strona główna

ARYSTOTELES

FIZYKA

przełożył Kazimierz Leśniak

z Księgi I. Filozofia przyrody i jej zasady
z Księgi II. Przedmiot i przyczyny zmian naturalnych
z Księgi IV. Miejsce, próżnia i czas
z Księgi VII. Typy ruchów
z Księgi VIII. Wieczność ruchu

Księga I

FILOZOFIA PRZYRODY I JEJ ZASADY

9. Materia, forma, brak

(...) Rozróżniamy bowiem materię i brak i twierdzimy, że z tych dwu rzeczy jedna jest niebytem akcydentalnie, mianowicie: materia; druga, tzn. brak, jest niebytem z istoty swej; twierdzimy dalej, że materia jest w pewnym sensie niemal substancją, podczas gdy brak nie jest nią w ogóle w żadnym sensie. (...)

Ale druga strona pary przeciwieństw może się często wydawać w ogóle nieistniejąca komuś, kto skupi całą swą uwagę na niej, jako na złym czynniku. Jeżeli bowiem istnieje coś boskiego, dobrego i godnego pożądania, utrzymujemy tym samym, że istnieje z jednej strony coś, co temu jest przeciwne, oraz z drugiej strony, że istnieje coś innego, co z natury swej pożąda tego i ku temu dąży. Z tego jednak wynika, że przeciwieństwo dąży do własnej zagłady. A przecież forma nie może pragnąć samej siebie, bo nie odczuwa braku siebie; nie może też pragnąć formy jej przeciwieństwo, ponieważ przeciwieństwa nawzajem się wyniszczają. Tym, co pożąda formy, jest materia; a pożąda jej tak, jak osobnik żeński pożąda męskiego, a brzydota - piękna, aczkolwiek nie z natury swej, lecz akcydentalnie.

Materia w pewnym sensie ginie i powstaje, w innym natomiast - nie. Jako taka, w której znajduje się brak, ginie z natury swej, bo to, co w niej ginie, jest właśnie brakiem; ale jako potencja nie może z natury swej przestać istnieć, lecz z konieczności znajduje się poza sferą powstawania i ginięcia. Gdyby bowiem powstawała, musiałby wpierw istnieć jakiś pierwotny składnik, z którego mogłaby powstać, ale bycie tym składnikiem jest właśnie naturą materii, a przeto powinna by już istnieć przed swoim powstaniem (albowiem moja definicja materii ma brzmienie następujące: materia jest to pierwotny substrat każdej rzeczy, z którego ona powstaje w sposób nieprzypadkowy). Gdyby zaś materia ginęła, musiałaby przejść w swój pierwotny składnik; a więc przestałaby istnieć, zanimby zginęła.

Dokładne określenie pierwszej zasady ze względu na formę, czy jest jedna, czy jest ich wiele, czym jest forma lub czym są formy - to jest sprawa "pierwszej filozofii", której pozostawiamy to zagadnienie. W dalszym ciągu zajmiemy się naturalnymi i zniszczalnymi formami. Że istnieją pierwsze zasady oraz ich jakość i ilość - to zostało odpowiednio powyżej ustalone.

A teraz rozwijajmy dalej nasz temat, przyjąwszy nowy punkt wyjścia.

Księga II

PRZEDMIOT I PRZYCZYNY ZMIAN NATURALNYCH

1. Natura i kunszt

Wśród rzeczy istniejących jedne istnieją z natury, drugie zaś wskutek innych przyczyn. "Z natury" istnieją zwierzęta i ich części oraz rośliny i ciała proste, jak ziemia, ogień, powietrze i woda - bo o tych i tym podobnych mówimy, że istnieją "z natury". Okazuje się dalej, iż wszystkie wymienione rzeczy różnią się od tych, które nie są wytworami natury. Każdy bowiem tego rodzaju przedmiot nosi w sobie zasadę ruchu i spoczynku: jedne ze względu na miejsce, drugie ze względu na wzrost i zanik, a wreszcie inne ze względu na zmianę jakościową. Natomiast, przeciwnie: łoże, szata i inne tego rodzaju rzeczy, o ile im przysługują takie ogólne predykaty, i o ile są wytworami kunsztu, nie zdradzają żadnej naturalnej tendencji do zmiany. Jeżeli jednak są przypadkiem utworzone z kamienia albo z ziemi czy z połączenia obu tych składników, wówczas zdradzają taką tendencję, lecz tylko pod tym względem: albowiem "natura" jest zasadą i wewnętrzną przyczyną ruchu oraz spoczynku w rzeczach, w których istnieje z istoty, a nie akcydentalnie (...). Podobnie ma się sprawa z innymi sztucznymi wytworami; żaden z nich bowiem nie ma w sobie zasady swego własnego wytworzenia, lecz jedne mają tę zasadę w pewnych czynnikach zewnętrznych, jak np. dom i podobne wytwory monumentalne, inne, a mianowicie te, w których przyczyna zmiany może powstać przypadkowo [akcydentalnie] - noszą ją w sobie, ale nie z istoty.

Ustaliliśmy tedy, czym jest "natura". Wszystko, co posiada tego rodzaju zasadę, "ma" tym samym swoją "naturę" i jest także substancją, bo jest również pewnym przedmiotem, a w przedmiocie jest zawsze "natura". Są one także "zgodne z naturą"; a takimi są również ich istotne atrybuty. Na przykład ruch ognia ku górze ani nie jest "naturą", ani nie ma "natury", lecz przebiega "z natury" lub mówiąc inaczej "zgodnie z naturą".

Wyjaśniliśmy zatem, czym jest natura i co znaczy "z natury" oraz "zgodnie z naturą".

Uzasadniać, że natura istnieje, byłoby rzeczą co najmniej śmieszną. Jest oczywiste, że istnieje wiele rzeczy naturalnych, a uzasadniać to, co jest oczywiste, za pomocą tego, co nie jest oczywiste, mógłby tylko człowiek niezdolny do odróżnienia tego, co jest samo przez się zrozumiałe, od tego, co takie nie jest (jednakże taki stan umysłu jest zupełnie możliwy; wszak niewidomy od urodzenia może wnioskować o kolorach; tylko, że tacy ludzie mogliby z konieczności rozmawiać jeno o słowach, którym by żadne myśli nie odpowiadały).

Niektórzy sądzą, że "natura" i substancja rzeczy naturalnych jest ich składnikiem pierwotnym, nieuformowanym przez siebie; na przykład "naturą" łoża jest drzewo, a "naturą" posągu jest brąz. Potwierdzeniem tego - mówi Antyfon - może być następująca okoliczność: jeśli się zakopie do ziemi łoże i gdy rozkładające się drzewo stanie się zdolne do wypuszczenia pędów, nie będzie już więcej łożem, lecz drzewem; z tego wynika, że uformowanie zgodnie z regułami kunsztu jest po prostu cechą przypadkową, podczas gdy rzeczywista natura [istota] jest inna, ta mianowicie, która trwa nieprzerwanie mimo zmieniających się warunków.

Jeżeli ponadto każdy z tych przedmiotów znajduje się względem innych w tym samym stosunku uzależnienia, jak spiż czy złoto do wody, a kości lub drzewo do ziemi, i tym podobne, to elementy te są naturą i istotą tych przedmiotów. Z tego więc względu jedni ogień, drudzy ziemię, inni powietrze, a jeszcze inni wodę albo też niektóre z wymienionych elementów czy nawet wszystkie uznawali za naturę rzeczy. Bo ktokolwiek z nich przypisywał tę rolę czy to jednemu elementowi, czy wielu, wypowiadał tym samym myśl, że te właśnie elementy (jeden czy więcej) stanowią całą substancję, podczas gdy wszystko inne może być tylko ich modyfikacją, stanem czy dyspozycją. Uważali je też za wieczne (żaden z nich bowiem nie może się przekształcić w coś innego); natomiast inne rzeczy powstają i giną nieskończoną ilość razy.

W tym przeto znaczeniu "natura" jest pierwszą materią, stanowiącą podłoże każdego przedmiotu mającego w sobie zasadę ruchu i zmiany. W innym natomiast znaczeniu jest "natura" kształtem lub pojęciową formą. Podobnie jak wyraz "kunszt" odnosi się zarówno do tego, co jest wykonane według kunsztu, jak i do tego, co jest dziełem kunsztu, tak wyraz "natura" odnosi się zarówno do procesu naturalnego, jak i do wytworu tego procesu. Nie nazwiemy jednak dziełem kunsztu niczego dopóty, dopóki jest czymś tylko potencjalnie, na przykład: jeżeli jakiś przedmiot jest łożem tylko potencjalnie, a nie ma formy łoża, nie powiemy też o tym przedmiocie, że jest wykonany według kunsztu. Ta sama zasada odnosi się również do przedmiotów naturalnych. To, co jest potencjalnie mięsem albo kością, nie posiada jeszcze własnej "natury" i nie istnieje "z natury" dotąd, dopóki nie otrzyma pojęciowej formy. Zgodnie z tym drugim znaczeniem "natura" byłaby kształtem lub formą (dającą się oddzielić tylko pojęciowo) rzeczy mających w sobie źródło ruchu. Jednakże to, co jest złożone z materii i formy, np. człowiek, nie jest "naturą", lecz " z natury" lub "naturalnie"; co więcej: raczej forma jest "naturą" niż materia; wszak o każdej rzeczy można w sposób bardziej właściwy powiedzieć, że istnieje, gdy osiągnęła swoją pełną aktualizację, niż gdyby istniała tylko potencjalnie. Dalej: człowiek rodzi się z człowieka, natomiast łoże nie powstaje z łoża. Z tej więc racji twierdzą, że kształt nie jest "naturą" łoża, lecz jest nią drzewo; bo gdy łoże wypuści pędy, wyrośnie drzewo, a nie łoże. Jeżeli nawet kształt byłby dziełem kunsztu, to forma [człowieka] i tak będzie [jego] "naturą", bo z człowieka rodzi się człowiek.

Co więcej, natura rzeczy jest rozumiana jako proces powstawania, wskutek czego rzecz osiąga swoją "naturę". (...) Bo co się naturalnie rozwija, rozwija się z czegoś, stając się następnie czymś innym. Ku czemu wszakże ten rozwój się kieruje? Nie kieruje się bynajmniej do punktu wyjścia, lecz przechodzi w to, ku czemu zdąża. Forma jest zatem naturą. (...)

2. Fizyka, matematyka i "pierwsza filozofia"

Skoro ustaliliśmy już różne znaczenia "natury", zastanówmy się teraz, czym się różni matematyk od fizyka [tzn. filozofa przyrody]. Oto ciała fizyczne posiadają powierzchnie, objętości, rozciągłości i punkty, będące przedmiotem badań matematyka.

Dalej, czy astronomia różni się od fizyki, czy może jest jej częścią? Byłoby zaiste jakimś absurdem, gdyby fizyk posiadał znajomość natury słońca i księżyca, a nie wiedział nic o ich istotnych atrybutach, zwłaszcza że jak się okazuje, ci, którzy poruszają zagadnienia fizyki, wypowiadają się również na temat kształtu księżyca i słońca i stawiają sobie pytanie czy ziemia i cały świat mają kształt kulisty, czy nie.

Matematyk zajmuje się tymi samymi rzeczami z tą jednak różnicą, że nie traktuje tych danych jako granic ciał fizycznych, ani też nie rozważa atrybutów jako należących do takich ciał. Z tego więc względu oddziela je; wszak można je w myśli oddzielić od ruchu. Zresztą to oddzielenie niczego nie zmienia i nie powoduje żadnego błędu. Zwolennicy teorii idei dokonują tej samej operacji, chociaż tego sobie nie uświadamiają; wszak oddzielają przedmioty fizyczne, które są w o wiele mniejszym stopniu zdolne do tego niż przedmioty matematyczne. Stałoby się to zupełnie jasne, gdyby ktoś podjął się zdefiniowania zarówno samych przedmiotów, jak i ich atrybutów należących do obydwu dziedzin: "nieparzysty" i "parzysty", "prosty" i "krzywy", a podobnie "liczba", "linia" i "figura" są niezależne od ruchu, natomiast nie można tego powiedzieć o "mięsie", "kościach" i "człowieku"; te rzeczy definiuje się tak, jak np. wyrażenie "garbaty nos", a nie jak wyraz "krzywy". Jeszcze wyraźniej wystąpi ta różnica w bardziej fizycznych działach matematyki, takich jak optyka, harmonika i astronomia; pozostają one bowiem w odwrotnym stosunku do geometrii. Podczas gdy geometria bada linie fizyczne, lecz nie jako fizyczne, optyka bada linie matematyczne, ale jako fizyczne, a nie jako matematyczne.

Zważywszy że "natura" występuje w dwóch znaczeniach, mianowicie jako forma i materia, musimy ją zbadać w ten sam sposób, w jaki byśmy rozważali istotę "garbatości nosa", czyli takie przedmioty, które ani nie są materialne, ani też nie mogą być rozpatrywane w aspekcie materialnym.

A jednak zagadnienie nie jest wolne od trudności, powstaje bowiem pytanie: z którą naturą ma fizyk do czynienia, skoro są dwie natury? Czy może z kombinacją obydwu? A jeżeli tak, czy to znaczy, że również z każdą oddzielnie? Czy wreszcie poznawanie każdej natury oddzielnie należy do jednej, czy do dwu różnych nauk?

W świetle poglądów starożytnych fizyka wydaje się zainteresowana wyłącznie materią. (Bo Demokryt i Empedokles zaledwie dotknęli zagadnienia formy i istoty.)

Jeżeli jednak z drugiej strony kunszt naśladuje naturę, a do zadań tej umiejętności należy znajomość do pewnego stopnia formy i materii (np. lekarz ma wiedzę zarówno o zdrowiu, jak i o żółci i flegmie, od których zależne jest zdrowie, a budowniczy ma wiedzę zarówno o formie, jak i o materii domu, a więc o cegłach, drzewie itp.) - wobec tego do zadań fizyki będzie należało poznanie natury w obydwu znaczeniach [tzn. w materialnym i formalnym].

Ponadto: "dlaczego coś jest" [tzn. przyczyna celowa] i "cel", to zagadnienia należące także do tejże dziedziny nauki, jak również i to wszystko, co się wiąże z celem. A natura jest właśnie [jako forma] celem i przyczyną celową; bo jeżeli jakaś rzecz podlega ciągłej zmianie i istnieje dla niej jakiś stan końcowy, to stan ten jest celem lub przyczyną celową. Dlatego też absurdalnie brzmi zdanie poety:

Osiągnął cel, dla którego się narodził.

Wszak nie każdy stan końcowy jest celem; może nim być tylko ten [stan] najlepszy. (...)

Następnie: "materia" jest pojęciem względnym, ponieważ tej formie odpowiada taka materia, a innej inna. W jakim tedy stopniu musi fizyk znać formę, czyli istotę rzeczy? Nie ulega wątpliwości, że w takim stopniu, jak lekarz ścięgna, a kowal brąz, tzn. aż do poznania celu wszystkiego; fizyk zajmuje się tylko tymi rzeczami, których formy można odróżnić od materii, które jednak są złączone z materią; albowiem człowieka rodzi człowiek, ale także i słońce. Natomiast do zakresu "pierwszej filozofii" należy zdefiniować sposób istnienia i istotę tego, co jest oddzielone.

3. Przyczyny i sposób ich działania

Na gruncie powyższych ustaleń przejdziemy do zbadania przyczyn, ich charakteru i ilości. Skoro bowiem przedmiotem naszych roztrząsań jest poznanie, a poznanie uważamy za równoznaczne ze zrozumieniem "dlaczego" (czyli ze zrozumieniem pierwszej przyczyny), jest przeto jasne, że i my powinniśmy to samo uczynić, tzn. omówić powstanie i ginięcie oraz wszelkie inne rodzaje fizycznych przemian, ażebyśmy, poznawszy ich zasady, mogli następnie sprowadzić do nich wszelki problem z dziedziny naszych roztrząsań.

W jednym przeto znaczeniu nazywa się przyczyną to, z czego coś powstaje i co trwa, np. brąz jest w tym sensie przyczyną posągu, a srebro naczynia; ponadto [przyczyną nazywa się] rodzaje, których gatunkami są brąz i srebro.

W drugim znaczeniu nazywa się przyczyną danej rzeczy jej formę lub model, tzn. pojęcie istoty i jej rodzaje (np. dla oktawy stosunek 2 : 1 i w ogóle liczba) oraz składniki pojęcia.

W trzecim znaczeniu nazywa się przyczyną źródło przemian i spoczynku, np. człowiek dający rady jest przyczyną, ojciec jest przyczyną dziecka; ogólnie mówiąc: czynnik tworzący jest przyczyną przedmiotu wytworzonego, a czynnik zmieniający - zmiany.

W czwartym wreszcie znaczeniu nazywa się przyczyną cel, czyli przyczynę celową, np. zdrowie jest przyczyną spaceru; dlaczego spaceru, pytamy? "Ażeby spacerujący był zdrów"; mówiąc tak sądzimy, iż wskazaliśmy przyczynę. To samo można powiedzieć o tym wszystkim, co wprawione w ruch przez rzecz różną od siebie stanowi czynnik pośredni między ruchem i celem, np. dla zdrowia: schudnięcie, przeczyszczenie, lekarstwa czy instrumenty chirurgiczne. Wszak powyższe rzeczy istnieją ze względu na cel, różniąc się od siebie tym tylko, że jedne są działaniami, a drugie narzędziami. Na tyle zapewne sposobów bywa używany wyraz "przyczyna".

Z tej wielości znaczeń "przyczyny" wynika, że jedna i ta sama rzecz ma wiele przyczyn i to nie akcydentalnych; np. przyczynami posągu będzie zarówno sztuka rzeźbiarza, jak i brąz; są to przyczyny posągu jako posągu, a nie ze względu na coś innego, tylko że nie w tym samym znaczeniu: jedna jest przyczyną materialną, druga przyczyną ruchu. Niektóre rzeczy są swymi wzajemnymi przyczynami, np. praca przyczynia się do zdrowia i na odwrót, ale znów nie w ten sam sposób: jedna przyczyna jest tutaj celem, druga początkiem zmian. Ponadto ta sama rzecz jest przyczyną odmiennych rezultatów; bo rzeczywiście to, co przez swoją obecność staje się przyczyną pewnego skutku, nieobecne może być niekiedy uznane przez nas za przyczynę skutku odmiennego; np. nieobecność sternika jest przyczyną rozbicia okrętu, podczas gdy jego obecność jest przyczyną bezpieczeństwa okrętu.

Wszystkie omówione przyczyny rozpadają się wyraźnie na cztery klasy: litery są przyczynami zgłosek, materia jest przyczyną wytworów sztucznych, ogień i inne elementy przyczynami ciał, części przyczynami całości, a przesłanki przyczynami wniosku w znaczeniu "to, z czego". Pierwszy składnik każdej pary jest przyczyną w sensie istoty: całość, połączenie i forma. Natomiast: nasienie, lekarz, doradca i w ogóle wszelki czynnik działający to źródła dające początek zmianie czy istnieniu. Wreszcie przyczyna występuje jako cel i dobro, albowiem przyczyna celowa chce być rzeczą najlepszą wśród innych i ich celem; nie ma większego znaczenia czy się powie "dobro samo w sobie", czy "dobro objawiające się".

Tyle jest więc rodzajów przyczyn i taki mają charakter. Przyczyny można pojmować na wiele różnych sposobów, jeżeli się je jednak ułoży w odpowiednie grupy, będzie ich mniej. "Przyczyna" jest wieloznaczna, tak że nawet w obrębie tego samego rodzaju jedna może być wcześniejsza w stosunku do drugiej. Np. przyczyną zdrowia jest lekarz i znawca, przyczyną oktawy stosunek 2 : 1 oraz liczba; i tak zawsze, klasy w stosunku do indywiduów. Przyczyną może też być przypadek i jego rodzaje, np. dla posągu w pewnym sensie jest przyczyną Poliklet, a w innym rzeźbiarz, ponieważ dla rzeźbiarza jest przypadkiem "bycie Polikletem". To samo da się powiedzieć o klasie zawierającej atrybut przypadkowy; np. o człowieku można powiedzieć, że jest przyczyną posągu, albo ogólnie: że jest nią "istota żywa". Wśród atrybutów przypadkowych mogą być dalsze i bliższe, np. jeżeli o człowieku białym lub wykształconym powie się, że jest przyczyną posągu.

Wszelkie przyczyny, zarówno istotne jak i przypadkowe, można podzielić na potencjalne i aktualne, np. przyczyną wybudowania domu jest albo "budowniczy", albo "budowniczy budujący".

Podobne rozróżnienie da się przeprowadzić w rzeczach, których przyczynami są przyczyny, np. "ten posąg" albo "posąg" lub w ogóle "wizerunek"; a także: "z tego brązu" albo "z brązu" lub w ogóle "z materiału". To samo dotyczy przypadkowych atrybutów. Co więcej, można również łączyć razem dwie przyczyny: istotną i przypadkową; np. zamiast "Poliklet" albo "rzeźbiarz" powiedzieć: "rzeźbiarz Poliklet". Mimo wszystko można jednak powyższe odmiany przyczyn zredukować do sześciu, z możliwością użycia każdej w sensie dwojakim. Przyczyną może być albo szczegół, albo rodzaj, albo atrybut przypadkowy, albo jego rodzaj, a te znów z kolei mogą występować albo razem, albo oddzielnie; a wszystkie sześć albo jako przyczyny aktualne, albo jako przyczyny potencjalne. Różnica między nimi jest taka, że przyczyny aktualnie działające i szczegółowe istnieją i przestają istnieć równocześnie ze swoimi skutkami, np. ten lekarz aktualnie leczący i ta osoba leczona, ten budowniczy aktualnie budujący i ten dom budowany. Inny natomiast związek jest między przyczynami potencjalnymi, nie ginie wszak równocześnie dom i jego budowniczy.

Badając przyczyny różnych rzeczy należy zawsze wykrywać przyczynę najwyższą (tak zresztą we wszelkich wypadkach); oto człowiek buduje, ponieważ jest budowniczym, a jest budowniczym dzięki znajomości sztuki budowania. Ta ostatnia jest zatem przyczyną wcześniejszą w stosunku do tamtych; i tak we wszystkich wypadkach. Dalej: przyczyny rodzajowe wywołują skutki rodzajowe, a przyczyny szczegółowe szczegółowe skutki; np. rzeźbiarz jest przyczyną posągu, a ten rzeźbiarz tego posągu; z potencjami wiążą się możliwe skutki, a z aktualnie działającymi przyczynami urzeczywistniające się skutki.

A zatem zagadnienie ilości przyczyn i sposobu ich działania zostało już chyba w sposób dostateczny wyjaśnione.

4. Przypadek i traf (samorzutność)

Mówi się również, że trafi przypadek mają też miejsce wśród przyczyn, wiele bowiem rzeczy powstaje i istnieje dzięki przypadkowi i trafowi. Trzeba zatem zbadać sposób istnienia przypadku i trafu wśród wymienionych przyczyn, a także i to, czy są jednym i tym samym, czy różnią się, i w ogóle czym są przypadek i traf.

Niektórzy nawet kwestionują ich istnienie. Twierdzą mianowicie, że nic nie dzieje się przypadkiem i że to wszystko, co nazywamy przypadkiem lub trafem, ma swoją określoną przyczynę, tak jak np. udanie się "przypadkiem" na rynek i spotkanie tam człowieka, którego się chciało spotkać, ale którego się tam nie oczekiwało, doszło do skutku dzięki temu, że postanowiliśmy udać się na rynek po sprawunki. Podobnie we wszelkich innych zdarzeniach nazywanych "przypadkami" zawsze można - ich zdaniem - wskazać na coś, jako ich przyczynę. Gdyby zresztą przypadek istniał, byłoby zaiste bardzo dziwne i niewytłumaczalne, iż żaden z dawnych filozofów tłumacząc zjawiska powstawania i ginięcia nie odwoływał się do przypadku; wydaje się, że nie wierzyli oni, aby cokolwiek mogło się dziać przypadkiem. Niemniej jednak i to z kolei wydaje się dziwne: wiele rzeczy powstaje i istnieje dzięki przypadkowi i trafowi, i chociaż wszyscy wiedzą, że każdy przypadek można wyprowadzić z jakiejś przyczyny (jak tego domaga się dawne twierdzenie odrzucające przypadek), to przecież twierdzą, że pewne rzeczy powstają "przypadkiem", a inne nie. Dlatego też powinni byli w jakiś sposób wspomnieć o przypadku. (...)

Są też i tacy, co twierdzą, że przyczyną naszego nieba i wszystkich światów jest przypadek; bo z przypadku wywodzi się wir i ruch, który oddzielił elementy i ukształtował obecny porządek wszechcałości. (...) Jeszcze inni sądzili, że przypadek jest przyczyną, tylko że niedostępną dla umysłu z tej racji, iż jest czymś boskim i nadnaturalnym.

Wobec powyższego zachodzi konieczność zbadania, czym są przypadek i traf, czy są identyczne, czy różne, i jakie miejsce zajmują w naszej klasyfikacji przyczyn.

5. Zdarzenie przypadkowe i celowe

Przede wszystkim, skoro wiemy z obserwacji, iż niektóre zdarzenia zawsze, a inne przynajmniej najczęściej powstają w ten sam sposób, to jest oczywiste, że przypadek czy przypadkowe zdarzenie nie może być uznane za przyczynę żadnej z powyższych ewentualności, tzn. ani tego, co jest konieczne i zawsze się zdarza, ani tego, co najczęściej się zdarza. Ponieważ jednak oprócz tych istnieją jeszcze inne zdarzenia, o których wszyscy mówią, iż są dziełem przypadku, to jest oczywiste, że istnieje coś, co można nazwać przypadkiem i trafem; wszak wiemy, iż zdarzenia tego rodzaju są przypadkowe i że na odwrót zdarzenia przypadkowe są zdarzeniami tego rodzaju.

(...) jeżeli zdarzenia celowe powstały dzięki trafowi, nazywamy je przypadkowymi lub okolicznościowymi. (...) Przypuśćmy np., że wierzyciel mógłby przyjść na rynek, aby odebrać swoją należność, gdyby wiedział, że dłużnik tam będzie. Udał się jednak na rynek przypadkiem, nie w tym celu, i otrzymał swą należność, chociaż nie miał stałego zwyczaju odwiedzania rynku ani też żadna konieczność nie zmuszała go do tego. Cel osiągnięty, tzn. odzyskanie pieniędzy, nie powstał dzięki wewnętrznej przyczynie celowej, lecz z intencji i postanowienia. A zatem, jeśli powyższe warunki zostały spełnione, można wówczas powiedzieć, że ów wierzyciel udał się tam przypadkiem. Jeśli natomiast poszedł na rynek z wyraźnym zamiarem odzyskania pieniędzy i jeżeli zawsze czy często udawał się tam, ilekroć zamierzał odebrać swoje pieniądze - wówczas nie można by powiedzieć, że udał się na rynek przypadkowo. Z powyższego widać, że traf jest przyczyną przypadkową, występującą wśród tych działań "ze względu na coś", które związane są z jakimś zamiarem. A zatem traf i rozumny namysł dotyczą tego samego, bo zamiar implikuje rozumny namysł. (...)

6. Różnica między przypadkiem a samorzutnością i o ich miejscu wśród przyczyn

Różnica między przypadkiem a samorzutnością polega na tym, że samorzutność ma szerszy zakres; albowiem to, co się zdarzyło przypadkiem, zdarzyło się również samorzutnie, ale nie na odwrót.

Przypadek i to, co przypadkowe, jest właściwe tylko tym bytom, które są zdolne do posiadania szczęścia i w ogóle do praktycznego działania. Z tego też względu przypadek musi z konieczności pozostawać w ścisłym związku ze sferą praktycznego działania (bo też jest dowodem na to, że szczęśliwy przypadek wydaje się tym samym lub prawie tym samym, co i szczęście; a znowu szczęście jest odmianą praktycznego działania, a mianowicie dobrego postępowania). Stąd też istoty, nie będące w stanie działać praktycznie, nie mogą również dokonać żadnego czynu przypadkowego. Wynika z tego dalej, że ani przedmiot nieożywiony, ani zwierzę, ani dziecko nie mogą uczynić niczego przypadkowego, bo obca im jest świadoma intencja; nie można też mówić ani o ich szczęściu, ani o nieszczęściu (...).

Samorzutność natomiast jest właściwa zarówno zwierzętom, jak i nieożywionym przedmiotom. Mówimy np., że koń przyszedł "samorzutnie", gdyż, mimo że jego przybycie ocaliło go, to jednak nie przyszedł dla ocalenia siebie. Podobnie mówimy, że trójnóg wywrócił się "samorzutnie" [automatycznie], i chociaż ustawił się tak, że można było na nim siedzieć, to jednak nie w tym celu się wywrócił.

Widać więc wyraźnie, że samorzutnymi nazywamy te zdarzenia, które po prostu przytrafiają się ze względu na coś, które jednak nie dążą do zamierzonego celu, mającego przyczynę zewnętrzną; dalej: mówimy o wypadkach samorzutnych, że są przypadkowe, gdy są możliwymi przedmiotami wyboru dla istot mogących wybierać. (...) Stąd też wyraz "samorzutny" [automatyczny] wiąże się etymologicznie z wyrazem "nadaremnie". Np. kamień nie spadł z góry po to, by ugodzić człowieka w głowę; spadł więc "samorzutnie" [automatycznie], w przeciwnym bowiem razie musiałby spaść wskutek zepchnięcia go przez kogoś i w tym celu, by kogoś ugodzić w głowę.

Różnica między samorzutnością a przypadkiem występuje najwyraźniej w zdarzeniach naturalnych. O zdarzeniach przeciwnych naturze nie powiemy, że są dziełem przypadku, lecz raczej samorzutności. Prócz tego i ta jeszcze zachodzi różnica: przyczyna samorzutności jest zewnętrzna, a przypadku wewnętrzna.

(...) Skoro zatem samorzutność i przypadek są przyczynami skutków, które niezależnie od tego, iż mogły być wywołane bądź przez myśl, bądź przez naturę, zostały w zasadzie wywołane przez coś incydentalne, oraz wobec tego, że nic, co jest incydentalne, nie może być wcześniejsze od tego, co jest istotne, jest przeto jasne, że żadna przyczyna incydentalna nie może być wcześniejsza od przyczyny istotnej. Samorzutność i przypadek są tedy późniejsze od myśli i przyrody. A zatem, gdyby nawet było prawdą, że niebo powstało samorzutnie, będzie również prawdą, że myśl i przyroda są wcześniejszymi przyczynami wszystkich rzeczy i wszechcałości.

7. Cztery przyczyny i konieczność ich poznania

Że istnieją przyczyny i że ich ilość jest właśnie taka, jak ustaliliśmy - to jest zupełnie jasne; ilość ich jest mianowicie taka sama, jak ilość kwestii objętych pytaniem "dlaczego"? To "dlaczego" może ostatecznie znaczyć: 1) "Co to jest" w odniesieniu do rzeczy nieruchomych, jak np. w matematyce: "linia prosta" albo "niewymierność", czy cokolwiek innego podlegającego definicji matematycznej; albo 2) "co rozpoczyna pewien proces", np. "dlaczego rozpoczęli wojnę"? Ponieważ tamci napadli; albo 3) "z jakiego powodu"? Np. ażeby zdobyć panowanie; albo wreszcie 4) w rzeczach powstających - materia.

Że jest tyle przyczyn i że są właśnie takie, to jest zupełnie oczywiste. Skoro tedy istnieją cztery przyczyny, przeto każdy filozof przyrody powinien je dobrze poznać; a w zależności od tego, czy sprowadzi owo "dlaczego" do tych czterech przyczyn, tzn. do materii, formy, źródła ruchu i celu, będzie mógł swój przedmiot we właściwy mu sposób rozwinąć. Trzy ostatnie przyczyny często zbierają się razem. Albowiem "co" i "to, ze względu na co" [cel] są jednym i tym samym, a pierwotne źródło ruchu jest identyczne z tymi czynnikami w gatunku; wszak człowiek rodzi człowieka, i tak jest w ogóle we wszystkim, co będąc poruszane, samo jest źródłem ruchu. Natomiast nieruchome źródła ruchu nie należą do fizyki, bo mianowicie wywołują ruch nie dlatego, że w sobie mają ruch czy źródło ruchu, ale dlatego, że same nie podlegają ruchowi. Istnieją wobec tego trzy dziedziny badań, a mianowicie, badanie rzeczy nie podlegających ruchowi; badanie rzeczy w ruchu, ale niezniszczalnych; oraz badanie rzeczy zniszczaInych.

Tak więc pytanie "dlaczego?" znalazło swą odpowiedź przez sprowadzenie do materii, formy i pierwszej przyczyny ruchu. Albowiem proces stawania się najlepiej badać w ten sposób, że się bada jego przyczyny: "co powstaje po czym?"; "Co było czynnikiem działającym, a co doznającym?" I tak dalej, zawsze w ten sposób.

Dwie są przeto zasady wywołujące ruch w sposób fizyczny, przy czym jedna z nich nie jest fizyczna, ponieważ nie ma zasady ruchu w sobie. Takimi są nieruchome źródła ruchu, jak np. to, co jest absolutnie nieruchome i jest pierwotną realnością, a następnie istota i forma; jest bowiem celem i tym "ze względu na co". Skoro przeto natura jest tym "ze względu na co", trzeba również poznać i tę przyczynę. Musimy zatem wyjaśnić wszystkie znaczenia owego "dlaczego", jak np., że z tego wynika koniecznie to a to bądź w sensie absolutnym, bądź odpowiednio często; albo że "to a to musi być, jeżeli coś innego ma być", jak np. przesłanki i wniosek; albo że "to było istotą tej rzeczy"; albo wreszcie, że to jest po prostu lepsze, nie w sensie absolutnym, lecz ze względu na substancję każdej rzeczy.

8. O celowości w naturze

Najpierw trzeba wykazać, że natura należy do przyczyn działających ze względu na jakiś cel, a następnie powiedzieć o tym, co jest konieczne i w jaki sposób istnieje w rzeczach naturalnych, albowiem do niego jako do przyczyny wszyscy sprowadzają wszelkie rzeczy, argumentując, że skoro to, co ciepłe, zimne itp. już z natury ma te określone własności, wobec tego ta czy tamta określona rzecz z konieczności istnieje i powstaje; bo gdy nawet inną wymieniają przyczynę, jak np. jeden miłość i walkę, inny rozum, to tylko lekko o niej od czasu do czasu napomkną i szybko o niej zapominają.

Pojawia się jednak pewna trudność: co stoi mianowicie na przeszkodzie, by natura działała nie ze względu na coś, ani też dlatego, że tak byłoby lepiej, ale na przykład właśnie tak: Zeus nie zsyła deszczu w tym celu, by umożliwić wzrastanie zboża, lecz z konieczności; albowiem unoszące się opary muszą się oziębiać, a oziębione, stawszy się wodą z powrotem opadają; zboże rośnie właśnie dzięki temu procesowi. Podobnie gdy komu zboże zgnije w polu, nie można powiedzieć, że w tym celu padał deszcz, ażeby zboże uległo zepsuciu, lecz że stało się to przypadkiem. Co wobec tego stoi na przeszkodzie, by również i części przedmiotów naturalnych zachowywały się w ten sam sposób, na przykład, żeby zęby wyrastały z konieczności, a mianowicie przednie ostre i zdolne do rozdrabniania pokarmu oraz trzonowe, szerokie i zdolne do rozcierania pokarmu, czyli nie w tym celu [by spełniać te czynności], lecz na odwrót, by cel ten był przypadkowym skutkiem. To samo odnosiłoby się do wszystkich pozostałych części przedmiotów naturalnych, w których zdaje się istnieć dążenie do jakiegoś celu. Te więc twory organiczne, których wszystkie części połączyły się w sposób jakby celowy, zachowały się dzięki temu, że się tak właśnie samorzutnie korzystnie ukształtowały. Te natomiast, które się nieodpowiednio ukształtowały, ginęły i giną w dalszym ciągu, jak na przykład, według doniesienia Empedoklesa, woły z ludzką głową.

Oto takie i inne tego rodzaju argumenty wysuwają ci, co chcą podkreślić pewne trudności. Nie można jednak uznać tego poglądu za prawdziwy. Albowiem zarówno rzeczy wyżej wzmiankowane, jak i w ogóle wszystko, co powstaje z natury, albo zawsze, albo najczęściej powstaje w ten właśnie określony sposób; natomiast nie można tego powiedzieć o żadnej rzeczy, która powstała przypadkowo lub samorzutnie. Częstych deszczów w zimie nie uważamy bynajmniej za zjawisko przypadkowe, natomiast w lecie - tak. Również nie uważamy za przypadkowe upałów w lecie, ale w zimie uznamy je za przypadkowe. Skoro zatem zgodzimy się, iż zdarzenia powstają albo dzięki zbiegowi okoliczności, albo dążą do jakiegoś celu, a wspomniane wypadki nie są ani dziełem zbiegu okoliczności, ani nie powstały samorzutnie, wobec tego zdążają do jakiegoś celu. Że jednak wszystkie tego rodzaju wypadki istnieją z natury, na to muszą się zgodzić nawet ci, którzy z nami polemizują. A zatem dążenie do celu jest właściwe rzeczom powstającym i istniejącym z natury.

Dalej: jeżeli jakiś proces zawiera w sobie cel, wówczas zarówno to, co zachodzi najpierw, jak i to, co potem, urzeczywistnia się ze względu na ten cel. Tak jak się wykonuje pewną rzecz świadomie, tak też one powstają z natury, i tak jak natura wytwarza pewną rzecz, tak też ją się tworzy świadomie, jeżeli tylko nic w tym nie przeszkadza. Świadome działanie ludzkie jest celowe, stąd też naturalne procesy są takie same. Gdyby na przykład dom był wytworem natury, powstałby w taki sam sposób jak dom wybudowany sztucznie. Gdyby przedmioty naturalne były wytwarzane nie tylko przez naturę, ale również przez sztukę, to przez sztukę byłyby wytwarzane w ten sam sposób jak przez naturę; bo każde stadium w obydwu procesach zależne jest od drugiego. A w ogóle sztuka częściowo uzupełnia to, czego natura nie może urzeczywistnić, a częściowo ją naśladuje. Jeżeli więc sztuczne wytwory powstają ze względu na jakiś cel, to jasne, że również i naturalne powstają w ten sam sposób. Albowiem zarówno w wytworach sztucznych, jak i w naturalnych stadia późniejsze i stadia wcześniejsze pozostają do siebie w tym samym stosunku.

Poza człowiekiem zjawisko to występuje szczególnie jasno u innych istot żywych; nie wytwarzają one bowiem niczego ani sztucznie, ani przez badanie, ani przez namysł; dlatego też niektórzy zastanawiają się nad tym, czy pająki i mrówki działają rozumnie, czy w jakiś inny sposób. Posuwając się stopniowo dalej w tym kierunku, można się przekonać, że również i w roślinach wytwarzane jest to, co służy celowi, np. liście wyrastają w tym celu, by osłaniać owoc. A zatem, jeżeli jaskółka z natury i celowo buduje swe gniazdo, pająk swą pajęczynę, a rośliny wydają liście ze względu na owoce, kierując korzenie nie do góry, lecz na dół, by w ten sposób zapewnić sobie pokarm, jasne się staje, że tego rodzaju przyczynowość istnieje zarówno w rzeczach powstających z natury, jak i w istniejących. A skoro "natura" oznacza dwie rzeczy, mianowicie materię z jednej strony, a z drugiej formę, i skoro forma jest celem, a cała reszta istnieje ze względu na cel, wobec tego forma musi być przyczyną, i to przyczyną celową.

W czynnościach sztucznych zdarzają się pomyłki: na przykład piszący popełnił błąd ortograficzny, a lekarz zalecił złe dawkowanie lekarstwa. Z tego wynika, że i w procesach naturalnych możliwe są błędy. Jeżeli zatem istnieją pewne wytwory sztuczne, w których to, co jest dobre, służy celowi a błędy zdarzają się wtedy, gdy zamierzony cel nie został osiągnięty, wobec tego również i w tworach przyrody musi się dziać podobnie, przy czym wynaturzenia byłyby błędami celowości. Co się tyczy pierwotnego kształtowania się organizmów [w teorii Empedoklesa], to gdyby woły nie były zdolne do osiągnięcia pewnej granicy i pewnego celu, to stan ten byłby następstwem działania wadliwej zasady, tak jak obecnie powstające dziwotwory są takimi wskutek pewnych braków występujących w nasieniu. A i o tym należy pamiętać, że najpierw musi powstać nasienie, ale bynajmniej nie powstaje zeń natychmiast istota żywa, i że nasienie było "pierwotnie w stanie zupełnego niezróżnicowania".

Również w roślinach występuje celowość, tylko że nie jest tak wyraźnie zaakcentowana. Czy mogłyby powstawać również w świecie roślin gatunki oliwek z jakimiś głowami, tak jak woły z głowami ludzkimi wśród zwierząt, czy nie? Myśl niedorzeczna, niemniej jednak musiałoby tak być, jeśli by się podobne wypadki zdarzały wśród zwierząt.

Co więcej, powstawanie począwszy od nasion powinno by się dokonywać w sposób przypadkowy. Ale kto tak twierdzi, znosi tym samym w ogóle rzeczy naturalne i naturę. Bo rzeczy naturalne to te, które będąc w ciągłym ruchu dzięki zasadzie wewnętrznej dochodzą do pewnego celu. Każda z tych zasad prowadzi do końcowego celu różnego dla poszczególnych rzeczy i nie przypadkowego. To dążenie do celu jest stałe dla każdej rzeczy, jeśli tylko nic nie stanie na przeszkodzie. To, z powodu czego coś się staje, i to, ze względu na co coś się dzieje, może dojść do skutku dzięki przypadkowi. Mówimy na przykład, że obcy zjawił się przypadkiem i zapłaciwszy okup, odszedł; bo dokonał tego, tak jakby w tym celu przybył, chociaż nie po to przyszedł. Przysługa ta powinna być określona jako incydentalna, bo przypadek jest przyczyną incydentalną, jak to już wyżej było zaznaczone. Jeżeli jednak fakty tego rodzaju zdarzają się stale lub często, nie można ich nazwać ani incydentalnymi, ani przypadkowymi; tak samo zawsze i w dziedzinie zjawisk fizycznych, jeśli tylko nic nie stanie na przeszkodzie.

Byłoby to niedorzecznością sądzić, że nie ma celowości, ponieważ nigdzie się nie widzi, by czynnik ruchu rozmyślał nad celem. Ale przecież i sztuka nie myśli o celu; bo gdyby sztuka budowania okrętów zawierała się w budulcu, to by w podobny sposób z natury tworzyła okręty. Jeżeli przeto celowość jest obecna w sztuce, to jest również obecna w przyrodzie. Najlepiej myśl tę ilustruje przykład człowieka, który się sam leczy; natura jest do niego podobna.

Że więc natura jest przyczyną i to przyczyną działającą celowo, jest oczywiste.

9. O konieczności w naturze

Powstaje teraz pytanie, czy konieczność istnieje w sensie warunkowym, czy bezwzględnym? Niektórzy sądzą, że konieczność jest obecna w procesach powstawania właśnie tak, jak gdyby ktoś przypuszczał, że ściana domu powstaje z konieczności, ponieważ to, co ciężkie, jest ściągane ku dołowi, a to, co lekkie, unosi się ku górze; dlatego też kamienie i fundamenty zajmują miejsce najniższe, cegły natomiast wyższe z powodu lekkości, a drzewo najwyższe, jako najlżejsze ze wszystkich składników. Prawda jest taka, że bez tych składników powstanie domu nie mogłoby dojść do skutku; jednakże nie dzięki nim powstał, chyba że w sensie przyczyny materialnej; powstał natomiast w tym celu, aby osłaniać i ochraniać pewne rzeczy. Podobnie we wszystkich innych wypadkach, w których występuje dążenie do celu. Wytwór nie może powstać bez składników, które by nie miały natury koniecznej, ale nie powstaje dzięki nim (wyjąwszy to, że stanowią przyczynę materialną); wytwór powstaje ze względu na jakiś cel. Dlaczego na przykład piła jest taka, jaka jest? Dlatego, żeby spełniać funkcję w jakimś celu. Tego celu nie mogłaby spełniać, gdyby nie była z żelaza; musi więc być z żelaza, jeśli ma spełniać funkcję piły. Konieczność jest tutaj warunkowa, lecz nie jest celem. Innymi słowy: konieczność jest w materii, celowość - w pojęciu.

Konieczność w matematyce jest prawie tego samego rodzaju, co i konieczność w procesach naturalnych. Ponieważ linia prosta jest właśnie taka, jaka jest, musi przeto być tak, że wewnętrzne kąty trójkąta są równe dwóm prostym. Ale nie na odwrót: bo jeżeli kąty trójkąta nie równają się dwóm prostym, to linia prosta nie jest tym, za co się ją bierze w obu wypadkach. Natomiast w rzeczach powstających ze względu na jakiś cel, porządek jest odwrotny: Jeżeli jakiś cel powstanie lub już istnieje, to również to, co prowadzi do celu, albo powstanie, albo już istnieje; w przeciwnym razie, tak jak w poprzednim wypadku, gdyby nie było wniosku, nie byłoby również i początku, tak i tutaj: nie będzie celu i "tego, ze względu na co", jeżeli nie będzie poprzedników. Albowiem cel jest początkiem rozumowania, a nie działania, a w matematyce samego rozumowania, bo nie ma działania. Jeżeli więc ma powstać dom, takie a takie rzeczy muszą być przygotowane, tzn. albo już są gotowe, albo trzeba je wytworzyć; czyli, mówiąc ogólnie, potrzebny jest materiał związany z celem, jak na przykład w wypadku domu: cegły i kamienie. Jednakże nie przez działanie tych rzeczy cel zostanie zrealizowany, chociaż będą one przyczyną materialną, ani też nie dzięki nim będzie istniał. Gdyby jednak w ogóle nie było materiału, to by też nie było ani domu, ani piły; w pierwszym wypadku ze względu na brak kamienia, w drugim ze względu na brak żelaza. Podobnie i w geometrii, jeżeli wewnętrzne kąty trójkąta nie będą równe dwóm prostym, to i zasady geometrii nie będą prawdziwe.

Jest więc oczywiste, że to, co w rzeczach naturalnych jest konieczne, nazywamy materią i jej zmianami. Filozof przyrody winien się zajmować ustalaniem obydwu przyczyn, w większym jednak stopniu przyczyny celowej; wszak celowość jest przyczyną materii, a nie materia celowości. Należy więc stwierdzić, że celowość jest "tym, ze względu na co", a początek wywodzi się z definicji i istoty; na przykład w wytworach sztucznych: skoro dom jest taki a taki, wobec tego odpowiedni materiał musi być przygotowany albo już jest gotowy; albo, skoro zdrowie jest takie a takie, to pewne warunki muszą już istnieć albo muszą być stworzone. Tak samo, jeżeli człowiek jest taki a taki, to musiały wpierw istnieć odpowiednie środki; a jeżeli te, to i inne.

Być może, iż konieczność jest również obecna w pojęciu rzeczy. Bo gdy się definiuje czynność piłowania jako pewnego rodzaju dzielenia, to nie mogłoby ono dojść do skutku, gdyby piła nie miała odpowiednich zębów; a te nie byłyby takie, gdyby piła nie była z żelaza. Wszak istnieją w pojęciu pewne części, które stanowią jakby jego materię.

Księga IV

MIEJSCE, PRÓŻNIA I CZAS

1. Miejsce i różne jego rodzaje

Filozof przyrody musi posiadać wiedzę nie tylko o nieskończoności, ale także o miejscu, a mianowicie czy w ogóle istnieje, czy nie, jaki jest sposób jego istnienia i czym ono jest. Według powszechnego przekonania rzeczy istniejące muszą gdzieś być (to, co nie istnieje, nie znajduje się nigdzie; bo gdzie np. znajduje się kozioł-jeleń albo sfinks?), a następnie, że ruch w swoim najbardziej ogólnym i pierwotnym znaczeniu polegający na zmianie miejsca nazywamy przemieszczeniem.

Zagadnienie, czym jest miejsce, sprawia liczne trudności. Zbadanie wszystkich faktów z tej dziedziny prowadzi do różnych wniosków. A do tego ze strony innych myślicieli nie otrzymaliśmy żadnych informacji na ten temat; ani zestawu trudności, ani żadnych prób rozwiązania tego zagadnienia.

Istnienie miejsca wydaje się faktem oczywistym; wskazuje na to możliwość zmiany położenia. Tam, gdzie teraz jest woda, tam później znajdzie się powietrze, gdy tylko wodę się usunie, np. z naczynia; a następnie znów jakieś inne ciało zajmie to samo miejsce. Wskutek tego, że różne ciała zajmują kolejno to samo miejsce, wydaje się ono za każdym razem inne. Tak miejsce, w którym teraz jest powietrze, jest tym samym miejscem, w którym przedtem była woda. Wynika z tego jasno, że miejsce, czyli przestrzeń, jest czymś innym od obydwu ciał, które je zajmowały i kolejno opuszczały.

Dalej: zmiana miejsca elementarnych ciał naturalnych, takich np. jak ogień, ziemia itp., wykazuje nie tylko to, że miejsce jest czymś, ale i to, że wywiera ono pewien wpływ; mianowicie każde ciało elementarne dąży do właściwego sobie miejsca, jeśli tylko nic nie stanie mu na przeszkodzie: jedno do góry, inne na dół. (...) "Do góry" nie jest jakimś przypadkowym kierunkiem, lecz jest miejscem, ku któremu się unosi ogień i wszystko, co jest lekkie. Podobnie "na dół" nie jest również przypadkowym kierunkiem, lecz takim, do którego zdążają przedmioty ciężkie i utworzone z ziemi. (...)

Wreszcie ci, którzy twierdzą, że próżnia istnieje, stwierdzają tym samym istnienie miejsca: próżnia byłaby miejscem pozbawionym ciała.

Uwagi te prowadzą do wniosku, że miejsce jest czymś innym niż ciała, i że wszelkie ciało będące przedmiotem percepcji zmysłowej znajduje się w jakimś miejscu. (...) to, bez czego nic nie może istnieć, a samo może istnieć bez innych rzeczy, musi być na pierwszym miejscu; a miejsce nie ginie, gdy znajdujące się w nim rzeczy przestaną istnieć.

Jeżeli nawet zgodzimy się na to, że miejsce istnieje, wyłoni się trudność z odpowiedzią na pytanie: czym ono jest. Czy jest jakąś masą cielesną, czy jakąś inną "naturą". Najpierw jednak trzeba się zająć zagadnieniem rodzaju miejsca:

1) A więc posiada ono trzy wymiary, ograniczające każde ciało: długość, szerokość i głębokość. Jednakże jest niemożliwe, by miejsce było ciałem, albowiem w tym samym punkcie przestrzeni znajdowałyby się dwa ciała.
2) Dalej: Jeżeli ciało ma swoje miejsce, czyli jakąś przestrzeń, to również z tego samego względu musi istnieć miejsce dla powierzchni i dla innych granic ciała; bo tam, gdzie była przedtem powierzchnia wody, będzie teraz powierzchnia powietrza. Nie możemy jednak dostrzec żadnej różnicy między punktem a miejscem punktu. A zatem, jeżeli miejsce punktu nie różni się niczym od punktu, to również i miejsce innych rzeczy nie będzie się różnić od nich, a więc miejsce nie będzie czymś różnym od każdej z nich.
3) Czymże więc według naszej opinii ma być miejsce? Mając taki rodzaj natury, miejsce nie może być ani elementem, ani tworem złożonym z elementów, ani materialnym, ani niematerialnym, bo mając rozmiary, nie jest ciałem. Wszak elementy ciał zmysłowych są ciałami, natomiast z elementów zmysłowych nie powstaje żadna wielkość.
4) Można z kolei zapytać: czego przyczyną jest miejsce w istniejących rzeczach? Żadna bowiem z czterech przyczyn nie przysługuje mu; ani nie jest przyczyną materialną rzeczy (nic bowiem z niego nie jest utworzone), nie jest też ani formą, ani istotą rzeczy, nie jest celem i nie porusza rzeczy.
5) Jeżeli jest jakimś bytem, wobec tego gdzie się znajduje? (...) Jeżeli bowiem wszystko, co istnieje, zajmuje jakieś miejsce, to również miejsce musi mieć swoje miejsce i tak dalej w nieskończoność.
6) Co więcej: jeżeli wszelkie ciało znajduje się w jakimś miejscu, to również wszelkie miejsce musi zawierać jakieś ciało. A co wobec tego powiemy o rzeczach powiększających się? Z powyższego wynika, że ich miejsce musiałoby się powiększać wraz z nimi, jeżeliby nie było ani mniejsze, ani większe od każdej z nich.

Ze względu na te trudności musimy koniecznie najpierw rozważyć, czym jest miejsce, a nawet czy w ogóle istnieje.

2. Wbrew pozorom miejsce nie jest ani formą, ani materią

(...) Twierdzę np., że jesteś teraz w niebie, ponieważ jesteś w powietrzu, a ono jest w niebie; a jesteś w powietrzu, ponieważ znajdujesz się na ziemi; i podobnie, znajdujesz się na ziemi, ponieważ jesteś w tym miejscu, które tylko ciebie otacza.

Jeżeli zatem miejsce jest tym, co bezpośrednio otacza każde ciało, jest przeto równocześnie pewną granicą; wobec tego miejsce każdego ciała będzie jego formą, czyli kształtem, a więc tym, za pomocą czego określa się wielkość i materię wielkości; tym bowiem jest granica w każdej rzeczy.

Z tego punktu widzenia miejsce jest formą każdej rzeczy. O ile natomiast traktujemy miejsce jako rozciągłość wielkości, jest ono materią. Rozciągłość jest w rzeczywistości czymś innym niż wielkość; jest czymś określanym i obejmowanym przez formę, jak np. przez powierzchnię i granicę, a taką jest materia i to, co nieograniczone, bo gdy się usunie z kuli granice i matematyczne cechy, nie pozostanie nic prócz materiału.

Z tego samego względu Platon w Timajosie stwierdza identyczność materii i przestrzeni (...).

W świetle przytoczonych faktów słusznie będziemy oczekiwać trudności w ustaleniu, czym jest miejsce, jeżeli rzeczywiście jest jedną z tych dwu rzeczy:

materią lub formą. Zagadnienie wymaga skrupulatnego zbadania, a w przypadku oddzielenia tych pojęć od siebie, niełatwo by było je poznać.

Niemniej jednak nietrudno dostrzec, że miejsce nie może być ani formą, ani materią.

1) Wszak materia i forma nie dadzą się oddzielić od rzeczy, podczas gdy miejsce może być oddzielone. Jak podkreśliliśmy wyżej, tam gdzie było powietrze, teraz z kolei znajduje się woda, zajmując na przemian po sobie miejsce; i podobnie z innymi ciałami. A zatem miejsce ani nie jest częścią ciała, ani jego stanem, lecz jest czymś oddzielnym. Wydaje się, iż jest czymś podobnym do naczynia (bo naczynie jest miejscem dającym się przenieść); a przy tym naczynie nie jest częścią rzeczy.

Wobec tego miejsce jako dające się oddzielić od rzeczy nie jest formą, a jako obejmujące jest zgoła czymś innym niż materia. (...)

5) Jeżeli natomiast miejsce znajduje się w rzeczy (a będzie tak wówczas, jeśli się je uzna albo za formę, albo za materię), w takim razie (...) miejsce miałoby miejsce. (...)

4. Definicja miejsca

Czym więc jest miejsce? Odpowiedź na to pytanie niebawem stanie się jasna. Weźmy pod uwagę przysługujące mu cechy istotne. Przyjmiemy więc, że:

1) miejsce jest tym, co otacza bezpośrednio to, czego jest miejscem;
2) nie jest częścią rzeczy;
3) bezpośrednie miejsce danej rzeczy nie jest ani mniejsze, ani większe od niej;
4) miejsce może być z każdej rzeczy opróżnione i od niej oddzielone. A w dodatku:
5) każde miejsce ma górę i dół, a każde ciało z natury dąży do właściwego sobie miejsca, tzn. bądź do góry, bądź na dół, i tam trwa.

Ustaliwszy te zasady rozpatrzmy pozostałe zagadnienia. (...)

Najpierw trzeba sobie uświadomić, że miejsce nie mogłoby się stać przedmiotem dociekań, gdyby nie istniał ruch względem miejsca. Również głównie na tym opieramy swoje przypuszczenia, że niebo zajmuje miejsce, ponieważ znajduje się w ciągłym ruchu. (...)

Jeżeli mówimy, iż rzecz jest w świecie, jako że jest w miejscu, to dlatego, iż jest w powietrzu, a powietrze jest w świecie. Mówiąc "w powietrzu", mamy na myśli nie "wszelkie powietrze", lecz to, które otacza zewnętrznie jej powierzchnię. Bo gdyby "wszelkie powietrze" było miejscem, miejsce rzeczy nie odpowiadałoby jej wielkości; a przecież założyliśmy tę odpowiedniość, w myśl której bezpośrednie miejsce rzeczy jest z nią identyczne. (...)

(...) miejsce musi być (...) granicą ciała otaczającego, będącego w styczności z ciałem otaczanym; a ciałem otaczanym nazywamy takie, które może zmieniać miejsce w przestrzeni. (...)

Z drugiej strony, tak jak naczynie jest miejscem przenośnym, tak miejsce jest naczyniem nieruchomym. A więc, gdy rzecz wewnętrzna w stosunku do innej nieruchomej znajduje się w ruchu i zmienia miejsce, jak statek na rzece, ciało otaczające odgrywa rolę raczej naczynia niż miejsca. Miejsce chce być nieruchome, tak iż raczej cały potok [z łożyskiem] jest miejscem, ponieważ jako całość jest nieruchomy. A zatem miejsce jest to bezpośrednia i nieruchoma granica ciała otaczającego.

To też wyjaśnia, dlaczego środek świata i wewnętrzna powierzchnia krążącego układu wydają się wszystkim ludziom "górą" i "dołem"; mianowicie dlatego, że podczas gdy jedno jest zawsze w spoczynku, to wewnętrzna strona krążącego układu jako całość nie zmienia miejsca. A ponieważ rzeczy lekkie z natury dążą do góry, a ciężkie ku dołowi, granice otaczające w kierunku środka świata i sam środek są "w dole", a granice otaczające w kierunku zewnętrznej części świata i sama część zewnętrzna są "w górze".

Wskutek tego również i miejsce uważa się za pewien rodzaj powierzchni, jakby naczynie, w którym się mieszczą rzeczy. Dalej: Miejsce pokrywa się z rzeczą, gdyż granice zbiegają się z tym, co ograniczają.

5. Lokalizacja

Mówimy, że ciało jest w miejscu, gdyż poza nim znajduje się inne ciało, które je otacza; jeżeli to nie zachodzi, ciało nie jest w miejscu. Dlatego nawet gdyby woda nie była otoczona przez inne ciało, jej cząstki byłyby w ruchu, bo się wzajemnie otaczają; całość natomiast w jednym sensie mogłaby być w ruchu, w innym nie. Bo świat jako całość nie zmienia równocześnie miejsca, lecz porusza się wokoło, gdyż to miejsce jest miejscem jego cząstek. Pewne ciała nie poruszają się ani ku górze, ani ku dołowi, lecz wokoło; inne znów poruszają się i ku górze, i ku dołowi, a mianowicie te, które podlegają zgęszczeniu i rozrzedzeniu.

(...) Dlatego też górna sfera niebiańska porusza się wkoło, podczas gdy całość nie zajmie żadnego miejsca; bo, co jest gdzieś, jest również czymś i musi mieć obok siebie coś, co otacza. Lecz poza światem nie ma już niczego na zewnątrz i wskutek tego wszystko się musi w nim zawierać. Świat stanowi bowiem całość. Jednakże miejscem rzeczy nie jest niebo, lecz jego wewnętrzna krawędź będąca w kontakcie z ruchomym ciałem [jako jego nieruchoma granica], A więc wskutek tego ziemia jest w wodzie, woda w powietrzu, powietrze w niebie, lecz niebo nie jest już w niczym innym. (...)

7. Co oznacza "próżnia". Odparcie argumentów za istnieniem próżni

Ważnym krokiem na drodze do rozstrzygnięcia zagadnienia, który pogląd jest prawdziwy, będzie określenie znaczenia nazwy "próżnia". Wydaje się, że próżnią jest miejsce, w którym nic się nie znajduje. Podstawą tego poglądu jest przekonanie, że to, co istnieje, jest ciałem, a ponieważ wszelkie ciało znajduje się w miejscu, wobec tego próżnia jest miejscem, w którym się nie znajduje żadne ciało: a zatem tam, gdzie nie ma ciała, musi być próżnia.

Sądzą ponadto, że każde ciało jest dotykalne, a takim jest ciało ciężkie lub lekkie.

Stąd wnioskują na podstawie sylogizmu: próżnią jest to, co nie zawiera w sobie ani ciężkości, ani lekkości. (...)

Można zatem ustalić pierwszą definicję: Próżnią jest to, co nie jest wypełnione dotykalnym ciałem, a dotykalnym jest takie ciało, które ma ciężar lub lekkość (...). Z tego też względu niektórzy twierdzą, że próżnia jest materią ciała (utożsamiają oni również miejsce z próżnią); popełniają jednak w tym wypadku błąd; wszak materia nie da się oddzielić od rzeczy, a oni różnicę jako przedmiot badania pojmują jako coś, co właśnie da się oddzielić.

Określiwszy naturę miejsca dowiedliśmy, że próżnia, jeżeli istnieje, musi być miejscem pozbawionym ciała, a także ustaliliśmy i to, w jakim sensie miejsce istnieje, a w jakim nie istnieje. Na tle powyższego staje się jasne, że próżnia nie istnieje ani oddzielnie, ani nie oddzielnie: wszak przez próżnię rozumie się nie ciało, lecz odstęp w ciele. Dlatego też wydaje się, że próżnia jest czymś, bo z tej samej racji i miejsce jest czymś. Zarówno obrońcom poglądu, że miejsce jest poza ciałami, które je zajmują, jak i obrońcom poglądu, że próżnia jest czymś, przychodzi z pomocą ruch przestrzenny. Sądzą mianowicie, że próżnia jest koniecznym warunkiem ruchu w takim sensie, że ruch dokonuje się w próżni; a próżnia byłaby rodzajem rzeczy nazywanej przez niektórych miejscem.

Nie istnieje jednak w ogóle konieczność próżni jako warunku ruchu. W żadnym bowiem wypadku nie jest próżnia warunkiem koniecznym ruchu, co uszło uwagi Melissosa: wszak pełnia może podlegać zmianom jakościowym. Co więcej: próżnia nie jest bynajmniej konieczna również dla ruchu przestrzennego: wszak ciała mogą równocześnie zajmować kolejno miejsca po sobie, nawet i wtedy, gdy nie istnieje w danym wypadku specjalny odstęp poza ciałami poruszającymi się. Dowodzą tego w sposób oczywisty obroty rzeczy ciągłych, jak również obroty ciał poruszających się w cieczach. Dalej: może powstawać zgęszczenie nie dzięki próżni, lecz wskutek usunięcia z ciała jego zawartości wewnętrznej (np. ścieśnienie wody następuje po usunięciu z niej powietrza). Z drugiej strony, rzeczy mogą się powiększać nie tylko wskutek przedostawania się czegoś do ich wnętrza, lecz także dzięki zmianie jakościowej, np. gdy woda przekształca się w powietrze.

W ogóle zarówno argument dotyczący rozszerzania ciał, jak i wody wlewanej do popiołu, sam sobie stwarza trudności. Bo mianowicie: 1) albo nie każda część ciała się rozszerza, albo 2) ciała mogą się rozszerzać w inny sposób niż przez dodanie do nich innego ciała, albo 3) dwa ciała mogą być w tym samym miejscu (w tym wypadku nasi oponenci domagają się rozwiązania wspólnych trudności zamiast wykazać istnienie próżni), albo wreszcie 4) każde ciało, jeżeli rozszerza się w swych częściach dzięki próżni, musi być puste. Ten sam argument odnosi się również do popiołu.

Widzimy więc, że nietrudno jest odeprzeć argumenty, za pomocą których dowodzi się istnienia próżni.

8. Nie istnieje próżnia poza ciałami

Zaznaczamy raz jeszcze, że nie ma takiej próżni, która by istniała niezależnie od ciał, jak to twierdzą niektórzy. Bo jeśli każde poszczególne ciało ma swój naturalny ruch, jak np. ogień ku górze, a ziemia ku dołowi i do środka świata, to staje się jasne, że próżnia nie może być przyczyną ruchu przestrzennego. A zatem jakiego ruchu przyczyną będzie próżnia? Uważa się ją wszakże za warunek konieczny ruchu przestrzennego, podczas gdy ona przecież takiego warunku nie stanowi.

A jeżeli znów próżnia jest rodzajem miejsca pozbawionego ciała, to gdzie się ma poruszać ciało w niej umieszczone? (...)

Ci, co utrzymują, że próżnia jest warunkiem koniecznym ruchu, byliby zmuszeni uznać za słuszny raczej pogląd przeciwny, gdyby tylko głębiej wniknęli w tę sprawę, a mianowicie, iż żadna poszczególna rzecz nie mogłaby się poruszać, gdyby właśnie istniała próżnia; bo zgodnie z tymi, którzy utrzymują, że ziemia dzięki swemu jednorodnemu ośrodkowi pozostaje w spoczynku, należałoby przyjąć, że i w próżni rzeczy powinny trwać w spoczynku: nie ma bowiem takiego miejsca, w którym rzeczy lepiej mogłyby się poruszać niż w innym, albowiem próżnia jako taka nie dopuszcza żadnych różnic.

Drugi argument byłby taki, że wszelki ruch jest bądź wymuszony, bądź naturalny; a jeżeli istnieje ruch wymuszony, to musi istnieć także ruch naturalny (bo ruch wymuszony jest przeciwny naturze, a ruch przeciwny naturze jest wtórny w stosunku do naturalnego; wobec tego, gdyby żadne ciało fizyczne nie miało ruchu naturalnego, to również nie mógłby istnieć jakikolwiek inny rodzaj ruchu). Jak może jednak istnieć ruch naturalny, skoro nie ma żadnej różnicy między próżnią a nieskończonością? W nieskończoności bowiem nie istnieje ani "góra", ani "dół", ani "środek"; w próżni "góra" niczym się nie różni od "dołu"; skoro przeto "nic" nie jest zróżnicowane, to również i próżnia nie jest zróżnicowana (a zdaje się, że właśnie próżnia jest pewnego rodzaju niebytem i brakiem). Atoli naturalny ruch przestrzenny jest zróżnicowany, wobec tego i przedmioty fizyczne muszą być z natury zróżnicowane. A zatem albo nic z natury nie podlega naturalnemu ruchowi przestrzennemu, albo skoro podlega, to nie może istnieć próżnia.

Co więcej: ciała rzucone poruszają się, chociaż nie mają już kontaktu ze źródłem impulsu. A poruszają się albo wskutek kolejnej zmiany miejsca, jak twierdzą, albo wskutek tego, że wprawione w ruch powietrze popycha ciało, ruchem szybszym od jego naturalnego ruchu, ku właściwemu miejscu. Jednakże w próżni nie może zachodzić żaden z tych przypadków; nic się tu nie może poruszać prócz ciała przez coś unoszonego.

Dalej: nikt nie potrafi wyjaśnić, wskutek czego ciało wprawione w ruch gdzieś się musi zatrzymać; dlaczego zatrzyma się raczej w tym niż w innym miejscu? A zatem ciało albo się będzie znajdować w spoczynku, albo się będzie poruszać w nieskończoność, jeżeli tylko nie stanie mu na drodze jakieś inne silniejsze ciało. (...)

Dalsze rozważania ukażą w sposób oczywisty słuszność naszego stanowiska. Widzimy, że ciało o pewnym określonym ciężarze porusza się szybciej niż inne; a dzieje się to z dwóch przyczyn: albo z powodu różnicy ośrodka, w którym ciało się porusza, a którym może być np. woda, powietrze, ziemia, albo jeżeli ośrodek jest ten sam, poruszające się ciała różnią się ciężarem.

Właściwie to ośrodek jest przyczyną różnic, bo stanowi przeszkodę dla ciała poruszającego się, zwłaszcza jeżeli [ośrodek] porusza się w przeciwnym kierunku, ale nawet i wtedy znajduje się w stanie spoczynku; szczególnie jednak wtedy, gdy nie ustępuje łatwo, tzn. gdy jest gęsty.

Niechaj ciało A porusza się przez ośrodek B w czasie Γ i przez o wiele rzadszy ośrodek Δ w czasie E; jeżeli B i Δ będą różne pod względem długości, to czas poruszania się ciała A będzie proporcjonalny do oporu ośrodka. Niechaj ośrodkiem B będzie woda, a ośrodkiem Δ powietrze, wówczas wskutek tego, że powietrze jest rzadsze i mniej cielesne niż woda, A będzie się poruszać przez ośrodek Δ szybciej niż przez B. Zachodzi więc między powietrzem a wodą taka sama proporcja, jak między szybkością w jednym a szybkością w drugim ośrodku. Jeżeli więc powietrze jest dwa razy rzadsze od wody, wobec tego ciało potrzebuje na przejście ośrodka B dwa razy więcej czasu w stosunku do tego, ile by potrzebowało na przejście ośrodka Δ, a czas obędzie dwa razy dłuższy od czasu E. I podobnie zawsze w miarę tego, jak ośrodek będzie mniej cielesny i mniej oporny, a łatwiej się rozstępujący, ruch ciała będzie szybszy.

Jednakże między próżnią a ciałem nie ma żadnej proporcji, tak jak jej również nie ma między zerem a liczbą. Bo oto 4 przewyższa 3 o 1, a 2 więcej niż o 1, a 1 przewyższa o jeszcze większą ilość niż 2; natomiast zero nie pozostaje w żadnej proporcji do jakiejkolwiek liczby; albowiem to, co przewyższa, musi się dzielić na nadwyżkę i to, co zostało przewyższone; a więc 4 nie da się rozłożyć na nadwyżkę w stosunku do zera i na zero. (...) Podobnie próżnia nie może pozostawać w żadnej proporcji do pełni, a także ruchy odbywające się w obu tych ośrodkach nie pozostają w żadnej proporcji do siebie. Jeżeli przeto ciało porusza się w ośrodku gęstym na taką a taką odległość, w takim a takim czasie, to w próżni porusza się z szybkością, która się nie da ująć w żadną proporcję. (...)

Takie następstwa wynikają z różnic między ośrodkami; natomiast z różnic między ciałami poruszającymi się wynikają następujące konsekwencje: obserwacja poucza, że ciała, które mają przewagę bądź w ciężarze, bądź w lekkości, a są podobne pod innym względem, przebiegają szybciej równą przestrzeń, w proporcji takiej, w jakiej pozostają do siebie ich wielkości. Z tego samego względu będą się również poruszać w próżni z szybkością w takiej samej proporcji. Ale to jest niemożliwe; z jakiej racji jedno ciało ma się poruszać szybciej od drugiego? (W ruchu przez "pełnię" musi tak być, ponieważ większe ciało przeciska się przez "pełnię" szybciej dzięki swej sile. Poruszające się ciało albo swoim kształtem rozcina ośrodek, albo impulsem nadanym mu przez siłę poruszającą czy wyrzucającą.) Z tej więc racji wszystkie ciała muszą mieć tę samą szybkość. To jest jednak niemożliwe.

Z dotychczasowych wywodów wynika zatem jasno, że przyjęcie próżni prowadzi do wniosków sprzecznych z racjami, które przytaczają obrońcy próżni. Ci mianowicie sądzą, że skoro istnieje ruch przestrzenny, musi być również niezależnie istniejąca próżnia. Byłoby to równoznaczne z powiedzeniem, że miejsce jest jakąś wyizolowaną realnością, co już wyżej uznaliśmy za niemożliwe. (...)

Z powyższych uwag wynika jasno, że nie istnieje próżnia oderwana od ciał.

9. Nie istnieje próżnia w ciałach

Są wreszcie i tacy, co sądzą, że istnienie próżni wynika jasno z faktu istnienia ciał gęstych i rzadkich. Gdyby - tak argumentują - nie było gęstości i rozrzedzenia, nic by się nie mogło ścieśniać ani kurczyć. A gdyby nie istniało ścieśnianie się i kurczenie, to albo by w ogóle nie było ruchu, albo wszechcałość pęczniałaby, jak utrzymuje Ksutos, albo wreszcie powietrze i woda musiałyby się przekształcać zawsze na równe ilości (jeżeli np. kubek wody zamieni się w powietrze, to w tym samym czasie z takiej samej ilości powietrza musi powstać kubek wody), albo - twierdzą - próżnia musi istnieć; w przeciwnym bowiem razie ani zgęszczenie, ani rozrzedzenie nie byłoby możliwe. (...)

Mimo iż odrzucamy istnienie próżni, to jednak zgadzamy się, że w odniesieniu do pozostałych trudności problem jest dobrze postawiony: mianowicie, że ruch albo nie istnieje, jeżeli nie ma zgęszczania i rozrzedzania, albo świat pęcznieje, albo zawsze równa ilość wody przetworzona z powietrza będzie zrównoważona taką samą ilością powietrza przemienionego w wodę (jest bowiem oczywiste, że powietrza wytworzonego z wody jest objętościowo więcej. Krótko mówiąc, jeżeli nie istnieje kondensacja, to musi zachodzić jeden z trzech przypadków: albo sąsiednie części będą kolejno spychane na zewnątrz, aż w końcu skrajna część utworzy wypukłość, albo powietrze gdziekolwiek musi być przetworzone na taką samą ilość wody, tak, żeby masa całości była równa, albo wreszcie nic się nie porusza. Zaiste każda zmiana miejsca zawsze powoduje kondensację, wyjąwszy ruch po kole; ale przecież zmiana miejsca nie zawsze się dokonuje po kole, lecz także po linii prostej).

Otóż w przeciwieństwie do tych, którzy w oparciu o przytoczone racje stwierdzają istnienie aktualnej próżni, my zajmujemy stanowisko przeciwne, zgodne z wyłożonymi zasadami, a mianowicie, że przeciwieństwa takie, jak ciepło, zimno i inne tego rodzaju fizyczne różnice jakościowe mają jakąś jedną materię; dalej, że co istnieje aktualnie, powstało z tego, co istniało potencjalnie, że dalej, materia nie da się oddzielić od przeciwnych jakości, chociaż jej byt różni się od ich bytu; i wreszcie że poszczególny przedmiot materialny może być przypadkiem barwny, ciepły czy zimny.

Co więcej, zarówno w ciele o wielkich, jak i małych rozmiarach występuje ta sama materia. To jest zupełnie oczywiste; gdy bowiem powietrze zostało wytworzone z wody, ta sama materia stała się czymś innym nie dodając niczego nowego, bo dokonała się tylko aktualizacja tego, co było dotąd potencjalne, a znowu powietrze przekształciło się w wodę w ten sam sposób, z tym tylko, że raz z mniejszej masy powstała większa, to znowu z większej powstała mniejsza. Podobnie, jeżeli powietrze o większej masie skurczy się albo o mniejszej masie rozpręży się, przyczyną tego jest materia, która potencjalnie będąc większa lub mniejsza staje się [aktualnie] większa lub mniejsza.

Bo tak, jak ta sama materia z zimnej stała się ciepłą, a z ciepłej zimną, dzięki temu że była taka potencjalnie, tak na tej samej zasadzie z ciepłej może się stać cieplejsza, chociaż nic w materii nie stało się ciepłe, co by już nie było ciepłe wtedy, gdy rzecz była mniej ciepła (...). I odpowiednio, gdy wielka lub mała masa ciała zwiększy się, nie nastąpi to wskutek dodania do niej czegoś nowego, lecz wskutek tego, że materia jest potencjalnie materią dla obydwu stanów; również jedna i ta sama rzecz jest gęsta i rzadka, ale dla tych dwóch własności jest tylko jedna materia; co więcej, to, co jest gęste, jest ciężkie, a to, co rzadkie, jest lekkie. (...) Albowiem te dwie własności: ciężkość i lekkość należą do dwóch innych, mianowicie do gęstości i rzadkości, bo to, co ciężkie i twarde, wydaje się gęste, a przeciwieństwo tego, tzn. lekkie i miękkie, wydaje się rzadkie; lecz ciężkość i twardość nie występują razem w ołowiu i w żelazie.

Z przytoczonych wypowiedzi wynika zatem jasno, że próżnia nie istnieje ani poza ciałami, ani w sensie absolutnym, ani w ciałach rzadkich, ani potencjalnie, chyba że ktoś zechce po prostu nazwać próżnię warunkiem ruchu przestrzennego. Gdy przeto próżni nada się taki sens, wówczas będzie ona materią ciężkości i lekkości, i to materią jako taką; bo to właśnie gęstość i rzadkość dzięki temu przeciwieństwu wywołuje ruch przestrzenny, a twardość i miękkość - różne stany, ale nie stany ruchowe, lecz raczej jakościowe.

Tyle mieliśmy do powiedzenia na temat próżni: w jakim mianowicie sensie istnieje, a w jakim nie istnieje.

10. Czas. Wątpliwość co do istnienia czasu

Po omówieniu powyższych zagadnień trzeba z kolei zająć się problemem czasu. Najlepiej będzie wyłożyć najpierw trudności, jakie się wiążą z tym tematem, wykorzystując do tego celu popularne argumenty. Czy mianowicie czas jest jedną z rzeczy istniejących, czy nieistniejących, a następnie, jaka jest jego natura? Pewne rozważania nasuwają podejrzenie, iż czas albo w ogóle nie istnieje, albo jest pojęciem mglistym i niewyraźnym. Bo oto jedna jego część przeminęła i już jej nie ma, podczas gdy inna dopiero będzie i jeszcze jej nie ma. Z takich to części składa się wszelki czas, zarówno ten nieskończony, jak i każdy dowolnie wzięty jego okres. Jednakże może się wydawać, iż to, co się składa z nieistniejących części, nie może uczestniczyć w bycie.

Co więcej: jeżeli ma istnieć rzecz podzielna, wówczas gdy istnieje, to albo wszystkie jej części muszą istnieć, albo przynajmniej pewne; a zatem pewne części czasu są przeszłe, inne zaś przyszłe; żadna z nich nie trwa, chociaż czas jest podzielny: "Teraz" nie jest częścią, bo część jest miarą całości, a całość musi być złożona z części; czas - jak się wydaje - nie składa się z chwil teraźniejszych. Niełatwo jest też dostrzec czy chwila obecna, która jakby oddzielała przeszłość od przyszłości, jest zawsze jedna i ta sama, czy wciąż inna. Bo gdyby była wciąż inna i gdyby żadna część następstwa czasowego nie współistniała z inną (chyba że jedna część obejmuje, a druga jest obejmowana, tak jak dłuższy czas obejmuje krótszy) i gdyby "teraz", które aktualnie nie istnieje, a które było przedtem, musiałoby przestać być w pewnym momencie, to również i chwile teraźniejsze nie mogłyby nawzajem współistnieć, lecz wcześniejsze "teraz" musiałoby stale ginąć. Ale wcześniejsze "teraz" nie może przestać istnieć w sobie [tzn. w czasie swego trwania], bo przecież wtedy istniało; nie może też przestać istnieć w innym "teraz". Musimy bowiem uznać to za niemożliwe, ażeby jedno "teraz" mogło istnieć tuż obok drugiego, tak jak jeden punkt obok drugiego [na linii]. Jeżeli zatem nie przestało istnieć w następnym "teraz", lecz w jakimś innym, to mogłoby współistnieć z niezliczonymi "teraz" pomiędzy tymi dwoma, a to jest niemożliwe.

Z drugiej jednak strony jest również niemożliwe, by "teraz" było zawsze to samo. Żadna bowiem rzecz podzielna nie jest ograniczona jednym końcem, niezależnie od tego czyby się rozciągała w jednym, czy w kilku kierunkach: lecz "teraz" jest granicą, można przeto wyodrębnić skończony wycinek czasu. Dalej: jeżeli równoczesność - tzn. jeżeli coś nie jest ani wcześniej, ani później - znaczy tyle, co "być w jednym i tym samym teraz", wobec tego, jeżeli zarówno to, co jest przedtem, jak i to, co jest potem, są w tym samym "teraz", to wypadki, które miały miejsce tysiąc lat temu, byłyby równoczesne z tymi, które rozegrały się dzisiaj i żaden wypadek nie mógłby być ani wcześniejszy, ani późniejszy od innego.

Powyższe uwagi niech świadczą o trudnościach, jakie się wiążą z ustaleniem własności czasu.

(...) trzeba rozważyć popularny pogląd, który utożsamia czas z ruchem i pewnego rodzaju zmianą. Ale zmiana czy ruch każdej rzeczy jest tylko w rzeczy zmieniającej się albo tam, gdzie poruszająca i zmieniająca się rzecz przypadkiem się znajduje. A przecież czas jest obecny wszędzie i we wszystkich wypadkach. Również w przeciwieństwie do czasu zmiana jest szybsza lub wolniejsza; a "powoli" i "szybko" definiuje się za pomocą czasu; "szybkie" jest to, co się prędko porusza w krótkim odstępie czasu, a znów "powolne" jest to, co się pomału porusza w długim odstępie czasu. Natomiast czas nie da się zdefiniować ani za pomocą czasu, ani jako ilość, ani jako pewien rodzaj jakości, a więc czas nie jest ruchem, to jest oczywiste. Zresztą chwilowo nie będziemy wprowadzać różnicy między ruchem a zmianą.

11. Co to jest czas. "Teraz"

Jednakże czas nie istnieje bez zmiany; bo gdyby stan naszej myśli w ogóle nie podlegał zmianie, albo gdybyśmy nie doznawali tych zmian, nie odczuwalibyśmy upływu czasu, tak jak po przebudzeniu ci [wędrowcy], o których mówi legenda, że spali wśród herosów Sardynii; łączyli bowiem wcześniejsze "teraz" z późniejszym, tworząc jedno "teraz" przy pominięciu przerwy, której nie odczuwali. Gdyby zatem nie było różnych "teraz", lecz byłoby jedno i to samo, nie mógłby istnieć czas; tak samo, gdy jego zmienność uchodzi naszej uwagi, wydaje się, iż nie było czasu pośredniego. I odpowiednio: nie zwracamy uwagi na przepływ czasu w okolicznościach, w których nie odróżniamy żadnej zmiany, a dusza zdaje się trwać w stanie jedności i niepodzielności: gdy natomiast spostrzegamy i odróżniamy, wtedy mówimy, że czas płynie. Okazuje się więc, że czas nie istnieje bez ruchu i bez zmian; a jest też oczywiste, że czas nie jest ruchem, lecz nie jest niezależny od ruchu.

Skoro poszukujemy istoty czasu, musimy zacząć od uświadomienia sobie, co właściwie czas ma wspólnego z ruchem.

Otóż czas spostrzegamy łącznie z ruchem; bo gdyby nawet była ciemność i nie doznawalibyśmy żadnych wrażeń zmysłowych za pośrednictwem ciała, to skoro tylko jakiś ruch w myśli naszej powstanie, natychmiast się nam wydaje, że równocześnie jakiś czas upłynął. I na odwrót, gdy nam się wydaje, iż pewien czas upłynął, wydaje nam się również, że jakiś ruch miał miejsce. A zatem czas jest albo ruchem, albo czymś należącym do ruchu. Ponieważ nie jest ruchem, musi być czymś należącym do ruchu.

Ale ponieważ to, co się porusza, porusza się od punktu do punktu, a wszelka wielkość jest ciągła, wobec tego ruch związany jest z wielkością. Ponieważ wielkość jest ciągła, ruch także musi być ciągły, a skoro ruch, to i czas: bo czas, który upłynął, wydaje się proporcjonalny do ruchu.

Wyrazy "przed" i "po" odnoszą się najpierw do miejsca, a następnie dopiero do wzajemnego położenia. A skoro stosunek "przed" i "po" istnieje w wielkości, to analogicznie musi również istnieć w ruchu. Ale także w czasie występuje "przed" i "po", bo czas i ruch zawsze sobie wzajemnie odpowiadają. Z drugiej jednak strony "przed" i "po" są w ruchu, a ze względu na przedmiot są nawet ruchem; jednakże istotą ich nie jest ruch, lecz coś innego.

Atoli czas poznajemy wtedy, gdy potrafimy określić ruch, posłużywszy się do tego celu wyrazami "przed" i "po". To określenie zakłada, że "przed" i "po" są różne i że między nimi jest jakaś trzecia rzecz.

Gdy myślowo wyróżniamy dwa krańce, różniące się od środka, a rozum oznajmia, że istnieją dwa "teraz", jedno "przed", a drugie "po", to wtedy mówimy, że istnieje czas. Albowiem to, co jest ograniczone przez "teraz", wydaje się czasem. Niech nam będzie wolno to uznać.

Gdy z jednej strony doświadczamy "teraz" jako jedności, a nie jako zachodzącego "przed" i "po" w ruchu, ani jako tego samego "teraz", lecz jako w stosunku do pewnego "przed" i "po", wówczas się zdaje, że nie upłynął żaden czas, ponieważ nie było ruchu. Z drugiej natomiast strony, gdy możemy stwierdzić "przed" i "po", wtedy mówimy o istnieniu czasu. Albowiem czas jest właśnie ilością ruchu ze względu na "przed" i "po".

Nie jest więc czas ruchem, lecz jest ilościową stroną ruchu. A oto dowód:

rozróżniamy "więcej" i "mniej" za pomocą ilości, a więcej czy mniej ruchu za pomocą czasu. Czas jest zatem rodzajem ilości. Jednakże ilość można rozumieć dwojako: będzie nią zarówno to, co jest liczone, albo co się da policzyć, jak i to, za pomocą czego liczymy. Otóż czas jest tym, co jest liczone, a nie środkiem do liczenia. Wszak to, za pomocą czego się liczy, i to, co się liczy, to dwie różne rzeczy. (...)

(...) czas jest ilością ruchu, podczas gdy "teraz" odpowiada poruszającemu się ciału i jest jakby jednostką ilości. (...)

O ile więc "teraz" jest granicą, nie jest czasem, ale jego atrybutem, o ile zaś liczy czas, jest ilością; albowiem granice należą tylko do tych rzeczy, których są granicami; np. liczba dziesięć jest liczbą tych oto koni, a może mieć zastosowanie i gdzie indziej. Jest przeto jasne, że czas jest ilością ruchu ze względu na "wcześniej" i "później" i jest ciągłością, bo jest atrybutem tego, co ciągłe.

12. Atrybuty czasu. Rzeczy istniejące w czasie

(...) czasu nie można określać jako szybki lub wolny, lecz raczej jako wiele lub mało, albo jako długi lub krótki. (...)

Co więcej, czas jest równocześnie wszędzie ten sam; lecz jako "przed" i "po" nie jest ten sam, bo zmiana zachodząca teraz jest jedna i ta sama, natomiast zmiana, która się już dokonała, jak również ta, która się dokona w przyszłości, różnią się od obecnej. A czas nie jest liczbą, za pomocą której liczymy, lecz jest ilością rzeczy policzonych, a zgodnie z tym, czy przebiega "przed" czy "po", jest zawsze różny, bo różne są "teraz". (...)

Nie tylko mierzymy ruch za pomocą czasu, lecz również czas za pomocą ruchu, ponieważ się nawzajem określają. Czas określa ruch, bo jest jego liczbą, a ruch określa czas. Mówimy o czasie, że jest go wiele lub mało, mierząc ruchem, właśnie tak, jak poznajemy ilość za pomocą tego, czym liczymy, np. liczbę koni za pomocą pojedynczego konia jako jednostki. Dowiadujemy się o ilości koni posługując się do tego celu liczbą; a znowu posługując się pojedynczym koniem jako jednostką poznajemy samą ilość koni. Podobnie ma się sprawa z czasem i ruchem; albowiem mierzymy ruch za pomocą czasu i na odwrót. Jest to naturalny sposób postępowania: bo przecież ruch odpowiada wielkości [odległości], a czas ruchowi, ponieważ to są ilości, a ilości są ciągłe i podzielne. Wskutek tego, że wielkość posiada taką naturę, ruch obdarzony jest takimi samymi własnościami; a czas je posiada dlatego, że ma je ruch. Mierzymy przeto odległość ruchem, a ruch odległością; mówimy, że droga jest długa, jeżeli marsz trwa długo, i że na odwrót, marsz trwa długo, jeżeli droga jest długa; tak samo czas jest [długi lub krótki], jeżeli ruch jest [odpowiednio długi lub krótki] i na odwrót. (...)

Co więcej: rzeczy istniejące w czasie podlegają wpływom czasu; w naszym sposobie mówienia: "czas wszystko trawi", albo: "wszystko pod wpływem czasu się starzeje", albo: "w miarę upływu czasu coś ulega zapomnieniu". Nie mówimy jednak, że czas czyni człowieka coraz to mądrzejszym, młodszym lub piękniejszym. Albowiem czas jest z natury swej raczej czynnikiem destrukcyjnym, jest bowiem pewną ilością zmian, a zmiana usuwa to, co istnieje. Wynika z tego jasno, iż rzeczy wieczne, jako takie, nie istnieją w czasie, albowiem czas ich nie obejmuje, ani też ich istnienie nie jest mierzone czasem; dowodem tego jest fakt, że czas nie wywiera na nie żadnego wpływu; a skoro tak, to nie istnieją one w czasie. Z drugiej zaś strony, skoro czas jest miarą ruchu, wobec tego będzie również pośrednio miarą spoczynku; albowiem wszelki spoczynek jest w czasie. Z tego, że coś jest w czasie, nie wynika, że się porusza, chociaż to, co jest w ruchu, musi się poruszać. Bo czas nie jest ruchem, lecz tylko "liczbowym ujęciem ruchu", a to, co jest w spoczynku, może być również ujęte w liczbę ruchu. Nie wszystko, co nie jest w ruchu, znajduje się w spoczynku, lecz tylko to, co może się z natury swej poruszać, chociaż się aktualnie nie porusza, jak to już wyżej było zaznaczone. (...)

Biorąc rzecz ogólnie: jeżeli czas jest bezpośrednią miarą ruchu, a pośrednią miarą innych rzeczy, jest przeto jasne, iż rzecz, której istnienie mierzy się czasem, będzie albo w spoczynku, albo w ruchu. A zatem te rzeczy, które podlegają ginięciu i powstawaniu, jak i w ogóle rzeczy, które raz istnieją, to znowu nie istnieją, muszą być w czasie. Istnieje bowiem czas obszerniejszy, który rozciąga się zarówno poza ich istnienie, jak i poza ten czas, który mierzy ich istnienie. (...)

14. Ciąg dalszy rozważań o czasie

(...) Godna rozpatrzenia jest również kwestia stosunku czasu do duszy oraz zagadnienie, czy czas jest wszędzie, a więc zarówno na ziemi, jak i w morzu, i w niebie. Czy jest wszędzie dlatego, ponieważ jest atrybutem czy stanem ruchu, będąc liczbą ruchu, a wszystkie te rzeczy są w ruchu (bo wszystkie znajdują się w miejscu), a czas i ruch występują razem zarówno ze względu na potencjalność, jak i na aktualność?

Mógłby też słusznie ktoś zapytać, czy istniałby czas, czy nie, gdyby dusza nie istniała? Bo gdyby nie było kogoś liczącego, to by również nie było tego, co się liczy, a co za tym idzie, nie byłoby też liczby; liczba jest bowiem albo tym, co było liczone, albo tym, co będzie liczone. Jeżeli jednak nic nie potrafi z natury liczyć prócz duszy i zdolności umysłowej duszy, wobec tego nie może istnieć czas bez duszy, lecz tylko substrat czasu, czyli ruch. "Przed" i "po" istnieją w ruchu, a o ile dadzą się ująć w liczbę, wyznaczają czas.

Może jednak ktoś żywić wątpliwość co do rodzaju ruchu, którego czas jest liczbą; czy może jakiegokolwiek rodzaju? Bo w czasie rzeczy równocześnie powstają, giną, rosną, zmieniają się i poruszają. Czas jest liczbą wszelkiego ruchu jako takiego. Z tej też racji czas jest po prostu liczbą ruchu ciągłego, a nie poszczególnego jego rodzaju.

Lecz jest i tak, że w tej samej chwili odbywają się ruchy innej rzeczy i ruchy te powinny mieć swoje liczby. Czy wobec tego istnieje i inny czas i czy mogą istnieć równocześnie dwa równe czasy? Z pewnością nie. Bo czas równy i równoczesny jest jednym i tym samym czasem; co więcej, nawet czasy nierównoczesne mogą należeć do tego samego rodzaju, tak jak siedem psów i siedem koni stanowi tę samą liczbę. Tak też ruchy kończące się równocześnie mają ten sam czas, chociaż jeden może być w rzeczywistości szybki, drugi nie, jeden może być zmianą jakościową, drugi ruchem przestrzennym. A nawet czas dwóch zmian jest ten sam, jeśli ich liczba jest równa i równoczesna. Z tej też racji, mimo iż ruchy są różne i przebiegają oddzielnie, czas jest wszędzie ten sam, ponieważ liczba równych i równoczesnych ruchów jest wszędzie jedna i ta sama.

Skoro zaś istnieje ruch przestrzenny, a w nim dokonuje się ruch okrężny i wszystko mierzy się za pomocą jednej rzeczy z nim jednorodnej, a więc jednostki przez jednostki, konie przez konie, tak też i czas mierzy się jakąś określoną jednostką czasu, a jak to już wyżej zaznaczyliśmy, czas mierzy się ruchem, jak również ruch czasem (a dzieje się to dlatego, ponieważ za pomocą określonego ruchu w czasie mierzy się zarówno ilość ruchu, jak i ilość czasu) - jeżeli więc to, co jest pierwsze, jest miarą tego wszystkiego, co jest z nim jednorodne, regularny ruch okrężny będzie w najwyższym stopniu miarą, ponieważ jego liczba jest najlepiej znana. Jednakże ani zmiana jakościowa, ani wzrost, ani powstawanie nie mogą być regularne, natomiast może być takim ruch przestrzenny. Dlatego to wydaje się, iż czas jest ruchem sfer niebieskich, i że inne ruchy mierzy się tym właśnie ruchem, a także i czas. (...)

Księga VII

TYPY RUCHÓW

1. Ruchome źródła ruchów i pierwsze źródło ruch

Wszystko, co się porusza, musi być poruszane przez coś; bo jeżeli nie ma źródła ruchu w sobie, jasne jest, że jest poruszane przez coś innego; musi być coś innego, co je porusza. (...)

Skoro wszystko, co się porusza, musi być przez coś poruszane, weźmy pod uwagę przypadek, w którym rzecz znajduje się w ruchu i jest poruszana przez coś, co samo jest w ruchu, a to z kolei jest poruszane przez coś innego będącego także w ruchu, a to znów przez coś innego, i tak dalej w ten sposób; jednakże ciąg ten nie może się przedłużać w nieskończoność, lecz musi być pierwszy czynnik ruchu. (...)

2. Styczność czynnika ruchu z przedmiotem ruchu

Pierwszy czynnik ruchu rozumiany nie jako przyczyna celowa, lecz jako źródło ruchu występuje zawsze razem z przedmiotem ruchu. Przez "razem" rozumiem to, że między nimi nie ma niczego pośredniego. Własność ta jest wspólna wszystkim czynnikom ruchu i przedmiotom poruszanym. A ponieważ istnieją trzy rodzaje ruchu, mianowicie: przestrzenny, jakościowy i ilościowy, wobec tego muszą też istnieć trzy rodzaje czynników ruchu: powodujący przemieszczenie [zmianę miejsca], powodujący zmianę jakościową oraz powodujący przyrost i ubytek.

Najpierw zajmiemy się ruchem przestrzennym, jest to bowiem pierwszy wśród ruchów. Wszystko, co zmienia miejsce, albo się porusza samo, albo jest poruszane przez coś innego. W przypadku, gdy rzeczy poruszają się same, jest oczywiste, że czynnik ruchu jest "razem" z rzeczami poruszanymi; w nich samych bowiem znajduje się ich pierwszy czynnik ruchu, a między nimi nie ma niczego pośredniego. Natomiast ruch rzeczy poruszanych przez coś innego musi przyjąć jedną z czterech form; istnieją bowiem cztery rodzaje ruchu przestrzennego wywołanego przez coś innego, a mianowicie: ciągnięcie, pchanie, przenoszenie i obracanie się. Wszystkie formy ruchu przestrzennego sprowadzają się do powyższych. Popychanie jest to rodzaj pchnięcia naprzód przez czynnik ruchu, gdy ten posuwa się za przedmiotem popychanym i popycha go; natomiast odparcie będzie wtedy, gdy czynnik ruchu po wykonaniu pchnięcia nie posuwa się już za przedmiotem pchniętym; rzut będzie wtedy, gdy czynnik ruchu wywołuje ruch od siebie, bardziej gwałtowny niż ruch naturalny rzeczy wprawionej w ruch, która unosi się tak długo, jak długo działa udzielony jej ruch. A znowu rozciąganie i ściskanie to nic innego, jak odpieranie i pociąganie; bo rozciąganie jest pewnego rodzaju odpieraniem, które może być ruchem bądź pochodzącym od źródła ruchu, bądź od czegoś innego, podczas gdy ściskanie jest przyciąganiem, które może być ruchem bądź w kierunku do samego źródła ruchu, bądź do czegoś innego. (...) Natomiast obracanie się jest złożone z ciągnięcia i pchania; albowiem obracający się przedmiot musi być z jednej strony przyciągany, a z drugiej odpychany; jedna strona się przybliża, a druga oddala.

Wobec tego, jeżeli czynnik popychający i przyciągający są "razem" z przedmiotem popychanym i ciągnionym, to jest oczywiste, że między czynnikiem ruchu przestrzennego a przedmiotem poruszanym nie ma niczego pośredniego. (...)

Niemożliwe jest, by rzecz poruszała się czy to od siebie ku innej rzeczy, czy od innej rzeczy ku sobie, nie stykając się z nią; staje się przeto jasne, że w ruchu przestrzennym między czynnikiem ruchu a rzeczą poruszaną nie ma niczego pośredniego.

Nie ma również niczego pośredniego między tym, co doznaje zmiany jakościowej, a tym, co ją powoduje; potwierdza to wyraźnie indukcja. W każdym bowiem wypadku stwierdzamy, że występują razem krańcowe czynniki tego, co powoduje zmianę jakościową, i tego, co jej podlega. Według naszego przypuszczenia rzeczy, które uległy zmianie jakościowej, zmieniły się pod względem tzw. własności podpadających pod zmysły. Każde bowiem ciało różni się od innego ciała własnościami zmysłowymi; ma ich bowiem więcej lub mniej niż inne ciało, albo ma te same własności, tylko w większym lub mniejszym stopniu. Ale zmiana jakościowa tego, co tej zmianie podlega, jest również powodowana przez wyżej wspomniane własności zmysłowe, będące oddziaływaniem pewnej określonej jakości. Tak mówimy np., iż rzecz się jakościowo zmieniła, gdy się stała ciepła lub słodka, albo gruba, sucha lub biała; podobnie mówimy o tym, co jest nieożywione, jak i ożywione i niezależnie od tego czy części istoty ożywionej są obdarzone zdolnością doznawania zmysłowego, czy nie. Zmieniają się w pewien sposób również i wrażenia zmysłowe, gdyż rzeczywiste wrażenie zmysłowe jest ruchem poprzez ciało, w trakcie którego narząd zmysłowy jest pobudzony w pewien sposób. Widzimy więc, że istota ożywiona jest zdolna do tylu rodzajów zmian jakościowych, do ilu jest zdolna rzecz nieożywiona; ale nieożywiona nie jest zdolna do każdego rodzaju zmian jakościowych, do jakich jest zdolna istota żywa, gdyż nie jest zdolna do zmian ze względu na zmysły; a ponadto rzecz nieożywiona jest nieświadoma swoich doznań, a ożywiona jest ich świadoma. Nic jednak nie przeszkadza, żeby istoty ożywione były również nieświadome swych doznań, gdy mianowicie proces zmiany nie dotyczy zmysłów. Skoro więc zmiana jakościowa tego, co tej zmianie podlega, jest spowodowana cechami zmysłowymi, w każdym wypadku jest oczywiste, że czynniki krańcowe tego, co wywołuje zmianę, i tego, co podlega zmianie, są "razem". (...)

Jest więc oczywiste, że pomiędzy krańcami przedmiotu poruszanego i czynnika ruchu nie ma niczego pośredniego.

5. Podstawowe równania dynamiki

(...) Niechaj A będzie czynnikiem poruszającym, B rzeczą poruszaną, Γ odległością pokonywaną, a Δ czasem, w którym się ruch dokonał; wobec tego w tym samym czasie ta sama siła A poruszy 1/2 B na drodze 2Γ, w czasie 1/2 Δ poruszy 1/2 B na całym odcinku drogi Γ, w ten bowiem sposób da się ustalić proporcja. A jeżeli ta sama siła porusza to samo ciało w pewnym czasie na pewnej przestrzeni, i na połowie tej przestrzeni w połowie czasu, to połowa siły poruszającej będzie poruszać połowę ciała na takiej samej przestrzeni w tym samym czasie. Niechaj E reprezentuje połowę siły poruszającej A, a Z połowę ciała B; znajdują się one w tej samej proporcji i siła pozostaje do ciężaru w takim stosunku, że każda siła będzie poruszać każde ciało na takiej samej przestrzeni w takim samym czasie.

Gdy natomiast E porusza Z na przestrzeni Γ czasie Δ, to jednak nie musi z tego wynikać, że E może poruszać 2Z na połowie przestrzeni Γ w tym samym czasie. Jeżeli zatem A porusza B na przestrzeni Γ w czasie A, to z tego nie wynika, że E będąc połową A, spowoduje w czasie Δ czy w jakiejś jego części, że B przebędzie część Γ albo taką odległość, która by była proporcjonalna do Γ w takim stopniu, jak A jest proporcjonalne do E; bo w rzeczywistości może być tak, że nie spowoduje w ogóle żadnego ruchu; albowiem z faktu, że cała siła wywołuje pewną ilość ruchu, bynajmniej nie wynika, że połowa tej siły wywoła określoną ilość ruchu w określonym czasie. Bo gdyby tak było, to jeden człowiek mógłby poruszyć okręt, gdyż zarówno siła poruszająca ciągnących okręt, jak i odległość, jaką ma przebyć, da się podzielić na tyle części, ilu jest ludzi. (...)

Gdyby natomiast istniały dwie siły, z których każda by oddzielnie poruszała jedno z dwóch ciał na danym odcinku drogi, wówczas siły połączone będą poruszać połączone ciała na takim samym odcinku drogi, w takim samym okresie czasu; albowiem w tym wypadku ma zastosowanie reguła proporcji.

Ale czy jednak ta zasada da się również zastosować w procesach powstawania i ginięcia? Zapewne tak, bo w każdym danym wypadku występuje coś, co powoduje wzrost, i coś, co doznaje wzrostu, tak że jedno wywołuje, a drugie doznaje wzrostu w pewnym okresie czasu. Podobnie istnieje określona rzecz, która powoduje zmianę jakościową, i określona rzecz, która podlega tej zmianie, a pewna ilość albo raczej stopień zmiany jakościowej dokonał się w pewnej określonej ilości czasu; jeżeli dany okres czasu zostanie podwojony, to ilość zmiany jakościowej będzie również podwojona i na odwrót, podwojona zmiana jakościowa zajmie dwa razy więcej czasu; zmiana jakościowa połowy przedmiotu zajmie połowę czasu, a w połowie czasu dokona się zmiana jakościowa połowy przedmiotu; a znowu przedmiot o połowę większy od danego przedmiotu zmieni się w tej samej ilości czasu dwa razy tyle.

Ale z drugiej strony, jeżeli to, co powoduje zmianę jakościową lub wzrost, powoduje ze względu na pewien okres czasu, to nie musi z tego wynikać, że podział siły pociąga za sobą podział czasu i na odwrót; może się bowiem zdarzyć, tak jak w wypadku siły poruszającej ciężar, że w ogóle nie będzie ani zmiany jakościowej, ani przyrostu.

Księga VIII

WIECZNOŚĆ RUCHU

1. Ruch nie powstał i nie przestanie istnieć

Pozostaje jeszcze do omówienia następujące zagadnienie: czy ruch kiedyś powstał, nie istniejąc przedtem, i czy znów kiedyś przestanie istnieć, tak iż nic się nie będzie poruszać? Albo może nie powstał nigdy i nie przestanie istnieć, lecz zawsze był i zawsze będzie? A będąc niezniszczalnym i wiecznym przysługuje rzeczom istniejącym jako pewnego rodzaju życie tego wszystkiego, co istnieje z natury? (...)

Gdyby się przyjęto, że istnieje taki okres czasu, w którym nic się nie porusza, mogłoby się to dziać na jeden z dwóch sposobów: albo w sposób opisany przez Anaksagorasa, który twierdzi, że wszystkie rzeczy były razem w stanie spoczynku przez nieskończony okres czasu, i że następnie rozum wprowadził ruch i dokonał rozdziału; albo w sposób opisany przez Empedoklesa, zgodnie z którym świat znajduje się kolejno w ruchu i w spoczynku - w ruchu, gdy Miłość tworzy jedność z wielości, albo gdy Nienawiść rozrywa znów jedność, a w spoczynku - w pośrednich okresach czasowych (...).

(...) Jeżeli więc każda rzecz ruchoma powstała, to z tego wynika, że przed ruchem, o którym mowa, musiał mieć miejsce inny ruch czy inna jakaś zmiana, dzięki której powstało to, co jest zdolne bądź do doznania ruchu, bądź do wywołania go. Jednakże pogląd, iż rzeczy zawsze przedtem istniały przy całkowitym braku ruchu, wydaje się w pierwszym momencie absurdem, a jeszcze w większym stopniu potwierdza to dalsze dociekanie. Jeżeli bowiem z jednej strony istnieją rzeczy poruszane, a z drugiej poruszające, to jest taki moment, w którym wystąpi pierwszy czynnik ruchu i pierwsza rzecz poruszana, i inny moment, w którym to nie wystąpi, a wystąpi spoczynek, to spoczynek ten musiał być poprzedzony przez jakąś zmianę; musiała wszak być przyczyna tego spoczynku, albowiem pozostawanie w spoczynku jest brakiem ruchu. Z tego to względu przed tą pierwszą zmianą była zmiana wcześniejsza. (...)

Ale w każdym razie wszystko, co jest zdolne do działania, do doznawania, do wywoływania ruchu i podlegania mu, jest do tego zdolne nie we wszelkich, lecz w pewnych tylko warunkach i przy wzajemnym zbliżeniu się. A więc tylko wtedy, gdy wejdą w bliski związek, jedna rzecz porusza inną, a ta druga jest poruszana przez pierwszą pod warunkiem, że owa pierwsza była zdolna do wywołania ruchu, a druga była zdolna do podlegania mu. Jeżeli nie zawsze były w ruchu, to jasne, iż owe rzeczy nie były do tego zdolne, by jedna poruszała, a druga była poruszana, ale jedna z nich musiała podlegać zmianie; jest to bowiem konieczna konsekwencja w wypadku współzależności; np. jeżeli jedna z dwóch rzeczy nie była dwa razy większa a teraz jest, to albo obie się zmieniły, albo przynajmniej jedna z nich. Będzie więc jakaś zmiana wcześniejsza od pierwszej. (...)

Za pomocą tego samego rozumowania można wykazać niezniszczalność ruchu; tak samo bowiem jak przy powstaniu ruchu musiała być zmiana poprzedzająca pierwszy moment ruchu, tak i teraz przy ustaniu ruchu musi być zmiana późniejsza od ostatniego momentu ruchu; bo istotnie, ta sama rzecz nie przestaje równocześnie być poruszaną i być zdolną do ruchu (np. ustanie procesu spalania się nie pociąga za sobą utraty zdolności do spalania się; wszak rzecz może być zdolna do spalenia się, chociaż nie jest palona); podobnie rzecz, która się przestała poruszać, nie traci równocześnie zdolności do ruchu. Również i czynnik niszczenia powinien ulec zniszczeniu, gdy to, co niszczył, zostało zniszczone; a następnie z kolei również i to, co zniszczyło ten czynnik, musi ulec zniszczeniu: albowiem ginięcie jest także jakąś zmianą; jednakże to jest niemożliwe; przeto staje się jasne, że ruch jest wieczny; nie może też być tak, by w jednym momencie istniał, a w innym nie; pogląd taki zasługiwałby raczej na miano fantastycznego. (...)

3. Rozmieszczenie w naturze ruchu i spoczynku

Zacznijmy nasze rozważania od wspomnianych wyżej trudności: jaka jest przyczyna tego, iż pewne rzeczy bądź znajdują się w ruchu, bądź są w spoczynku? Musi zachodzić jedna z trzech ewentualności: albo wszystko znajduje się w spoczynku, albo wszystko jest zawsze w ruchu, albo pewne rzeczy są w ruchu, a inne w spoczynku. W tym ostatnim wypadku mogą również zachodzić trzy ewentualności, a mianowicie, rzeczy będące w ruchu mogą być zawsze w ruchu, a rzeczy będące w spoczynku zawsze w spoczynku, albo wszystkie rzeczy z natury swej mogą się na przemian to poruszać, to pozostawać w spoczynku; jest jeszcze i trzecia ewentualność, może być mianowicie tak, iż pewne rzeczy są zawsze nieruchome, inne zawsze w ruchu, a niektóre czasem w ruchu, a czasem w spoczynku. Tę ostatnią hipotezę musimy omówić, w niej bowiem leży rozwiązanie wszystkich wzmiankowanych trudności i ostateczne uwieńczenie badań naszego obecnego studium.

Twierdzić, że wszystko znajduje się w stanie spoczynku i poszukując na to racjonalnego dowodu lekceważyć w ten sposób świadectwo zmysłów, to objaw słabości rozumu. (...)

Co się tyczy ruchu przestrzennego, to zaiste byłoby dziwne, gdyby mogło ujść naszej uwagi zjawisko spadania kamienia czy pozostawania na ziemi. Co więcej, ziemia i wszystkie inne ciała muszą z konieczności pozostawać w swym właściwym miejscu i mogą być zeń usunięte tylko siłą. Jeżeli zatem pewne ciała zajmują właściwe sobie miejsce, to jest niemożliwe, ażeby wszystkie ciała były w ruchu.

Te i tym podobne argumenty powinny nas przekonać, że jest niemożliwe, ażeby wszystkie rzeczy były zawsze w ruchu albo, żeby wszystkie rzeczy zawsze były w spoczynku.

Nie jest też możliwe, ażeby pewne rzeczy były zawsze w spoczynku, a inne zawsze w ruchu, i ażeby żadna nie mogła być raz w ruchu, to znowu w spoczynku. Trzeba uznać tę teorię za niemożliwą na tej samej podstawie, o której poprzednio była mowa; wszak obserwujemy, iż wspomniane wyżej zmiany zachodzą w tych samych rzeczach. Ten, kto to podaje w wątpliwość, popada w konflikt z oczywistością, gdyż według tej teorii nie mógłby istnieć proces wzrostu; a nie mógłby też istnieć ruch wymuszony, bo ciało, będąc najpierw w spoczynku, nie mogło być następnie zmuszone do ruchu wbrew naturze. Teoria ta obala również powstawanie i ginięcie. Prawie wszyscy się zgadzają, iż znajdowanie się w ruchu, to pewnego rodzaju powstawanie i ginięcie; bo rzeczywiście kres zmiany jest albo tym, z czego, albo tym, w czym jest początek istnienia, a znowu początek zmiany jest albo tym, z czego, albo tym, w czym jest ustanie istnienia. Jest więc jasne, iż pewne rzeczy są niekiedy w ruchu, a inne w spoczynku. (...)

Pozostaje jeszcze do zbadania czy wszystkie rzeczy z natury są zdolne zarówno do poruszania się, jak i do pozostawania w spoczynku, czy też, podczas gdy pewne rzeczy są do tego zdolne, inne znajdują się zawsze w spoczynku, a jeszcze inne zawsze w ruchu; prawdziwość tego ostatniego twierdzenia zamierzamy teraz wykazać.

4. Ruch i czynniki ruchu

(...) Wśród rzeczy, których ruch ma charakter istotny, jedne czerpią go z siebie samych, inne z czegoś innego: przy czym w pewnych wypadkach ruch ich jest naturalny, w innych - wymuszony i nienaturalny. To bowiem, co czerpie ruch z siebie, jak np. wszystkie zwierzęta, porusza się ruchem naturalnym (zwierzę bowiem porusza się wskutek własnego wysiłku); a zawsze wtedy, gdy źródło ruchu rzeczy jest w niej samej, mówimy, że ruch tej rzeczy jest naturalny. Z tego przeto względu zwierzę jako całość porusza się ruchem naturalnym; natomiast ciało zwierzęcia może się poruszać zarówno w sposób naturalny, jak i nienaturalny: zależy to od przypadkowego rodzaju ruchu tudzież od elementów, z jakich się ciało składa.

Co się natomiast tyczy rzeczy poruszanych przez coś innego, to w pewnych wypadkach poruszają się ruchem naturalnym, w innych ruchem nienaturalnym; nienaturalnym, gdy np. przedmioty ziemskie poruszają się do góry, a ogień ku dołowi. Co więcej, części zwierząt poruszają się często ruchem nienaturalnym, wtedy mianowicie, gdy ich pozycja czy charakter ruchu są nienormalne.

Fakt, iż rzecz będąca w ruchu pobiera go ze źródła zewnętrznego, uderza szczególnie w tym wypadku, gdy owa rzecz porusza się ruchem nienaturalnym; staje się bowiem wtedy oczywiste, iż czerpie ona ruch z zewnątrz, a nie z siebie samej. Oprócz tych ruchów nienaturalnych rzucają światło na tę sprawę także ruchy naturalne występujące u istot, które się same poruszają, np. u zwierząt; jednakże nie to jest tutaj niejasne, czy ruch pochodzi od czegoś, lecz to, jak można w rzeczy odróżnić czynnik ruchu od tego, co jest poruszane. Wydaje się, że tak jak w okrętach oraz w rzeczach nie będących tworami naturalnymi, tak też i w zwierzętach można odróżnić to, co ruch wywołuje, tudzież to, co mu podlega, w tym mianowicie sensie, iż każde zwierzę wywołuje swój własny ruch.

Atoli największą trudność sprawia ostatnia część wyróżnionego przez nas wyżej podziału: wśród rzeczy poruszanych przez czynnik zewnętrzny - powiedzieliśmy tam - niektóre są poruszane wbrew naturze; pozostają jeszcze te, które w przeciwieństwie do tamtych poruszają się ruchem naturalnym. W stosunku do tych rzeczy trudno powiedzieć, wskutek czego się poruszają, jak np. rzeczy lekkie i ciężkie. Rzeczy te właściwie można tylko przemocą skierować ku miejscom przeciwnym ich naturze, natomiast ku miejscom sobie właściwym poruszają się ruchem zgodnym z naturą, jak np. ciała lekkie do góry, ciężkie ku dołowi. Lecz co jest przyczyną tego? Nie jest to już tak oczywiste, jak w przypadku ruchu przeciw naturze.

Nie można bowiem powiedzieć, iż rzeczy te poruszają się same przez się wskutek własnego działania: ruch taki jest tylko właściwy zwierzętom i istotom ożywionym. Mogłyby się również same zatrzymywać (sądzę, iż gdyby część jakaś mogła wywoływać swój własny ruch, to byłaby również zdolna do spowodowania zatrzymania się); a więc gdyby ogień był w stanie sam unosić się do góry, to jasne, że mógłby również kierować swój ruch ku dołowi. Byłoby nierozsądnie przypuszczać, iż te rzeczy, które się poruszają same przez się, mogą się poruszać tylko ruchem jednego rodzaju. A co za tym idzie, jak mogłoby się poruszać samo przez się to, co jest ciągłe i naturalnie jednorodne? 0 ile bowiem nie wskutek zetknięcia się jest jakaś rzecz jedna i ciągła, o tyle jest bierna; jeżeli natomiast rzecz jest podzielona, wówczas jedna część z natury jest czynnikiem działającym, druga - podlega działaniu. Wobec tego żadna z tych rzeczy, które są przedmiotem naszych rozważań, nie porusza się sama przez się (wszak są to substancje jednorodne), jak również nic, co by stanowiło ciągłość; w każdym wypadku czynnik ruchu musi być oddzielony od rzeczy poruszanej, tak jak to widzieliśmy na przykładzie rzeczy nieożywionych, gdy poruszała się istota żywa. Niemniej jest faktem, iż rzeczy te również zawsze czerpią swój ruch ze źródła zewnętrznego; stanie się to bardziej jasne, gdy rozróżnimy różne rodzaje przyczyn ruchu. (...)

Tak więc, gdy ogień lub ziemia są poruszane przez jakiś czynnik zewnętrzny, dzieje się tak już to wskutek ruchu wymuszonego, gdy jest przeciwny naturze, już to wskutek ruchu naturalnego, gdy urzeczywistnia te ich zdolności, które tkwią w nich potencjalnie. (...)

Lecz, zaznaczmy to, pytanie, na które chcemy odpowiedzieć, brzmi: dzięki czemu ciała lekkie i ciężkie poruszają się ku właściwym sobie miejscom? Przyczyna tego jest taka, iż rzeczy z natury swej dążą ku określonym miejscom; i to właśnie znaczy dla nich być lekkim czy ciężkim: mianowicie pierwsze jest określone przez "do góry", drugie przez "na dół". (...)

Ten, kto poruszył przeszkodę tamującą i uniemożliwiającą ruch, jest w pewnym sensie przyczyną ruchu, a w innym nie; jeżeli np. ktoś usunie kolumnę podtrzymującą strop albo wyjmie kamień z bukłaka zanurzonego w wodzie, będzie tylko akcydentalnie przyczyną ruchu, tak jak prawdziwą przyczyną ruchu kuli odbitej od muru nie będzie mur, lecz ten, kto ją rzucił.

Jest przeto jasne, iż żadna z tych rzeczy nie porusza się sama. Natomiast każda z nich mieści w sobie zasadę ruchu, jednakże nie do wywoływania go czy wykonywania, lecz do doznawania go.

Jeżeli zatem wszystkie rzeczy poruszające się albo się poruszą ruchem naturalnym, albo przeciw naturze i wymuszonym, i jeżeli wszystkie rzeczy, których ruch jest wymuszony i nienaturalny, są poruszane przez czynnik zewnętrzny; jeżeli dalej wszystkie rzeczy, których ruch jest naturalny, są również poruszane przez czynnik zewnętrzny - zarówno te, co się poruszają same, jak i te, które się same nie poruszają (np. rzeczy lekkie i ciężkie: zostały wszak poruszone albo przez to, co je a takimi uczyniło, albo przez to, co usunęło przeszkodę ich ruchu) - to wszystkie rzeczy będące w ruchu musiały być poruszone przez czynnik zewnętrzny.

5. Pierwszy czynnik ruchu

Rzecz może być poruszana przez czynnik zewnętrzny na dwa sposoby: albo czynnik ruchu nie porusza się sam przez się, lecz za pośrednictwem innej rzeczy, która go porusza, albo porusza się sama przez się; w tym drugim przypadku albo czynnik ruchu działa bezpośrednio na rzecz poruszaną, albo może być jedno lub więcej pośrednich ogniw: np. laska porusza kamień, a sama jest poruszana przez rękę człowieka, który już nie jest przez nic poruszany. Powiemy zatem, iż rzecz jest poruszana zarówno przez ostatni, jak i przez pierwszy czynnik; a raczej przez pierwszy, gdyż pierwszy czynnik porusza ostatni, podczas gdy ostatni nie porusza pierwszego. Co więcej: pierwszy może poruszyć rzecz bez ostatniego, podczas gdy ostatni nie potrafi tego uczynić bez pierwszego; np. laska nie może poruszyć niczego, jeżeli sama nie będzie poruszana przez człowieka.

Jeżeli zatem wszystko, co się porusza, musi być przez coś poruszane, a czynnik ruchu albo musi być z kolei sam przez coś poruszany, albo nie, i jeżeli jest przez coś innego poruszany, to musi być jakiś pierwszy czynnik ruchu, który by nie był już przez inną rzecz poruszany. (...)

Uwzględniając fakt, iż rzecz może się poruszać nie mając w sobie zasady ruchu, i że po drugie, rzecz może być w ruchu nie dzięki innej rzeczy, lecz dzięki samej sobie, może twierdzić z dużym prawdopodobieństwem, a nawet z całą stanowczością, że istnieje również trzecia możliwość, mianowicie czynnik, który wywołuje ruch, chociaż sam jest nieruchomy. (...)

Nie jest bynajmniej konieczne, ażeby to, co jest poruszane, musiało być zawsze poruszane przez coś innego, a to z kolei poruszane znów przez coś innego: szereg ten ma swój kres. A zatem pierwsza rzecz będąca w ruchu otrzyma swój ruch albo od czegoś, co jest w spoczynku, albo się będzie poruszać sama przez się. (...)

Niemożliwe jest jednak, by to, co się porusza samo przez się, poruszało się w całości samo przez się; bo gdyby było gatunkowo jedno i niepodzielne, wówczas jako całość doznawałoby i wywoływało ten sam ruch: a więc równocześnie doznawałoby zmiany i wywoływało zmianę, a tak samo uczyłoby kogoś i równocześnie uczyłoby siebie, albo przywracałoby zdrowie i równocześnie samo by przychodziło do zdrowia. (...)

W świetle tych wywodów staje się oczywiste, iż pierwszy czynnik ruchu jest nieruchomy; bo niezależnie od tego czy szereg rzeczy będących w ruchu i poruszanych przez inne rzeczy zatrzyma się na pierwszym czynniku ruchu nieruchomym, czy zatrzyma się na jakiejś rzeczy ruchomej, która się porusza i zatrzymuje sama przez się - z obydwóch założeń wynika, że we wszystkich wypadkach rzeczy będących w ruchu, pierwszy czynnik ruchu jest nieruchomy.

6. Jeden, wieczny i nieruchomy pierwszy czynnik ruchu

(...) W świetle następujących teraz wywodów okaże się, że pierwszy czynnik ruchu musi być czymś, co jest jedno i wieczne. Wykazaliśmy już, że ruch musi istnieć zawsze. A jeżeli jest wieczny, musi być również ciągły; bo to, co jest wieczne, jest też ciągłe, a to, co kolejne, nie jest ciągłe. Następnie, jeżeli ruch jest ciągły, jest jeden. A będzie wtedy i tylko wtedy jeden, jeżeli czynnik ruchu jest jeden i jeżeli przedmiot ruchu jest jeden; bo jeżeli czynnik ruchu i przedmiot ruchu są zawsze inne, ruch cały będzie w takim wypadku nie ciągły, lecz kolejny. (...)

Stało się więc jasne w świetle powyższych wywodów to, co na początku [rozdz. 3] uznaliśmy za pewną trudność; chodzi mianowicie o to, dlaczego nie wszystkie rzeczy są w spoczynku albo nie wszystkie są w ruchu, albo dlaczego pewne rzeczy nie są zawsze w ruchu, a inne zawsze w spoczynku, lecz jest tak, że pewne rzeczy są bądź w ruchu, to znowu w spoczynku? Przyczyna tego staje się teraz jasna; dzieje się tak mianowicie dlatego, gdyż niektóre rzeczy są poruszane przez wieczny i nieruchomy czynnik ruchu, i z tej racji są zawsze w ruchu, podczas gdy inne są poruszane przez ruchomy i zmieniający się czynnik ruchu, a wskutek tego również i one muszą się zmieniać. Natomiast co się tyczy nieruchomego czynnika ruchu, to jak już powiedziano, ponieważ stale jest pojedynczy i niezmienny oraz pozostaje zawsze w tym samym miejscu, będzie wywoływał ruch jednolity i prosty.

8. Tylko ruch kołowy może być ciągły i nieskończony

Teraz z kolei trzeba przystąpić do wykazania, iż może istnieć ruch nieskończony, jeden i ciągły, i że ruchem tym jest ruch kołowy. Wszystko, co się porusza ruchem przestrzennym, porusza się albo po kole, albo po linii prostej, albo wreszcie ruchem mieszanym. Jeżeli zatem jeden z tych ruchów nie jest ciągły, to nie będzie też ciągły i ten, który powstanie z połączenia obydwóch.

Jasne jest, że to, co się porusza po linii prostej i skończonej, nie będzie się poruszać w sposób ciągły; musi bowiem wrócić z powrotem, a to, co wraca z powrotem po linii prostej, wykonuje dwa ruchy przeciwne: są bowiem przeciwne względem miejsca ruchy do góry i na dół, do przodu i do tyłu oraz w prawo i w lewo; są to pary przeciwieństw dotyczące miejsca. (...)

Ruch kołowy, przeciwnie, będzie i jeden, i ciągły. Przy czym z faktu tego nie wynikną żadne niemożliwe do przyjęcia następstwa. To, co jest w ruchu od A, będzie się równocześnie poruszać, dzięki tej samej tendencji, ku A; porusza się bowiem ku temu punktowi, do którego ma przybyć; nie będzie się jednak poruszać ani ruchem przeciwnym, ani opozycyjnym. Bo w istocie ruch do punktu i ruch od punktu nie zawsze są przeciwne czy opozycyjne; są przeciwne wtedy i tylko wtedy, gdy przebiegają po tej samej linii prostej (są przeciwne w stosunku do siebie ze względu na miejsce, jak np. dwa ruchy wzdłuż średnicy koła, gdyż jej krańce są możliwie najdalej od siebie położone), a są opozycyjne, jeżeli przebiegają wzdłuż tej samej linii. Wobec tego nic nie stoi na przeszkodzie, ażeby ruch kołowy był ciągły i wolny od wszelkich przerw: bo ruch kołowy jest ruchem od pierwotnego miejsca do pierwotnego, podczas gdy ruch prostoliniowy jest ruchem od pierwotnego do innego miejsca. (...)

(...) żadna zmiana nie jest ani nieskończona, ani ciągła, z wyjątkiem ruchu kołowego.

9. Pierwotność ruchu kołowego

(...) W rzeczywistości nie ma ruchu po nieskończonej linii prostej, bo tego rodzaju nieskończoność nie istnieje. A gdyby nawet istniała, to i tak nic w ten sposób nie mogłoby się poruszać. To, co niemożliwe, nie może powstać, a przebyć nieskończoność, to właśnie niemożliwe. (...)

Wniosek, do którego doszliśmy, że mianowicie ruch kołowy jest jeden i ciągły, a że prostoliniowy nie jest taki, wydaje się nam dostatecznie uzasadniony. (...). W ruchu kołowym nic nie jest określone; bo dlaczego wśród punktów znajdujących się na linii ten raczej, a nie inny miałby być granicą? Każdy punkt jest w zasadzie z tej samej racji początkiem, końcem i środkiem; z tego przeto względu rzecz poruszająca się ruchem kołowym jest zawsze zarówno na początku, jak i na końcu, i nie jest tam nigdy. Dlatego też kula [obracając się] znajduje się w ruchu i w pewnym sensie w spoczynku, ponieważ zajmuje to samo miejsce. Przyczyną tego jest to, że wszystkie własności, o których była mowa, należą do środka, tzn. że środek jest zarówno punktem wyjściowym, jak i środkowym oraz końcowym przebytej przestrzeni. Wobec tego skoro punkt, od którego się ruch zaczyna, znajduje się poza kołem, to nie istnieje też punkt, w którym poruszające się ciało powinno spocząć, gdy skończy swój ruch. Ruch będzie się odbywał wokół punktu środkowego, a nie w kierunku punktu końcowego; dlatego kula pozostaje w miejscu, a masa całości trwa w pewnym sensie równie dobrze w spoczynku, jak i w ciągłym ruchu.

Ale wynika też coś przeciwnego: z jednej strony, ponieważ ruch kołowy jest miarą ruchów, musi też być z tego tytułu ruchem pierwotnym (wszystko bowiem mierzy się za pomocą czegoś pierwotnego); z drugiej strony, ponieważ ruch kołowy jest ruchem pierwotnym, jest też miarą wszystkich innych ruchów.

Ale znowu tylko ruch kołowy może być regularny; natomiast rzeczy poruszające się po linii prostej nie poruszają się regularnie od początku do końca; bo wszystkie, w miarę jak się oddalają od punktu wyjściowego, poruszają się coraz szybciej. Tylko więc ruch kołowy nie posiada w sobie z natury ani początku, ani końca - lecz na zewnątrz. (...)

Reasumując: wykazaliśmy, że ruch zawsze był i zawsze będzie przez cały czas; dalej - jaka jest zasada ruchu wiecznego, a jeszcze i to, jaki jest ruch pierwotny. Następnie: który to ruch jedyny może być wieczny, i w końcu to, że pierwszy czynnik ruchu jest nieruchomy.

10. O tym, że pierwszy czynnik ruchu nie posiada ani części, ani wielkości i jest na obwodzie świata

Przystąpimy teraz do wykazania, że pierwszy czynnik ruchu musi być pozbawiony części, i że nie może posiadać wielkości. Ustalmy jednak najpierw pewne twierdzenie wstępne. Pierwsza teza głosi, że to, co jest skończone, nie może wywołać ruchu nieskończonego. (...)

Wykażemy teraz, iż w żadnym wypadku nie jest możliwe, ażeby nieskończona siła mogła przebywać w skończonej wielkości. (...)

(...) Dobrze będzie jednak przedyskutować najpierw pewną trudność, która się wyłania w związku z ruchem przestrzennym. Jeżeli mianowicie wszystko, co się znajduje w ruchu, jest poruszane przez coś innego (z wyjątkiem oczywiście rzeczy, które się poruszają same przez się), jak to się dzieje, że niektóre spośród tych ciał poruszają się ciągle, nie będąc w kontakcie z siłą poruszającą? Jak np. pocisk. Jeżeli się powie, że siła poruszająca porusza w takich wypadkach również coś innego w tym samym czasie, to jednak nadal jest niemożliwe, ażeby istniał ruch powietrza bez kontaktu z pierwotną siłą poruszającą, która by je bezpośrednio poruszała. Zaiste wszystkie rzeczy poruszane będą w ruchu równocześnie z pierwotnym źródłem ruchu i przestaną się poruszać, skoro tylko przestanie je poruszać pierwotne źródło ruchu, nawet jeżeli tak, jak magnes, uczyni to, co poruszało, zdolnym do poruszania innych rzeczy. Trzeba i to powiedzieć, że pierwotne źródło ruchu czyni zdolnym do ruchu powietrze, wodę czy coś innego tego rodzaju, co z natury zdolne jest do ruchu, i do doznawania ruchu. Ale nie równocześnie rzecz ta przestaje poruszać i być poruszaną: a przestaje być poruszaną wtedy, gdy źródło ruchu przestaje poruszać; ale mimo to pozostaje jeszcze źródłem ruchu, pobudzając teraz do ruchu coś innego, coś, co doń przylega; o tym można z kolei powiedzieć to samo. Ruch stopniowo ustaje, gdy siła poruszająca słabnie w każdym następnym członie szeregu, a ustaje ostatecznie, gdy pewien człon nie przyczynia się już więcej do tego, ażeby przylegając doń następny człon był czynnikiem ruchu, lecz tylko wprawia go w ruch. Ruch tych dwóch ostatnich - jednego jako czynnika ruchu, drugiego jako ciała poruszanego - musi ustać równocześnie, a wraz z nimi ustanie cały ruch.

Ruch ten powstaje w rzeczach, które mogą się znajdować bądź w ruchu, bądź w spoczynku, i nie jest ciągły, lecz tylko wydaje się takim, a z tego powodu, ponieważ jest ruchem rzeczy, które albo się ze sobą stykają, albo są względem siebie kolejne; czynnik ruchu w istocie nie jest jeden, lecz jest cały szereg czynników przylegających do siebie; i dlatego ruch tego rodzaju występuje i w wodzie, i w powietrzu, a niektórzy nazywają go "wzajemnym przestawieniem". Wydaje się niemożliwe inne rozwiązanie, jak tylko przez nas opisane: wraz ze "wzajemnym przestawieniem" wszystkie człony tego szeregu poruszają się i powodują ruch równocześnie, a także ich ruchy ustają równocześnie. Mamy jednak na uwadze pewną rzecz, która się porusza w sposób ciągły; a więc dzięki czemu się porusza? Bo nie wskutek działania tego samego czynnika.

[Wracając do naszego dowodu:] Musi być w świecie rzeczy ruch ciągły; ruch ten jest pojedynczy; pojedynczy ruch musi być ruchem pewnej wielkości (bo to, co nie ma wielkości, nie może być w ruchu); wielkość musi być pojedynczą wielkością poruszaną przez ruch pojedynczy (bo w przeciwnym razie nie będzie to ruch ciągły, lecz przylegająca seria oddzielnych ruchów); jeżeli czynnik ruchu jest pojedynczy, to porusza, albo sam będąc w ruchu, albo jako nieruchomy; jeżeli sam jest w ruchu, powinien iść zgodnie razem z tym, co porusza, a więc i sam zostanie objęty procesem zmiany i będzie razem poruszany przez coś innego. Szereg ten zatrzyma się w końcu i dojdzie do punktu, w którym ruch jest udzielany przez coś, co jest nieruchome. Bo rzeczywiście ten czynnik ruchu nie musi się zmieniać pospołu z tym, co porusza, lecz będzie zawsze siłą napędową ruchu (wywoływanie bowiem ruchu w tych warunkach nie wymaga trudu); ruch ten jest regularny albo wyłącznie sam jeden, albo może tylko w stopniu wyższym niż inne, gdyż jego czynnik nie podlega żadnym zmianom. Ponadto, jeżeli ruch ma zachować ten sam charakter, przedmiot poruszany musi pozostawać w niezmienionym stosunku do czynnika ruchu. Wobec tego czynnik ruchu musi się znajdować albo w centrum, albo na obwodzie [tzn. na sferze gwiazd stałych], gdyż centrum i obwód to początek sfery. Najszybciej poruszają się te ciała, które się znajdują najbliżej źródła ruchu; w tym wypadku jest to ruch obwodu; tutaj jest właśnie źródło ruchu.

Powstaje jednak inna trudność: czy jest mianowicie możliwe, ażeby jakaś rzecz będąca w ruchu poruszała się w sposób ciągły, a nie [jak to utrzymywaliśmy] przez kolejno powtarzane pchanie, czyli że ciągłością byłaby tu raczej kolejność? Tego rodzaju czynnik ruchu albo musiałby kontynuować czynność pchania, albo ciągnąć, albo wykonywać obydwie te czynności, albo wreszcie działanie musiałoby zostać przejęte przez coś innego i przejść od jednego czynnika ruchu do innego (proces ten opisaliśmy poprzednio, jako odnoszący się do pocisku, gdyż powietrze [lub woda] będąc podzielne jest czynnikiem ruchu tylko dzięki temu, że różne jego części są poruszane jedna po drugiej); a w jednym i drugim wypadku ruch nie może być pojedynczy, lecz tylko przylegającą do siebie serią ruchów. Jedynym ciągłym ruchem będzie zatem ten, który jest wywołany przez nieruchomy czynnik ruchu. A jest ciągły dlatego, ponieważ czynnik ruchu pozostaje zawsze niezmienny, tak że jego stosunek do tego, co porusza, pozostaje również niezmienny i ciągły.

Po tych wyjaśnieniach staje się oczywiste, iż jest niemożliwe, ażeby pierwszy czynnik ruchu, który jest nieruchomy, miał jakąkolwiek wielkość. Bo gdyby miał jakąś wielkość, musiałby być albo skończony, albo nieskończony. To, iż nie może istnieć wielkość nieskończona, wykazaliśmy na poprzednich kartach Fizyk. A teraz dowiedliśmy, iż jest zgoła niemożliwe, ażeby jakaś rzecz mogła być poruszana przez skończoną wielkość w nieskończonym czasie. Pierwszy czynnik ruchu wywołuje ruch wieczny w czasie nieskończonym. Jest zatem jasne, iż pierwszy czynnik ruchu jest niepodzielny, bez części i pozbawiony jakiejkolwiek wielkości.

strona główna