do użytkowania. Czółenka tkackiego bowiem nie tylko się używa, lecz z jego pomocą wytwarza się coś nowego, natomiast suknia i łoże służą tylko do użytkowania.

6. Ponieważ, dalej, stwarzanie i działanie różnią się co do rodzaju, a jedno i drugie potrzebuje narzędzi, więc także i te ostatnie muszą być odpowiednio różne. Otóż życie jest działaniem, a nie stwarzaniem, dlatego i niewolnik jest pomocnikiem w dziedzinie działania. O przedmiotach własności mówi się tak jak o częściach, bo część jest nie tylko częścią czegoś innego, ale w ogóle należy do czegoś innego, podobnie zaś jest i z przedmiotem własności. Dlatego pan jest tylko panem niewolnika, ale do niego nie należy, a niewolnik jest nie tylko niewolnikiem swego pana, ale w ogóle do niego należy.

7. Z wywodów tych okazuje się zatem, jaka jest istota i znaczenie niewolnika. Człowiek, który z natury nie należy do siebie, lecz do drugiego, jest z natury niewolnikiem. Należy zaś do drugiego taki człowiek, który jest czyjąś własnością, mimo iż jest człowiekiem. Przedmiot własności jest zaś narzędziem działania odrębnym od właściciela.
    Z kolei należy rozważyć, czy ktoś jest istotnie z natury takim [niewolnikiem] lub nie, czy jest to rzeczą sprawiedliwą, a nawet i lepszą dla kogoś, być niewolnikiem, czy też nie, czy przeciwnie, wszelka niewola sprzeczna jest z prawem przyrodzonym.

8. Na to pytanie nietrudno dać właściwą odpowiedź, kierując się zarówno rozumowaniem, jak i doświadczeniem praktycznym. Władanie i podleganie władzy należy bowiem do rzeczy nie tylko koniecznych, ale i pożytecznych. U niektórych istot zaraz od urodzenia dokonuje się rozgraniczenie z przeznaczeniem jednych do władania, drugich do podlegania władzy. Liczne są też rodzaje rządzących i rządzonych, ale zawsze lepsze jest panowanie nad lepszymi podwładnymi; tak np. lepsze jest panowanie nad człowiekiem aniżeli nad zwierzęciem. Dzieło bowiem, wykonane przez doskonalsze istoty, jest doskonalsze, gdzie zaś jedna włada, a druga słucha, dzieło jest w pewnej części tworem jednej i drugiej.

9. Czynnik władający i słuchający występuje wszędzie, gdzie coś składa się z wielu części, a tworzy pewną wspólną jedność bez względu na to, czy części są ze sobą złączone, czy też rozdzielone. Jest to ogólne prawo natury, choć przejawiające się w pierwszym rzędzie u istot żyjących, bo i u tworów nie żyjących istnieje pewien rodzaj nadrzędności, jak np. w harmonii. Rozważanie na ten temat może jednak tu nie należy.

10. Istota żyjąca składa się najpierw z duszy i ciała, przy czym z natury pierwsza włada, to drugie zaś słucha. Należy jednak, gdy chodzi o ustalenie zgodności z naturą, brać pod uwagę stan normalny, a nie wykolejenia. Dlatego przedmiotem rozważania winien być człowiek najzupełniej zdrów na ciele i duszy, u którego ten stosunek [duszy do ciała] jasno się uwidacznia; bo u ludzi występnych lub skłonnych do występków ciało często zdaje się panować nad duszą skutkiem tego, iż postępują źle i niezgodnie z naturą.

11. Najpierw więc, jak powiadam, u istoty żyjącej można zauważyć oba rodzaje władzy [które odpowiadają władzy nad niewolnikiem, czyli] despotycznej i [władzy nad wolnym obywatelem, czyli] politycznej; dusza bowiem sprawuje władzę despotyczną nad ciałem, a rozum włada nad pożądaniami w sposób odpowiadający władzy męża stanu i króla. Okazuje się przy tym, że dla ciała jest to zgodne z naturą i pożyteczne podlegać rządom duszy, tak samo jak i dla władz uczuciowych duszy podlegać rozumowi i tej części duszy, która o rozsądku stanowi, natomiast równorzędny albo i odwrotny ich stosunek byłby dla wszystkich szkodliwy.

12. Tak samo znów przedstawia się ten stosunek u człowieka i innych istot żyjących. Oswojone zwierzęta są bowiem z natury lepsze od dzikich, a dla nich wszystkich korzystniejszą rzeczą jest służyć człowiekowi, bo w ten sposób chronią się przed zniszczeniem. Tak jest również z rodzajem męskim i żeńskim, z których pierwszy jest z natury silniejszy, drugi słabszy; toteż ten panuje, a tamten mu podlega.
    W taki sam sposób muszą się też układać wzajemne stosunki u wszystkich ludzi w ogóle.

13. Ci, którzy w takim stopniu stoją poniżej drugich, w jakim dusza góruje nad ciałem, a człowiek nad zwierzęciem (w położeniu tym znajdują się ci, których działalność polega na używaniu sił fizycznych i którzy najwyżej to tylko mogą dać z siebie), ci tedy są z natury niewolnikami, dla których, podobnie jak i dla wyżej wymienionych, lepiej jest znajdować się w takiej zależności. Z natury bowiem jest niewolnikiem ten, kto może być własnością drugiego (dlatego też i należy do drugiego) i kto o tyle tylko ma związek z rozumem, że go spostrzega u innych, ale sam go nie posiada. Także inne istoty żyjące niczego przecież nie obejmują rozumem, ale kierują się tylko wrażeniami zmysłowymi.

14. Niewielka jest też różnica w użyteczności, bo obie grupy, zarówno niewolnicy, jak zwierzęta domowe, pomagają fizycznie do zaspokojenia niezbędnych potrzeb. Stosownie do tego istnieje w przyrodzie dążność do odmiennego kształtowania ciała ludzi wolnych i niewolników, w ten sposób mianowicie, że ci ostatni są silni ze względu na konieczne usługi, pierwsi zaś smukli, ale niezdolni do takich prac, zdatni natomiast do działalności politycznej, która ma dwa odrębne zadania: wojenne i pokojowe; zdarza się jednak często i przeciwnie, że jedni mają ciała wolnych, drudzy zaś duszę.

15. Tyle jest jasne; jeśliby ta fizyczna różnica była tylko tak wielka, jak między wizerunkami bogów a postacią ludzką, to wszyscy by przyznali, że ci, którzy o tyle stoją niżej od innych, zasługują na to, aby być ich niewolnikami. Jeżeli zaś trafne jest to w odniesieniu do ciała, to o wiele sprawiedliwszą jest rzeczą zasadę tę zastosować do duszy, tylko że nie jest równie łatwo stwierdzić piękno duszy, jak ciała.
    Wynika z tego w sposób oczywisty, iż pewni ludzie są z natury wolnymi, inni zaś niewolnikami, przy czym stan niewoli jest dla tych drugich zarówno pożyteczny, jak i sprawiedliwy.

16. Że jednak i zwolennicy przeciwnego poglądu poniekąd mają słuszność, to nietrudno zauważyć. W podwójnym mianowicie znaczeniu mówi się o niewoli i niewolnikach, niektórzy bowiem są niewolnikami i służą na zasadzie prawa. Prawo to jest rodzajem umowy, na podstawie której zwyciężeni w wojnie stają się własnością zwycięzców. Wielu prawników podnosi przeciwko niemu zarzut wytaczany często przeciwko mówcom, o sprzeczność z prawem, ponieważ straszną byłoby to rzeczą, gdyby ten, kto uległ sile, miał być niewolnikiem i sługą tego, który potrafi gwałt zadać i góruje siłą. Także i między filozofami jedni opowiadają się za tym, drudzy za innym poglądem.

17. Przyczyna tego sporu i tej rozbieżności zdań leży w tym, że cnota, jeśli ma do rozporządzenia odpowiednie środki, również potrafi znakomicie gwałt zadać, biorący zaś górę zawsze wykazuje przewagę jakiejś zalety. Skutkiem tego wydaje się, że i siła nie jest pozbawiona pewnej cnoty, a spór dotyczy tylko strony prawnej. Dlatego jedni uważają za rzecz sprawiedliwą łaskawość, inni właśnie przeciwnie, panowanie silniejszego; bo jeśli się rozłączy te dwa pojęcia [prawa i siły], to nie ma żadnego oparcia i mocy przekonywającej pogląd, iż górujący cnotą nie powinien władać i panować.

18. Inni wreszcie powołując się na zasadę, która im się wydaje sprawiedliwą (prawo bowiem jest czymś sprawiedliwym), utrzymują, że niewola według prawa wojennego jest rzeczą sprawiedliwą, równocześnie jednak popadają w sprzeczność. Przyczyna wojny może być bowiem niesprawiedliwa, tego zaś, kto nie zasługuje na to, aby być niewolnikiem, nikt żadną miarą nie może nazwać niewolnikiem; w przeciwnym bowiem razie zdarzałoby się, że ludzie najszlachetniejszego pochodzenia byliby niewolnikami i niewolników synami, gdyby się przypadkiem dostali do niewoli i zostali sprzedani. Dlatego też takich nie chcą nazywać niewolnikami, lecz tylko barbarzyńców. Jeśli jednak tak mówią, to w istocie rzeczy mają na myśli tylko niewolnika z natury, podobnie jak to na początku ująłem. Muszę bowiem przyznać, że są ludzie, z których jedni wszędzie są niewolnikami, a drudzy nigdzie.

19. Tak samo jest i ze szlachectwem; szlachta bowiem uważa się za szlachtę nie tylko u siebie w domu, ale i wszędzie, podczas gdy w ich mniemaniu szlachta barbarzyńców jest nią tylko u siebie. Wychodzą przy tym z założenia, że istnieje szlachectwo i wolność w bezwzględnym i względnym tego słowa znaczeniu, jak to powiada również i Helena u Teodektesa:

Po ojcu i matce z bogów jestem pokolenia.
Któż to śmiałby tedy mienić mię służącą.

Wyrażając się w ten sposób, odróżniają niewolnika i wolnego, szlachtę i gmin jedynie i wyłącznie według cnoty i nieprawości. Uważają bowiem, że jak z człowieka rodzi się człowiek, a ze zwierzęcia zwierzę, tak i ze szlachetnych szlachetny. Natura wprawdzie często do tego dąży, ale nie może tego osiągnąć.

20. Okazuje się stąd, że spór ma pewne uzasadnienie i że nie wszyscy ludzie, którzy są niewolnikami czy wolnymi, są nimi z natury; a ponadto jest jasną rzeczą, że u pewnych ludzi występuje taka cecha charakterystyczna, która stanowi o tym, iż dla jednych jest rzeczą korzystną i sprawiedliwą być niewolnikami, dla drugich, przeciwnie, być panami; że wreszcie jedni muszą podlegać władzy, drudzy zaś wykonywać władzę, zależnie od tego, na co ich natura skazała, że więc istnieć musi również władza pana nad niewolnikiem, a nadużycie jej jest dla obu stron szkodliwe. Co bowiem jest korzystne dla części, jest korzystne i dla całości, co dla ciała, również i dla duszy; niewolnik jest zaś pewną częścią pana, niejako ożywioną, ale oddzielną częścią jego ciała.

21. Dlatego też pana i niewolnika, których natura na taki los skazała, łączy wzajemne przywiązanie i jest to dla nich korzystne, przeciwnie zaś bywa, jeśli stanowisko ich nie jest zgodne z naturą, ale opiera się na prawie i gwałcie.
    Z dotychczasowych wywodów okazuje się jednak również, że władza pana nad niewolnikiem i władza w państwie to nie to samo, tudzież że nie wszystkie rodzaje władzy są sobie równe, jak to utrzymują niektórzy. Jedna bowiem rozciąga się nad wolnymi z natury, druga nad niewolnikami, władza głowy domu jest monarchiczna, gdyż każdy dom podlega rządom jednego, a władza męża stanu jest panowaniem nad wolnymi i równymi.

22. Nazwa pana nie jest określeniem pewnej umiejętności, ale istniejącego stanu rzeczy, podobnie jak i nazwa niewolnika czy wolnego. Istnieje jednak umiejętność złączona ze stanowiskiem pana domu, jak i ze stanowiskiem niewolnika; jakoż umiejętności potrzebnych niewolnikom uczył pewien człowiek w Syrakuzach, [który] tam za pieniądze kształcił niewolników w pełnieniu zwyczajnych usług. Nauka taka może nawet objąć szersze kręgi, jak np. sztukę kucharską i inne tego rodzaju usługi. Różne są bowiem czynności domowe, jedne ważniejsze, inne konieczniejsze niż drugie, a według przysłowia także "niewolnik a niewolnik i pan a pan to dwie różne rzeczy".

23. Znajomość wszystkich takich rzeczy stanowi tedy wiedzę niewolnika, natomiast wiedza pana polega na umiejętnym zużytkowaniu niewolników. Bo pan okazuje się nie w tym, że nabywa, ale że właściwie używa niewolników. Umiejętność ta nie wykazuje nic wielkiego ani szacownego; bo co niewolnik musi umieć wykonać, to pan musi umieć nakazać. Dlatego kto tym nie potrzebuje się sam trudzić, przekazuje ten zaszczyt rządcy, a sam oddaje się sprawom publicznym lub filozofii. Nauka natomiast o nabywaniu własności, mianowicie o sprawiedliwym nabywaniu, jest różna od obu tych umiejętności i należy do nauki o sztuce wojennej i sztuce myśliwskiej.
    Tyle zatem uwag o niewolniku i o panu.

3. Nauka o gospodarstwie domowym. Sztuka zdobywania własności. Rola pieniądza

1. Z kolei stosownie do podanego wyżej planu rozważmy całe w ogóle zagadnienie posiadania i zarobkowania, bo i niewolnik okazał się pewną częścią własności. Przede wszystkim więc może się tu nasunąć wątpliwość, czy sztuka zarobkowania jest identyczna ze sztuką gospodarstwa domowego, czy też z jakąś jej częścią lub też z jej sztuką pomocniczą, a jeżeli ze sztuką pomocniczą, to czy zachodzi tu taki stosunek jak między sztuką wytwarzania czółenek tkackich a sztuką tkacką, czy też jak między sztuką sporządzania brązu a odlewnictwem posągów. Te pierwsze bowiem nie w tym samym znaczeniu mają pomocniczy charakter, lecz jedna dostarcza narzędzi, druga natomiast materiału. Nazywam zaś materiałem coś, z czego się wykonuje rzecz pewną, a więc dla tkacza jest to wełna, a dla rzeźbiarza brąz.

2. Jasną więc jest rzeczą, że nauka o gospodarstwie domowym nie jest identyczna z nauką o zdobywaniu własności. Jedna bowiem ma do czynienia z dostarczaniem środków, druga z ich używaniem; a któraż nauka zajmuje się używaniem mienia domowego, jeśli nie nauka o gospodarstwie domowym? Sporną natomiast jest rzeczą, czy nauka o zdobywaniu własności jest jej częścią, czy też stanowi zupełnie odrębny rodzaj. Jeśli bowiem ten, kto się zajmuje sprawą zdobywania własności, musi rozważyć, skąd majątek i własność pochodzi, a własność i bogactwo obejmuje wiele części, to [nasuwa się] najpierw pytanie, czy rolnictwo i w ogóle troska o pożywienie i jego nabycie jest pewną częścią nauki o gospodarstwie domowym, czy też jakimś odrębnym rodzajem.

3. Są wszakże liczne rodzaje pożywienia, stąd i rozliczne sposoby życia zarówno u zwierząt, jak i ludzi; bez pożywienia żyć niepodobna, w następstwie jednak różnicy pożywienia wytworzyły się różnice w sposobie życia istot żyjących. Jedne spośród zwierząt żyją w stadach, inne pojedynczo, zależnie od tego, co jest rzeczą więcej sprzyjającą dla ich wyżywienia; jedne bowiem żywią się mięsem, drugie płodami ziemi, inne wreszcie są wszystkożerne. Toteż natura, aby ułatwić im zdobycie odpowiedniego pożywienia, rozmaicie ukształtowała ich sposób życia. Ponieważ z natury nie to samo każdemu odpowiada, lecz jednym to, innym owo, więc też i wśród samych zwierząt tak mięsożernych, jak i roślinożernych istnieją różnice w sposobie życia.

4. Podobnie jest i u ludzi. Istnieją bowiem znaczne różnice w ich sposobie życia. Najbardziej leniwi są koczownikami (pożywienie bowiem, jakiego im dostarczają oswojone zwierzęta, przychodzi im bez trudu i pracy, że zaś stada ich ze względu na pastwiska z konieczności zmieniają miejsce, więc i oni zmuszeni są ciągnąć za nimi, uprawiając w ten sposób niejako żyjącą rolę). Inni zaś żyją z myślistwa takiego czy owakiego rodzaju, a więc jedni z rozboju, drudzy, co mieszkają nad jeziorami, moczarami, rzekami lub odpowiednim morzem, z rybołówstwa, jeszcze inni z polowania na ptaki lub dzikie zwierzęta. Największa jednak część ludzi żyje z [uprawy] ziemi i jej przyswojonych płodów.

5. Tyle mniej więcej jest zatem sposobów życia, przy których ma się do spełnienia pewne z natury związane z nimi prace, a nie zdobywa się utrzymania przez wymianę czy handel, a więc: koczowniczy, rolniczy, rozbójniczy, rybacki i myśliwski. Niektórzy łączą razem pewne z tych sposobów życia i dzięki temu żyją wygodnie, uzupełniając braki jednego trybu życia, o ile ten nie jest w pełni samowystarczalny; a więc np. jedni prowadzą sposób życia koczowniczy a zarazem i rozbójniczy, drudzy rolniczy i myśliwski. Podobnie jest z innymi sposobami życia, które ludzie prowadzą łącząc je, jak ich do tego zmusza potrzeba.

6. Omawiany dotąd rodzaj własności dany jest, jak się okazuje, wszystkim istotom żyjącym przez samą naturę, i to zarówno już od pierwszej chwili urodzenia, jak i po osiągnięciu pełni rozwoju. Niektóre bowiem ju�� z początku, przy urodzeniu przynoszą ze sobą tyle pożywienia, że starczy go aż do czasu, kiedy noworodek zdoła je sam sobie zdobyć; a zachodzi to u istot rodzących robaki lub znoszących jaja. Te zaś, które rodzą żywe potomstwo, aż do pewnego czasu mają dla swych młodych pokarm w sobie w postaci mleka.

7. Widać więc z tego, że i co do dorosłych istot trzeba wysunąć podobny wniosek, że zatem rośliny istnieją dla zwierząt, zwierzęta zaś dla człowieka, a mianowicie oswojone ze względu na usługi i pożywienie, spośród dzikich zaś, jeśli nie wszystkie, to przecież największa część, ze względu na pożywienie i pewną pomoc, by można z nich mieć i odzież, i inne rzeczy użyteczne. Jeśli więc natura nic nie stwarza bezcelowo i bezużytecznie, to musiała wszystko to stworzyć dla ludzi.

8. Dlatego i sztuka wojenna z natury będzie poniekąd sztuką zdobywania własności (część jej stanowi też sztuka myśliwska). Musi się ją mianowicie stosować przeciwko zwierzętom, jak i przeciw tym ludziom, którzy, choć z natury do służby stworzeni, nie chcą się do niej nagiąć, tak że wojna taka zgodna jest z prawem natury. Jedna dziedzina nauki o zdobywaniu własności jest więc z natury częścią nauki o gospodarstwie domowym; odpowiednio do tego powinni ją posiadać lub też starać się o jej zdobycie ci, których zadaniem jest gromadzenie zapasów koniecznych do życia i użytecznych dla społeczeństwa w państwie czy w domu.

9. Otóż prawdziwe bogactwo zdaje się na tych rzeczach polegać. To bowiem [czego się wymaga od takiej własności, a mianowicie], by do wygodnego życia starczyła, nie jest bez granic, jak to stwierdza Solon w wierszu:

ścisłej granicy w bogactwie bynajmniej ludzie nie znają.

Istnieje tu przecież granica, podobnie jak i w innych sztukach, bo żadna sztuka nie posiada środków nieograniczonych ani co do ilości, ani co do wielkości, bogactwo zaś jest obfitością środków potrzebnych dla domu i państwa. Widoczną tedy jest rzeczą, że istnieje z natury pewna sztuka zdobywania dóbr, właściwa zarządcom domu i mężom stanu, i z jakiego powodu.

10. Jest jednak inny jeszcze rodzaj sztuki zdobywania własności, który pospolicie, i to słusznie, nazywają sztuką zdobywania pieniędzy, a który sprawia, iż zdaje się nie istnieć granica bogactwa i posiadania. Ze względu na pokrewieństwo tej sztuki z omówioną, wielu uważa ją za jedno i to samo; nie jest ona jednak ta sama, co omówiona, ani daleka od tamtej, lecz jest do niej zbliżona. Pierwsza z nich jest tworem natury, druga zaś nie, a jest raczej produktem pewnego doświadczenia i umiejętności.

11. Zacznijmy rozważania nasze o niej z następującego punktu widzenia. Każda rzecz posiadana może być dwojako użyta, w obu wypadkach używa się tej samej rzeczy, ale nie w ten sam sposób. W jednym wypadku użycie związane jest z właściwością danej rzeczy, w drugim zaś nie; a więc np. obuwie służy do obucia, ale może stanowić również i przedmiot wymiany. W jednym i drugim wypadku obuwie jest przedmiotem pewnego użytkowania. Nawet gdy kto potrzebującemu obuwia daje je w zamian za pieniądze lub żywność, używa obuwia jako obuwia, tylko że nie we właściwy mu sposób, bo nie zostało ono sporządzone na wymianę. Tak samo jest i z innymi przedmiotami własności. Wszystkie one mogą być przedmiotem wymiany, której pierwszy początek zgodny jest z naturą, gdyż jest następstwem faktu, iż jedni ludzie posiadają zbyt dużo, inni za mało rzeczy potrzebnych.

12. Okazuje się też z tego, że drobny handel nie jest z natury złączony ze sztuką zdobywania pieniędzy, wymiana bowiem musiała się dokonywać w granicach wystarczających do zaspokojenia potrzeb koniecznych. W pierwszej zatem wspólnocie (jaką jest rodzina) [handel wymienny] nie grał oczywiście żadnej roli, lecz dopiero gdy się wspólnota rozrosła. W pierwszym wypadku członkowie jej wszystko, co posiadali, mieli we wspólnym użytkowaniu, w drugim znów, w następstwie dokonanego rozdziału, jedni posiadali te rzeczy, inni inne, toteż musieli je zależnie od potrzeby nabywać w drodze wymiany, podobnie jak to jeszcze i teraz czyni wiele ludów barbarzyńskich. Te bowiem ograniczają się do tego jedynie, że rzeczy użyteczne wymieniają na takież, dając i przyjmując, np. wino za zboże i tak samo inne tego rodzaju artykuły.

13. Taki tedy handel zamienny ani nie jest przeciwny naturze, ani nie przedstawia żadnej postaci sztuki zdobywania pieniędzy, służy bowiem do uzupełnienia samowystarczalności, zgodnie z naturą. Z kolei jednak z niego rozwinęła się owa [sztuka gromadzenia pieniędzy]. Kiedy bowiem pomoc niesiona przez przywóz rzeczy brakujących, a wywóz zbędnych, sięgać zaczęła do coraz dalszych krajów, z konieczności musiały wejść w użycie pieniądze; nie wszystkie bowiem rzeczy, z natury potrzebne, są łatwe do przewożenia.

14. Zgodzono się zatem, aby przy wymianie dawać i przyjmować jakąś taką rzecz, która sama przez się liczyła się do rzeczy użytecznych, a równocześnie przedstawiała tę korzyść, że się z łatwością dawała przewozić, jak np. żelazo, srebro itp. Początkowo ustalano ich wartość po prostu według wielkości i wagi, w końcu jednak zaczęto wyciskać na nich znak, aby sobie oszczędzić mierzenia czy ważenia, wyciśnięty znak podawał bowiem określoną ilość.

15. Kiedy potrzeba handlu wymiennego doprowadziła już do wynalezienia pieniądza, wyłoniła się inna postać sztuki zdobywania pieniędzy, a mianowicie drobny handel, który początkowo przedstawiał się zapewne prymitywnie, później jednak, w wyniku doświadczeń, kształtował się już kunsztowniej pod wpływem troski, skąd sprowadzać towary i jak je zbywać, aby jak największy zysk osiągnąć. Dlatego sztuka zdobywania majątku zdaje się być związana w pierwszym rzędzie z pieniądzem, a głównym jej zadaniem umiejętna spekulacja, skąd zdobyć jak najwięcej pieniędzy: uchodzą bowiem one za źródło bogactwa i majątku.

16. Także bogactwo bowiem opierają ludzie często na wielkiej ilości pieniędzy, dlatego że sztuka zarobkowania, a w szczególności handel, koło nich się jakoby obraca. Niekiedy znów spotyka się mniemanie, że pieniądz to czcze słowo, że wartość jego jest tylko na postanowieniu prawnym oparta, z natury zaś jest żadna, bo jeśli go zmienią ci, co go używają, to traci wszelką wartość i nie można go użyć do zaspokojenia jakichkolwiek potrzeb, a człowiek bogato zaopatrzony w pieniądze będzie często odczuwał brak koniecznego pożywienia. Niedorzeczną rzeczą byłoby zatem uważać za bogactwo coś takiego, czego posiadanie w obfitości nie zabezpiecza przed śmiercią głodową; przykładem ów Midas mityczny, któremu na własne jego życzenie, podyktowane niepohamowaną chciwością, zamieniało się w złoto wszystko, co mu podano.

17. Dlatego też [zwolennicy tego poglądu] w czym innym dopatrują się [istoty] bogactwa i sztuki zdobywania pieniędzy, a czynią to słusznie. Co innego bowiem zdobywanie pieniędzy, a [co innego] bogactwo z natury. To drugie należy do gospodarstwa domowego, pierwsze zaś polega na handlu i przysparzaniu majątku wyłącznie tylko przez wymianę dóbr. Ta znów zdaje się obracać około pieniądza, pieniądz bowiem jest początkiem i kresem wymiany. Otóż takie bogactwo, płynące z takiego zdobywania pieniędzy, nie ma granic. Bo jak sztuka lekarska wytyka sobie nieosiągalny cel powszechnego ugruntowania zdrowia (a tak samo każda sztuka zmierza do jakiegoś celu bez kresu i pragnie go, o ile możności, osiągnąć, nie przyjmuje zaś za kres swój zdobycia środków do celu wiodących, we wszystkich bowiem kresem jest cel wytknięty), tak i przy zdobywaniu pieniędzy cel jest bezkresny, a jest nim takie właśnie bogactwo i posiadanie pieniędzy.

18. W przeciwieństwie do tego sztuka gospodarstwa domowego ma swój kres, którego nie zna sztuka gromadzenia pieniędzy; inne ma ona bowiem zadanie. Toteż z punktu widzenia gospodarstwa domowego wydaje się, że wszelkie bogactwo winno mieć swoje granice, z doświadczenia tymczasem widzimy, że dzieje się przeciwnie. Wszyscy bowiem, którzy robią interesy pieniężne, dążą do pomnożenia pieniędzy w nieskończoność. Przyczyną tego jest pokrewieństwo sztuki gospodarstwa domowego ze sztuką gromadzenia pieniędzy. Ponieważ działają w tej samej dziedzinie, w praktyce przechodzi jedna w drugą. W jednym i drugim wypadku wchodzi w grę ta sama własność, tylko z innego punktu widzenia, jedna ma cel odmienny, drugiej celem jest powiększenie [majątku]. Dlatego też niektórzy uważają, że to jest właśnie rzeczą gospodarstwa domowego i upierają się przy mniemaniu, że powinno się majątek pieniężny albo utrzymać, albo pomnażać w nieskończoność.

19. Przyczyna takiego myślenia leży w trosce jedynie o to, aby żyć, a nie o to, żeby żyć pięknie; ponieważ zaś pragnienie owo nie znajduje granic, więc ludzie starają się zapewnić sobie nieograniczone środki do jego zaspokojenia. Ale i ci, którzy pragną pięknie sobie życie ułożyć, szukają raczej zmysłowego używania, a że to okazuje się możliwe dzięki majątkowi, więc wszystkie ich zabiegi obracają się około zdobycia pieniędzy i stąd wyniknął ten drugi rodzaj gromadzenia pieniędzy. Ponieważ używanie [zmysłowe] zależne jest od nadmiaru, więc też zabiegają o środki zapewniające nadmiar posiadania i możliwość używania, a jeśli ich nie mogą uzyskać dzięki sztuce zdobywania pieniędzy, starają się dojść do celu w inny sposób i wbrew naturze wysilają w tym kierunku wszelkie zdolności.

20. Męstwo bowiem nie przejawia się w robieniu pieniędzy, lecz w okazywaniu odwagi, podobnie jak talent wodza czy lekarza, ale w odnoszeniu zwycięstwa lub w niesieniu pomocy zdrowotnej. A jednak owi ludzie całą swą umiejętność rozwijają dla zdobycia pieniędzy, jak gdyby to było celem i jakby wszystko winno było do jego osiągnięcia zmierzać.
    Tyle tedy moich wywodów o niepotrzebnej sztuce zdobywania pieniędzy, o jej istocie i przyczynie, dla której ją stosujemy, jak i o sztuce potrzebnej; jest ona czymś odmiennym od pierwszej, bo (mając na celu troskę o utrzymanie) należy z natury do gospodarstwa domowego i nie jest jak tamta bezkresna, ale posiada granicę.

21. Wyjaśnia się też sporna początkowo kwestia, czy sztuka zdobywania pieniędzy należy do zadań zarządcy domu lub męża stanu, czy nie, czy też potrzebne środki uprzednio już istnieć powinny. Bo jak sztuka kierowania państwem nie stwarza ludzi, lecz ich otrzymuje od natury i tylko posługuje się nimi, tak też natura, ziemia, morze itd. winny dostarczać środków pożywienia, a już do głowy domu należy, jak nimi trzeba rozporządzać. Bo nie jest zadaniem sztuki tkackiej produkowanie wełny, a tylko jej przerabianie i wyznawanie się na tym, jakie jej gatunki są dobre i odpowiednie, czy też liche i nieużyteczne.

22. Mógłby też ktoś podnieść wątpliwość, dlaczego sztuka zdobywania pieniędzy wchodzi w skład gospodarstwa domowego, a sztuka lekarska nie; przecież członkowie domu muszą być zdrowi, tak jak muszą żyć czy też posiadać inne rzeczy potrzebne. Zapewne, zarówno głowa domu, jak i władca w pewnej mierze obowiązani są dbać o zdrowie swoich, a w pewnej mierze też nie muszą, bo to jest rzeczą lekarza; tak samo jest rzeczą głowy domu troszczyć się o zdobycie środków pieniężnych, wszelako do pewnego tylko stopnia, bo to należy do zadań służebnych. Przede wszystkim jednak, jak powiedziano wyżej, natura winna tego dostarczyć, bo jest to jej rzeczą zaopatrzyć w żywność istotę, którą stwarza; jakoż każdej z nich służy jako pożywienie pozostałość z tego, z czego powstała. Dlatego też zgodne z naturą jest powszechne dążenie do gromadzenia zasobów z plonów ziemi i zwierząt.

23. Sztuka zarobkowania występuje zatem w dwojaki, jak powiedziałem, sposób, albo jako handel, albo jako gospodarstwo domowe, przy czym to ostatnie jest konieczne i chwalebne, pierwszy zaś, polegający na wymianie, słusznie bywa ganiony jako z naturą niezgodny, bo na wyzysku drugich oparty; a już z najzupełniejszą słusznością znienawidzone jest rzemiosło lichwiarza, ponieważ osiąga zysk z samego pieniądza, który mija się tu ze swym przeznaczeniem. Stworzony bowiem został dla celów wymiany, a tymczasem przez pobieranie procentów sam się pomnaża. Stąd też pochodzi nazwa grecka procentu τόκος tj. rodzenie. To bowiem, co się rodzi, podobne jest do rodzicieli, a procent jest pieniądzem uzyskanym z pieniądza. Toteż ten sposób zarobkowania jest w największym stopniu przeciwny naturze. (...)

5. Działem nauki o gospodarstwie domowym jest stosunek męża do żony i ojca do dzieci. Troska o doskonalenie członków rodziny obowiązkiem głowy domu

1. W nauce o gospodarstwie domowym są trzy działy: jeden dotyczy stosunku pana do niewolników, o których była mowa poprzednio, drugi - stosunku ojca do rodziny, a trzeci - męża do żony. Władza nad żoną i dziećmi dotyczy w obu wypadkach osób wolnych, a jednak nie jest to ten sam rodzaj władzy, bo w stosunku do żony ma ona charakter władzy kierownika wolnego państwa, w stosunku do dzieci charakter władzy królewskiej.

2. Mężczyzna bowiem z natury jest więcej uzdolniony do władania aniżeli kobieta, o ile wbrew naturze nie zajdzie wyjątek w tym względzie, podobnie jak więcej jest do tego uzdolniony człowiek starszy i dojrzalszy niż młody i niedojrzały.
    W największej części państw [wolnych] dokonuje się co prawda wymiana między warstwą rządzącą a rządzoną, będąca wyrazem naturalnej dążności do wyrównania i zatarcia wszelkich różnic, mimo to jednak, jak długo jedni rządzą, a drudzy są rządzeni, starają się o zaznaczenie różnicy przez zewnętrzne odznaki, tytuły i honory (to właśnie też [miał na myśli] Amasis mówiąc o miednicy do mycia nóg). Natomiast stosunek mężczyzny do kobiety jest zawsze taki sam.
    Władza nad dziećmi ma znów charakter władzy królewskiej. Rodziciel bowiem włada na zasadzie miłości jako też starszeństwa, co właśnie jest znamieniem władzy królewskiej. Dlatego to i Homer, nazywając Zeusa "ojcem ludzi i bogów" słusznie mieni go królem ich wszystkich. Król bowiem musi z natury wyróżniać się, choć jest tego samego rodu [co poddani], a tak samo przedstawia się stosunek starszego do młodszego, tudzież rodziciela do dziecka.

3. Jasną jest tedy rzeczą, że głowa domu więcej się troszczy o ludzi niż o posiadanie rzeczy martwych, więcej o doskonalenie pierwszych aniżeli o obfitość drugich, którą zwiemy bogactwem, i to raczej o doskonalenie wolnych niż niewolników. Co się tyczy niewolników, to przede wszystkim może się nasuwać wątpliwość, czy ci, prócz swej użyteczności jako narzędzie i posługa, posiadają ponadto cenniejsze od tego cnoty, jako to: umiarkowanie, męstwo, sprawiedliwość i inne tym podobne zalety, czy też prócz sprawności w fizycznych usługach nie posiadają żadnej cechy dodatniej. Czy tak, czy inaczej na to pytanie odpowiemy, trudności nie znikną. Bo jeśli posiadają inne cnoty, to czymże różnić się będą od wolnych, a jeśli damy przeczącą odpowiedź, to będzie ona niedorzeczna wobec faktu, że jednak niewolnicy są ludźmi i na równi z nimi posiadają rozum.

4. Ta sama niemal wątpliwość dotyczy również kobiety i dziecka: czy też posiadają takie cnoty, a więc czy żona musi być mądra, dzielna, sprawiedliwa, czy dziecko bywa i swawolne, i roztropne, czy też nie? Krótko mówiąc, trzeba w ogóle zbadać, czy ten, co jest podległy z natury, posiada tę samą cnotę, co i władający z natury, czy też inną. Jeśli bowiem jeden i drugi ma wykazywać cechy piękne i dobre, to dlaczegoż by jeden miał raz na zawsze władać, drugi zaś podlegać? Różnica między nimi nie sprowadza się do pytania "mniej czy więcej", bo poddaństwo i władztwo różnią się co do swej istoty, wzgląd zaś natury ilościowej nie gra tu żadnej roli.

5. Jeśliby zaś jeden musiał posiadać owe cechy, a drugi nie, to byłoby to rzeczą dziwną. Bo albo władający nie będzie umiarkowany i sprawiedliwy, a w takim razie jakżeż będzie dobrze panował? Albo nie będzie nim poddany, a w takim razie jakżeż będzie spełniał dobrze swe obowiązki podwładnego? Jeśli bowiem będzie swawolny i gnuśny, to nic nie zrobi z tego, co do niego należy. Okazuje się tedy, że jeden i drugi koniecznie winien wykazywać pewną doskonałość względnie cnotę, a taka jest różnica między tymi cnotami, jaka istnieje między poddanymi z natury a władającymi. Jako przykład tego nasuwa się tu bezpośrednio dusza. Mieści się w niej bowiem czynnik i panujący z natury, i podległy, którym różną przypisujemy cnotę, gdyż jeden posiada rozum, a drugi jest nierozumny.

6. Jasne jest więc, że tak samo ma się rzecz i w innych wypadkach, tak iż z natury są różne rodzaje władających i podległych. Inaczej bowiem przedstawia się władza wolnego nad niewolnikiem, a inaczej mężczyzny nad kobietą, czy ojca nad synem. U nich wszystkich występuje składnik psychiczny, jednakowoż z pewnymi różnicami. Niewolnik bowiem nie posiada w ogóle zdolności do rozważania, kobieta posiada ją wprawdzie, ale niezbyt kompetentną, dziecko posiada ją również, ale nierozwiniętą w pełni.

7. Należy więc przyjąć, że tak samo ma się rzecz z cnotami etycznymi, że zatem wszyscy muszą je posiadać, ale z pewnymi różnicami zależnymi od zadania, jakie każdemu przypada do spełnienia. Dlatego władający powinien posiadać pełnię doskonałości etycznej (zadanie jego jest bowiem po prostu zadaniem budowniczego, a budowniczym jest rozum), natomiast wszyscy inni o tyle tylko, o ile tego ich zadanie wymaga.

8. Oczywiste więc jest, że wszystkie wymienione tu osoby posiadają cnotę etyczną, że jednak umiarkowanie czy też dzielność i sprawiedliwość kobiety i mężczyzny nie jest taka sama, jak to mniemał Sokrates, lecz istnieje dzielność władającego i dzielność służącego, a podobnie ma się rzecz i z innymi cnotami. Okazuje się to także przy bardziej szczegółowym rozważaniu. Samych siebie bowiem łudzą ci, którzy, ogólnie rzecz ujmując, utrzymują, że cnota jest to dobry stan duszy lub też właściwe działanie, czy coś podobnego; o wiele lepiej od tych, którzy taką definicję podają, postępują ci, którzy jak Gorgiasz rozpatrują każdą cnotę z osobna. Dlatego, jeśli poeta sławi pewną cnotę jako właściwą kobiecie, mówiąc, że "milczenie stanowi ozdobę kobiety", to należy przyjąć, że przestaje nią być u mężczyzny.

9. Także i niedojrzałe dziecko nie posiada oczywiście samodzielnego charakteru, ale dzielność jego polega na odpowiednim ustosunkowaniu się przez niego do celu wychowania i osoby kierownika, podobnie jak cnota niewolnika na właściwym zachowaniu się wobec pana. Wykazaliśmy poprzednio, że niewolnik jest użyteczny tylko do robót koniecznych, toteż jasną jest rzeczą, że potrzeba mu tylko nieznacznej cnoty, i to o tyle tylko, aby nie zaniedbywał swych zadań przez swawolę czy lenistwo.

10. Jeżeli to, co teraz powiedziałem, jest prawdziwe, to mógłby ktoś zapytać, czy i zwykli rzemieślnicy nie powinni by cnoty posiadać, często bowiem przez swawolę zaniedbują swą pracę. Jest tu jednak wielka różnica. Niewolnik bowiem żyje razem ze swym panem, rzemieślnik zaś stoi dalej od niego i wykazuje w stosunku do niego tylko tyle znamion cnoty, co i niewolnictwa. Pośledni rzemieślnik żyje mianowicie w pewnej ograniczonej niewoli, a nadto niewolnik należy do tych, którzy z natury są tym, czym są, czego nie można jednak powiedzieć o żadnym szewcu czy jakimkolwiek innym rzemieślniku.

11. Okazuje się więc z tego, że niewolnikowi powinien wpajać właściwą cnotę pan, a nie ten, kto mając władzę pana poucza go o spełnianiu właściwych obowiązków. Dlatego w błędzie są ci, którzy mówią, że nie należy niewolników poprawiać przez rozumne zwrócenie uwagi, a tylko im rozkazywać, niewolnikom bowiem powinno się więcej przemawiać do rozumu aniżeli dzieciom. (...)

12. Skoro bowiem każda rodzina jest częścią państwa, a wspomniane osoby są częścią rodziny, cnotę zaś członów należy rozpatrywać w stosunku do cnoty całości, więc dzieci i kobiety trzeba koniecznie wychowywać, mając na oku istniejący ustrój, jeżeli stanowi to jakąś różnicę dla sprawności państwa, czy dzieci i kobiety są dzielne, czy nie. Że tak, to oczywistą jest rzeczą: kobiety przedstawiają przecież połowę wolnej ludności, a z chłopców wyrastają mężowie, którzy mają brać udział w zarządzie państwa. (...)

Księga trzecia

1. Definicja obywatela. Obywatelstwo przez, urodzenie i przez nadanie. Państwo a zmiana ustroju.

1. Kto podejmuje badania nad ustrojem państwowym i pragnie określić istotę i cechy każdego, musi właściwie zacząć rozważania najpierw od samego państwa i [ustalić], co to jest państwo. Bo dziś co do tego nie ma zgody: jedni powiadają, że pewną akcję przeprowadziło państwo, drudzy mówią, że nie państwo, lecz oligarchia lub tyran. Widzimy zaś, że cała działalność męża stanu i prawodawcy dotyczy państwa, a ustrój polityczny jest ujęciem tych, co mieszkają w państwie, w ramy pewnego porządku.

2. Ponieważ jednak państwo jest całością złożoną, jak każda inna całość składająca się z wielu części, więc jest jasną rzeczą, że należy wpierw rozważyć pojęcie obywatela; bo państwo jest pewną wielością obywateli. Powinno się zatem zbadać, kogo należy nazywać obywatelem i kto jest obywatelem. Bo i pojęcie obywatela jest często sporne: nie wszyscy mianowicie nazywają zgodnie tego samego człowieka obywatelem i bywa nieraz, że ten, kto w ustroju demokratycznym jest obywatelem, nie jest nim w ustroju oligarchicznym.

3. Tych, którzy przypadkiem jakimś otrzymali to miano, np. obdarzonych obywatelstwem, trzeba [przy tym] pominąć. Obywatel nie zostaje obywatelem przez to, że gdzieś zamieszkał, bo także metojkowie i niewolnicy mają wspólne z obywatelami miejsce zamieszkania. Nie są też jeszcze obywatelami ci, którzy biorą udział w wymiarze sprawiedliwości w ten sposób, że stają przed sądem czy to jako pozwani, czy jako pozywający, gdyż to przysługuje również obcym na podstawie zawartych układów (i takie bowiem zastrzeżenia w nich bywają), a w wielu miejscach nawet metojkowie prawa tego w pełni nie posiadają, lecz muszą postarać się o przydzielenie patrona, tak że udział ich w tej dziedzinie wspólnoty jest do pewnego stopnia ograniczony.

4. Jest jednak w tym wypadku jak z dziećmi, które ze względu na wiek nie zostały jeszcze zaciągnięte na listę obywateli, i ze starcami (...). Szukamy bowiem czystego pojęcia obywatela, nie zawierającego żadnego takiego zastrzeżenia, które by wymagało prostującego uzupełnienia, skoro także i co do pozbawionych czci, i co do wygnańców można takie same wątpliwości podnosić i usuwać.
    Pojęcia obywatela w istotnej jego treści nic bezwzględnie trafniej nie określa niż prawo udziału w sądach i rządzie. Z urzędów państwowych jedne są ograniczone co do czasu, tak że niektórych ten sam człowiek w ogóle dwukrotnie piastować nie może, albo też dopiero po upływie pewnego okresu, inne natomiast, jak np. udział w sądach i zgromadzeniach ludowych, nie mają takiego ograniczenia.

5. (...) Przyjmujemy tedy, że obywatelami są ci, którzy [mając dostęp do tych funkcji] uczestniczą w rządzeniu państwem. Taka byłaby najwięcej może odpowiednia definicja obywatela, obejmująca wszystkich, których mienimy obywatelami.

6. Trzeba wszelako zauważyć, że w tych wypadkach, gdzie tą samą nazwą objęte przedmioty różnią się co do rodzaju, tak że jeden w pierwszym rzędzie zasługuje na swą nazwę, a drugi dopiero z kolei, tam albo w ogóle nie występuje wspólna cecha, która by je łączyła, albo też w drobnej tylko mierze. Tymczasem widzimy, że ustroje różnią się rodzajem, że jedne są niższe, inne wyższe, bo wadliwe i zwyrodniałe z konieczności ustępują miejsca tym, które nie wykazują błędów (co rozumiem przez zwyrodniałe, to się później okaże); wobec tego również i obywatel musi być odmienny w każdym ustroju.

7. Podana definicja obywatela odpowiada głównie ustrojowi demokratycznemu, w innych natomiast ustrojach może ona wprawdzie być też odpowiednia, ale niekoniecznie. W niektórych bowiem lud nie gra żadnej roli, nie znają nawet zgromadzeń ludowych, lecz zebrania rady, a sprawy sądzą zależnie od przedmiotu różne władze. (...)

8. Powyższą definicję obywatela można co prawda nieco sprostować. (...) Kto mianowicie w pewnym państwie ma prawo uczestniczenia w zgromadzeniach i trybunałach, tego nazywamy już obywatelem tego państwa, państwem zaś - krótko mówiąc - zwiemy ogół takich ludzi, odpowiednio wielki, by w wystarczającej mierze zapewnić sobie wszystko, co do życia potrzebne.

9. W praktyce jednak mianem obywatela określa się tego, który zarówno w linii ojca, jak i matki pochodzi z rodziny obywatelskiej, a nie z jednej tylko strony, a więc z ojca jedynie lub matki. Niektórzy idą w tym względzie jeszcze dalej, domagając się dwóch czy trzech, albo i więcej dziadków-obywateli. (...) ale zastrzeżenia, że ojciec i matka winni być obywatelami, nie można przecież stosować do pierwszych osadników i założycieli.

10. Może jednak większa trudność jest z tymi, którzy otrzymali obywatelstwo wskutek dokonanego przewrotu, jak np. w Atenach, gdzie przeprowadził to Klejstenes po wypędzeniu tyranów; wielu bowiem metojków, cudzoziemców i wyzwolonych niewolników wprowadził do fyl. Wątpliwość w stosunku do nich dotyczy nie pytania, kto jest obywatelem, ale czy jest nim nieprawnie, czy prawnie. Można by tu wszelako podnieść dalszą wątpliwość, czy ktoś jest obywatelem, jeśli został nim w sposób nieprawny, jako że "nieprawny" i "fałszywy" znaczy to samo. Ponieważ jednak widzimy, że niektórzy zostali nieprawnie urzędnikami, a mimo to mówimy o nich, że sprawują władzę, chociaż i nieprawnie, pojęcie zaś obywatela określa się według pewnej władzy (gdyż obywatelem jest, jak powiedzieliśmy, ten, co ma dostęp do takiej a takiej władzy rządzącej), więc jasną jest rzeczą, że i tych trzeba nazwać obywatelami, pytanie natomiast, czy prawnie, czy nieprawnie, łączy się ze wspomnianą poprzednio wątpliwością.
    Niektórzy mianowicie pytają, kiedy coś uchodzi za akt państwowy, a kiedy nie, tak np., gdy z oligarchii lub tyranii wyłoni się demokracja. W takim bowiem razie niektórzy ani nie chcą spłacać pożyczek, powiadając, że je nie państwo zaciągnęło, lecz tyran, ani też nie chcą uznać wielu innych tego rodzaju zobowiązań, utrzymując, że pewne formy ustrojów opierają się na przemocy, a nie służą dobru społecznemu.

11. Jeśli więc według tego wzoru zaprowadzony został w pewnych państwach ustrój demokratyczny, to akty dokonywane przy tym ustroju należy uznać za państwowe, podobnie jak przy ustroju oligarchicznym i tyranii. Właściwe ujęcie tej trudności zdaje się leżeć w pytaniu, kiedy winno się powiedzieć, że jest to jeszcze to samo państwo, a kiedy, że to nie jest to samo, lecz inne państwo. (...)

12. Podobnie jednak jest w wypadkach, gdy ludzie mieszkają w jednym i tym samym miejscu, a nasuwa się pytanie, kiedy winno się ich uważać za jedno państwo; mury nie grają tu roli, bo można by nawet Peloponez otoczyć jednym murem. Miastem tego rodzaju jest może Babilon i każde [miasto], które ma rozmiary raczej narodu niż miasta; opowiadają przecież, że w trzy dni po zdobyciu Babilonu pewna część miasta nic o tym jeszcze nie wiedziała. (...)

13. Ale czy w takim razie, gdy ci sami ludzie mieszkają na tym samym miejscu, winno się to uznawać za to samo państwo, dopóki utrzymuje się ten sam szczep mieszkańców, chociaż nieustannie jedni umierają, a drudzy się rodzą - podobnie jak zwykliśmy mówić, że są to te same rzeki i źródła, mimo że nieustannie pewna ilość wody przypływa, a pewna odpływa - czy też z takiego właśnie powodu należałoby powiedzieć, że ludzie są wprawdzie ci sami, ale państwo jest inne. [Odpowiedź:] Jeśli państwo jest pewną wspólnotą, a mianowicie wspólnotą obywateli w ramach ustroju, to jeśli ustrój się zmieni co do rodzaju i różnić się będzie od poprzedniego, również i państwo z konieczności nie będzie, jak się zdaje, tym samym; podobnie przecież mówimy raz o chórze komicznym, drugi raz o tragicznym, choć są to często ci sami ludzie.

14. (...) Czy zaś sprawiedliwą jest rzeczą zrywać lub nie zrywać zawartych uprzednio umów, jeśli państwo zmieni ustrój, to już inne pytanie.

2. Cnota dzielnego obywatela a cnota dobrego człowieka

1. Z omówionymi co dopiero zagadnieniami łączy się rozważanie, czy cnotę dobrego człowieka należy uważać za to samo, co cnotę dzielnego obywatela, czy też nie. Jeśli jednak mamy to zbadać należycie, to trzeba najpierw określić w pewnych zarysach cnotę obywatela. Otóż o obywatelu mówimy w tym znaczeniu, co np. o żeglarzu stanowiącym pewien człon zespołu. Choć między żeglarzami zachodzą różnice według tego, jakie zadania kto spełniać potrafi - jeden bowiem jest wioślarzem, drugi sternikiem, trzeci podsternikiem, a inny może nosi jeszcze inne jakieś takie miano - to jednak jasną jest rzeczą, że przy najściślejszym ujęciu sprawności, właściwej każdemu z nich, można znaleźć pewną wspólną cechę, do wszystkich zarówno się stosującą. Zadaniem ich wszystkich jest mianowicie bezpieczne prowadzenie płynącego okrętu, bo przecież do tego zmierza każdy z żeglarzy.

2. Otóż tak samo jest i z obywatelami: chociaż są między nimi różnice, zadaniem ich wszystkich jest dobro wspólnoty, ta zaś opiera się na pewnym ustroju państwowym. Dlatego cnota obywatela musi mieć związek z ustrojem. Jeśli więc jest więcej rodzajów ustroju, to oczywiście niepodobna, aby istniała jedna tylko cnota dzielnego obywatela w całej swojej pełni; dobrym zaś zwiemy człowieka ze względu na jedną cnotę w całej jej doskonałości. Okazuje się zatem, że można być dzielnym obywatelem, a nie posiadać cnoty, która stanowi o dzielności człowieka.

3. Do tego samego zdania można wszelako dojść też na innej drodze, a mianowicie wychodząc od rozważania najlepszego ustroju. Jeśli bowiem jest rzeczą niemożliwą, aby państwo składało się z samych tylko dzielnych obywateli, każdy zaś musi dobrze spełniać ciążące na nim zadanie, a to ze względu na cnotę, to cnota obywatela i cnota człowieka dobrego nie może być jednym i tym samym, gdyż niemożliwą jest rzeczą, by wszyscy obywatele byli sobie równi. Bo cnotę dzielnego obywatela muszą wszyscy posiadać (jest to przecież konieczne do istnienia najlepszego państwa), niemożliwą natomiast jest rzeczą, by wszyscy posiadali cnotę dobrego człowieka, chyba że do istoty doskonałego państwa powinno by należeć, by wszyscy jego obywatele byli również ludźmi dobrymi.

4. Państwo ponadto składa się z nierównych części, tak jak istota żyjąca składa się przede wszystkim z duszy i ciała, dusza z rozumu i woli, rodzina z męża i żony, posiadłość z pana i niewolnika; wszystkie te części różnorodne, i inne jeszcze prócz tego, obejmuje i państwo, toteż z konieczności cnota wszystkich jego obywateli nie może być jedna, tak jak w chórze odmienna jest rola kierownika, odmienna statysty.

5. Okazuje się więc z tego, że cnota ta nie jest wręcz ta sama. Może jednak tą samą będzie cnota pewnego dzielnego obywatela i dzielnego męża? Mówimy przecież, że dzielny władca jest dobry i rozumny, a obywatel niekoniecznie musi być rozumny. Także już i wychowanie władcy, zdaniem niektórych, jest inne (...).

6. Jeśli zaś cnota dobrego władcy i dobrego męża jest ta sama, a obywatelem jest i człowiek podlegający władzy, więc nie jest chyba wręcz tą samą cnotą obywatela i męża, a tylko cnota pewnego obywatela; bo nie jest tą samą cnotą władcy i obywatela. (...)

7. Spotyka się to wszakże z uznaniem, gdy ktoś zdoła zarówno rządzić, jak słuchać, toteż za cnotę obywatela uchodzi, gdy potrafi i rządzić, i słuchać dobrze. Jeśli więc cnotę dobrego męża ujmiemy jako cnotę władcy, a cnotę obywatela jako jedno i drugie, to obie te cnoty może nie zasługują na równe uznanie. Jeśli więc rządzący i podwładny powinni by - jak się zdaje - uczyć się różnych rzeczy, a nie tego samego, to obywatel powinien by jednakże umieć jedno i drugie oraz w jednym i drugim uczestniczyć. Można by to wyjaśnić w sposób następujący.

8. Jest mianowicie władza despotyczna, a rozumiemy przez nią władzę odnoszącą się do usług koniecznych, które niekoniecznie musi umieć spełniać rządzący, lecz raczej ich się domagać, w przeciwnym razie nabrałby znamion niewolnika (...). Mówimy zaś o wielu rodzajach niewolników, bo i posług jest wiele rodzajów. Jeden z nich stanowią rękodzielnicy, a należą do nich, jak już ich nazwa wskazuje, żyjący z pracy rąk, a więc i pospolici robotnicy. Dlatego dawniej w niektórych państwach, zanim się rozwinęła skrajna demokracja, rzemieślnicy nie mieli dostępu do piastowania urzędów.

9. Czynności, spełnianych przez ludzi w tym znaczeniu podwładnych, nie musi się uczyć ani dobry człowiek, ani mąż stanu, ani dobry obywatel, chyba że czasem musi dla własnego, osobistego pożytku, inaczej bowiem już nie byłoby różnicy między panem a niewolnikiem.
    Jest jednak pewna władza, którą się wykonuje nad równymi sobie pochodzeniem i wolnymi. Władzę tę nazywamy władzą polityczną, a wykonujący ją musi się jej uczyć przez to, że jej podlegał (...) Stąd to trafne powiedzenie, że nie może dobrze rządzić, kto się wpierw nie nauczył słuchać.

10. Cnota jednych i drugich jest więc rozmaita, niemniej dobry obywatel powinien posiadać umiejętność tudzież zdolność zarówno słuchania jak rządzenia. Na tym polega właśnie cnota obywatela, by wykazać umiejętność rządzenia wolnymi a zarazem słuchania. Także i cnota dobrego człowieka obejmuje jedno i drugie, chociaż umiarkowanie i sprawiedliwość władcy innego są rodzaju. Bo cnota podwładnego albo wolnego dobrego człowieka, np. sprawiedliwość, nie może być oczywiście jednaka, ale w różnych wystąpi postaciach (według tego też jeden władać będzie, drugi słuchać), tak jak różne jest umiarkowanie i dzielność mężczyzny i kobiety. Tchórzem przecież wydałby się mąż, gdyby był tylko w tym stopniu dzielny, co dzielna kobieta; a kobieta, gdyby tylko tak była powściągliwa, jak dzielny mężczyzna, [wydałaby się] niepohamowana w języku; toż i w dziedzinie gospodarstwa na czym innym polega cnota mężczyzny i kobiety: jego zadaniem jest zdobywać, jej zaś zachowywać.

11. Roztropność jest jednak cnotą właściwą jedynie rządzącemu. Inne bowiem cnoty winny być, jak się zdaje, wspólne zarówno podwładnym, jak i rządzącym, natomiast cnotą właściwą podwładnym jest nie roztropność, lecz słuszne mniemanie. Bo podwładny jest jakby wytwórcą fletów, rządzący zaś jakby fletnistą, który fletu używa. (...)

3. Różne rodzaje obywateli w różnych ustrojach

1. Jeśli chodzi o obywatela, to pozostaje jednak jeszcze pewna trudność: czy istotnie tylko ten jest obywatelem, komu wolno brać udział w rządach, czy też należałoby uważać za obywateli również i rzemieślników. Jeśli zaś i ci powinni by za nich uchodzić, którzy nie uczestniczą w rządach, to ta omówiona cnota nie może być właściwością każdego obywatela (...). Jeśli zaś nikt z nich nie jest obywatelem, to do jakiej klasy należy każdego zaliczyć? Bo przecież nie jest to ani metojkos, ani cudzoziemiec. Czy też powiemy, że z tego powodu nie wynika żadna niedorzeczność, bo przecież nie są nimi także ani niewolnicy, ani wyzwoleńcy.

2. Prawdą jest to bowiem, że nie wszystkich, bez których państwo nie mogłoby istnieć, należy uważać za obywateli, skoro i dzieci nie są w tym samym stopniu obywatelami co dorośli mężowie, lecz ci ostatni są nimi bezwzględnie, a pierwsze tylko względnie: są mianowicie obywatelami, lecz jeszcze nieczynnymi.
    (...) Państwo o najlepszym ustroju nie zrobi jednak rzemieślnika obywatelem. Jeśliby i ten miał być obywatelem, to trzeba by powiedzieć, że cnota obywatela, o której mówiliśmy, nie znamionuje każdego, ani też wolnego, lecz tych, którzy są wolni od pracy dla koniecznego utrzymania.

3. Z tych, którzy takie prace koniecznie spełniają, jedni czynią to na usługach jednostki, i ci są niewolnikami, inni w służbie ogółu, i ci są rzemieślnikami i wyrobnikami. (...) Kto bowiem życie rzemieślnika lub wyrobnika prowadzi, nie może uprawiać dzieł z cnotą związanych. (...)

4. Różne rodzaje ustrojów: właściwe i zwyrodniałe.

1. Po stwierdzeniu tego należy z kolei rozważyć, czy trzeba przyjąć jeden ustrój, czy więcej, a jeśli więcej, to jakie i ile, tudzież jakie są między nimi różnice.
    Ustrój państwowy jest to ujęcie w pewien porządek władz w ogóle, a przede wszystkim nadrzędnej nad nimi wszystkimi. Tą władzą nadrzędną jest wszędzie rząd państwa, toteż w rządzie wyraża się ustrój państwowy. Myślę tu o tym, że np. w państwach demokratycznych lud dzierży najwyższą władzę, w oligarchicznych zaś przeciwnie, niewielka liczba osób. Mówimy tedy, że w tych wypadkach ustroje są różne, a według takiej samej właśnie zasady sądzić będziemy i inne ustroje.

2. Musimy podać przede wszystkim, w jakim celu państwo się tworzy i ile jest rodzajów rządów, które kierują człowiekiem i życiem społecznym. Otóż już w pierwszych wywodach, w których określono gospodarstwo domowe i stanowisko pana, powiedzieliśmy, że człowiek jest z natury istotą stworzoną do życia w państwie i dlatego też ludzie, nawet jeżeli nie potrzebują wzajemnej pomocy, dążą do życia w społeczności.

3. Niemniej przecież także wspólna korzyść łączy ludzi, jako że każdy w ten sposób zyskuje na udoskonaleniu życia. To właśnie jest przede wszystkim celem zarówno dla całej społeczności, jak i dla każdej jednostki z osobna. Skupiają się też ludzie i dla życia samego, i podtrzymują wspólnotę państwową, bo życie samo przez się przedstawia niewątpliwie pewne dobre strony, jeśli w nim nie górują nazbyt przeciwności. Okazuje się przecież, że wielka część ludzi znosi wiele udręczeń ze względu na przywiązanie do życia, które kryje w sobie pewien powab i naturalną słodycz. (...)

5. (...) Otóż nauczyciel gimnastyki czy sternik ma na uwadze dobro podwładnych, a skoro i sam stanie się jednym z nich, to ich korzyść staje się pośrednio i jego udziałem. Bo jeden jest żeglarzem, a drugi zostaje jednym z ćwiczących, chociaż jest nauczycielem.

6. Stąd też, gdy chodzi o urzędy w państwie, to jeśli w nim obowiązuje zasada zupełnej równości obywateli, wysuwa się żądanie, by się przedstawiciele władzy wymieniali. Pierwotnie z natury rzeczy odgrywało przy tym rolę żądanie, by się wymieniano przy dźwiganiu ciężarów państwowych, by znów ktoś drugi troszczył się o dobro pewnego człowieka, tak jak ten poprzednio w czasie swego urzędowania troszczył się o korzyść innych. Teraz jednak ze względu na korzyści, płynące z zajmowania się sprawami państwowymi i z piastowania urzędu, pragną nieustannie władzę piastować, jak gdyby ta ludziom władzę sprawującym a chorowitym na zawsze zdrowie zapewniała. Bo chyba w takim razie tylko z równym zapałem uganialiby za godnościami.

7. Okazuje się zatem, że te ustroje, które mają na celu dobro ogólne, są według zasady bezwzględnej sprawiedliwości właściwe, te zaś, które mają na celu jedynie dobro rządzących, są błędne i przedstawiają wszystkie zwyrodnienia właściwych; są bowiem despotyczne, a przecież państwo jest społecznością ludzi wolnych.
    Po tych uwagach nasuwa się z kolei zadanie omówienia poszczególnych ustrojów, ich liczby i jakości, a przede wszystkim tych z nich, które są właściwe, bo po ich określeniu wystąpią jasno i zwyrodnienia.

5. Trzy ustroje właściwe (monarchia, arystokracja, politeja) i trzy zwyrodniałe (tyrania, oligarchia, demokracja). Trudność ustalenia ich istoty wynika z różnego ujmowania celu państwa, a celem tym jest życie szczęśliwe

1. Ustrój i rząd oznaczają właściwie to samo. Rząd jest czynnikiem władającym w państwach, a jako taki z konieczności znajduje się w rękach albo jednostki, albo niewielkiej czy też i wielkiej liczby ludzi. Otóż kiedy ta jednostka lub też niewielka grupa ludzi, czy w końcu i wielka ich liczba władają ku ogólnemu pożytkowi, to takie ustroje są z konieczności właściwe; jeśli natomiast mają na względzie tylko własną korzyść czy to jednostki, czy niewielkiej grupy, czy masy, to są to zwyrodnienia. Bo albo nie powinno się członków takiego państwa nazywać obywatelami, albo winni oni uczestniczyć w korzyściach.

2. Tę postać jedynowładztwa, czyli monarchii, która ma na uwadze dobro ogólne, zwykliśmy nazywać królestwem, panowanie niewielu, a więc więcej niż jednego, zwiemy arystokracją, czy to dlatego, że najlepsi władają, czy też ponieważ rządzą ku najlepszemu pożytkowi państwa i jego członków; kiedy zaś lud rządzi ku ogólnemu pożytkowi, używamy nazwy, którą w szerszym znaczeniu określamy wszystkie ustroje - politeja [rządy obywateli].

3. A ma to swe dobre uzasadnienie; jeden człowiek bowiem czy niewielu może się wyróżnić swą cnotą, ale przy większej liczbie trudno już oczekiwać, by odpowiadali ściśle wymaganiom każdej cnoty. Najwięcej jest to jeszcze możliwe, gdy chodzi o męstwo wojenne, bo ono jest cnotą masy, dlatego też przy takim ustroju władza pozostaje głównie w rękach zbrojnych i dostęp mają do niej ci, którzy bronią władają.

4. Zwyrodnieniami wspomnianych ustrojów są: w stosunku do królestwa tyrania, w stosunku do arystokracji oligarchia, a w stosunku do politei demokracja. Tyrania bowiem jest jedynowładztwem dla korzyści panującej jednostki, oligarchia dla korzyści bogaczy, a demokracja dla korzyści ubogich; żadna z nich nie ma jednak na względzie dobra ogółu. (...)

5. Otóż tyrania jest, jak powiedziałem, despotycznym jedynowładztwem nad wspólnotą państwową, oligarchia [występuje], gdy władza w państwie znajduje się w rękach posiadających majątki, demokracja przeciwnie, gdy władzę dzierżą nie ci, którzy zdobyli wielkie majątki, lecz ubodzy. (...)

7. Istotną cechą, co do której różnią się od siebie demokracja i oligarchia, jest ubóstwo i bogactwo, toteż gdzie władzę dzierżą bogaci, tam jest z konieczności oligarchia, bez względu na to, czy są oni w mniejszości, czy w większości, tam zaś, gdzie ubodzy - demokracja. Uboczną natomiast jest rzeczą, jak powiedziałem, że pierwszych jest niewielu, a drugich mnóstwo. Bogactwa posiada bowiem niewielu, ale wolni są wszyscy; i to są powody, że jedni i drudzy spierają się o władzę w państwie.

8. Aby ten spór rozstrzygnąć, trzeba się najpierw zastanowić, jak oni określają oligarchię i demokrację, i co jest sprawiedliwe w oligarchii a co w demokracji. Wszyscy bowiem jakoś dotykają tego, co sprawiedliwe, ale dochodzą tylko do pewnego punktu i nie ujmują w pełni zagadnienia, co to jest sprawiedliwość. Tak np. równość uchodzi za rzecz sprawiedliwą i jest nią istotnie, ale nie dla wszystkich, tylko dla równych; także nierówność uchodzi za sprawiedliwą, bo też jest nią rzeczywiście, lecz znów nie dla wszystkich, tylko dla nierównych. Pomijają przy tym wzgląd na to, dla kogo coś ma być sprawiedliwe, toteż sądzą fałszywie. Przyczyna leży w tym, że sąd dotyczy ich samych, a niemal wszyscy ludzie w swojej własnej sprawie są złymi sędziami.

9. Skoro tedy sprawiedliwość jest tylko dla pewnych osób, a ta sama różnica, co w stosunku do osób, istnieje też i w stosunku do rzeczy, jak to poprzednio wykazałem w Etyce, więc obie strony zgadzają się wprawdzie co do równości rzeczy, ale spierają się co do tego, na czym równość osób polega, przede wszystkim z podanego co dopiero powodu, ponieważ fałszywie sądzą w swej własnej sprawie, a następnie i dlatego, ponieważ jedni i drudzy mając pewną słuszność myślą, że w ogóle mają słuszność. Jedni bowiem mniemają, że jeśli są ludzie nierówni pod pewnym względem, np. co do majątku, to są oni w ogóle nierówni, a drudzy ponieważ uważają, że jeśli są ludzie równi innym pod pewnym względem, np. co do wolnego urodzenia, to są im w ogóle równi.

10. Jedni i drudzy jednak nie uwzględniają rzeczy najistotniejszej. Gdyby ludzie skupiali się we wspólnotę i łączyli dla majątku, to mieliby udział w państwie odpowiedni do swego majątku, a w takim razie zdanie zwolenników oligarchii mogłoby się wydać uzasadnione. Bo nie byłoby rzeczą słuszną [- powiadają -] żeby przy stu minach, ten, który wniósł jedną minę, miał udział czy w kapitale, czy w płynących od niego odsetkach na równi z tym, który dał całą pozostałą resztę. A cóż powiemy, jeśli się połączyli nie tylko dlatego, by życie utrzymać, ale raczej, aby je dobrze urządzić? Inaczej bowiem mogłoby też istnieć państwo niewolników i innych istot żyjących, co jest przecież teraz niemożliwe, ponieważ nie jest dla nich dostępne ani szczęście prawdziwe, ani też życie według własnych zamierzeń. Nie wchodzi też w rachubę przy tworzeniu społeczności wzgląd na zawierane przymierza, aby się uchronić przed krzywdą z czyjejś strony, ani też wzgląd na stosunki handlowe i wzajemną wymianę korzyści, bo w takim razie i Etruskowie, i Kartagińczycy, i wszyscy, których łączą wzajemne układy handlowe, byliby niejako obywatelami jednego państwa.

11. Istnieją wprawdzie między nimi umowy co do przywozu towarów, układy dla uchronienia się przed wzajemnymi szkodami, traktaty na piśmie co do przymierza, ale ani nie ma dlatego wspólnych dla wszystkich władz - przeciwnie, obie układające się strony mają władze odrębne - ani też jedna strona nie troszczy się o to, jaką powinna by być strona druga, czy też o to, aby ktoś z tych, których układ wiąże, nie był niesprawiedliwy lub nie popadł w jakąś przewrotność, a tylko chodzi im o to, by sobie nawzajem nie czynić krzywdy. Toteż i ci, którzy obmyślają doskonałe prawodawstwo, mają na względzie cnotliwość czy przewrotność obywateli. Widoczne więc z tego, że państwo, które naprawdę zasługuje na tę nazwę, a nie jest nim tylko z imienia, musi się troszczyć o cnotę. Inaczej bowiem wspólnota państwowa staje się układem sprzymierzeńców, który od innych układów, zawieranych z odległymi sprzymierzeńcami, różni się jedynie co do miejsca, a prawo staje się umową oraz - jak się wyraził sofista Lykofron - rękojmią wzajemnej sprawiedliwości, bez możności natomiast urabiania dobrych i sprawiedliwych obywateli.

12. Że tak jest istotnie, to rzecz oczywista. Gdyby bowiem ktoś skupił oddalone miejscowości, tak że miasta Megarejczyków i Koryntyjczyków stykałyby się murami, to i tak nie byłoby to jedno państwo, nawet wówczas, jeśliby zawarli układ o wzajemnym uznawaniu małżeństw swych obywateli, mimo że jest to jedna ze znamiennych cech łączności państwowej. Podobnie jeśliby pewni ludzie mieszkali oddzieleni od siebie - co prawda nie tak daleko, żeby nie mogli porozumiewać się ze sobą - a zobowiązali się prawami, że się wzajemnie krzywdzić nie będą przy wymianie towarów, a więc np. jeśliby jeden był cieślą, drugi rolnikiem, trzeci szewcem, inny wreszcie czymś podobnym, to choćby ich było i dziesięć tysięcy, a nie byliby zespoleni ze sobą żadnym innym węzłem jak tylko wspomnianymi, a więc wymianą towarów i przymierzem zaczepno-odpornym, to i tak nie byliby jeszcze państwem.

13. A dlaczego nie? Z pewnością nie dlatego, że nie dość blisko mieszkają, by tworzyć wspólnotę. Bo gdyby nawet przy tych tylko czynnikach łączności skupili się na pewnym miejscu (przy czym każdy uważałby swój własny dom niejako za osobne państwo) i łączył ich układ co do wzajemnej pomocy tylko przeciw tym, którzy by im krzywdę czynili, to i tak, ściśle rzeczy biorąc, nie mogłoby to uchodzić za państwo, skoro po skupieniu na jednym miejscu wzajemne ich stosunki byłyby podobne jak wówczas, gdy byli rozdzieleni.
    Okazuje się więc z tego, że państwo nie jest zespoleniem ludzi na pewnym miejscu dla zabezpieczenia się przed wzajemnymi krzywdami i dla ułatwienia wymiany towarów. Wszystko to co prawda być musi, jeśli państwo ma istnieć, jednakowoż jeśli nawet to wszystko jest, to i tak nie jest to jeszcze państwo, bo jest ono wspólnotą szczęśliwego życia, obejmującą rodziny i rody, dla celów doskonałego i samowystarczalnego bytowania.

14. Nie da się tego oczywiście osiągnąć, jeśli ludzie nie mieszkają na jednym i tym samym miejscu i nie zawiązują małżeństw. Stąd właśnie powstały w państwach i powinowactwa, i bractwa, i związki ofiarnicze, i zrzeszenia towarzyskie. Są one tworem przyjaźni, bo przyjaźń jest wówczas, gdy się zamierza współżyć ze sobą.
    Celem państwa jest zatem szczęśliwe życie, a reszta to środki do tego celu wiodące. Państwo zaś jest wspólnotą rodów i miejscowości dla doskonałego i samowystarczalnego bytowania. To znów polega, jak powiedziałem, na życiu szczęśliwym i pięknym. Trzeba tedy przyjąć, że wspólnota państwowa ma na celu nie współżycie, lecz piękne uczynki.

15. Dlatego ci, którzy najwięcej się przyczyniają do takiej wspólnoty, mają większy udział w państwie aniżeli tacy, którzy są im równi co do wolnego i szlachetnego pochodzenia albo i górują nad nimi, ale nie dorównują im co do cnoty obywatelskiej, czy też tacy, którzy górują bogactwem, ale ustępują im co do cnoty.
    Okazuje się więc z tego, cośmy powiedzieli, że wszyscy, którzy tak rozbieżne zdania wypowiadają o ustrojach, tylko w pewnej części mają słuszność.

6. Kto w państwie winien być decydującym czynnikiem? (ogół? bogaci? cnotliwi? jednostka najlepsza? tyran?). Najlepiej prawa właściwie ujęte

1. Trudno również odpowiedzieć na pytanie, kto w państwie winien być decydującym czynnikiem, czy ogół, czy bogaci, czy cnotliwi, czy jednostka najlepsza ze wszystkich, czy tyran. Wszystkie te możliwości zdają się jednak posiadać pewne słabe strony. Bo jakżeż? Jeśli ubodzy, dlatego że są w większości, podzielą się majątkiem bogatych, to czyż nie jest to niesprawiedliwość? Ależ na Zeusa, powie ktoś, tak postanowił w sposób prawny czynnik decydujący. A cóż w takim razie nazwać najwyższą niesprawiedliwością? Przecież, jeśli po rozgrabieniu wszystkiego większość znów zechce dzielić się własnością mniejszości, to jasną jest rzeczą, że zniszczą państwo. Ależ chyba cnota nie gubi tego, który ją posiada, ani też sprawiedliwość nie jest czynnikiem rujnującym państwo. Okazuje się zatem, że i to prawo nie może być sprawiedliwe.

2. Podobnie także i czyny, jakich by się tyran dopuścił, musiałyby być wszystkie sprawiedliwe, bo gwałty, jakie popełnia, są wynikiem takiej samej przewagi władzy, co przemoc pospólstwa w stosunku do bogatych.
    Czy atoli sprawiedliwą byłoby rzeczą, by władała mniejszość i bogaci? A jeśliby oni to samo czynili, uprawiali grabież i wydzierali majątki ludowi, to czyż byłoby to sprawiedliwe? [Jeśli tak, to trzeba by to powiedzieć] i o pierwszym wypadku. Wynika więc z tego w sposób oczywisty, że wszystko to jest złe i niesprawiedliwe.

3. Ale może cnotliwi powinni rządzić i być panami nad wszystkim? W takim razie wszyscy inni musieliby być ludźmi bez czci, jako uznani za niegodnych zaszczytów państwowych. Bo urzędy są, zdaniem moim, zaszczytami, a jeśliby je ci sami zawsze piastować mieli, to inni byliby z konieczności od czci odsądzeni.
    A może lepiej, by władał jeden szczególnie dzielny człowiek? Byłoby to jednak jeszcze bardziej w duchu oligarchicznym, bo odsądzonych od czci byłoby jeszcze więcej.
    Ale powie ktoś może, że to jest w ogólne niewłaściwe, by władało nie prawo, lecz człowiek, który podlega namiętnościom wstrząsającym duszą. Lecz jeśli będzie to prawo oligarchiczne lub demokratyczne, to cóż za różnica wobec podniesionych trudności? Wspomniane przedtem niesprawiedliwości zarówno przecież wystąpią.

4. O innych szczegółach gdzie indziej jeszcze będzie mowa. [Pogląd jednak], że raczej masa ludu powinna dzierżyć zwierzchnią władzę aniżeli najlepsi, w niewielkiej wszelako liczbie występujący, rozwiązuje, jak się zdaje, trudności, pozwala się bronić w pewnej mierze i zapewne mieści w sobie prawdę.
    Wielu mianowicie ludzi zjednoczonych, z których każdy z osobna niczym szczególnym się nie wyróżnia, może mimo to być lepszymi od tamtych, nie jako jednostki, ale jako ogół, tak jak lepsza może być uczta składkowa niż wydana kosztem jednego; bo gdzie jest wielka liczba, tam każdy może posiadać pewną cząstkę cnoty i rozumu, a jeśli się razem złączą, to masa występuje jakby jeden człowiek o wielu nogach i rękach, ale i wielu zmysłach, a tym samym i o wzmożonych możliwościach w zakresie obyczajów i rozumu. Dlatego też masa lepiej sądzi dzieła muzyczne i poetyckie, a mianowicie jeden ocenia trafnie ten szczegół, drugi inny, a wszyscy razem - całość.

5. Ludzie dzielni odróżniają się jednak od poszczególnych jednostek z tłumu tym samym, co i - jak powiadają - piękni od niepięknych, a twory sztuki malarskiej od rzeczywistości, a mianowicie, że cechy, rozproszone tam na oddzielne osoby, są u nich złączone w jedno (...).

6. W ten sposób daje się rozwiązać i poprzednio omówioną trudność, i drugą z nią się łączącą, a mianowicie, nad kim ma posiadać władzę masa wolnych obywateli, a więc ci, co ani nie są bogaci, ani też nie odznaczają się jakąkolwiek cnotą. Dać im dostęp do najwyższych urzędów nie jest rzeczą bezpieczną (gdyż wskutek braku poczucia sprawiedliwości i braku umiaru, w pewnych wypadkach czyniliby krzywdy, w innych popełnialiby błędy). Nie dać zaś im dostępu i wyłączyć ich, budzi obawy; bo skoro znajdzie się ich wielu pozbawionych dostępu do godności i bez mienia, to państwo z konieczności pełne będzie nieprzyjaciół. Nie pozostaje więc nic innego, jak przyznać im udział w radzie i w sądach.

7. Dlatego i Solon, i niektórzy inni prawodawcy powierzają im wybory urzędników i przyjmowanie ich sprawozdań, ale nie pozwalają piastować urzędów jednoosobowych. Wszyscy łącznie posiadają bowiem dostateczną zdolność rozeznania i zmieszani z lepszymi korzyść państwu przynoszą (...), natomiast każdy z osobna niezdolny jest do wyrokowania.

8. Takie ukształtowanie ustroju nastręcza przede wszystkim tę trudność. Odpowiedź na pytanie, kto właściwie leczył, zdaje się należeć do tego samego, który i leczył, i przywrócił do zdrowia złożonego daną chorobą, a tym jest lekarz. Podobnie jest też z innymi umiejętnościami i sztukami. Jak tedy lekarz winien składać sprawozdanie przed lekarzami, tak i inni przed podobnymi sobie. Ale lekarzem jest i ten, który w ograniczonym zakresie praktykuje, i ten, co całość nauki ogarnia, jak i ten, po trzecie, który jest tylko obznajomiony z tą sztuką. Bo pewni ludzie tego rodzaju trafiają się we wszystkich, żeby tak rzec, w ogóle sztukach i znawcom takim przyznajemy prawo wydawania sądu na równi z fachowcami.

9. Wobec tego można by sądzić, że tak samo jest i z wyborem. Właściwy wybór jest bowiem rzeczą znawców, a więc wybór geometry rzeczą zajmujących się tą umiejętnością, a wybór sternika rzeczą znających się na sterowaniu. Bo jeśli nawet niektórzy z niefachowców wyznają się w pewnych pracach i sztukach, to przecież nie lepiej od ludzi znających się na rzeczy. Toteż, idąc za tym rozumowaniem, nie należałoby powierzać ludowi nieograniczonej władzy ani co do wyboru urzędników, ani co do ich kontroli.

10. Może jednak nie wszystkie te zastrzeżenia są słuszne, najpierw z podanego poprzednio powodu, przyjąwszy, że nie ma się do czynienia ze zbyt służalczą masą - bo poszczególny człowiek nie będzie wprawdzie gorszym sędzią od znawców, ale wszyscy razem zebrani albo będą lepsi, albo przecież nie gorsi - następnie też i dlatego, że w niektórych rzeczach wykonawca nie jest ani jedynym, ani najlepszym sędzią, jak w tych wypadkach, gdzie na wykonanej pracy wyznają się i niefachowcy. (...) W ten sposób zatem trudność ta dałaby się może wystarczająco rozwiązać; łączy się z nią jednak jeszcze inna.

11. Niedorzeczną bowiem wydaje się rzeczą, żeby marni ludzi mieli moc rozstrzygania w sprawach ważniejszych aniżeli ludzie znamienici, a przecież wybory urzędników i ich kontrola są rzeczą największej wagi. W niektórych ustrojach powierza się to - jak powiedziano - ludowi, bo zgromadzenie ludowe decyduje we wszystkich takich sprawach. Tymczasem udział w zgromadzeniach ludowych biorą ludzie o niewielkim cenzusie majątkowym i jakiegokolwiek wieku, to oni też są członkami rady i trybunałów, a natomiast stanowiska skarbników, wodzów, jak i najwyższe godności sprawują ludzie o cenzusie wysokim.

12. Otóż trudność tę można zapewne wyjaśnić w podobny sposób co i poprzednią, bo może ten stan rzeczy jest słuszny. Nie sędzia mianowicie, ani nie członek rady czy zgromadzenia ludowego jest władzą, ale sąd, rada i lud, każdy zaś z wymienionych jest pewną częścią tychże, a więc: jest taką częścią i zasiadający w radzie, i uczestnik zgromadzenia ludowego, i członek trybunału sądowego. Słusznie zatem masa rozstrzyga o większych sprawach, skoro i lud, i rada, i sąd z wielu członków się składa. Także i cenzus ich wszystkich jest w sumie większy niż cenzus tych, którzy pojedynczo lub w niewielu piastują wysokie godności.

13. W ten sposób zatem i ta trudność byłaby rozwiązana. Z omówionej poprzednio wątpliwości wynika jasno przede wszystkim to, że powinny rządzić prawa, i to prawa właściwie ujęte, władca zaś, czy to będzie jeden, czy więcej ludzi, winien rozstrzygać w tych sprawach, których prawa określić nie zdołają dokładnie ze względu na to, że niełatwą jest rzeczą w ogólnym ujęciu wyczerpać wszystkie poszczególne wypadki. Jakie to winny być te "właściwie ujęte prawa", bynajmniej nie jest jasne, przeciwnie, pozostaje jeszcze ciągle wskazana wcześniej trudność. Równocześnie bowiem z ustrojami i podobnie jak one, także i prawa są z konieczności złe i dobre, sprawiedliwe lub niesprawiedliwe. Tyle tylko jest jasne, że prawa winny być dostosowane do ustroju. Jeśli zaś tak, to oczywistą jest rzeczą, że prawa dostosowane do właściwego ustroju będą z konieczności sprawiedliwe, a przystosowane do zwyrodniałego ustroju niesprawiedliwe.

7. Podstawą wymiaru praw politycznych powinno by być w pewnej mierze wolne urodzenie, przynależność do znakomitego rodu, majątek i cnota

1. We wszystkich umiejętnościach i sztukach celem jest dobro. Tak jest przede wszystkim i w najwyższym stopniu w najważniejszej ze wszystkich, jaką jest umiejętność sprawowania władzy w państwie. Dobrem w państwie jest sprawiedliwość, sprawiedliwością zaś jest to, co dla ogółu pożyteczne. Według powszechnego mniemania, sprawiedliwość wydaje się pewnego rodzaju równością, co do pewnego stopnia zgadza się z zasadami filozoficznymi rozwiniętymi w księgach o etyce. Powiada się bowiem, że sprawiedliwość obejmuje przydział pewnych rzeczy pewnym osobom i że równi winni by mieć równy udział. Nie wolno jednak ukrywać, na czym polega równość osób, a na czym nierówność, bo w tym leży trudność i powód do rozważań polityczno-filozoficznych.

2. Bo może ktoś powie, że urzędy powinny być rozdzielane nierówno według tego, jak kto góruje pewną zaletą, jeśliby pod każdym innym względem nie było żadnej różnicy, lecz przypadkiem panowała równość; dla tych bowiem, którzy się różnią, jest też różna miara sprawiedliwości i słuszności. Jeśli to jednak jest prawdą, to i tym, którzy górują czy barwą skóry, czy wysokością, czy jakąkolwiek inną zaletą, trzeba będzie przyznać pewien większy wymiar praw politycznych. Czy nie jest to jednak fałsz oczywisty? Okazuje się to na przykładzie innych umiejętności i kunsztów. Jeśli są mianowicie równie dobrze wyszkoleni fletniści, to nie powinno się dawać najlepszych fletów tym, którzy są szlachetniejszego rodu, bo ci bynajmniej nie będą grać lepiej, lecz lepszy instrument winno się przyznać przede wszystkim temu, który nad innymi sprawnością góruje.

3. Jeśli zaś zdanie moje nie jest jeszcze dość jasne, to dalsze wywody uczynią je bardziej zrozumiałym. Bo jeśli będzie ktoś górujący nad innymi w grze na flecie, a ustępujący im znacznie co do szlachetności pochodzenia i urody, to przecież takiemu należałoby przyznać najlepsze flety, chociaż każda z owych zalet - mówię o szlachetności pochodzenia i urodzie - cenniejsza jest niż sprawność w grze na flecie i górują one nad kunsztem fletnisty w wyższym stopniu niźli mistrz ów nad innymi fletnistami. Przewaga bogactwa i szlachetności rodu powinna by bowiem przyczyniać się do podniesienia kunsztu, a tymczasem żadnego nie ma na to wpływu.

4. Ponadto, według tego zdania, każda zaleta nadawałaby się do porównania z każdą inną. Bo jeśliby wzros dawał w pewnym względzie przewagę i nadawał się do zestawienia z bogactwem czy wolnym urodzeniem, to musiałby się mierzyć z obu tymi dobrami. W ten sposób, jeśliby jeden bardziej górował wzrostem aniżeli drugi cnotą, to choć cnota w ogóle o wiele przewyższa wzrost, wszystkie te cechy byłyby porównywalne. Jeśli bowiem taka a taka ilość pewnej rzeczy jest więcej warta niż określona ilość drugiej, to jasną jest rzeczą, że jest i taka ilość [pierwszej], która jest warta tyleż co ta druga.

5. Skoro jednak takie zestawienia są niemożliwe, to oczywiście i w życiu politycznym zupełnie słusznie nie każda nierówność posiada znaczenie przy ubieganiu się o godności. Jeśli mianowicie jedni są powolni, a drudzy szybcy, to z tego tytułu nie mogą przecież jedni mieć większych praw, drudzy mniejszych; natomiast różnica w tym względzie posiada swe znaczenie przy zawodach gimnastycznych. Trzeba zatem wziąć pod uwagę współzawodnictwo tych czynników, które się składają na państwo. Dlatego słusznie współzawodniczą o godności ludzie i szlachetnego rodu, i wolni, i bogaci. Muszą bowiem być w państwie i ludzie wolni, i płacący podatki, gdyż państwo nie może się składać z samych tylko biedaków, jak i z samych tylko niewolników.

6. A jeśli są oni potrzebni, to oczywiście jest również potrzebna i sprawiedliwość, i cnota wojenna, bo bez tego nie można państwem rządzić. Tylko że bez pierwszych państwo w ogóle istnieć nie może, a bez tych ostatnich nie można nim dobrze kierować.
    Kiedy więc chodzi o istnienie państwa, to wszystkie te czynniki lub niektóre z nich mogą słusznie, jak się zdaje, współzawodniczyć ze sobą o pierwszeństwo, na to jednak, by życie się kształtowało w sposób doskonały, najzupełniej słusznie pierwszeństwo we współzawodnictwie posiadać będzie wykształcenie i cnota, jak to już poprzednio powiedziałem.

7. Ponieważ zaś ci, którzy są równi innym pod jednym tylko względem, bynajmniej nie muszą mieć wszystkich praw równych z nimi, ani też ci, którzy w jednym punkcie są nierówni, nie muszą dlatego mieć praw nierównych, więc wszystkie takie ustroje są oczywiście zwyrodnieniami. Zauważyłem już poprzednio, że wszyscy poniekąd słusznie podnoszą roszczenia, bezwzględnie jednak rzecz biorąc, nie wszyscy słusznie to czynią. Bogaci mogą się na to powołać, że posiadają przeważną część ziemi, a ziemia jest dobrem wspólnym, a nadto są po największej części rzetelniejsi przy wypełnianiu zobowiązań. Wolni znów i szlachetnie urodzeni spierają się ze sobą, jako że są sobie bliscy. Pochodzący ze szlachetniejszego rodu są bowiem w wyższym stopniu obywatelami [niż ludzie z gminu], a i szlachectwo cieszy się zawsze poszanowaniem u siebie. Naturalną poza tym jest rzeczą, że z lepszych rodziców lepsi pochodzą, bo przecież szlachectwo jest cnotą dziedziczną w rodzie.

8. Podobnie przyznamy, że i cnota słusznie rości sobie prawa do pierwszeństwa, bo, zdaniem naszym, sprawiedliwość jest podstawową cnotą życia społecznego, za którą muszą iść wszystkie inne. Z drugiej strony, również większość może podnieść roszczenia wobec mniejszości, bo ci, którzy się na nią składają, razem wzięci są, w porównaniu z mniejszością, i silniejsi, i bogatsi, i lepsi. Jeśliby tedy wszyscy znaleźli się w jednym państwie (a mówię o ludziach wysokiej wartości moralnej, o bogatych i o ludziach szlachetnego rodu), a poza tym jeszcze i masa innych obywateli, to czy wyłoni się spór, kto winien panować, czy też będzie to bezsporne? (...)

12. (...) żadna z tych zasad, na które powołują się dążący do ugruntowania panowania własnego i podporządkowania sobie wszystkich innych, nie jest słuszna. Bo nawet przeciw tym, którzy uważają, że władać powinni w państwie ze względu na cnotę, podobnie jak i przeciw tym, którzy się tegoż domagają ze względu na bogactwo, mogłaby masa podnieść usprawiedliwiony sprzeciw; jest to bowiem zupełnie możliwe, by tłum był i lepszy od niewielu, i bogatszy, oczywiście nie każdy z osobna, ale jako zbiorowość.

13. Dlatego można w ten sposób odpowiedzieć i na pytanie, jakie wysuwają niektórzy, doszukując się tu trudności. Niektórzy mianowicie mają wątpliwości, jak ma postępować prawodawca, który pragnie ustanowić najwłaściwsze prawa; czy ma mieć przy tym na uwadze korzyść lepszych, czy też większości, jeśli zajdzie wspomniany poprzednio wypadek. Wyrażenie "właściwy" należy tu ująć w znaczeniu "równomiernie właściwy". Równomiernie właściwe jest to, co jest korzystne dla całego państwa i ogółu obywateli. Obywatelem zaś jest na ogół ten, kto bierze udział w rządach, ale zarazem i słucha; istotę jego każdy ustrój odmiennie określa, według najlepszego ustroju jednak obywatelem jest ten, co zdoła i pragnie słuchać i rządzić dla urzeczywistnienia życia cnotliwego.

8. Górujący bezwzględnie cnotą winni zajmować przemożne stanowisko w państwie; nie uznające tej zasady demokracje usuwają takie jednostki w drodze ostracyzmu.

1. Jeśli jest jednak jeden jakiś człowiek czy też i więcej niż jeden, w takiej wszakże liczbie, że państwa by wypełnić nie zdołali, a tak dalece wyróżniają się cnotą, że cnota wszystkich innych i ich uzdolnienie polityczne nie dają się nawet porównać z zaletami owych, jeśli ich jest więcej, czy też owego tylko, jeśli to jest jeden, to ludzi takich nie należy za część państwa uważać. Bo skoro tak bardzo są nierówni i co do cnoty, i politycznego uzdolnienia, to będą skrzywdzeni, jeśli im się przyzna prawa na równi z innymi. Bowiem człowiek taki jest jakby bogiem pośród ludzi.

2. Okazuje się stąd, że i przy nadawaniu praw trzeba by mieć na względzie ludzi równych pochodzeniem i uzdolnieniem, natomiast dla ludzi owego pokroju nie ma prawa, bo oni sami dla siebie są prawem. I śmieszny byłby, kto by prawa dla nich stanowić próbował. (...) Toteż państwa o ustroju demokratycznym zaprowadziły urządzenie sądu skorupkowego [ostracyzm] właśnie z tego powodu; przestrzegają one bowiem zasady równości najwięcej ze wszystkich, tak dalece, że tych, co się wydają górować potęgą dzięki bogactwu lub popularności, czy też dzięki jakiemuś innemu czynnikowi stanowiącemu o sile politycznej, poddawali pod sąd skorupkowy i usuwali z państwa na pewien czas. (...)

4. Bo jest to korzystne nie tylko dla tyranii i nie tylko tyrani to robią, ale podobnie ma się rzecz również w oligarchiach i demokracjach; ostracyzm bowiem ma tu wszędzie to samo do pewnego stopnia znaczenie przez to, że łamie przemożne stanowisko ludzi wybitnych i usuwa ich na wygnanie. (...)

6. (...) Jasną tedy jest rzeczą, że w zwyrodniałych ustrojach, ze względu na ich właściwości ostracyzm jest korzystny i sprawiedliwy, ale równie jasne jest, że nie jest on sprawiedliwy bezwzględnie.

7. Jednakże w najlepszym ustroju państwowym dużą trudność przedstawia zagadnienie, co czynić należy, jeśli się okaże, że ktoś wyróżnia się nie zewnętrznymi zaletami, jak wpływ potężny, bogactwo i popularność, lecz cnotą. Przecież chyba nie powie się, że takiego człowieka należy wypędzić i usunąć z państwa? Ale też i niepodobna panować nad takim, bo to byłoby tak, jak gdyby ktoś chciał przy podziale władzy nad Zeusem panować. Nie pozostaje zatem nic innego, jak to, co zdaje się leżeć w naturze rzeczy, by wszyscy chętnie takiego słuchali, tak iż ludzie tacy byliby dożywotnimi królami w swych państwach. (...)

12. Najlepszy ustrój jest ten, przy którym rządzą najlepsi

1. Skoro przyjmujemy trzy właściwie ustroje, to najlepszy z nich musi być ten, przy którym najlepsi włodarzą. Bywa to tam, gdzie się znajdzie pewna jednostka górująca nad wszystkimi albo ród cały, albo i ogół, wybitnie wyróżniający się cnotą, tak że potrafią dla najlepszego urządzenia sobie życia jedni słuchać, drudzy zaś rządzić. W początkowych wywodach wykazałem, że cnota człowieka i obywatela w najlepszym państwie musi być ta sama. Jasne więc jest, że w taki sam sposób i za pomocą tych samych środków, które wpływają na ukształtowanie dzielnego człowieka, można również urządzić państwo o ustroju arystokratycznym lub królewskim.

2. To samo więc wychowanie i te same mniej więcej obyczaje będą kształtować dzielnego człowieka i męża stanu, i króla. (...)

strona główna